Obudziłam się przypięta pasami do łóżka szpitalnego . Z mojego ciała wychodziły różne kable i maszyny. Chciałam się poruszyć, ale ból w klatce piersiowej był bardzo okropny i mi na to nie pozwalał. Nie wiedziałam co robić. Rozglądałam się po pomieszczeniu i nagle zauważyłam, że zostało opuszczone w pośpiechu. Drzwi były wyłamane i leżały na ziemi, okno- wybite a odłamki szkła leżały pod łóżkiem. Próbowałam różnych sposobów na wydostanie się z tego okropnego pomieszczenia, lecz żaden nie był skuteczny. Nagle usłyszałam dobiegający z korytarza krzyk. Odruchowo odwróciłam się w tamtym kierunku, lecz zobaczyłam tylko szybko przesuwający się cień. Przeraziło mnie to. Położyłam głowę i zobaczyłam, że nade mną znajduje się piła, a przy obu rękach wisiały gigantyczne igły i wiertła. Musiałam coś zrobić! Zaczęłam krzyczeć, wołać o pomoc, ale nikt nie przychodził. Byłam ubrana tylko w fartuch szpitalny. Nagle usłyszałam dziwny głos:

-Proszone jest o natychmiastowe wyłączenie systemu, ponieważ urządzenia pomocy medycznej mogą być użyte w nieodpowiedni sposób.

Gdy tylko to usłyszałam, odruchowo zaczęłam szarpać się z pasami. Nagle coś zaczęło pikać i usłyszałam dziwny syk. Lewa igła zaczęła się zbliżać do mojej ręki. Zaczęłam się mocniej szarpać, gdy usłyszałam:

-Włączyć impuls elektromagnetyczny.

Poczułam, jak moje ciało przechodzi kilkanaście Voltów, a mięśnie wiotczeją. Stałam się bezwładna! Mogłam ruszać tylko gałkami ocznymi. Igła była coraz bliżej mojej dłoni. Czułam, jak ostrze igły przebija cienką skórę, przebija się przez tkanki mięśniowe i wchodzi coraz głębiej. Po kilku sekundach usłyszałam cichy stukot. Przebiło moją dłoń na wylot. Krew trysnęła małym strumyczkiem i rozlała się na łóżku, a ja nawet nie mogę się ruszyć. Łzy pociekły mi z i oczu. Ostrze zaczęło się wysuwać z rany. Była to kolejna dawka ból, której nie mogłam znieść. Igła powoli zaczęła unosić się w górę tak, że po chwili mogłam ją zobaczyć w całej okazałości. Kapała z niej krew. Poczułam mrowienie w dłoni. Była przebita na wylot . Wszędzie była krew. Nagle, do moich uszu, dotarł znowu ten sam głos:

-Uruchomić Prawe Wiertło .

Gdy to ususzałam, zrobiło mi się niedobrze. Kwas żołądkowy podchodził mi do gardła na samą myśl o kolejnych męczarniach. Usłyszałam, jak wiertło się uruchamia. Zbliżało się do mojej dłoni. Było coraz bliżej, czułam, że słabnę. Było mi niedobrze. Impuls elektromagnetyczny przestał działać i powoli odzyskiwałam czucie. Wiertło zbliżyło się do dłoni, zaczęłam krzyczeć w niebogłosy. Miałam wrażenie, że wszystko dzieje się w zwolnionym tempie. Piekło mnie. Na początku wiertło tylko delikatnie nacisnęło na skórę, lecz i pociekła krew. Poczułam przenikliwy ból w ręce i wzdłuż kręgosłupa. Ostrze zsuwało się powoli coraz głębiej. Powoli, powolutku… Usłyszałam głuche chrupanie. Zaczęło piłować mi kość. Poczułam zawroty głowy, miałam duszności a do tego wszystkiego odczuwałam piekielny ból. Krzyczałam długo, ale po kilku minutach zrozumiałam, że nic mi to nie pomoże. Kość pękła, a wiertło dalej kręciło się w mojej dłoni. Powieki strasznie mi ciążyły. Nie mogłam wytrzymać z bólu. Wiertło dotarło końca, a ja widziałam wszystko w ciemniejszych barwach. Czułam, jak krew obficie wypływa z rany. Traciłam świadomość, lecz co chwilę coś do mnie docierało: chyba… widziałam dziecko stojące w drzwiach. Słyszałam krzyk kobiety. Po raz kolejny rozległ się tajemniczy głos:

- Inpuls... ele… i pił… czaszkowa…

Otworzyłam oczy. Nad moją głową znajdowało się ostrze wyglądało jak piła. Miała nad sobą czerwoną lampkę, która zaczęła świecić. Uruchomiona piła zaczęła zbliżać się do mojej twarzy, a ja żegnałam się ze swoim życiem, gdy usłyszałam:

-Proszę pani! Mogę pani jakość pomóc?

Odwróciłam wzrok na osobę, stojącą w drzwiach. Była tam dziewczynka o blond włosach i błękitnych oczach. Jej twarz przypominała lalkę. Miała ubranie, całkowicie ubrudzone krwią. Piła zbliżała się do mnie. Zostało kilka najwyżej kilka minut życia. Dziewczynka podbiegła do łóżka i zaczęła rozpinać pasy bezpieczeństwa. Piła była coraz bliżej. Odpięła pasy na nogach zbliżyła się do rąk. Usłyszałam krzyk obrzydzenia i strachu. Delikatnie dotknęła mojej ręki i odpięła pierwsze kajdany. Krzyknęłam

-Pospiesz się!

-Dobrze, proszę pani!

Dziewczynka zaczęła biec naokoło łóżka, ale przewróciła się na kałuży krwi i wylądowało twarzą na ziemi. Chciałam prawą ręką odpiąć lewy pas, ale poczułam ostry ból i nie mogłam nią ruszyć. Słyszałam świst piły tuż przy moich policzkach. Dziewczyna wstała, rozpięła ostatni pas i z całej siły mnie popchnęła. Uderzyłam o ziemię i głowę. Nie mogłam się ruszyć, moje ciało zdrętwiało. Dziewczynka podbiegła do mnie chciała mnie chwycić za rękę, ale gdy zobaczyła moje dłonie, zrezygnowała z tego pomysłu. Usłyszałam uderzenie piły w metalowe pręty łóżka. Wystraszyłyśmy się obie, a dziewczynka osunęła się na ziemie. Maszyna piknęła trzy razy i się wyłączyła. Dziewczynka i podniosła mnie za ramię. Widziałem w jej oczach strach i łzy, było mi jej żal. Co ona robiła sama w szpitalu? Nawet sama nie wiem, gdzie. Ból nie ustępował, był coraz gorszy. Szok minął i zaczęłam wszystko dokładnie czuć.

-Proszę pani! Znajdę apteczkę i zaraz ją tu przyniosę! Obiecuję!- zapewniła mała.

Pobiegła do następnej sali i przyniosła bandaże, maści, tabletki przeciwbólowe, gaziki i inne potrzebne rzeczy. Podeszła do mnie i zaczęła opatrywać moje ręce. Zapytałam :

-Jak masz na imię?

-Mam na imię May, proszę pani- powiedziała nieśmiało.

-Ja mam na imię Ada Wong. Kto Cię nauczył bandażować ranny?- spytałam delikatnie.

-Moja mamusia jest lekarzem i mi pokazała jak, to się robi- wyjaśniła blondynka.

-A my? Gdzie się znajdujemy?- dopytywałam.

-W kooperacji Neo-Umbrella, w oddziale Szpitalnym proszę pani- odpowiedziała grzecznie May.

-Mów do mnie Ada.

-Dobrze proszę pan…. Znaczy Ada…

-Co się tutaj stało?- spytałam, już poważnym głosem.

-Oni… to coś… nas zakatowało… to było straszne… bałam się! Zjadło moją mamusie… jej pacjent… to było straszne... nie mogłam pomóc…- tłumaczyła chaotycznie. Dziewczynka zaczęła płakać, a ja do niej podeszłam, przytuliłam i powiedziałam:

-Teraz jesteśmy razem i będziemy o siebie dbać...