DAMIEN'S STORY, PART II
Trwały walki o Seerano Point. Erica na szczęście miała inne zadania. Robiła za kuriera.
Pewnego dnia doszła mnie jednak wiadomość, że oddział Pyle'a, w którym służyła, dostał misję na zachodzie Miasta, czyli cholernie blisko Maszynowni, „bazy" wroga. Przeklinałem w duchu, ale pomyślałem, że mógłbym wreszcie do niej dołączyć. Szalony pomysł szybko wprowadziłem w życie. W płaszczu i goglach zameldowałem się u dowódcy. Ucieszył się z dodatkowego karabinu. A ja z tego, że będę blisko Erici. Nie myślałem w ogóle o niebezpieczeństwie. Była tylko ona. Jak zawsze zresztą.
Zostałem rozpoznany przez Theo.
- Nadal jest priorytetem – syknąłem, kiedy zrównał ze mną krok.
Erica szła przed nami, rozmawiając cicho z Victorem Lancasterem. Związała włosy w warkocz. I miała obcisłe spodnie. Od samego patrzenia robiło mi się gorąco.
- Theo! – ofuknęła mojego cyborga.
- Idź – szepnąłem. Posłuchał mnie. Był jej.
Zostaliśmy zaatakowani. Rozpoczęła się regularna wymiana ognia. Kule latały tuż nad moją głową, ale ja bałem się tylko i wyłącznie o Ericę. Ta radziła sobie jednak świetnie. Była w końcu w swoim żywiole. Nawet nie wiem, kiedy znalazła się obok mnie, wymieniając magazynek.
- W porządku? – zapytała; kiwnąłem głową.
Maszyny podeszły bliżej. Erica gdzieś pobiegła, ale Theo został ze mną.
- Idź za nią! – krzyknąłem, odpychając go. – Jest priorytetem!
- Priorytetem jest ochrona Damiena Connora.
Przekląłem. John musiał w nim grzebać! Nie było jednak czasu na programowanie nowej misji.
- Theo, błagam! Pilnuj Erici, słyszysz?
Terminator patrzył na mnie uważnie, po czym wreszcie wstał.
- Dobrze – pochwaliłem go.
Tego dnia zostałem postrzelony po raz pierwszy w życiu. Kiedyś to musiało nastąpić. Ericę też postrzelili, ale kula tylko przeszła na wylot jej ramię. Ja dostałem w nogę. Musiałem szybko zatamować krew. Znalazły mnie Wilki.
- Blaszak Connora. – Usłyszałem. – Czyja to krew?
- Nie moja – odpowiedziałem wyćwiczonym, beznamiętnym tonem, chociaż ból niemal odbierał mi zmysły.
- Oczywiście, że nie. Wy nie krwawicie. Wygodnie macie. Zabrać go!
Tylko kilka osób w samym centrum bazy wiedziało o tym, kim byłem. Ci z drugiego „kręgu" mieli mnie za blaszaka. Pomysł Johna. Naprawdę wyglądałem na cyborga. Do bazy wróciłem więc jako maszyna.
Mój brat był wściekły. Nie miałem nic na swoją obronę.
- Przymykałem oko na te głupoty – grzmiał – ale teraz to się skończy. Pierdolone szczeniackie zauroczenie, a ty będziesz mi tutaj lazł jak jakiś kamikaze pod kule, kurwa mać!
- Kiedy był czas na „szczeniackie zauroczenia" – syknąłem – siedziałem i uczyłem się budowy chipów.
Miałem szlaban na wychodzenie, nawet do Keiry. Zabawne. Całe moje życie było jednym wielkim szlabanem. Ale znosiłem wszystko dzielnie. Theo nadal kręcił się przy Erice. Dwa razy zmieniałem jego program, bo John wciąż wgrywał mu nowe. Wreszcie machnął ręką i dał nam spokój.
- Jak tagujesz nagrania z Ericą? – zapytałem któregoś wieczoru Theo.
- Czterema tagami: Erica, Williams, Damien, miłość.
Spojrzałem na niego uważnie.
- Dlaczego akurat tak?
- To logiczne tagi – odparł. Pokiwałem rozbawiony głową.
Jakiś czas potem mój terminator zjawił się później niż zwykle. Wziąłem kabel.
- Nie będziesz chciał tego oglądać, Damien – powiedział mi.
- Niby dlaczego? – Zmarszczyłem brwi.
- Erica mnie pocałowała.
Wpatrywałem się w niego szeroko otwartymi oczami.
- Co... zrobiła?... – wydukałem.
- Pocałowała mnie.
- Dlaczego?
- Powiedziała, że chce mnie pocałować, żeby zobaczyć, jak to jest.
- A ty?
- Zgodziłem się.
- Dlaczego się zgodziłeś?
Stał wyprostowany i milczał.
- Powiedziała coś więcej? Że cię kocha czy coś w tym stylu?
- Nie. Ona wiele rzeczy robi z ciekawości.
- Pokaż mi nagranie.
Nie kłamał; pocałowała go z czystej ciekawości. Powiedziała, że nic do niego nie czuje. Ale ja czułem smutek; pomyślałem o Johnie i Cameron, w której widział swoją ukochaną Allison, której słuchał, z którą sypiał. A co jeśli Erica widziała w Theo coś więcej niż maszynę? Co jeśli go kochała? W głębi serca? Powtarzała, że nie chce być z żadnym mężczyzną. Theo był blaszakiem. Może... Może...
Poczułem złość. Theo miał ją chronić, bo ja nie mogłem. Nie chciałem, żeby zastąpił moje miejsce u jej boku. To ja ją kochałem. Nagle drgnąłem. Przypomniałem sobie o tagach. Nie mówiłem Theo, co do niej czuję, dlaczego więc otagował te nagrania słowem miłość? Jego program ewoluował?...
Następnego ranka kazałem mu zostać.
- Masz błąd w systemie – powiedziałem chłodno.
- Erica mnie potrzebuje.
Zmarszczyłem brwi.
- Ona potrzebuje drugiego człowieka. Mnie.
- Nie. Ona potrzebuje mnie. Ty jesteś słaby. Ludzie są słabi.
Poczułem rosnącą wściekłość. Wyłączyłem Theo i schowałem jego chip.
Leżałem na łóżku, oglądając jedno z nagrań z Ericą, kiedy zjawił się John. Miał dziwny wyraz twarzy.
- Coś się stało? – zapytałem, siadając.
- Chodzi o twoją Ericę.
Moje serce na chwilę przestało bić.
- Wpadła na terminatora. Żyje, ale jest w ciężkim stanie.
- Erica... – wyszeptałem. – Boże... Muszę ją zobaczyć.
Kiwnął głową. Moje nogi były jak z waty, kiedy szedłem za Johnem.
To była moja wina. Pomyślałem o Theo. Chciał do niej iść, a ja go powstrzymałem.
Jeśli umrze... Nie może umrzeć.
Nie potrafiłem opisać słowami tego, co zobaczyłem. Byłem bólem, byłem rozpaczą.
Wsunąłem dłoń w jej włosy. Były miękkie, ale posklejane krwią. Widziałem bandaż na jej twarzy; zakrywał prawe oko. Ująłem jej dłoń i pocałowałem.
- Zróbmy to, John – powiedziałem wreszcie twardo. – Twój eksperyment. Spróbujmy.
Stał obok mnie z ramionami skrzyżowanymi na piersiach. Milczał; czułem łzy w oczach.
- Nie mamy wystarczającej wiedzy. To może się nie udać.
- Musi się udać. I uda się, John.
Znowu pocałowałem jej dłoń.
- Ty już zapomniałeś, co to znaczy kogoś kochać – szepnąłem. – Ja dopiero dowiaduję się, jak to jest. Nie zabieraj mi tej szansy. Uratuj ją, błagam. Uratuj moją Ericę.
- Jeśli sama będzie chciała zostać uratowana.
- Oczywiście, że będzie chciała. Kocha życie najbardziej na świecie! Znam ją, John!
Spojrzałem mu prosto w oczy. Wahał się.
- Jeśli ona umrze – zacząłem szeptem – zabiję się.
Wytrzymałem jego wzrok. Zmarszczył brwi.
- Dobrze – powiedział wreszcie. – Jeśli sama będzie chciała zostać uratowana.
- Dziękuję – wyszeptałem; nachyliłem się nad dziewczyną i pocałowałem ją w usta.
KONIEC CZĘŚCI TRZYNASTEJ
