Dziękuję za polubienia i śledzenia. To karmi wenę, wiecie?

I zanim zaczniemy, powtórzę ostrzeżenie mojej niezawodnej bety, Freji: końcówka jest naprawdę mocna i czytanie w czasie picia herbaty grozi zapluciem ze śmiechu monitora.

Ostrzeżenia: cukier i romans

Sitek: ano taka herbatka to dopiero coś. O potędze Polski pomarzyć można, ale kto wie czy naprawdę nie wejdziemy do wyższej ligi w Europie, biorąc pod uwagę degręgoladę w UE. Co do naszej pary, tak masz rację i zarodek zaraz przejdzie w coś więcej. Ech, takich romansów już nie ma, przynajmniej na Zachodzie.

Percy nie miał szans, jednak Słowianie to mają inną odporność na alkohol.

FrejaAleeera1: Aleksander, to dopiero zacznie prezentować swoje drzazgi. I oczywiście, że jest bardziej wyniosły niż Rufus, ma bowiem świadomość swego pochodzenia i trzech literek przed nazwiskiem. Elaine dorosła, a co do Hermiony ona jeszcze namiesza, a zamierzam zrobić ją kanoniczną tyle o ile to możliwe w AU.

Dla mnie JK Rowling zrobiła z Andromedy postać rodem z powieści propagandowej, nie zaś żywą postać z pragnieniami czy marzeniami. Cieszę, że lubisz siostry Black. Zabicie Syriusza na pewno nie pomogło Belli, ale chów wsobny w rodach czystej krwi raczej też nie.

Toraach: dziękuję i cieszy mnie, że czekasz na dalsze odcinki. Opisy wiem, nie w Twoim stylu ale to romans a Aleksander to bohater romansu (diaboliczny śmiech).

SJW by mnie zjadły z ciebie za wątpienie w PILFa i płaszcz od Diora w walce z biedą w Afryce.

Artur to Artur i Arturro sie rozkręca dopiero. Ginny nie będzie robić głupot, ale naprawdę probować coś zrobić, pokazać, że mugolska medycyna może pomóc i przekonywać ludzi by patrzyli szerzej. Molly zaczynała od taniej knajpy ale potem, jak ludzie zaczęli dosłownie się tam dopychać mogła zrobić z tego miejsce z wyższej półki.

Co do społeczeństwa: W Anglii większość znanych, pracujących czarownic to niezamężne kobiety (w książkach, nie licząc epilogu). Nawet taka Molly Weasley nigdy nie pracowała. Tak samo Lily Potter czy Andromeda. Zaś Polska mogła być bardziej konserwatywna i tam od czarownicy oczekiwali bycia matką i żoną. Więc Natalia się nieco postawiła. A że patrzyła zazdrośnie na Hermionę czy Elaine? Pewnie, bo po cichu marzyła o księciu z bajki jak wiele kobiet. Ale wiedziała, że to niemożliwe.

Co do Cormack'a i Percy'ego: oni mieli się spotykać z urzędnikami średniego szczebla, nawet nie odpowiednikami Szefów Departamentów więc raczej notka z informacją nie szła do króla.

Co do nazw.. sama nie wiem jak to zmienić. Ministerstwo mogę zmienić na rząd, a gazety nie mam pomysłu. A wspomniane automaty, to mi raczej do Rosji pasują.


Nie tylko Natalia uważnie słuchała przemówienia w atrium. Była ona jednak tak zajęta swoimi wewnętrznymi rozważaniami, że nie widziała, kto ją otacza. Miała własne problemy na głowie. Percy oraz Cormack również pochłaniali słowa wypływające z ust monarchy. Jednocześnie jako przedstawiciele męskiego gatunku mieli możliwość obserwacji zachowania niewiast, które w zasadzie w każdym zakątku globu zachowywały się dość podobnie, gdy na scenie pojawiał się charyzmatyczny mówca. Tak jak pewien mugol, z wątpliwym pod względem czystości rasowej pochodzeniem, uwiódł kiedyś potomkinie plemion Germanów, tak i JKM Aleksander miał dar trafiania do nie tylko swoich męskich podwładnych, ale przede wszystkim czarownic. Bowiem, to one są pierwszymi nauczycielkami kolejnych pokoleń wiedźm i magów i to od nich zależy zachowanie małych przedstawicieli rodów. Dwaj Anglicy wymienili porozumiewawcze spojrzenie bowiem władza i osobowość władcy podobnie działały na ich rodaczki, które w snach marzyły by zostać panią Scrimgeour. To były oczywiście zamki na piasku bowiem Rufus był nieprzytomnie zakochany w swojej żonie i codziennie się w niej zakochiwał. A i Elaine potrafiła pokazać pazury (i mieć własną siatkę szpiegowską) stąd żadna z angielskich wolnych wiedźm nie próbowała nawet stosować pewnych wybiegów. Miały w sobie na tyle samokontroli i instynktu zachowawczego, czego nie można było powiedzieć o niektórych z polskich wiedźm.

- To mi przypomina jak Lockhart uczył w Hogwarcie, tylko rozciągnięte na znacznie większą skalę. Wariactwo – Cormack skrzywił się z niesmakiem. Pod płaszczykiem tego niesmaku było zakorzenione lekkie uczucie zazdrości. Mimo wszystko czasem.

- Pamiętam jak ten tchórz chciał załatwić Rona i Harry'ego w podziemiach. Gdyby mu się udało pozbawić ich pamięci, wolę nie myśleć co by zaszło! To przez niego prawie umarła Ginny – syknął Percy z jadem w głosie – ciekawi mnie reakcja polskiego króla na decyzję francuskiego Ministerstwa, bo jeśli wyraźnie ich potępi to… - zawiesił głos i dał partnerowi dojść do głosu

- Akcje Anglii rosną – zakończył Cormack z uśmiechem.

Kiedy przemówienie dobiegło końca, nasi bohaterowie klaskali z nie mniejszym entuzjazmem, co stojąca obok Natalia. Ostre słowa wobec Francuzów stanowiły dla nich wspaniałą wiadomość, zaś dla Ministra Scrimgeoura wręcz prezent urodzinowy. Anglia nie mogła liczyć na więcej niż ochłodzenie relacji na linii Polska-Francja. A skoro Niemcy są pogrążeni w wojnie domowej, a Francja pogrążała się w szaleństwie, jeszcze dość słaba Anglia zaczęła zyskiwać.

- Dlaczego właściwie Polacy wybierają króla a nie Ministra? – zapytał Cormack – ich system to taka przedziwna mieszanina, której wciąż nie rozumiem.

- Jak sami mawiają, by mieć kampanię wyborczą raz na kilkadziesiąt lat, a nie co kilka. Poza tym – kontynuował Percy – rozmawiałem z naszymi kolegami i całkiem słusznie zauważyli, że Minister będąc ograniczony czasem urzędowania nie może działać aż tak długofalowo, a nam, czarodziejom potrzebna jest stabilizacja a nie jakieś dzikie huśtawki. Po trzecie "wolna elekcja" jak to nazywają, to ponoć wynalazek Mugoli.

- Chodźmy na spacer – poradził Cormack nieco skołowany słowami przyjaciela.

Czarodziej pociągnął za sobą starszego kolegę i zaczął iść w kierunku wyjścia. Musieli jakoś wysłać wiadomość do Anglii a było to kosztowne, bowiem gdyby wysłać sowę ptak leciał by bardzo długo. Istniały szybsze i o wiele droższe sposoby, co gorsza budzące zainteresowanie. Ale obaj uważali, że Rufus Scrimgeour powinien poznać wieści nim sprawa trafi do gazet, zwłaszcza tych angielskich. Jednym z powodów dla których angielskie Ministerstwo wysyłało co jakiś czas swoich ludzi do Polski była chęć by ci obserwowali na bieżąco co się dzieje, bez czekania na przedruki i tłumaczenia wiadomości.

Nie mogli użyć zwykłego kominka, by skontaktować z Anglią. Międzynarodowe połączenia Fiuu miały ograniczenia, a niektórzy nakładali blokady. I tak z resztą nałożono poważne limity na kominki w Anglii i Niemczech, ze względu na sytuacje międzynarodową. Odejście Korneliusza Knota odbyło się w atmosferze nie tylko lokalnego skandalu, ale skandalu na arenie europejskiej, skoro Minister nie zauważył takiego szczegółu jak powrót terrorysty czy rzucenie Imperiusa na jednego z Szefów Departamentów.

- Jesteście pewni? – głos Ministra Scrimgeoura przypominał głos dziecka, które zgubiło się w sklepie z łakociami i wcale nie miało ochoty szukać wyjścia – to po prostu wymarzona sytuacja!

- Też tak uważam – powiedział Percy – Polska się dystansuje od Francji, co nam służy!

- Zaś wysłanniczka francuskiego ministerstwa jest wyjątkowo nielubiana – dodał Cormack z entuzjazmem – Justycjariusze nieustannie z niej żartują, powinniśmy wykorzystać te animozje.

- I pogłębiać – stwierdził lakonicznie Minister jednocześnie obnażając przy tym zęby, co zwiastowało rychły koniec stosunków między Polską a Francją - Cormack, Percy poznajcie bliżej tę pannę…

- Jeanne D'Artoix i nie lubi być nazywana panną – dodał Cormack prześmiewczo – Wyślę Lavender na małe przeszpiegi. Ona jak to kobieta będzie umiała zbliżyć się do tej kobiety i nieco dowiedzieć. Zawsze miała dobrą pamięć i głowę do wszelkich plotek. – Cormack wypowiedział to lekkim tonem, ale z lekkim poczuciem dumy. Kontrastowało to nieco z treścią wypowiedzi i tworzyło mały dysonans, którym jednak Rufus się nie przejął i podjął kolejne kroki.

- Możesz masz rację? Cormack, może Lavender mogła by wyjechać z „Proroka" jako zagraniczny korespondent, by przybliżać zwyczaje krajów z Europy a poza tym… – dodał Rufus wyraźnie zaintrygowany – Elaine z pewnością chętnie zajmie się córką kuzynki. W duchu jednak liczył, że Rose namówi jego żonę na jeszcze jedno maleństwo w ich domu. Tak dawno chodził niewyspany, że w sumie TAKI przyjemny powód niewyspania złagodziłby jego wewnętrzne napięcie. Rozmowa nie trwała długo, bowiem właśnie wtedy ktoś zapukał do gabinetu Ministra. Scrimgeour nieomal przeklął intruza, którym okazał się nie nikt inny jak Kingsley Shacklebolt. Jeszcze nigdy wcześniej nie czuł takiej wściekłości wobec ciemnoskórego czarodzieja. Naprawdę nie miał kiedy wejść, zgłaszając swoje postulaty. Odrzucił je wszystkie z zasady.

. . . . . . . . . . . . . . .

Natalia wysłała jeszcze jeden list. Nie wiedziała czemu właśnie teraz, ale zrozumiała naraz niewłaściwość swego postępowania z ostatnich tygodni. To nie tak, że nie czerpała radości z ich spotkań, czy rozmów. Wręcz odwrotnie i właśnie z tego powodu teraz miała wrażenie jakby panika zaciskała lodowate palce na jej gardle. Nie, nie panika, a raczej poczucie niestosowności całej sytuacji. Nie chciała nawet myśleć jakby świadkowie ocenili podobne rozmowy a ona za nic w świecie nie zniosła by bycia traktowaną niczym wstydliwy sekret. Nie była czymś co należało ukrywać przed światem, niczym występek. Poza tym odczuwała niewłaściwość całej sytuacji.

Rodzina zawsze nauczała, by w poszukiwania przyjaciół trzymać się swojego kręgu. Ciotka Gertruda raz po raz powtarzała, że należy wielce uważać na mężczyzn o wyższej pozycji społecznej bowiem przewaga jaką tamci dysponują wymaga doświadczenia w kontaktach. Podobnie mawiała ciotka Helena, która z lubością śledziła wszelkie kroniki towarzyskie. Obie kobiety zawsze powtarzały, że wstrzemięźliwość i dystans najlepiej zabezpieczają czarownicę przed „przykrymi niespodziankami" jak nazywały poczęcie nieślubnego dziecka. Surowo oceniały każdą, która została „z brzuchem", a ich słowa dźwięczały w głowie zwłaszcza kiedy Ludwika, koleżanka z pracy, podstawiła pod nos ostatni numer „Polskiej Czarownicy". Na pierwszej stronie było zdjęcie jednego z Szefów Departamentów z młodą kobietą jak objęci wychodzili z bocznej uliczki. Wnioski były tak oczywiste, że Natalia z wrażenia aż oblała się herbatą. Dlatego napisała co napisała.

Myślę, że spotkania w 'Magicznych Fusach' trwały za długo. Takich spraw nie sposób ukryć, a ja nie chcę być sekretem do ukrycia. Mojej rodzinie daleko do magnaterii, ale jesteśmy uczciwymi i ciężko pracującymi czarodziejami. Nie potrzebujemy skandalu, a gdyby ktokolwiek zobaczył... plotki służą tylko tym, co na nich zarabiają. Nie, nie wolno zapominać o zasadach, ani o różnicach. Spotkania w herbaciarni i rozmowy przed długie godziny przypominają wspaniały sen, lecz nadchodzi czas przebudzenia. Jesteśmy, kim jesteśmy i mamy ograniczoną talię kart do wyboru. Nawet magia podlega prawom, od których nie uciekniemy".

W całkiem innej części miasta, mężczyzna o ciemnych włosach czytał list. List miał pomóc opanować irytację po przeczytaniu raportu z niemieckiej granicy. Agresywne grupki zostały złapane na granicy i poddane natychmiastowemu przesłuchaniu. Co prawda przysięgali, a nawet powtórzyli pod Veritaserum, że stanowili nie zrzeszoną z nikim grupę. Lecz nigdy nie można być pewnym, a skoro kraj od lat pogrążony był w chaosie, to ostrożności nigdy dość. Na domiar złego wysłanniczka francuskiego Ministerstwa szczebiotała raz po raz o wielkim sukcesie swego ukochanego Ministra. Dobra zmiana uznała, że należy poszerzyć horyzonty młodych adeptów magii zdobywających wiedzę w szlachetnej szkole Beauxbatons. Wiedza o likantropach. Czy coś może być równie absurdalne? Nie liczymy oczywiście chęci jednego z królów Polski rządzącego na początku XX wieku, gdy mugolska Polska powstawała po zaborach, który chciał by eliksiry regulujące sprawy kobiece, w tym płodność, były całkowicie zakazane. Prawdopodobnie była to wina jego charłaczej ciotki, która weszła w dość wywrotowe pod względem ideowym środowisko mugoli. Chyba jednak nauka o likantropach przebiła ten absurd. W dodatku miała być wykładana przez wilkołaka. Było to niczym sen szaleńca, stąd trzepot skrzydeł kruka powitał jak wybawienie od powoli nadchodzącej migreny. Gdy startował na stanowisko króla, nie sądził, że przyjdzie mu walczyć z idiotami, którzy nigdy nie powinni byli wyjść z zamkniętego ośrodka, a co dopiero władać krajem. Czytał kilka razy nieco chaotyczną wypowiedź zdenerwowanej kobiety. Na przemian, to zaciskał pięści, to się uśmiechał wyraźnie zadowolony.

- Nawet nie myśl o ucieczce – szepnął w eter – nie po to chodziłem za tobą do mugolskiej herbaciarni, by teraz po prostu napisać „do widzenia pani". Kobiety zwykle wpadają mi w ramiona słysząc tytuł, nie uciekają. – słowa te były dość aroganckie, ale czego się spodziewamy po facecie, który był przyzwyczajony, że kobiety wzdychają do niego i próbują na wszelkie sposoby, tylko im znane, usidlić? Taka sytuacja zdarzyła mu się po raz pierwszy. I ostatni. Przeczytał kilka razy słowa, po czym śmiejąc diabolicznie napisał kilka słów na pergaminie z oficjalnymi herbami oraz pieczątkami. Im dłużej czytał jej słowa, tym bardziej się uśmiechał, aż ostatecznie sprawiał wrażenie całkowicie zadowolonego z ostatnich wydarzeń a szczególnie ze swojego pomysłu. Podzielił się swoimi wątpliwościami z nieodłącznym kamratem, Podolakiem.

- Bardzo romantyczne Sasza nie ma co – Podolak wygiął usta ironicznie – nigdy nie miałeś problemów w kontaktach z kobietami, ale teraz?

- Rozmowa winna mieć miejsce w sposób rozwijający wątpliwości – padła odpowiedź - kiedy coś zostanie pokazane, nikt nie zadaje pytań zaś pokazanie części prawdy pozwala kontrolować przekaz. Nie mogę zbyt długo spacerować po mugolskiej Warszawie, bowiem ktoś może mnie rozpoznać.

- Aleś wymyślił miejsce i sposób na schadzkę nie ma co! A przy okazji, zauważyłem Anglika podejrzanie zainteresowanego Justycjariuszami, ponoć pragnie zdobywać doświadczenie, ale…

- Uważasz, że szpieguje? – zapytał Aleksander poważnie – dla kogo?

- Cormack McLaggen jest bliskim krewnym Tyberiusza McLaggena, przewodniczącego Wizengamotu i przyjacielem Rufusa Scrimgeoura!

- Zatem Scrimgeour wysłał nam kogoś na przeszpiegi, podobną obawę wyraził już Komendant Justycjariuszów. Tylko czego szukają?- zamyślił się Władca i spojrzał z nadzieją na pracownika - Być może widzimy zasłonę dymną, Scrimgeour nie jest głupcem i nie popełniłby równie oczywistego błędu.

- Czyżbym słyszał podziw? – Podolak aż uniósł brwi.

- Scrimgeour jest zdolnym zarządzającym, o wiele skuteczniejszym niż poprzednicy. W Niemczech toczy się od lat wojna domowa, Francuzi oszaleli, co zmniejsza liczbę stabilnych krajów na zachodzie Europy. A to niedobrze, bo nie potrzebujemy chaosu na połowie kontynentu! Taka wojna uderzy i w nas. – ostatnie zdanie właściwie wykrzyczał i uderzył zwiniętą pięścią w biurko, co spowodowało lekki trzask w kościach. Podolak ruchem różdżki wskazał na dłoń Aleksandra, która natychmiast wróciła do swojego stanu. Niewerbalne zaklęcia leczące nieraz im uratowały życie, zaś umiejętności Podolaka zaskarbiły wdzięczność dostojnego przyjaciela.

Co piątek rano, do zamku królewskiego przychodzili na spotkanie Szefowie Departamentów polskiego rządu, a także inni czarodzieje w razie konieczności. Przez ostatnie tygodnie sprawa Francji dominowała w rozmowach, bowiem wyraźnie niebezpieczne tendencje zagrażały także i bezpieczeństwu Polski. Kiedy zapłonie wiele krajów, nie ma szans by zachowanie pozostało bez echa. Nigdzie nie brakowało tendencji rewolucyjnych.

. . . . . . . . . . . . . . .

W Norze siedzieli Artur z Kingsleyem i toczyli ponury spór. Wygrana wojna niespecjalnie im pomogła, zaś sytuacja zaczynała powoli zmierzać w coraz gorszym kierunku. „Prorok Codzienny" radośnie odtrąbił „prezent przyjaźni" od polskiego króla, coś co zdecydowanie pomagało wizerunkowi Ministra Scrimgeoura. Jak pisano nie tylko przeprowadził kraj przez wojnę z Voldemortem, ale także buduje sojusze zagraniczne.

- Jak ci się żyje Arturze? – zapytał Kingsley, siadając na jednym z wysłużonych foteli w pokoju dziennym w Norze.

- To wszystko poszło nie tak – westchnął Weasley – całe życie walczyłem o coś, aby na koniec wygrana oznaczała starcie na proch planów. Pokonaliśmy śmierciożerców, ale po co? By na nowo skręcić w tamtym kierunku?

- Powinniśmy działać – zapewnił Kingsley – Dumbledore nie po to założył Zakon Feniksa byśmy biernie patrzyli jak koniec końców puryści czystej krwi zdobywają władzę! Lucjusz Malfoy chodzi po Ministerstwie dumny jak paw, głośno przechwalając przyjaźnią z polskim królem, jedna nasza nadzieja że Scrimgeour zirytuje się całą sytuacją.

- Zapewne – skinął głową Artur – czy wiesz, że ostatnio przychodzi do nas Neville, kolega Rona z dormitorium i nasza sąsiadka, Luna? Pamiętasz Lunę Lovegood?

- A jakże – Kingsley rozciągnął nogi – nikt nie patrzy na świat jak ona!

- Pojechała do Francji donosić o działaniu tamtejszego Ministerstwa. Przy wszystkich błędach jakie popełniano, to jednak Czyściciele jako jedyni traktują wilkołaków jak ludzi, sprzeciwiają wykorzystywaniu istot magicznych i mogą stanowić przeciwwagę dla zwolenników starego ładu. Może gdybyśmy nawiązali kontakt… znaleźli tych, co nie popierają polityki Scrimgeoura.

- Zdecydowanie – zgodził się Kingsley – czy wiesz, że w Polsce czarodzieje mugolskiego pochodzenia nie tylko nie mają prawa startować w wyborach, ale nawet głosować? Hermiona na pewno nie jest zachwycona faktem podobnych znajomości Lucjusza, nie ma lekkiego życia wśród purystów czystej krwi, być może gdyby porozmawiać…

- Tak – skinął głową Artur – masz może ochotę na placek, który zostawiła Molly?

Hermiona była mniej niż szczęśliwa słysząc o dawnym znajomym Lucjusza. Większość przyjaciół męża jej nie akceptowała, lecz biorąc pod uwagę majątek i wpływy Malfoya tolerowało. Co nie znaczyło, że złośliwcy nie przypominali różnych potknięć czarownicy z przeszłości. A fakt, że Hermiona nie potrafiła skutecznie odpowiadać na ataki tylko takowe prowokował. Pochodzenie z rodziny Mugoli, nieudane próby poprawy losów skrzatów domowych czy też wilkołaków wracały raz po raz a fakt, że kobieta odmawiała uznania owych działań za błędy młodości tylko prowokował ataki.

- Padam ze zmęczenia – powiedziała Pansy któregoś dnia, zasiadając na jednym z foteli z Malfoy Manor.

- Zakupy przed wyjazdem do Polski – wyjaśnił Draco nic nierozumiejącemu ojcu.

- A teraz muszę się spakować i wciąż czuję, że nie mam wszystkiego co potrzebne – jęknęła Pansy.

- W Warszawie mają sklepy – pocieszyła ją Hermiona – czytałam przewodnik po magicznej Polsce i mają tam więcej ulic handlowych niż my. Na pewno znajdziesz wszystko co potrzeba na miejscu.

- Dziękuję – odparła Pansy posyłając dawnej, szkolnej nieprzyjaciółce a teraz żonie swego teścia ciepłe spojrzenie – może byś z nami pojechała? Na pewno znalazłabyś na miejscu książki, których nie ma w „Esach i Floresach"!

- Nie ma mowy byście mnie zostawili samego z dziećmi – zaprotestował Lucjusz podejrzanie wysokim tonem – chyba nie chcecie by zajmowała się nimi Bella?

- Nie ! – Hermiona krzyknęła ze zgrozą – ona uważa, że zakazy łamią charakter i pozwoliłaby dzieciom żyć na samych słodyczach, spać na ziemi i robić wszystko na co mają ochotę.

Nie mogąca mieć własnych dzieci Bellatrix, momentami sama przypominała dziecko. Na nieszczęście wszystkich była też czarownicą obdarzoną potężną mocą magiczną, więc efekty bywały naprawdę zabójcze. Któregoś dnia prawie zaatakowała przypadkowego przechodnia, który skrzywił się do jej siostrzenicy. A dzieci Andromedy i Rabastana była gotowa bronić niczym lwica przed realnymi i wyimaginowanymi zagrożeniami.

- Cruciatusy w brzuch i bezpłodność zdecydowanie nie pomogły cioci Belli – zauważył Draco smutno – a poza tym to ona i Rudolf, nie ciotka Andromeda, ostatnio prosiła o eliksir na kaca, bo tamci pomylili butelki i zamiast wody wypili butelkę wódki, którą wujek Rabastan skądś wytrzasnął.

- I weźcie zapas eliksirów na kaca – poradził Lucjusz – Sasza miał zawsze mocną głowę i uwielbiał mocne alkohole, zwłaszcza whisky.

- Nie wierzę tato, że załatwiłeś nam audiencję – Draco aż zagwizdał z zachwytu.

- Dlatego uczyłem, Cię, Mój drogi Draco, byś nawiązywał szerokie znajomości, bo nie wiesz nigdy kto zostanie kim. Kiedy Sasza przebywał dwa lata w Anglii, pozornie był jednym z tych potomków zamożnych rodzin co jadą za granicę zdobywać doświadczenie. Ja zaś uznałem, że nigdy dość przyjaciół także za granicą. Pojedziecie tam i zaznacie polskiej gościnności.

Hermiona spojrzała na męża z uśmiechem, po czym zaczęła rozmawiać z Pansy na temat historii oraz zwyczajów magicznej Polski. Ciemnowłosa czarownica słuchała i bez złośliwości podziwiała miłość do książek brunetki. W czasach szkoły dokuczała Hermionie jako kujonowi, z czasem jednak zaczęła doceniać wiedzę.

Niedługo potem czarownice przeprosiły i powiedziały, że muszą iść zająć się poważnymi sprawami. Draco i Lucjusz w mig zrozumieli o co może chodzić i nijak nie zamierzali słuchać o zakupach, szatach i modzie. Za każdym razem wywracali ostentacyjnie oczami, kiedy rozmowa schodziła na krój czy kolor szat Elaine Scrimgeour, uchodzącej za elegantkę. Oczywiście żona Ministra Magii winna mieć prezencję, lecz czarodzieje nie rozmawiają o podobnych bzdurach.

- Dlaczego nie chcesz by Hermiona z nami jechała? – zapytał Draco – na pewno chętnie by zwiedziła inny kraj i dobrze sią bawiła.

- Daleko odszedłeś od swej niechęci do Hermiony – zauważył Lucjusz ciepło – jestem z ciebie dumny, lecz nie idziecie na spotkanie z królem magicznej Polski by pić whisky i objadać pieczenią. – odpowiedział spokojnie, a potem zwrócił swoje szare malfoyowskie spojrzenie na pierworodnego - Synu, masz delikatnie wybadać nastawienie wobec Anglii i szanse na sojusze.

- Ale Scrimgeour – zaczął Draco – ach rozumiem, działasz niezależnie od Ministra, czyżbyś widział się kiedyś w jego roli?

- Malfoyowie nawiązują sojusze na tak długo jak im się to opłaca – wyjaśnił miękko Lucjusz z uśmiechem najedzonego kota – Scrimgeour, to wygodny Minister, ale nie będzie wiecznie Ministrem, a my pozostaniemy Malfoyami. Sasza o tym wie i mnie zna.

- Ale nadal nie rozumiem czemu Hermiona.. przecież ona na pewno przeczytała by wszystkie dostępne książki przed wyjazdem i..

- I zaczęła udowadniać swą wiedzę. Mnie to bawi, czasem rozczula, a Sasza tego nie cierpi. Ceni inteligentne kobiety, ale takie które inaczej okazują inteligencję. Poza tym nie akceptuje mojego wyboru a Hermiona reprezentuje to wszystko czego on nienawidzi. Jest spontaniczna, szczera, otwarta i wciąż marzy o zmianie świata na lepsze. Pragnęła wyzwalać tych, których uznała za uciśnionych. Ja pokochałem jej dobre serce, bowiem tylko taka kobieta mogła dać szansę owdowiałemu zwolennikowi Voldemorta i pomimo krzywd podała nam rękę jako jedna z pierwszych. Dla Saszy, to głupota, a co gorsza tendencje rewolucyjne. W każdym liście i rozmowie kąśliwie wypomina mi nowoczesność i poślubienie czarownicy mugolskiego pochodzenia. Ha, chciałbym kiedyś zobaczyć jego wybrankę o ile jakakolwiek spełni wymagania.

- Ma aż tak wysokie? – zapytał Draco mimowolnie zainteresowany.

- Jak go zapytałem z kim by się ożenił, wskazał na inteligentną, szanującą tradycję, mającą szeroką wiedzę i zainteresowaną polityką, oczywiście z rodziny czarodziejów i co najważniejsze nie pragnącą jego tytułu. Prawie mnie przeklął kiedy mu powiedziałem, że takiego cuda nie znajdzie. Tym bardziej, że ostatni warunek nie ma szans spełnienia. Przedstawię mu Hermionę, lecz sam muszę zaplanować kiedy i jak, a ty Draconie wiesz co masz robić.

. . . . . . . . . . . . . . .

Natalia nie oczekiwała odpowiedzi na swój list. Nie żałowała wysłania bardzo uprzejmego i chłodnego w tonie listu, a co najwyżej nie wysłania wcześniej. Naprawdę potrzebowała owego wyjścia do atrium, by wysłuchać przemówienia o tym jak zagrożenie przyjęło formę skrystalizowanej myśli. Niedługo potem „Czarodziejski Kurier" wydrukował treść innego przemówienia, piętnującego obnoszenie się francuskiego Ministra ze swoim związkiem z innym czarodziejem a także słów by przedefiniować rodzinę. Złośliwi mawiali, że nie mający żony mężczyzna nie brzmi wiarygodnie w obronie instytucji małżeństwa. Lecz nawet oni nie mieli wątpliwości, że przynajmniej wykazuje właściwe relacje z kobietami, bowiem romanse z pięknościami uważano za coś dopuszczalnego, a wręcz chwalebnego.

Artykuł także, niewątpliwe by zwiększyć sprzedaż, wyliczał listę kochanek Jego Wysokości, na której znajdowały się między innymi znane zawodniczki Quidditcha, popularna piosenkarka a także młoda wdowa po pewnym bogatym, starym czarodzieju. Natalia nie wyobrażała sobie by zostać jedną z nich, a kiedy przypomniała sobie maniery dżentelmena i całą sytuację… Nie, powinna zdecydowanie zrobić krok w tył a może i dać namówić swej przyjaciółce i współpracowniczce Ludwice na podwójną randkę. W zwyczajnej sytuacji by odmówiła, lecz matka i ciotka Gertruda zawsze radziły by klin wybijać klinem. I była by pewnie wyraziła zgodę, gdyby nie zobaczyła najdziwniejszej przesyłki. Listu w eleganckiej kopercie jakiej nigdy wcześniej nie dostała.

Dziękowała wszystkim bóstwom opiekuńczym, że list przyszedł zanim Ludwika przyszła do pracy. Tamtego dnia zaspała za co Natalia mogła dziękować losowi. Kiedy bowiem zobaczyła pieczęć na liście, poczuła jakby klątwa zmieniła krew w żyłach w czysty lód. Nie odczuwała po prostu zwykłego zdenerwowania. Kilka razu musiała czytać fragment listu, by znaczenie słów w pełni do niej dotarło.

Sekret nie zawsze oznacza chowanie trupa w szafie. Lecz każda gra i maskarada mają swój czas i miejsce. Czas herbaciarni dobiegł końca Natalio. Weźmiesz załączone zaproszenie i pokażesz przy wejściu". Zaproszenie na audiencje było ostatnim o czym marzyła, ale nie może uciec. A jakże chciała! Jeszcze nigdy nie błogosławiła tak nawału pracy, dzięki któremu mogła zająć myśli studiowaniem formuł alchemicznych. A w ferworze pracy, Ludwika nawet nie dostrzegła jej zdenerwowania które miało swoje uzasadnienie tym bardziej, że termin złożenia raportu mijał wraz z końcem tygodnia. A pracy mieli naprawdę dużo.

W piątek, w ów feralny dzień dnia szef ich zespołu miał wygłosić raport przed całym Instytutem, a potem około południa miał się zacząć weekend. Wielu pracowników ciężko pracowało, toteż dlatego zaczęto przyjęcie wcześnie a około trzeciej wszyscy mieli prawo iść do domu.

- Nie idziesz z nami do „Strzygi"? – w głosie Ludwiki, koleżanki z zespołu brzmiał zawód – mamy rezerwację!

- Przepraszam ale nie mogę, mam wcześniejsze zobowiązania i może … może się wyrwę, ale nie wiem – wyjaśniła ugodowo.

- Czyżby randka? – zapytała Ludwika szczerząc zęby.

- Nie! Co za bzdura, spotykam.. mam oprowadzić kuzynkę po mieście, bo ona ma akurat trochę wolnego wieczorem! – skłamała idąc w kierunku łazienki.

- Natalia ma randkę, co właśnie potwierdziła najgłupszym kłamstwem. Widzieliście jak podskoczyła na słowo „randka"? – zawyrokowała Ludwika – tylko z kim się umówiła?

- Nieważne, z pewnością z nikim z kim byśmy się spotkały – dodała stojąca obok praktykantka..

I ostatnie zdanie było jak najbardziej prawdziwe. Natalia wyszła z pracy możliwie najszybciej, by przygotować się mentalnie na wieczór. Bo jeśli chodzi o dobór szat nie miała problemu, gdyż jedna jedyna suknia pasowała na podobne okazje, będąc dość elegancką i strojną. Ostatnie czego pragnęła, to zaliczyć kolejną wpadkę.

Kiedy wyszła ze swego mieszkania w srebrnej szacie z rozszerzaną, sięgającą do ziemi spódnicą, zdecydowanie wyglądała jakby raczej szła na oficjalne spotkanie nie zaś schadzkę. Spędziła dwie godziny układając różdżką włosy i nieomal wyła ze złości. Powinna odwiedzić fryzjera, lecz niestety nie pomyślała o tym wcześniej. Zezłoszczona założyła na głowę kapelusz, chcąc ukryć swoją porażkę. Delikatnie dopasowana, lecz tylko z subtelnym dekoltem kreacja nie wyglądała jak strój mający kusić i nie taki był zamiar. Natalia wybrała swoją możliwie najbardziej elegancką a jednocześnie skromną szatę, którą nosiła wyłącznie na bardzo ważne okazje. Oby rozmowa nie trwała długo, bowiem naprawdę nie wie co powinna powiedzieć, poza przeproszeniem za zajmowaniem czasu Jego Wysokości. Na Merlina, brzmiało to żałośnie. Po wszystkim spróbuje zajść do „Strzygi" by zapić cały stres ostatnich dni. Jakże nie cierpiała takich sytuacji! Wolała nie wiedzieć, co próbował przekazać zaproszeniem na zamek. Panikowała dość i bez tego.

Miała użyć wejścia dla gości a następnie pokazać zaproszenie odpowiedniemu urzędnikowi. Tamten będzie wiedział co i jak. Natalia rozumiała, że wejście drzwiami dla interesantów to najlepszy sposób na ukrycie wyjątkowego gościa. Jedna czarownica w te czy we wte nie zrobi różnicy, zwłaszcza jeśli ludzie przychodzili na zamek z wielu powodów. Niektóre z komnat i korytarzy udostępniono zwiedzającym, a spacer po takowych stanowił jedną z atrakcji stolicy. Poza tym jedno z przejść do niedostępnej części prowadziło przez ministerialne atrium, zaś tam prawie zawsze dostrzegała tłumy.

Tamtego dnia miała wrażenie, że przyszło więcej czarodziei niż zwykle. Musiała się prawie przepychać by wejść, a za każdym razem słyszała nienawistne syki. Zaciskała dłonie na eleganckiej kopercie, czując, że bardzo, ale to bardzo nie chce być w tym miejscu gdzie przebywa.

Urzędnik kilka razy spojrzał to na nią, to na kopertę nim pokazał wejście którym miała iść. Zadał tylko kolka pytań, na które na szczęście odpowiedziała. Jej różdżka została zbadana pod kątem uroków i zagrożenia, ale na szczęście nie musiała takowej oddawać. Kiedy przeszła przez masywne, mahoniowe drzwi odczuwała pragnienie by na nowo dołączyć do tłumu stojącego przy wejściu. Tam czuła się bezpieczniej.

Nie miała jednak szansy ucieczki. Prowadził ją chudy, sprawiający wrażenie wielkiego formalisty czarodziej opowiadający o zasadach zachowania podczas audiencji. Przemawiał powoli, cichym, bezbarwnym, pozbawionym emocji głosem. Gdyby nie musiała za nim nadążać, zapewne by zasnęła.

Gdyby nie odczuwała podobnego zdenerwowania, zapewne podziwiała by miejsce do którego trafiła. Szła szerokim, zalanym promieniami słońca korytarzem. Na jednej ze ścian zauważyła rząd wysokich, sięgających nieomal do podłogi okien z których rozciągał się widok na zamkowe ogrody a także mugolską Warszawę w oddali. Po przeciwnej zauważyła liczne drzwi prowadzące do nieznanych komnat. Chociaż założyła eleganckie szpilki, odgłos jej kroków tłumił ciemnozielony, puszysty dywan.

- Zaproszeni goście czekają na wezwanie, proszę czekać – czarodziej wskazał na sprawiającą wrażenie wygodnej sofę oraz dwa fotele obok.

Usiadła na jednym z foteli, czując nieprzyjemne drżenie. Przyszła nieco wcześniej, a teraz zaczynała żałować. Póki dopiero szła na miejsce nie było źle, lecz teraz myśli aż krzyczały. Zapewne gdyby wiedziała co ma miejsce za zamkniętymi drzwiami mogłaby odetchnąć z ulgą. Lecz nie miała pojęcia.

- Romantyczna schadzka nie ma co, naprawdę nie uważasz zaproszenia na kolację za skuteczniejszą metodę oczarowania? – kpił Podolak.

- Nie – padła sucha odpowiedź – zapomnienie do niczego nie prowadzi.

- Nie udawaj Sasza dystansu, protokół dyplomatyczny nie jest mi znany, ale to raczej gość spędza godziny na dobraniu szat przez audiencją.

Podolak wyszczerzył się złośliwie nim wyszedł. Nawet droczenie ma swoje granice, a oberwanie klątwą nie należało do przyjemnych doświadczeń. Natalia nie wiedziała o rozmowie, a jedynie siedziała na fotelu raz po raz rzucając spojrzenie na sztywnego czarodzieja. Gdyby nie obecność nieznajomego, zapewne by próbowała spacerować by nieco rozładować emocje lecz niestety nie mogła nic zrobić, będąc pod czujnym okiem obserwatora. Aby jeszcze pogorszyć sprawę, mężczyzna ów zaczął powtarzać przy niej cały protokół i zasady zachowania, uznając podobne rady za pomocne.

Ludwika opowiadała niegdyś o mugolskim uczonym, który twierdził, że czas nie płynie w sposób jednostajny. Czasem przyśpieszał a innym razem wręcz przeciwnie. W tym momencie Natalia mogła przysiąc, że pół godziny oczekiwania trwało ledwie kilka minut. Kiedy zaś musiała wstać i ruszyć przed siebie.. błagała wszystkie bóstwa opiekuńcze by ziemia się pod nią rozstąpiła.

Jak jeszcze nigdy przeklinała swoje zachowanie. Nie należało wysyłać owego listu. Mogła wszystko wyjaśnić grzecznie w „Magicznych Fusach", a najlepiej po prostu próbować wykręcić od spotkania pracą czy też powinnościami rodzinnymi. Naprawdę miała dużo zajęć i naprawdę za tydzień kuzynka wychodziła za mąż, a przygotowania jak to zwykle bywa wcale nie miały się ku końcowi.

- Dziękuję Sebastianie, możesz już wyjść – usłyszała dobrze znany, władzy głos.

- Ależ Wasza Wysokość! – czarodziej sprawiał wrażenie zaszokowanego – Panna Natalia potrzebuje…

- Potrafię się zająć gościem, zwłaszcza jeśli rozmowa dotyczy ważnych spraw. – odparł król nieznoszącym sprzeciwu głosem

Nie chciała wiedzieć, co właśnie pomyślał sztywny czarodziej. Wolała patrzeć na pomieszczenie do którego weszła nie zaś na urzędnika. Była prawie gotowa, bowiem przez czas oczekiwania prawie ułożyła w głowie co powinna powiedzieć. Tak, chyba znalazła właściwe słowa.

- Podejdź bliżej Natalio, znam wygodniejsze miejsca niż próg.

Zrobiła kilka kroków do przodu. Spojrzała na dostojnego gospodarza. Wyglądał pociągająco we wspaniałej, jasnej szacie do samej ziemi. Czarne włosy miał idealnie zaczesane, opadając lekko aż do ramion. Natalia mogła zrozumieć czemu pociągał kobiety, ona bowiem czuła się oczarowana. Oczarował ją rozmowami w „Magicznych Fusach" a najbardziej nie tylko dlatego, że witał w uroczy, starodawny sposób całując w dłoń. Najbardziej zachwycił ją słuchaniem, zmuszaniem do intelektualnego wysiłku. Toczyli nieraz zażarte dyskusje, a Natalia czuła jakby pełniła rolę partnera do rozmowy, co jej schlebiało, bardziej niż cokolwiek. Sasza jak o nim myślała w chwilach rozmowy, miał wiedzę i doświadczenie w wielu sprawach co ją pociągało o wiele bardziej niż czarne włosy opadające do ramion, nie mówiąc o tytułach.

- Nie wiedziałam co właściwie powinnam zrobić, co innego dyskusja o Anglikach w „Magicznych Fusach" a co innego audiencja w pałacu. Nawet nie wiem w jaki sposób powinnam mówić.

- Zwyczajnie kiedy jesteśmy sam na sam jak zwykle – zapewnił chwytając jej dłoń.

- Trzymanie gościa za rękę raczej nie stanowi części etykiety – zauważyła z uśmiechem, czując prąd który przeszedł przez ciało.

- Nie, piękna Natalio, a teraz usiądź wygodnie i powiedz mi czego pragniesz?

- Ja… nie rozumiem – zapytała zajmując miejsce na wskazanym na fotelu.

- A ja nie rozumiem twego listu…

Wzięła głęboki oddech. Starannie przygotowała argumenty i teraz musiała je tylko wygłosić. Siedziała na miękkim, niezwykle wygodnym fotelu w samym środku najbardziej luksusowej komnaty, czy raczej gabinetu, jaki widziała, lub mogła sobie wyobrazić. Ciemną, zapewne mahoniową, podłogę przykrywał gruby, jasny dywan w fantazyjne wzory. Zajęła miejsce nieco z boku, przy zgaszonym obecnie kominku obok którego stały fotele, wygodne sofy oraz ciężki stół z pozłacanego marmuru. Na wyłożonej ciemną boazerią ścianie dostrzegła portret czarownicy we wspaniałej, czarnej szacie. Dama musiała być niewątpliwie wielką damą a może nawet i królową sądząc po wielkości klejnotów, zdobiących jasną szyję oraz miejscu w którym wisiał portret. Po obu stronach podobizny paliły się ozdobne lampy dające przyjemne, ciepłe światło, które jednak nijak nie oświetlało komnaty w pochmurne dni. Dwa ogromne, zaczarowane żyrandole wisiały nad sufitem zmieniając intensywność swego światła w zależności od pory dnia. W Instytucie także stosowali podobną magię.

- Przepraszam – powiedziała ostrożnie – zapomniałam o wielu sprawach. Spotkania w „Magicznych Fusach" stanowiły najlepszą część mego tygodnia, na którą czekałam z utęsknieniem. Rozmowa z przyjacielem to skarb, lecz spacerowanie w przebraniu… - dziewczyna zawiesiła sugestywnie głos - Ktoś może podejrzeć i wyciągnąć niewłaściwe wnioski.

- Ale czego pragniesz? – padło przynaglające pytanie.

- Przyjacielskich rozmów jak wówczas – wyznała z uśmiechem – przyjaźni, tak właśnie przyjaźni opartej na podobieństwie pragnień, zainteresowań i wzajemnym szacunku. To największy skarb. A ty czego pragniesz?

- Nie wiesz piękna Natalio? – zapytał podchodząc bliżej niczym myśliwy do swojej ofiary – jesteś taka mądra a jednocześnie niedoświadczona. Ty jesteś odpowiedzią – wyjaśnił zmysłowym szeptem dziewczynie i przycisnął do ust koniuszki palców zaskoczonej kobiety – pragnę twej obecności, pocałunków, pragnę słyszeć twój śmiech i nie mniej od ciebie rozmawiać. Lecz nie w kawiarni, tylko tutaj – objął spojrzeniem komnatę - kiedy ogień zalśni w twoich oczach a zajmiesz miejsce obok mnie. Pragnę nie tylko toczyć dyskusje, lecz dotykać twych ust, czuć twą bliskość. Czy to aż tak przerażająca wizja? – zapytał gładząc jej palce wywołując w dziewczynie drżenie i podejrzane uderzenia gorąca.

Czuła prąd przepływający przez ciało, coś czego nie zaznała nigdy wcześniej. Nie powiedziała tego na głos, lecz od lat marzyła o podobnej konwencji spotkań, o delikatnie kuszącym dotyku i słowach obietnicy. Nie czuła się źle, lecz to co robili było zdecydowanie nieodpowiednie.

- Nie – odparła szczerze – od dziecka marzyłam o czarodzieju z nienagannymi manierami, który dotknie mej dłoni i powie, że jestem wspaniała. Zacznie mnie czarować. – westchnęła cicho - Ja zaś z głębokim przekonaniem obiecam mu oddanie i lojalność.

- Podejdź bliżej, sama myśl o pocałunku wywołuje dreszcz. Lecz strachu czy raczej zaciekawienia? – pytał nie puszczając jej dłoni. Obłoczek pary smagnął policzek dziewczyny. Jakoś nagle w pomieszczeniu zrobiło się dość parno.

Nie wiedziała. I to ją autentycznie przerażało. Otworzyła usta, lecz nie wydobył się z nich żaden dźwięk. Spojrzała raz jeszcze w jego przenikliwe, czarne oczy dostrzegając z nich płomień. Nie zaprotestowała, kiedy podszedł blisko, niebezpiecznie blisko aż czuła mocny zapach jego wody kolońskiej. Dostrzegła uśmiech na jego twarzy, nim chwycił kobietę w zdecydowany uścisk.

O dziwo nie czuła pragnienia ucieczki. Nie miała wielkiego doświadczenia w tej materii, lecz czuła, że doświadczenie jest jedyne w swoim rodzaju. Kiedy poczuła jak jego ramiona otaczają jej postać poczuła przyjemne ciepło rozchodzące po całym ciele. Nie wiedząc, co zrobić z rękami, dotknęła ramienia mężczyzny, gniotąc nerwowo kosztowną szatę.

Gdy usta dotknęły jej ust, przymknęła oczy chcąc delektować się owym doznaniem. Nikt nie całował jej nigdy w TAKI sposób. Ostatnim razem wymieniła pocałunki z czarodziejem z Instytutu Alchemii. To była kompletna katastrofa, bowiem tamten miał nieświeży oddech a do tego miał wrażenie jakby zgniatał jej usta. Oboje odczuwali niezadowolenia i zażenowanie, przysięgając nigdy nie wracać do feralnego doświadczenia. Mieli nawet ochotę się nawzajem zobliviatować. Teraz było inaczej: pocałunek był o wiele bardziej delikatny a jednocześnie zmysłowy. Czuła dłoń wędrującą po linii kręgosłupa, a ów gest miał w sobie więcej z czułości niż namiętności. Było jej cudownie, tak cudownie, że z wrażenia opuściła trzymaną w rękach torebkę i objęła go mocniej.

Nie musiała długo czekać na reakcję. Przycisnął ją do siebie, składając kolejny i jeszcze jeden i jeszcze wiele pocałunków coraz bardziej gorących. Racjonalna część umysłu aż krzyczała, lecz nie chciała przerywać. Emocje bulgotały niczym woda nastawiona na herbatę. Było jej tak cudownie, tak wspaniale, jak jeszcze nigdy. Nigdy bowiem nie czuła się tak wyjątkową. Nie potrafiła powiedzieć ile trwała cudowna chwila, której nie umiała nazwać.

- Zatem zaciekawienia – usłyszała szept tuż przy swoim uchu – a i oczekiwania. – ręka króla odgarnęła niesforny kosmyk z twarzy dziewczyny

- Proszę… nie – wypowiedziała formułkę – nie możemy, ja nie mogę! – pisnęła niczym XIX–wieczna pensjonarka.

- Nie spotykasz się z nikim – szepnął groźnie patrząc jej głęboko w oczy – boisz się mnie czy samej siebie?

- Konsekwencji – wyznała – kobieta zawsze płaci wyższą cenę. Nie jestem taka jak inne… - odparła wstydliwie - a na pewno nie zostanę skrywanym sekretem. – odwróciła się do niego plecami

- Boisz się reakcji i nie chcesz tajemnic? – zapytał unosząc brwi.

- Zwracam uwagę na słowa, a one czasem bolą. Lecz nie zmienię za ich sprawą życia. Nie zniosę za to być sekretem. Zabawką chowaną, gdy tylko zaświeci słońce – wyjaśniła ekspresyjnie i ponownie spojrzała mu prosto w oczy - cenię cię i szanuję, lecz nie mogę chadzać na tajemne spotkania - pokręciła głową.

- Zatem pragniesz przejść się ze mną Babiogórską, pokazać w publicznym miejscu. Gazety od razu zwęszą trop. Czy jesteś gotowa na odstrzał prasy, na pełne złośliwości listy? A może zawierających klątwy. Nie masz pojęcia jaki to ciężar – ostrzegał niczym ojciec swoją niesforną córkę.

- Zapewne nie wiem – skinęła głową – lecz nie będę jedyną osobą, która stanie przed nimi. Ci, co osiągnęli sukces w sporcie, ci co dokonali wielkich rzeczy, czy po prostu poznali wielkich są obserwowani. Jeśli obstrzał ze strony gazet ma stanowić cenę przyjaźni, nie jest to wysoka cena – zapewniła pewnie.

Spojrzała uważnie na swego rozmówcę. Sprawiał wrażenie pozornie nieporuszonego. Stał obok niej we wspaniałej szacie, obserwując uważnie kobietę. Nie był zagniewany czy też zirytowany, a jedynie nie spuszczał oczu z Natalii. Wciąż dotykał jej dłoni, przesuwając palcami i kusząco pieszcząc delikatnie.

- Pragnę czegoś więcej niż przyjaźni, ty chyba też – odpowiedział cicho, dotykając jej policzka swoją dłonią. Dla podkreślenia efektu pogładził jej twarz, a Natalia mimowolnie zadrżała.

- Zapewne – zgodziła się – lecz nie wiem czy mogę dać ci to, czego pragniesz. Wiem jakie kobiety miałeś przede mną, piękne, doświadczone i światowe. Nie jestem taka jak one. – skierowała swoje spojrzenie na dywan jak na dobrze wychowaną polską wiedźmę przystało - Moje przekonania... potrafię zaoferować ci przyjaźń, oddanie lecz brakuje mi doświadczenia, biegłości w … w innych sprawach- wybąkała.

- Nie mam parunastu lat – odparł chłodno – zaś chętnych na zabawę mam pod ręką.

- Przepraszam, chciałam tylko … niedomówienia powodują problemy i rozczarowania – zapewniała.

- Wiem, że jesteś inna od tamtych! – odparł łagodnie - na szczęście! Znam twoje przekonania i szanuję, chociaż zamierzam kusić byś zmieniła zdanie – zapewniał przyciągając bliżej powoli zakleszczając jej wątłe ciało w swoich silnych ramionach i w tej pozycji opadli na najbliższą kanapę. Król umościł ją sobie na kolanach, nieco kościstych zresztą. Natalia próbowała protestować, lecz on niewiele robił sobie z jej raczej mizernych prób podśmiewając się niczym szlachcic na siczy, który zobaczył atrakcyjną chłopkę. Wiedziała, że ów gest miał w sobie coś niewłaściwego, lecz owa niewłaściwość była w jakiś sposób kusząca? Nie wiedziała w jaki sposób nazwać swoje uczucia, lecz podobało jej się siedzenie na kolanach mężczyzny, którego podziwiała jeszcze w czasie wymiany listów, a który zaczął ją fascynować po spotkaniu w „Magicznych Fusach".

Coś niepokojącego zmysłowego było w tym jak trzymał jej dłoń, jak na nią patrzył. A chociaż zaczęli z czasem zwyczajną rozmowę, wiedziała, że sytuacja nie ma w sobie nic zwyczajnego. Nareszcie zrozumiała dlaczego kobiety przywiązują wagę do pocałunków, kuzynki nie kłamały opowiadając jak mogły przed długie minuty całować swoich ukochanych, nie marząc o niczym innym. Czuła się wspaniale w jego ramionach i przy nim, teraz mając nadzieję, że chwila w magiczny sposób potrwa dłużej.

- Jaki będzie następny krok? – zapytała w którymś momencie, przerywając chwilę ciszy – należy przecież odpowiednio zaplanować działania.

Milczenie między nimi nie miało w sobie nic krępującego. Zwykle kiedy zapadało milczenie, odczuwała potrzebę, by zacząć rozmowę. Tamtego wieczora jednak nie myślała o niczym innym. Z przyjemnością wsłuchiwała się w tak swój jak i jego oddech, odczuwając spokój a także dziwne wzruszenie.

- Oczywiście – skinął głową – niczego nie można zostawić przypadkowo, istnieje wiele sposobów na wykorzystanie zainteresowania gazet naszym życiem. Choćby użycia ich by przekazać historię, którą my wybierzemy – dodał z uśmiechem – A skoro ty szczerze powiedziałaś o swych przekonaniach, wiedz że nasze spotkania w „Magicznych Fusach" nie miały na celu ukrycia ciebie jako wstydliwego sekretu. Powinnaś wiedzieć. – ostatnie słowa były bardziej upomnieniem niż zdaniem oznajmującym.

- Każdy czasem potrzebuje odpoczynku, zaś poza światem magii cieszyłeś się nieznaną tutaj swobodą.

- A ukrycie z dala od wścibskich oczu pozwala poznać bliżej osobę – wyjaśnił – a teraz ustalmy kiedy pozwolę przypadkowo przyłapać się na spacerze z piękną czarownicą?

- Nie wcześniej niż za dwa tygodnie, za tydzień moja kuzynka Idalia wychodzi za mąż. Moja ciotka Gertruda dosłownie pęcznieje z dumy, bowiem córka jej wchodzi do szacownej, zamożnej familii. Czeka mnie wielkie świętowanie.

- Wspominałaś o swej krewniaczce, moje gratulacje. Zawsze gratuluję czarownicom, które zamiast słuchania nowoczesnych głupot wypełniają powinności wobec rodziny. Powinnaś świętować razem z nimi. Mnie zaś czeka seria spotkań z szefami Departamentów przed nadchodzącymi wakacjami. Oni nie potrafią napisać zwięzłych raportów niestety… a poza tym na początku lipca przyjedzie Dracon, syn mojego dawnego druha Lucjusza. Chętnie poznam dziedzica Malfoyów, intryguje mnie na ile przypomina ojca. Omówimy szczegóły listownie – zapewnił.

- Oczywiście – skinęła głową.

- I moja piękna – pociągnął ją za sznureczki szaty próbując zajrzeć głębiej mając przy tym zmartwioną minę niczym Kubuś Puchatek, który nie mógł znaleźć małego co nieco w dzbanie po miodku - załóż inną szatę następnym razem – nakazał – ta całkiem nie pasuje! Jest nazbyt skromna.

- Ale to szata z dobrego sklepu! – zaprotestowała.

- Czy ja ci wyglądam na eksperta od mody i sklepów? – zapytał kpiąco – wiem jednak, że zdecydowanie wolę fasony nie zapinane pod szyję i bardziej dopasowane. Nie patrz tak na mnie jestem mężczyzną, a ty piękną kobietą.

Całkowicie straciła poczucie czasu. Spędziła jednak z nim ładnych kilka godzin, bowiem za oknem zdążył zapaść zmrok. Przez chwilę rozważała czy nie teleportować się na Babiogórską i nie ruszyć w kierunku „Strzygi" gdzie koledzy z pracy świętują. Zapewne jeszcze nie wyszli, bowiem piątkowy wieczór zachęcał do świętowania.

Kiedy już prawie rzucała zaklęcie teleportacji coś zrozumiała. Nie mogła się im pokazać ze swoją całkowicie zrujnowaną fryzurą, wyraźnie wskazującą co zaszło. Szata była miejscami pomięta, co oczywiście można było naprawić prostym zaklęciem. O wiele trudniejsze zadanie przedstawiało usunięcie zapachu mocnej wody kolońskiej. Jakby miała wyjaśnić co robiła? Nie, zdecydowanie powinna iść do domu i odpoczywać. Pewne kwestie należy obmyślić na zimno.


A/N: Dopiero zaczynam się znęcać nad moimi bohaterami.