Rozdział dłuższy od poprzednich, wiele też wnoszący. Enjoy!

-Proszę, wejdź, napijesz się może kieliszek wina - Spytała i nie czekając na odpowiedź nalała kieliszek, który popłynął w powietrzu wprost do ręki Daemona, któremu chyba po raz pierwszy w życiu zabrakło słów, jednak nie trwało to zbyt długo, gdy tylko kieliszek wylądował w jego dłoni Daemon przyjął swoją dworską maskę pełną złowróżbnego chłodu i wróżącego tragedię uśmiechu, po czym skłonił się nadmiernie nisko.

- Księże, proszę, byś chwilowo zrezygnował z planów uśmiercenia mnie, zdjął tę dworską maskę i zajął się naszym wspólnym wrogiem Dorotheą. Poza tym znam odpowiedzi na wiele pytań, które od tak dawna sobie zadajesz, i jeżeli dasz mi czas i powody, żebym Ci zaufała, obiecuje odpowiedzieć na nie wszystkie. Proszę, czy usiądziesz ze mną – Powiedziała wskazując na krzesło po przeciwnej stronie stolika.

Daemon chyba po raz pierwszy w życiu osłupiał, bo właśnie spotkał na swojej drodze kobietę, która ani się go nie bała, ani nie próbowała uwieść, oniemiały, nie bardzo zastanawiając się nad tym, co robi podszedł i usiadł we wskazanym miejscu, był tak zadziwiony zachowaniem kobiety, że zaczął czuć pokusę zapytania jej o odpowiedzi na te pytania, ponieważ miał ich wiele.

- W takim razie zacznijmy od początku, zapewne powiedziano Ci, że nazywam się Ismira, nie jest to do końca prawdą, jest to imię, które podaje publicznie, tak naprawdę nazywam się Sheila– Daemon miał wrażenie, że kiedyś już słyszał to imię, ale gdzie i kiedy, nie wiedział, a gdy odpowiedź już zaczynała pojawiać mu się przed oczami, rozpływała się jak pod wpływem podmuchu wiatru, to było niezwykle frustrujące. Czarownica chyba to zobaczyła.

- Ach, zapomniałam o zaklęciu ochronnym, wybacz, ale nie mogę, go teraz znieść, zbyt dużo rzeczy się z tym wiąże, mogę jedynie powiedzieć, że dobrze Ci się wydaje, spotkaliśmy się już kiedyś kilka stuleci temu, wybacz, ale musieliśmy to usunąć z Twojej pamięci. – Daemon miał już dosyć wzbierała w nim irytacja, w końcu nie wytrzymał i wybuchnął.

- Co się tu dzieje! Kim jesteś, że mówisz o Wielkim Lordzie, który przechadzał się po królestwach dziesiątki wieków temu, jakbyś widywała go na popołudniowej herbatce i kim jest ten ON, z którym śmiałaś grzebać w MOJEJ pamięci i coś z niej USUWAĆ?!

W pokoju zapanował chaos, wyglądało to jak trzęsienie ziemi i trąba powietrzna w jednym, gdy Daemon uwolnił swój gniew, moc była tak potężna, że z pomieszczenia nic nie powinno zostać, ba! Cały dwór powinien obrócić się w proch, a tymczasem w ułamku sekundy moc została wessana przez osłony, a jedynym śladem po niej był lekko kołyszący się żyrandol.

- Właśnie wzmocniłeś te osłony bardziej niż cokolwiek wcześniej, dziękuję, a czy teraz mógłbyś z łaski swojej trochę się uspokoić i posłuchać tego, co chce Ci powiedzieć?! - Powiedziała nieznoszącym sprzeciwu głosem Królowej, lecz Daemon nic sobie z tego nie robił, gdy nie można było jej powstrzymać wielką mocą czarnych kamieni postanowił ograniczyć jego użycie do minimum.

Na odległość centymetra od jej krzesła zarzucił osłonę, by uniemożliwić jej ucieczkę, po czym przywołał sztylet i w mgnieniu oka stanął za jej plecami, chwytając za włosy i przykładając ostrze do szyi.

- Nie to TY mnie posłuchaj – Wywarczał przez zaciśnięte zęby – Albo powiesz mi, kim jesteś i co się tu na ognie piekielne dzieje, albo poderżnę ci gardło – powiedział to, akcentując przyciśnięciem ostrza mocniej do szyi.

Królowa zamarła, lecz ku jego zdziwieniu nie okazała strachu, nim Daemon zdążył mrugnąć poczuł, że do nadgarstka trzymającego sztylet ma przyciśnięty ostry paznokieć, spojrzał w dół, ząb węża.

Nawet, jeżeli nosiła tylko opal, choć pomimo tego, że właśnie taki kamień zwisał na jej szyi, zaczynał jednak wątpić, jej jad jednak mógł skutecznie utrudnić mu dalszą walkę. Na pewno nie byłby śmiertelny, po królestwach nie chodziła osoba, której jad byłby zabójczy dla niego, czarnego wdowca i posiadacza czarnego kamienia, jednak zaaplikowanie mu całego woreczka mogłoby mieć nieprzyjemne skutki. Warknął sfrustrowany i nieco rozluźnił uchwyt na nożu, tak, aby władczyni mogła bez przeszkód coś powiedzieć.

- No to mamy sytuację patową, Ty trzymasz mi nóż na gardle, a ja grożę zaaplikowaniem Ci trucizny, która może cię nie zabije, jednak jest dużo mocniejsza, niż można by się spodziewać. Ponieważ ta sytuacja nie ma sensu, to może zgodzisz się na powrócenie do cywilizowanej rozmowy?

- A niby, dlaczego miałbym to zrobić, uwierz mi, że zdążę poderżnąć Ci gardło nim się zorientujesz, wtedy uniknę nawet trucizny. Nie uważasz, że to dobry pomysł? – Wysyczał Daemon.

- To byłby raczej kiepski pomysł, ale przecież jakoś wciąż jeszcze żyje, więc zapewne korci cię uzyskanie odpowiedzi na pewne pytania, których sabat Klepsydry unika. Daj mi szansę, a opowiem Ci, kim jesteś, kto jest Twoim ojcem, a także skąd znam Wielkiego Lorda. – Daemon zaczynał być zainteresowany, jednak jeszcze nie dość, by całkowicie odpuścić, co prawda zabrał nóż i usiadł na swoim miejscu, jednak osłona ograniczająca dalej otaczała królową.

- Zamieniam się w słuch, daj mi odpowiedź, na chociaż na jedno z tych pytań, to zastanowię się, czy darować Ci życie. – Sheila westchnęła, lecz po chwili zadecydowała, o czym ma powiedzieć.

- To może zacznijmy od Wielkiego Lorda, skąd go znam pozostanie jeszcze na razie tajemnicą, ale mogę powiedzieć, że on dalej żyje i przechadza się po królestwach, choć najczęściej przebywa w Piekle, to czasami spędza czas w Kealler, do Terrille przyjeżdża tylko w to miejsce. – Chyba widziała wyraz szoku malujący się na twarzy Daemona, ale niewzruszona kontynuowała.

- Wiele lat temu Wielki Lord poczuł, że nadszedł już czas, by usunąć się z królestwa żywych, jednak nie mógł go opuścić całkowicie i stać się szeptem w ciemności, bo po śmierci Cassandry wiedział, że ma przed sobą jeszcze jedno zadanie.

Musi doczekać przyjścia na świat nowej Czarownicy i przeprowadzić ją przez ścieżki ciemności znane tylko najpotężniejszym z Krwawych. Zadbać, by nie stlała się niczyją marionetką i utrzymać jej istnienie w tajemnicy, do czasu, gdy będzie dość silna, by objąć należne jej stanowisko, władczyni Ebon Askawi. Dać jej wiedzę, którą tylko on posiada i wspierać ją, a także obdarzyć miłością.

- To się staruszek trochę pomylił, to JA urodziłem się, by zostać kochankiem czarownicy! – królowa zamiast być przerażona jego tonem zaczęła się głośno śmiać. – Och Książe, mam nadzieję, że będziecie mieli szansę odbyć w tym temacie dyskusję, mam nadzieję, że będę mogła popatrzyć, to będzie niezłe widowisko – Zachichotała! Zachichotała w tej zabójczej sytuacji! – Jednak chyba mnie nie do końca zrozumiałeś. Pamiętaj, że on był już małżonkiem Cassandry, dla nadchodzącej Czarownicy będzie ostoją, oparciem, będzie jej duchowym ojcem. – Zawahała się chwilę niepewna czy chce dokończyć, ale jednak postanowiła spróbować, więc dodała po cichu. – Choć znając jego charakter to, jako duchowy ojciec też będzie miał coś do powiedzenia w sprawie jej adoratorów. Powinnam już zacząć sprzedawać bilety!- Dokończyła klaszcząc w dłonie.

Sytuacja była tak absurdalna, że z Daemona opadły resztki gniewu i też się roześmiał opuszczając osłonę, która osaczała królową.

Rozdział stanowczo dłuższy, trochę się dzieje i to tak naprawdę teraz dowiadujemy się, o czym opowiada ta historia, mam nadzieję, że się Wam spodoba i liczę na komentarze.

Niestety rozdziały nie pojawiają się tak często, jak bym chciała, ponieważ przed zamieszczeniem staram się wielokrotnie je czytać, żeby uniknąć błędów, (jeżeli takie się pojawiają, to proszę, mówcie) dlatego też małe ogłoszenie – szukam bety, bo zawsze jeszcze jedna para oczu się przyda ;)