ROZDZIAŁ 4: WYBUCH EMOCJI
Mężczyzna chodził po pokoju, zastanawiając się jakie kroki powinien podjąć. Kiedy Aomine Daiki wkroczył na scenę, w jego planach nastąpiły drobne zmiany,. Zachichotał.
Głupi Daiki, głupi Ryouta. Wpadną w moje sidła, tańcząc tak, jak im zagram - pomyślał złowieszczo.
Oblizał wargi, zastanawiając się czy Ryouta zdążył już znów rozłożyć nogi przed facetem, którego tak długo kochał. Ach, jak bardzo podobało mu się trzymanie blondyna, kiedy krzyczał, gdy obaj tonęli w rozkoszy. Był pewny, że Ryouta myślał, że to Daiki go trzymał za każdym razem, kiedy go pieprzył.
Zamknął oczy, przypominając sobie stare, dobre czasy. Kiedy poznał Ryoutę, chłopak zachowywał się jak pies, który stracił swojego właściciela. Tak łatwo manipuluję się facetem, któremu właśnie złamano serce. Zaoferował mu współczucie i udawał, że rozumie jego uczucia. Że rozumie jak to jest, kiedy ktoś cię zostawi i porzuci po tym jak cały oddałeś się tej osobie.
Bezmózgi sukinsyn. Nikt nie da ci niczego, jeśli nie dostanie czegoś w zamian. A teraz się zemszczę. Jak on śmiał zdeptać moją dumę i zrobić ze mnie głupca, który się za nim ugania. Jest tylko moją zabawką, którą mogę zepsuć, a nawet rozbić na kawałki. Ośmielił się uciec. Zawsze będziesz moim uroczym zwierzaczkiem, Ryouta. A teraz założę na ciebie smycz, która połączy cię ze mną na zawsze. Sprawię, że przeżyjesz piekło. A Aomine Daiki nie będzie mógł niczego zrobić, żeby uwolnić cię ode mnie, ponieważ najpierw pozbędę się jego. Uśmiechnął się ironicznie, przesuwając ręką po broni. To tylko kwestia czasu, zanim znów znajdziesz się w moich rękach, Ryouta.
Kise myślał intensywnie, patrząc w lustro. W jego głowie panował chaos. Zanim Aomine ponownie wkroczył do jego życia, miał tyle innych rzeczy, o których mógłby myśleć. A teraz pojawiła się ta cała sprawa z tym tak zwanym prześladowcą. Mógł się założyć, że był nim facet, z którym był, kiedy stracił wszelkie powody do tego, żeby żyć. W końcu ile razy ten człowiek zakradał się do jego domu i szeptał mu do ucha te szokujące groźby.
Wiedział dokładnie, czego ten facet chciał. Był chorym sadystą, więc miał szczęście, że uciekł stamtąd żywy. Ale mężczyzna ścigał go i zabawiał się z nim. Nie zamierzał wracać do tego sukinsyna. Przede wszystkim popełnił błąd, pozwalając mu się omamić. A teraz znów miał z nim do czynienia. Nie chciał się bać. Dopadnie tego kolesia i wymierzy mu karę za to, co zrobił mu wcześniej. Nie pozwoli mu zniszczyć wszystkiego, nad czym pracował przez te wszystkie lata.
Ale byłoby łatwiej, gdyby Aomine się nie pokazywał, dlatego że tylko mieszał mu w głowie. Dlatego że przez to miał ograniczone ruchy. Nie mógł trzeźwo myśleć. Jak mógł to zrobić, jeśli będący w pobliżu Aomine jednocześnie krępował go i przerażał? Zawsze powtarzał sobie, że sam rozwiąże tę sprawę. To była jego walka i zamierzał ją wygrać.
Ale wszystko, nad czym tak ciężko pracował znalazło się w niebezpieczeństwie. Dlaczego? Dlatego że to się działo. Miłość, którą próbował schować głęboko w sercu, powracała. I przez to już czuł się pokonany. Bezpieczeństwo Aomine wisiało na włosku, a on nie miał pojęcia, że to on był powodem, dla którego Aomine znajdował się w niebezpieczeństwie.
Co innego, gdyby Aomine zajmował się swoją pracą gdzie indziej, ale prowadzenie tej sprawy nie było czymś, o czym marzył. Musiał podjąć drastyczne kroki, żeby Aomine go zostawił. Zostanie znienawidzony, to pewne. Ale wolał zaakceptować to, niż narażać Aomine. Jeśli pozbędzie się tego faceta, Aomine nie będzie miał powodów, żeby z nim zostać i to będzie koniec jego obowiązków jako ochroniarza. Zastanawiał się jaką broń powinien kupić. Wyszedł z pokoju i poszedł na plan, gdzie został przywitany przez personel i swoich fanów.
Kise znów został przez nich otoczony. Menedżerowi wystarczył sam widok tego, że się uśmiechał i był wesoły jak zawsze. Troszczył się o Kise jak o brata i wiedział, iż miał szczęście, że go spotkał. Może poznanie się i wzajemne dodanie sobie sił było ich przeznaczeniem. Na razie był zadowolony tym, co się działo. Oprócz tego, że Kise ktoś groził, chciał skupić się na szczęściu chłopaka i dlatego wynajął Aomine Daikiego.
Wiedział o wszystkim, co wydarzyło się między nimi w przeszłości. Nie zmuszał Kise, żeby mu o tym opowiedział, ale pewnej nocy blondyn po prostu wybuchł i wyjawił swoją relację z Aomine. To był taki tragiczny widok i historia. Kise czuł się taki poniżony, taki skrzywdzony i taki załamany tylko dlatego, że kochał faceta, który nigdy ani trochę nie odwzajemniał jego uczuć. Chciał tylko, żeby Kise był szczęśliwy. Nie zależało mu na tym, żeby do siebie wrócili, ponieważ przypuszczał, że Aomine nie kocha Kise. Chciał tylko, żeby rozwiązali całą sprawę i żeby Kise znów był wolny i kochany. Zasługiwał na to.
Aomine przyjechał po Kise, zaraz przed tym jak zrobiło się ciemno. Wracali do domu w ciszy. Żaden z nich nie zakłócał spokoju w samochodzie, ponieważ obaj intensywnie myśleli. Jeden pogrążył się w myślach, zastanawiając się jak pozbyć się drugiego, a drugi był skoncentrowany na tym jak zdobyć zaufanie tego pierwszego. Dotarli do domu cali i zdrowi, ale zanim Kise otworzył drzwi samochodu, Aomine go powstrzymał.
- Kise, możemy poważnie porozmawiać? – zapytał.
- Nie możemy zrobić tego w domu? Jestem wyczerpany i chcę odpocząć – odparł nonszalancko blondyn, próbując wysiąść z samochodu. Aomine złapał go dosyć mocno za ramię, a Kise wzdrygnął się, kiedy poczuł znajomy dotyk na swoim ciele. Odwrócił się do opalonego mężczyzny ze ściągniętymi brwiami. Jego oczy ewidentnie kwestionowały jego zachowanie, jednak wewnątrz chłopak drżał.
Aomine był zdesperowany. Wiedział, że Kise nie będzie wobec niego taki pobłażliwy i wyrozumiały. Ale tu nie chodziło o jakieś błahe sprawy. Chodziło o życie Kise i nie zamierzał ryzykować.
- Kise, proszę, posłuchaj mnie. Ale najpierw muszę cię o coś zapytać. Czy możemy na czas tej sprawy po prostu zapomnieć o tym, co się kiedyś stało? Wiem, że proszę o zbyt wiele, ale twoja obojętność wszystko utrudnia. Nie będę w stanie rozwiązać tej sprawy, jeśli przez cały czas będziesz próbował mnie zignorować. Jak mam cię chronić, jeśli wiem, że mi nie ufasz? Chcę, żebyś ze mną współpracował, a możemy to osiągnąć tylko jeśli będziemy udawać, że mnie nie nienawidzisz. Przynajmniej na czas, kiedy obaj znajdujemy się w tej sytuacji. Wiem, że wiesz o co mi chodzi. Zacznij ze mną rozmawiać – wyjaśnił Aomine, a w jego głosie słychać było błaganie.
Kise zaczął się śmiać. Najpierw cicho, a później maniakalnie. Nie potrafił zdusić narastających w nim emocji. Tego już za wiele! Czy Aomine próbuje być zabawny, bo to jakiś absurd! Co to kurwa było? Udawać, że nic się nie stało?
Chciał uderzyć chłopaka w twarz, żeby odzyskał zdrowy rozsądek. Aomine znów traktował go jak coś oczywistego. Jak mógł to powiedzieć z taką łatwością? Czy on nie pamięta jak wiele bólu sprawił Kise? Jak upokarzające były jego ostatnie słowa skierowane do blondyna? Jak znienawidził go tylko dlatego, że tamten powiedział, że przez cały czas go kochał? Kise pokręcił głową, a w jego oczach zebrały się łzy. Był pewny, że to przez to, że został zraniony.
Aomine znów z łatwością przebił jego serce swoimi słowami. Nie przypuszczał, że może sprawić, by jeszcze raz poczuł się taki zdruzgotany. Samymi słowami. Wolałby zostać pobity fizycznie, niż znów doświadczyć takiego upokorzenia. To już nie było zabawne. Dalej śmiał się jak szalony, a Aomine patrzył na jego reakcją z widocznym szokiem na twarzy. Po jakimś czasie Kise w końcu się uspokoił. Otarł łzy i opanował się. Następnie spojrzał na Aomine.
- Więc chcesz się pobawić w odgrywanie ról, Aomine? Nie podejrzewałem, że marzysz o tym, żeby zostać aktorem! Czy to nie ty zawsze powtarzałeś mi, że taka praca jest do dupy? – zadrwił z niego.
- Pozwól, że coś ci powiem. Chcesz, żebym zachowywał się tak, jakby nic się między nami nie stało. Chcesz, żebym udawał faceta, który ci ufa i jest zależny od twoich jakże wspaniałych umiejętności po to, żeby złapać bandytę? Czy to prawda, Aomine? – prychnął Kise, patrząc z nienawiścią na chłopaka.
Aomine nie wiedział co powiedzieć. Kise był bardziej niż wściekły. Czuł to i nie wiedział jak na to zareagować. Był pewny, że cokolwiek powie, to nie zrobi żadnej różnicy, a prawdopodobnie tylko pogorszy sytuację. Lecz mimo wszystko próbował wszystko wyjaśnić. Być może zaczął trochę zbyt ostro, nie biorąc pod uwagę uczuć Kise. Spróbuje przejść przez to spokojnie.
- Posłuchaj, Kise, próbuję po— Ale Aomine nie dostał szansy, żeby dokończyć swoją myśl.
- PIERDOLĘ WSZYSTKO, CO MÓWISZ! PIERDOLĘ CIEBIE I TWOJE GLUPIE POMYSŁY! – Klatka piersiowa Kise gwałtownie się unosiła. Nie mógł już dłużej kontrolować swoich emocji.
- Myślisz, że to takie łatwe, huh, Aomine?! Myślisz, że możesz sobie tak po prostu rozkazać mi zachowywać się, jakby nic się nie stało? Niech cię szlag! Po tych trzech latach nadal tak łatwo ci deptać po moich uczuciach! Tak łatwo mówić takie rzeczy? Jak myślisz, jak ja się teraz czuję? Zastanawiałeś się chociaż przez sekundę jakie to dla mnie trudne? Samo patrzenie na twoją twarz, samo słuchanie twojego głosu, samo odczuwanie twojej obecności przy mim boku?!
Model zatrzymał się, żeby zaczerpnąć powietrza. – Cholera! Nigdy nie chciałem się znowu spotkać. Nigdy nie chciałem cię z powrotem w moim życiu. Nigdy nie chciałem z tobą niczego robić! Tak bardzo się staram zapomnieć, a ty mówisz mi coś takiego? Jeszcze ci mało? Chcesz, żebym znowu przeżył piekło? Chcesz, żebym wyglądał tak żałośnie, żebyś mógł ledwo powstrzymać śmiech na mój widok? Uważasz to za zabawne? Huh, Aomine? Powiedz mi, czego ty jeszcze ode mnie chcesz? Żebym rozłożył ramiona i wrzeszczał na cały świat, że jestem w tobie tak żałośnie zakochany? Kurwa, kurwa, KURWA!
Kise schował twarz w dłoniach. Zaczął gwałtownie szlochać. Nie wiedział już co robić. Czuł, jakby umierał i nikt nie mógł go ocalić.
Aomine zamarł w miejscu. Słowa Kise go zszokowały. Wiedział jaki był kiedyś okropny, ale nigdy nie przyszło mu do głowy, że Kise mógł się czuć aż tak zraniony po tych wszystkich latach. Sądził, że mu przejdzie i pozna osobę, którą będzie mógł kochać. Kogoś, kto będzie zasługiwał na blondyna bardziej niż on, który zachował się wobec Kise jak ostatni sukinsyn.
- Kise. – Aomine chciał dotknąć Kise, ale jego ręka zawisła w powietrzu, ponieważ naprawdę nie wiedział co powiedzieć. Bał się, że może tylko wszystko pogorszyć i jeszcze bardziej skrzywdzić Kise. A jednak podjął ryzyko. Objął Kise, próbując go pocieszyć.
- Ryouta, uspokój się, proszę. – Głos Aomine był łagodny i kojący. Kise znieruchomiał. Znajomy zapach, znajome ciepło, znajome uczucie. A jednak to wszystko było bolesne. Chciał więcej, a jednak odmawiał. Pragnął jego dotyku, a jednak go nienawidził. Dostał swoją nauczkę. Już nie popełni tych samych błędów i nikt ponownie nie rozerwie jego serca na kawałki. Odepchnął Aomine i spojrzał na niego ze złością. Myślał intensywnie, ważąc opcje. Wiedział, że ten facet tak łatwo się nie podda. Wciąż musiał wykonać swoje zadanie, bez względu na to, kto był w tę sprawę zaangażowany.
Kise odetchnął ciężko. Miał czerwone oczy. Wyglądało na to, że trochę się uspokoił i już więcej nie wybuchnie.
- To nie powinno być takie trudne. Muszę tylko udawać dziewicę w niebezpieczeństwie, która czeka aż książę ją uratuje. Muszę tylko siedzieć w kącie, podczas gdy ty będziesz ścigał przestępcę. Czy o to ci chodziło? – Nie czekał na odpowiedź.
- Nie martw się. Mogę tego dokonać. W końcu od lat stoję przed kamerą. Jeśli nie masz nic do powiedzenia, wejdę do środka. – Kise wysiadł z samochodu i skierował się w stronę domu. Kiedy wszedł do swojego pokoju i zamknął drzwi, ugięły się pod nim kolana i upadł na podłogę.
To zbyt wiele. Zbyt wiele do ciężkiej cholery! Skulił się i położył głowę na kolanach. Znów zaczął płakać. Jak długo będzie cierpiał? Chciał tylko być kochany. Czy prosił o zbyt wiele?
