IV
-Badam odczucia załogi. Jakieś sugestię, poruczniku?- zapytałam pracującego przy konsolecie mężczyznę. Gdy mnie usłyszał, wyprostował się i otarł spocone czoło ręką.
-Załoga spisuje się bardzo dobrze. Każdy oczekuje rozkazów, pani komandor. Nic do zgłoszenia. - odpowiedział Alenko, salutując.
-Spoczni, żołnierzu.- uśmiechnęłam się do niego. Zareagował tak jak przypuszczałam- lekkim poruszeniem warg.
-Czy potrzebujesz czegoś konkretnego, pani komandor? Tali zdenerwowała Adamsa, a może Wrex zdemolował połowę zbrojowni?- rzekł z rozbawieniem. Brąz jego oczu na chwilę zabłysł.
Co się z tobą dzieję?
-Pani komandor, czy coś się stało?- usłyszałam zdenerwowany głos Alenki. Pewnie zobaczył, że przyglądam mu się bez celu, nie wypowiadając żadnego słowa od dłuższego czasu.
Nie. Nic nie jest w porządku. Śmierć Jenkinsa, Saren, gethy, a na dodatek moje emocje, których nie rozumiałam.
Nie.
-Tak. Wszystko w porządku, poruczniku. Po prostu się zamyśliłam.
- Nad czymś ważnym?- wiedziałam, że ktoś wreszcie o to zapyta, ale nie sądziłam o takie łączenie faktów Alenko.
-Opowiesz mi coś o sobie, Alenko? Warto znać własną załogę.- odpowiedziałam pytaniem na pytanie.
Wiedzał, że dzisiejszego dnia nie jestem skłonna do opisywania własnego życia. Za dużo w nim bólu i strachu. Nie chciałam o tym mówić.
Po chwili porucznik rozluźnił się i opowiedział mi o swoim pobycie na Stacji Gagarina, turiańskim instruktorze Vyrnnusie oraz dziewczynie imieniem Rahna.
Chłonęłam z ciekawością wszystkie informacje, które mi przekazał.
-Musiało być ci bardzo ciężko, gdy zrozumiałeś, że Rahna nie chce utrzymywać z tobą kontaktu.- stwierdziłam po zakończonej historii.
-Byłem niestabilnyn emocjonalnie dzieciakiem. W tamtym momencie nie mogłem zrozumieć decyzji Rahny.- opuścił głowę, wpatrując się w swoje buty.
Było mi go żal. Nie wiedziałam, że jeden z członków mojej załogi miał trudne dzieciństwo. Wstąpił do wojska, ponieważ chciał zapomnieć o swojej biotycznej przeszłości. Pragnął tylko stabilizacji, a nie wytykania palcami. Wszczepiono mu neuroimplant L-2, który podwyższał jego zdolności biotyczne. Niestety wiązało się to z licznymi problemami zdrowotnymi.
-Jednak mimo to, nie byłeś zły na Vyrnnusa dlatego, że skrzywdził Rahnę. Dlaczego? Co się takiego wydarzyło?- musiałam go o to zapytać.
Alenko wpatrywał się we mnie przez chwilę, a potem zaczerpnął powietrza.
-Zrozumiałem, że jeśli będę trzymał urazę do końca życia, to nigdy nie spojrzę sobie prosto w twarz, pani komandor. W tej wojnie liczy się każda pomoc, a jeśli będę nienawidził turian, a zwłaszcza Vyrnnusa- nigdy jej nie wygramy. To nie litość, ale pewien punkt widzenia.- dodał- Przecież Garrus nie jest taki zły, prawda?- zaśmiał się krótko w moją stronę.
Coraz bardziej mnie zaskakiwał. Pozytywnie.
Pokiwałam tylko głową z uznaniem. W przyszłości zostanie mądrym i oddanym przywódcą.
-Alenko, nie musisz zgrywać twardziela. Jesteś mądrym mężczyzną, którego życie bardzo zmieniło. Podziwiam cię za twój punkt widzenia, to dojrzałe. Mało znam takich ludzi.- odpowiedziałam mu, wpędzając go w zakłopotanie. Powinien wiedzieć, co o nim myślę.
-Pani komandor...ja...dziękuję. Za wszystko.- wydukał powoli ze skrępowaniem.
Zmarszczyłam brwi.
Co on mówi?
-Za co mi dziękujesz, poruczniku?- zdziwiłam się.
Przede mną stał mężczyzna, który w jednej chwili zamienił się w samotnego i bezradnego człowieka. Chciałam go pocieszyć i przytulić. Jednak takie zachowanie nie przystoi dowódcy.
Niech to szlag! W tym momencie nie byłam panią komandor, ale zwykłą kobietą. A ten mężczyzna potrzebował słów otuchy. Nie mogłam go zostawić.
Cholera.
Spojrzałam w jego oczy i zobaczyłam odpowiedź na moje wcześniejsze pytanie.
-Może uznasz to, pani komandor za nie przestrzeganie regulaminu, ale cieszę się, że po prostu mnie wysłuchałaś. Żaden z poprzednich dowódców nie przejął się moimi problemami. Ja...- rzekł spokojnie z lekko wyczuwalnie drżącym głosem.
Cholera. Niech wezmie szlag tę popieprzoną fraternizację.
-Nie musisz mi dziękować, Alenko. To ja powinnam ci za to, co powiedziałeś na Cytadeli w towarzystwie Ashley.
Zarumienił się na myśl o naszej rozmowie na stacji kosmicznej. Wtedy otwarcie powiedział, że podziwia moją osobę nie tylko jako dowódcę. Myślałam, że była to tylko jednorazowa słabość. Myliłam się, sądząc po jego reakcji.
Jednak nie wolno mi było tak myśleć.
-Powinieneś wrócić do pracy, poruczniku.- dodałam pośpiesznie.
Może byłam pod wpływem własnych niezrozumiałych uczyć, ale nie pozwolę, aby moje potrzeby zniszczyły naszą misję.
Nie teraz.
Przez chwilę zobaczyłam na jego twarzy niezrozumienie, a później całkowitą rezygnację. Dłonie, które trzymał na konsolecie opadły wzdłuż ciała. Poczułam w sercu pogardę do samej siebie.
-Tak jest, pani komandor.- zasalutował mi i powoli odwrócił się w drugą stronę.
Uświadomiłam sobie, że trzymając go na dystans niszczę samą siebie.
Kaidan.
Wypowiedziałam jego imię w swojej głowie. Zamknęłam oczy, a gdy je otworzyłam spięta sylwetka porucznika nadal była widoczna w półmroku statku.
-Porozmawiamy później- moje słowa odbiły się echem od grubych ścian Normandii. A może mi się tylko wydawało?
Już miałam odejść, gdy nienaturalny impuls kazał mi się zatrzymać.
Spojrzałam na mężczyznę raz jeszcze.
-Kaidanie...- dodałam cicho, prawie szeptem.
Jego ciało drgnęło, a dłonie rozluźniły się.
Kaidan Alenko.
Zapraszam do komentowania!
Bardzo się cieszę za tak liczne wyświetlenia!
Do zobaczenia :)
