Natalie wypuściła swoją magię w ciało nieprzytomnej kobiety i pokierowała nią by dotrzeć do każdego zakątka jej ciała. W jednej sekundzie uleczyła jej złamane żebra, siniaki i inne otarcia. Wlała w nią trochę ze swojej energii. Jednak pacjentka i tak się nie wybudziła. Czarodziejka zmarszczyła brwi. To nie z ciałem kobiety coś było nie tak tylko z „duszą" czy jak inaczej to nazwać. Moc Natalie objęła całą nieprzytomną i już wiedziała. Ktoś wyssał z Catariny całą magię, zapewne ci dwaj ifryci.

Jakimś dziwnym sposobem magia i energia czarowników łączyła się ze sobą. Kiedy czarownik był zmęczony, ale pełen magii, mógł nią doskonale władać. Ale jeśli ktoś był prawie całkowicie wyprany z magii to robił się również zmęczony i nie mógł normalnie funkcjonować.

Natalie miała teorię, że kiedy moc któregoś z jej rodzeństwa była na wyczerpaniu, zaczynali oni czerpać również z ich energii witalnej. Robili się zmęczeni. To pomagało utrzymać magię jak najdłużej w ciele czarownika. Czarownica nie miała pojęcia, co się stanie, gdy wyczerpie się ona całkowicie, ale mogła przewidzieć, że nic dobrego.

A teraz miała przed sobą tego żywy przypadek.

Odsunęła ręce i westchnęła. Nie mogła robić nic pochopnie, mogło to skutkować śmiercią Catariny. Jej komórka zawibrowała. Spojrzała na wyświetlacz.

„Ciała usunięte, brak świadków. Ifryci."

„Dzięki." – Odpisała.

Wyszła z sypialni i powędrowała do salonu. Usłyszała wesoły śmiech w kuchni, więc ruszyła do swoich przyjaciół. Stanęła cicho przy drzwiach patrząc na szczęśliwą parę. Alec chichotał uroczo, zaróżowiony na twarzy, zasłaniając swój promienny uśmiech ręką. Naprzeciwko niego Magnus opierał się o kuchenną szafkę, z ulotkami i komórką w ręce, cały w skowronkach z szerokim uśmiechem na twarzy, przez który robił się jeszcze piękniejszy. Patrzyli na siebie nawzajem jakby widzieli tylko siebie. Zakochani w sobie do szaleństwa, miłością, która może się zdarzyć tylko raz w życiu, która nie zna żadnych granic.

Łączyła ich głęboka więź, chyba nie do końca z tego świata.

Natalie nie wiedziała skąd wie, ale była pewna, ta dwójka ma do zrobienia coś niezwykle ważnego i że już zawsze będą razem, nie ważne co.

- Co jest takiego śmiesznego, co? – Zapytała wesolutko i podeszła do w podskokach.

Alec obrócił się do niej z błyszczącymi, całkowicie rozmarzonymi oczami.

- Kiepski gust Magnusa w serialach. – Odpowiedział radośnie.

- Niech zgadnę, te idiotyczne realisty show o modzie… Ah „Projekt runway"!

- Trafiłaś w dziesiątkę!

Natalie wybuchnęła wesołym śmiechem.

- Ej, proszę się ze mnie nie śmiać. – Bane udawał obrażonego.

- Spokojnie. Ja ciągle oglądam seriale o gotowaniu typu „Piekielna kuchnia", więc wiem co czujesz, dzieciaku. – Natalie puściła do niego oczko.

Usiadła obok Alec'a przy stole. Westchnęła.

- Pomyśleliście też o mnie zamawiając coś do żarcia? Głodna jestem, nie jadłam nic od obiadu. – Poskarżyła się.

- Jasne, mam nadzieję, że lubisz chińszczyznę. – Odparł chłopak lekko.

Pokiwała głową gorliwie.

- Co z Catariną? – Zapytał Magnus poważniejąc.

- Ech, nieprzytomna, ale żywa. Miejmy nadzieję, że obudzi się sama w ciągu tygodnia, albo dwóch. Fizycznie nic jej nie jest, tylko z jej mocą coś nie tak. – Westchnęła. – Zajmiesz się nią, tak?

- Oczywiście.

- A teraz powiedz nam co to za tajna misja na której jesteś. Ktoś zabija czarowników, dlaczego?

Natalie pokiwała głową zgadzając się.

- Masz racje, Alec, jestem wam to chyba winna. Muszę chyba zacząć od początku. Jakieś pięćset lat temu odwiedzałam mojego brata w Egipcie, był tam też taki jeden czarownik, nikt nie znał jego prawdziwego imienia, przezywał siebie Light. On jako jeden z nielicznych sam znalazł sposób by chłonąć magię innych. – Zamilkła na chwilę, zerkając na zainteresowanych jej opowieścią mężczyzn. – Oczywiście nie wykorzystywał tego by chodzić i zabierać czyjąś magię, ale chciał nią obdarować swoją żonę. No i udało mu się. Ale dziesięć lat później ona od niego odeszła, a on wylądował u nas topić smutki. Wszystko nam wyśpiewał. Wyglądało na to, że kobieta stała się kimś takim jak ifrycie, choć nie mogła posługiwać się magią, jeśli jej nie dostała od Lighta to przestała się starzeć, miała wzrok i co najgorsze, znała tajemnicę odbierania magii. Choć sama jej nie miała, nie stało to na przeszkodzie do jej zdobycia.

Wzruszyła ramionami.

- Jak się domyślacie w końcu się wydało. Najpierw tylko to, że zwykły człowiek może posługiwać się magią, często posługiwała się nią lepiej niż sam czarownik. Wszyscy byli zafascynowani. – Natalie potarła podbródek po profesorsku. Była zafascynowana wspomnianymi wydarzeniami. – Zdołałam się z nią zaprzyjaźnić. Chciałam ją chronić, nie obchodził mnie jej sekret, ale wiedziałam, że wiele potężnych czarowników może zechcieć jej go wydrzeć. Boję się pomyśleć jaki chaos by to spowodowało, totalna wojna, każdy chciałby być silniejszy niż jest i nikt nie chciałby być ofiarą. Zamknięty krąg. Ale wracając do głównego wątku, wiele osób nas odwiedzało by ją zobaczyć. No i w końcu jeden z przybyszów zdobył jej serce, seksowny, tajemniczy i szarmancki mężczyzna. Znielubiłam go jak tylko zaczął się do tej idiotki umizgiwać. Miałam oczywiście racje, okazało się, że domyślił się, że musiała w jakiś sposób zdobyć swoją moc. I wieść jakoś się rozniosła. Deo zostawił Inaję i powędrował w świat zostawiając po sobie jedynie trupy. Nie mogłam dopuścić by sprawy przybrały gorszy obrót. Razem z bratem i pomocą Lighta, ruszyliśmy dopaść Deo i zabić każdego kto stanie nam na drodze. Spiskowaliśmy, kłamaliśmy i zmylaliśmy tropy każdego kto chciał dowiedzieć się czegoś więcej o sprawie Inaji, zabiliśmy mnóstwo rządnych władzy drani i w końcu dorwaliśmy Deo. Po wielkiej walce zabiliśmy go i Inaję. Light nie mógł sobie wybaczyć i oddał nieśmiertelność swojemu ojcu. Od tamtej pory nic się nie działo. Aż miesiąc temu pojawiły się dwa trupy w Waszyngtonie. Po jakimś tygodniu zdołałam wybadać, że przez ostatnie miesiące znikali czarownicy i ifryci, w wielu miastach, ale nie w Nowym Jorku, a przecież to ważne miasto. Przyjechałam, więc tutaj sądząc, że wkrótce ktoś tu zaatakuje, miałam zamiar jakoś nawiązać kontakt z tutejszymi czarownikami i pilnować czy któryś nagle nie zniknie.

Zamilkła.

Alec i Magnus patrzyli na nią ponuro, myśląc nad czymś.

- Natalie, a ty to umiesz? No wiesz… - Łowca zrobił dziwny ogólny gest, ale czarodziejka od razu zrozumiała.

- Niestety, Inaja podzieliła się ze mną tym brzemieniem, ale użyłam tego tylko raz i zrobię to tylko jeszcze jeden raz. – Odparła z ponurą zaciekłością. – Tylko po to by zabić mojego ojca.

- Jakie to uczucie?

Spojrzała na niego niedowierzając własnym uszom. Po cholerę mu była potrzebna ta wiedza.

- Emmm… - Wyjąkała zdezorientowana. – To jakbyś wpadał do dziury bez dna i wysysał z kogoś światło. Trudno to kontrolować. – Odpowiedziała wreszcie poważnie.

Spojrzała mu w oczy, ale ten odwrócił wzrok i się zamyślił.

W tym momencie ocknął się za to Magnus.

- No dobrze, czyli te dwie sprawy są połączone i ktoś wysysa z nas moc. Dlaczego? Po tak długim czasie… - Powiedział marszcząc brwi.

- Dokładnie. To dobre pytania, na które jeszcze nie mam odpowiedzi. Mam nadzieję, że Catarina się obudzi i pomoże mi to zrozumieć. Dlatego masz o nią bardzo dbać.

- Oczywiście.

W tej chwili zabrzmiał dzwonek. Czarownik pobiegł otworzyć. O nogi Alec'a otarł się kot, więc ten go złapał i zaczął głaskać.

- Dlaczego zapytałeś się akurat o to? – Zapytała Natalie cicho gdy już byli sami.

- Tak tylko z ciekawości. – Odparł chłopak wzruszając ramionami, co w ogóle jej nie przekonało.

- Jesteśmy przyjaciółmi, możesz mi wszystko powiedzieć. Nie musisz się martwić, ja traktuję moje przyjaźnie bardzo poważnie i wiem, że ty swoje też.

- Ja tylko… To… to nic. Naprawdę nic. Zapewne nic. – Zacinał się w odpowiedzi. – Tylko coś dziwnego się zdarzyło gdy ją ratowałem. Nie ma nic wspólnego z tym co powiedziałaś. Leżałem na ziemi, już myślałem, że tam zaraz umrę, ale potem w jednej chwili on celował do mnie z wielkiej kuli magii, a w następnej stoi z ogromną dziurą w bebechach. – Wyszeptał do niej szybko. – Nie mam pojęcia co to mogło być.

Natalie kiwnęła głową zastanawiając się, ale w tej chwili wszedł Magnus, więc odsunęli się od siebie trochę, niekomfortowo. Bane położył na stole siatkę i dwa pudełka z chińszczyzną.

- Nikmati makanan Anda!* – Powiedział wesoło.

- Terima kasih!** – Odpowiedziała Natalie płynnie. Uśmiechnęła się niewinnie widząc jego minę. – Więc pochodzisz z Indonezji. Jak miło.

- Ach, tak. A ty skąd pochodzisz?

- Z terenów Rosji, blisko Syberii. Niezbyt przyjazna okolica i na dodatek przyjebani starzy nie zostawili mi najlepszych wspomnień moich młodszych lat. – Zachichotała. – Na całe szczęście zawsze byłam taka inteligentna i zaradna. I znam wiele języków, więc nawet nie myślcie wyśmiewać się ze mnie w jakimś bo na pewno go znam i skopie wam dupy. – Zagroziła im żartobliwie.

- Jasne!

Alec zajadał się swoim dużym burgerem i wszyscy jedli chwilę w ciszy. W końcu Natalie zerknęła na zegarek. Było po 23.

- Do diabła, już tak późno. Ja się zwijam. Oczywiście razem z żarciem. – Powiedziała Natalie wstają. – Wy też nie siedźcie za długo, dzieciaczki jak wy już dawno powinny grzecznie spać. – Zaśmiała się wariacko i wypadła z kuchni, goniło ją głośne „Pa!" Alec'a.

Jedli dalej w komfortowym milczeniu. Alec zastanawiał ię głęboko nad tym co mówiła Natalie. Uczucie upadania do dziury bez dna, tak? Ale to przecież niemożliwe…

- O czym tak myślisz?

Alec oprzytomniał i spojrzał na ukochanego.

- O tym, że mamy wolną chate. – Zażartował sugestywnie powodując u czarownika wybuch śmiechu.

- Kochanie, czy ty cały czas myślisz tylko o jednym?

- Nie, tylko 95% mojego czasu. Pozostałe pięć myślę o jedzeniu. – Jego wypowiedź znowu spowodowała wybuch wesołości.

Magnus uśmiechnął się czule, przekrzywiając słodko głowę. Alec odstawił puste opakowanie na stół i oparł się wygodnie do tyłu, zaczął głaskać kotka leżącego wygodnie na jego kolanach.

- Co tak patrzysz, słonko? – Zapytał zaczepnie. – Wspominasz czasy przed emeryturą, dziadku?

Bane skrzywił się zabawnie.

- A jeszcze przed chwilą byłeś taki słodki.

- Nigdy nie jestem słodki, tylko męski. – Zażartował.

Znowu zaczęli chichotać jak dwie nastolatki.

- A ty jesteś uroczy. – Zaripostował po chwili łowca.

- Naprawdę zaczynam się zastanawiać czy nie przenieść tej konwersacji do sypialni. – Wymamrotał Magnus przez dłoń zasłaniającą jego uśmiech.

- Jaki z ciebie dobry właściciel, nie chcesz traumatyzować swoich mebli kuchennych. Jak to się mówi „co się zobaczyło to się nie odzobaczy". – Żartował łowca dalej, wpatrując się intensywnie w oczy czarownika. – Jest mi tu wygodnie, dziękuje bardzo. Może później.

Spojrzenie Magnusa zmieniło się z rozbawionego na nieprzeniknione.

- Czy mi się wydaje czy wyostrzył ci się żart od ostatniego razu jak się widzieliśmy?

- Może. A może lubię po prostu próbować nowych rzeczy. – Odparł Alec robiąc minę człowieka zastanawiającego się. Kot jakby czytając jego myśli wyskoczył z jego kolan na podłogę i pognał jak szalony do salonu.

- Jakich to rzeczy? – Zapytał mężczyzna.

Alec myślał chwilę nad odpowiedzią.

- Chyba najlepszym słowem które je opisuje jest „zboczone". – Oznajmił udając powagę.

Magnus wydał odgłos jakby się krztusił i wybuchnął śmiechem.

- Na Lilith, Alec, chyba nigdy nie przestaniesz mnie zaskakiwać.

- Mam taką nadzieję. – Odpowiedział Alec wychylając się do przodu i całując go.

Zaczęło się od niewinnego, słodkiego pocałunku. Nie widząc kiedy, Lightwood wylądował na kolanach czarownika. Mężczyzna wsunął dłonie w jedwabiste, czarne włosy ukochanego przekrzywiając głowę jego głowę w jedną stronę. Uchylił językiem jego ustach pogłębiając pocałunek, wydobywając z niego zadowolony jęk. Dłonie Aleca zanurzyły się pod jego koszulę, głaszcząc i drapiąc jego brzuch i plecy. Gorliwie odpowiadał na wszystko, cokolwiek by Magnus nie wymyślił. W końcu czarownik oderwał się od jego ust i zaczął całować po szyi, ssąc i pieszcząc, wsłuchując się w urywany oddech chłopaka, z czasami nawet i jęki, jak w cudowną, unikalną muzykę. Zakręciło mu się lekko w głowie od niesamowitego szczęścia i przyjemności. Chciał się z nim dzisiaj kochać.

Jednak Alec był taki młody, no i dopiero co się poznali (tydzień temu). Wtedy byli kompletnie zalani i nie do końca się kontrolowali. Czy on na pewno tego chciał?

Magnus odchylił lekko głowę i spojrzał na zarumienionego chłopaka w ramionach. Oczy miał zamknięte, oddech ciężki, urywany, usta cudownie czerwone i wilgotne od jego pocałunków. Kłamałby, ktokolwiek śmiałby twierdzić, że widział cudowniejszy widok niż ten.

Chłopak uchylił powieki i popatrzył na niego namiętnie.

- Co? – Głos miał cudownie zachrypnięty i seksowny. Czarownik przełknął ślinę.

Trzymaj się chłopie, pomyślał.

- Nie uważasz, że powinniśmy… brać te rzeczy trochę wolniej? – Zapytał.

- Wolniej? Aaa rozumiem. – Odparł po chwili Alec, uśmiechnął się leciutko. – Chcesz bym ci najpierw obciągnął?

Po raz pierwszy w jego życiu Magnusa Bane'a totalnie zatkało.

- Co? To…to znaczy…nie o…

- Więc nie chcesz bym ci obciągnął? – Dopytał się chłopak, lekko zawiedziony.

- Eeee… To nie tak, że nie chcę…

- No to ustalone. – Zawyrokował Alexander znowu go całując.

To zamknęło Magnusowi buzię i wyłączyło wątpliwości. Na Lilith, ten łowca naprawdę chciał pójść do łóżka z niedawno poznanym czarownikiem, po pijaku czy na trzeźwo. Nastolatki i ich energia…

Ich pocałunek powoli zmieniał się w coraz bardziej naglący, zachłanny i namiętny. Przerywali go tylko na sekundę by zaczerpnąć powietrza i wracali do niego z nową energią. Alec oderwał usta od jego ust i zaczął sunąć nimi w dół szczęki czarownik, zostawił mokre pocałunki na jego szyi. Ssał, gryzł i pieścił jego skórę, wyciągając z Magnusa ciche westchnięcia rozkoszy.

Jego dłoń sunęła w dół jego klatki piersiowej aż sięgnął do rozporka i zaczął go rozpinać.

Złapała go dłoń Magnusa.

- Wow, wow, co tu się wyprawia? – Zapytał seksownie zachrypniętym głosem.

- To co obiecałem, tak? – Odparł Alec cichym zalotnym tonem. Pocałował go słodko w usta.

Rozpiął rozporek do końca, zacisnął dłoń na jego penisie i zaczął nią poruszać, w dół i w górę. Magnus jęknął cicho, ale Alec pocałował go namiętnie wkładając mu język do ust, tłumiąc dźwięki, które czarownik wydawał. Po ręką łowcy jego członek szybko stał się twardy i gorący.

- Chryste. – Wymamrotał mężczyzna próbując złapać oddech.

- Nie, to tylko ja. – Odparł Alec z seksownym uśmiechem.

Cmoknął go jeszcze raz w usta i ześliznął się z niego na podłogę. Bane'owi zrobiło się cholernie gorąco, gdy zobaczył swojego chłopaka przed nim na kolanach. Dobrze, że siedział na krześle inaczej mógłby się przewrócić z wrażenia.

Alec pochylił się w jego stronę, wziął go ust główkę jego członka i zaczął ssać. Czarownik westchnął na przyjemne uczucie rozchodzące się po jego ciele. Oblizał usta, jedną dłoń wsunął w jego włosy, a drugą zacisnął mocno na siedzeniu krzesła. Z przyjemnością obserwował jak chłopak porusza głową, a jego twardy członek znika w jego mokrych, gorących ustach raz za razem. To było nieziemsko seksowne i podniecające.

Magnus pozwalał by przyjemność wypełniała go cudownymi falami, ale nie pozwalał by nim zawładnęły. Chciał by ta chwila trwała jak najdłużej i nie doprowadziła go na skraj. Nie był samolubem do cholery, nie miał zamiaru być jedynym, który będzie czuł się wprost zaje-kurwa-biście. Zwalniał chłopaka, gdy ten zaczynał przyśpieszać.

W końcu Alec wysunął go z ust, oddychając szybko. Oparł się o kolano kochanka.

- Podoba ci się to w ogóle? – Zapytał prostolinijnie.

Magnus stłumił chichot.

- Nawet nie wiesz jak bardzo. – Aż za bardzo, pomyślał.

- Dobrze. Bo to nie tak, że w ogóle wiem co robie…

No tak. Czarownik nie mógł wprost uwierzyć, że za tym cudownym chłopakiem nie łaziły tłumy fanek.

Złapał Aleca za ramię i podniósł, wstali razem na nogi. Czarownik pocałował go namiętnie, chłopak oddał go gorliwie. Jednak ten odwrócił go plecami do siebie jednym ruchem ręki, przytulił do siebie i zaczął oddawać mokre całusy na jego szyi. Jego dłoń wsunęła się w spodnie łowcy, zaciskając na zaniedbanym do tej pory członku. Alec westchnął zadowolony.

- Pochyl się do przodu i połóż ręce na stole. – Wymamrotał mu na ucho Magnus, rozpinając rozporek jego spodni.

- Na twoje życzenie, panie. – Odpowiedział chłopak zalotnie.

Magnus popchał go do przodu trochę bardziej brutalnie niż zamierzał, ale Alec tylko jęknął i zrobił to co mu kazano. Czarownik pstryknięciem pozbył się z niego ubrań od pasa w dół, przez co chłopak westchnął zdumiony nagłym zimnem.

Bane wszedł w niego dwoma palcami z wyczarowanym lubrykantem i zaczął przygotowywać. Powoli wsuwał i wysuwał się z niego, doczarowując więcej pożytecznego smaru. Alec opuścił głowę pomiędzy ramiona i mruczał cicho co jakiś czas, zrelaksowany i niecierpliwy. Czarownik dodał trzeci palec i zaczął go rozciągać, wchodząc głęboko, docierając do jego prostaty. Za każdym razem gdy docieraj do tego miejsca Alec wydawał urocze jęki. W końcu zdecydował, że chłopak jest przygotowany, wyciągnął z niego palce. Położył dłonie po bokach jego bioder i wszedł w niego powoli, trzymając chłopaka by się nie poruszał. Ten wydał z siebie zadowolone westchnięcie.

Gdy już wszedł cały zaczął się wolno poruszać, ledwie z niego wychodząc. Nie było w tej chwili lepszego miejsca niż gorące wnętrze Aleca. Za każdym razem trafiał w ten punkt. Oboje mieli urywane oddechy i gorące rumieńce na twarzach. Kochali się najpierw powoli, wczuwając się w odczuwaną przyjemność, w miarę szybko lecącego czasu coraz szybciej. Paznokcie łowcy drapały blat stołu, kiedy Magnus wchodził w niego coraz bardziej porywczo, mocniej, brutalniej.

- Magnus, Magnus, Magnus… - Powtarzał chłopak jak mantrę.

Magnus zaklął po indonezyjsku, pochylił się do przodu, opierając się o krawędzie stołu. Alec poruszał niecierpliwie biodrami będąc na skraju świadomości od nadmiaru nieziemskiej przyjemności. Jęczał i klął jak szewc, w końcu doszedł mocno. Magnus oplótł jego pierś ramieniem i przytulił do siebie. Zaczął go całować po szyi i ssać tak mocno, że na pewno zostanie ślad. Zatopił mocno zęby w części w której szyja łączy się z ramieniem. Alec zasyczał z przyjemności pomieszanej z bólem i doszedł ponownie, Magnus zaraz po nim.

Czarownik oderwał od niego zęby i poczuł w ustach krew. Dotknął swoich ust i zobaczył na palcach czerwony ślad. Spojrzał na szyję Aleca i zobaczył krwawy odcisk jego zębów.

Cofnął się lekko, wychodząc z niego. Chłopak wydał lekkie westchnienie i odwrócił się chwiejnie, oczy ciągle miał jeszcze zamglone przez seks.

- Na anioła, to było coś. – Uśmiechnął się jak szaleniec.

Spoglądał na Magnusa z uśmiechem.

- Ja… przepraszam. Ugryzłem cię dość mocno.

Alec zmarszczył brwi próbując sobie przypomnieć kiedy rzeczona rzecz miała miejsce. W końcu dotknął lekko szyi i rozsmarował sobie swoją krew na palcach.

- Och. To nic, miewałem gorsze rany. – Zaśmiał się.

Usiadł na swoim krześle i przeciągnął się. Spojrzał na wciąż stojącego w miejscu kochanka.

- Słonko, schowaj zaganiacza. – Zaczął chichotać.

Magnus nagle się ocknął i zaczerwienił.

- Ach, tak. – Zapiął rozporek. Alec zaczął śmiać się głośniej.

- Gdzie moje spodnie? – Zapytał.

Magnus rozejrzał i zobaczył je na krześle po drugiej stronie stołu. Podał je swojemu chłopakowi. Ten założył najpierw bokserki, a potem swoje czarne skórzane spodnie. Westchnął.

- Musimy to robić częściej. Raz na tydzień to zdecydowanie za mało.

Czarownik od razu się z nim zgodził. Alec sprawdził telefon i ponownie westchnął.

- Siostra każe wracać. A raczej kazała. Godzinę temu. – Skrzywił się.

- Odwiozę cię. – Powiedział głosem nieznającym sprzeciwu.

- Nie mamy zbytnio farta, co? – Zaczął marudzić Alec. – Jak się spotkamy to mamy tylko parę godzin i znowu muszę wracać do mojego… więzienia. Tym razem mam wszystko gdzieś będę się wyrywał co dwa dni w nocy. Co ty na to. Będziemy mogli porozmawiać twarzą w twarz. Nie będę się wysypiać, ale kij z tym.

- Jestem za. – Zgodził się Mag. – Ale tylko jeśli będę po ciebie przyjeżdżał i cię odwoził.

Łowca kiwnął głową, że się zgadza.

- Poczekaj. – Czarownik wymknął się na chwilę z kuchni i wrócił z małym telefonem. – Dla ciebie, ma zapisany mój numer.

- Dziękuję. – Alec uśmiechnął się wdzięcznie.

Pocałowali się delikatnie.

- Dobra, chodź. Nie ma czasu do stracenia.

Jechali w komfortowym milczeniu. Alec wycierał przed lusterkiem krew z szyi. Widniał pod nią niezły ślad po zębach.

- Niezłą musisz mieć szczękę. – Mruknął Alec z podziwem. Zaśmiał się cicho.

Zajechali pod instytut.

- Koniec przejażdżki.

Chłopak spojrzał na czarownika, ale nie wysiadł.

- Hmmm, o co chodzi? – Zapytał starszy mężczyzna.

- Nabrałem niezłej ochoty na seks w samochodzie. – Powiedział Alec niskim tonem.

Magnus spojrzał na niego zastanawiając się.

- To ściągaj spodnie. – Odpowiedział zachrypniętym głosem.

W czasie kiedy chłopak z ochotą zrzucał ciuchy, mężczyzna rzucił czar na szyby samochodu. Po chwili Alec wdrapał się na kolana kochanka i zaczął go całować. Magnus odpowiedział równie ochoczo, rozpinając rozporek, a potem ściągając z niego wkurzający sweter. Zamknął usta na jego sutku ssąc i gryząc aż usłyszał jęki z ust ukochanego. Ustawił swojego penisa i wszedł w niego głęboko, do końca. Łowca krzyknął cicho z nagłej przyjemności i zaczął wiercić biodrami, unosić je i opuszczać na twardy członek mężczyzny. Obojgu puściły jakiekolwiek zahamowania. Kochali się gwałtownie, mocno. W samochodzie szybko zrobiło się gorąco i parno. Słychać było ich jęki i przekleństwa. W końcu doszli tak gwałtownie jak się kochali. Alec opadł na ramię Magnusa i oddychał ciężko przy jego uchu. Czarownik zobaczył na jego szyi znak po jego zębach i poczuł dziką satysfakcje, że zdołał go zaznaczyć. Alexander był jego i tylko jego.

Rzeczony chłopak przytulił się do niego mocno.

- Nie chcę tam wracać. – Wymamrotał.

- Ja też nie chcę byś tam wracał. Ale twoja rodzina na ciebie czeka.

Odpowiedziało mu prychnięcie i jakieś niemrawe pomruki.

- Co tam mamroczesz?

- Co to za rodzina, która mnie więzi tylko dlatego, że raz poszedłem sobie wypić.

- Twoja. – Zaśmiał się Magnus.

Alexander spojrzał na niego i też się uśmiechnął.

- Dobra, zbieram się. – Westchnął.

Jakoś się z niego zsunął i szybko ubrał. Czarownik złapał go za ramię.

- Daj, uzdrowię ci to. – Mruknął pokazując na jego szyję.

- Nie, nie, daj spokój, to nic. – Chłopak odepchnął jego rękę jakby go parzyła. – Narysuję sobie w domu iratze i tyle.

Wyszedł z samochodu, pomachał do kierowcy i zniknął.


Czując, że dopada go zmęczenie, Alec doczłapał do swojego pokoju. Zdziwił się, gdy zobaczył zapalone światło, a zaraz potem Maxa leżącego na jego łóżku, z rozłożonymi po dziecinnemu rączkami, na jego brzuchu leżał otwarty stary komiks Aleca.

Chłopak uśmiechnął się czując jak ciepło rozlewa mu się po sercu. Zdjął buty, zgasił duże i ruszył do łóżka. Zapalił małą lampkę na stoliku nocnym, przesunął lekko Maxa, nie chcąc go budzić, ale ten otworzył nagle oczy.

- Alec, już jesteś. – Mruknął mały, zaspany.

- A więc to ty, mały urwisie, pożyczasz sobie moje komiksy, co? – Zaśmiał się łowca.

- Mhm. Przepraszam, że tak bez pytania.

- Nie martw się. – Odpowiedział zmęczonym tonem Alec. – Co powiesz na taką umowę, ty nie powiesz rodzicom, że się wymknąłem, a ja kupię ci jakieś fajne mangi i je sobie poczytamy, co?

- Tak! Jakieś o walkach i demonach i wojownikach i magach… - Zawołał Max wesoło podskakując dupą na łóżku.

Alec położył się, przykrył kołdrą i zamknął oczy. Wymruczał coś na znak zgody. Braciszek wpakował się pod kołdrę obok niego i położył główkę na jego piersi, przytulił się do niego. Ręka łowcy na oślep zgasiła lampkę.

- Dziwnie pachniesz. – Wymruczał nagle Max.

- Tak?

- Mhmmm, ale ładnie…

Alec zachichotał i zaraz zasnął.


Ło Boże, ale się napisałam! I jestem coraz lepsza w opisie sexów, nie uważacie? Huehuehue… Jak to pisałam siostra łaziła po pokoju i raz po raz musiałam przerywać, żenujące jest pisanie takiego czegoś XD I niestety w ogóle nie podnieca czytanie własnych erotyków Smuteczek. A kolejny rozdzialik się pisze! I akcja zapierdala jak szalona!

A od pisania sexów trudniejsze jest jeszcze pisanie walk, nie jestem przecież jakąś specjalistką od broni…