Czas mijał. Dni zamieniały się w tygodnie, a tygodnie w miesiące. Konkretnie trzy miesiące. Tyle czasu minęło bowiem, odkąd John wprowadził się do mieszkania bliźniaczek Young. Allison dzieliła ostatnio cały swój czas pomiędzy studia, a Dereka. Co powodowało, że rzadko kiedy miała wolna chwilę, którą mogłaby spędzić w domu z Johnem i Cameron. To z kolei powodowało, że wspomniana dwójka spędzała ze sobą coraz więcej czasu. John, jak zwykle, przyklejony do swojego laptopa, a Cameron. No cóż… ona zawsze była gdzieś w pobliżu.

- Smażę naleśniki, chcesz? – usłyszał pewnego dnia John, wchodząc do mieszkania. Cameron stała przy kuchence, z patelnią w ręce. Miała na sobie błękitny fartuszek z napisem „Kiss the cook", a obok niej na stole, piętrzył się spory kopiec już gotowych naleśników. Włosy miała spięte w koński ogon, lewy policzek umorusany w mące, a na twarzy wyraz całkowitego skupienia na wykonywanym zadaniu. John pomyślał, że wyglądała przeuroczo.

- Jasne, że chcę – odpowiedział. To był ostatnio ich rytuał. Cameron gotowała, a John… jadł. Allison miała Dereka. Cameron stwierdziła więc, że potrzebuje jakiegoś hobby. Najwidoczniej padło na gotowanie. W dużych ilościach… I to głównie John musiał jeść jej przysmaki. Musiał, może jednak nie było tu dobrym określeniem. Chciał. John chciał, jadł i nie narzekał. Okazało się bowiem, że Cameron miała do tego smykałkę. Po przypalonych naleśnikach jakie serwowała mu Sarah (nie to, że się nie starała, po prostu nie każdy jest stworzony do pewnych rzeczy), to co robiła Cameron było bardzo miłą odmianą.

John nie mógł więc narzekać. Obecnie wszystko dobrze mu się układało. Nawet z Derekiem zawarł, swego rodzaju, sojusz. Powiedzmy. Wyglądało to bowiem tak, że po prostu obaj panowie nie wchodzili sobie w drogę. John nadal miał co do niego pewne wątpliwości ale Derek traktował Allison jak prawdziwą księżniczkę, a ona była z nim bardzo szczęśliwa. To było więc wszystko, co się liczyło w tym temacie.

Nawet Cameron wydawała się go akceptować. Poniekąd. Trzymała go jednak na dystans zimnego spojrzenia rzucanego przez pokój, które zdawało się mówić: „Skrzywdź ją, a zamorduję cię we śnie". Przerażające ale już nie tak jak kiedyś – pomyślał John. Cameron oczywiście nadal, kiedy chciała, potrafiła wzbudzać strach ale już tak nie onieśmielała chłopaka. Nie rozmawiali ,co prawda, nadal zbyt dużo – dziewczyna w końcu nie należała do wylewnych i nadal pozostawała w dużej mierze tajemnicą. Koegzystowali jednak wspólnie wyśmienicie.

W miarę upływu czasu , John zaczął wyłapywać coraz więcej bardziej subtelnych różnic pomiędzy siostrami. Allison lubiła układać swoje włosy w lekkie loki. Cameron wolała kiedy były proste. Allison uwielbiała nosić sukienki i delikatną biżuterię. Ubierała się bardzo dziewczęco. Cameron najczęściej nosiła natomiast obcisłe jeansy, wysokie buty i skórzaną, fioletową kurtkę, którą potrafiła dopasować dosłownie do wszystkiego. Fioletowy chyba faktycznie był jej ulubionym kolorem. Często zakładała też rękawiczki bez placów i nie nosiła zbyt wielu ozdób. Lubiła za to malować paznokcie, na co Allison zdawała się nie mieć cierpliwości.

John zastanawiał się czasem czy sam fakt, że wie te wszystkie rzeczy nie czyni go jeszcze większym dziwakiem, niż ten za jakiego większość ludzi zawsze go miała. Kiedy mieszkasz jednak z dwiema kobietami, to pewnych rzeczy po prostu nie da się nie zauważyć. Jak na przykład to, że Cameron ma w swoim pokoju ogromna ilość słowników.

- To na wypadek gdybym nie mogła spać – wyjaśniła mu kiedyś.

Ok, może być i tak.

Albo to, że Cameron ma jakąś awersję do ptaków.

- Strasznie brudzą – skomentowała.

Dobra, w sumie prawda.

Albo fakt, że Cameron lubi mieć zawsze, wszystko idealnie równo poukładane. Do włosów używa szamponu o zapachu brzoskwiń, a do kąpieli kokosowego płynu. Zawsze kiedy czegoś nie rozumie, to marszczy czoło, a kiedy jest czymś miło zaskoczona, to lekko unosi kąciki ust jakby się uśmiechała ale nie całkiem. Kiedy jest smutna to John mógłby przysiąc, że jej oczy robią się większe i bardziej brązowe. A kiedy jest zła, to nerwowo podkurcza palce u rąk. Natomiast kiedy się cieszy to wygląda jak mała dziewczynka, która dostała właśnie cukierka. A kiedy myśli, że nikt nie widzi (chociaż John jakimś cudem zawsze o tym wie), to lubi słuchać muzyki klasycznej, głownie Szopena. W dodatku potrafi tańczyć balet. Musiała brać lekcje jako dziecko, bo wychodzi jej to doskonale. John nie jest jednak pewien, bo nie ma odwagi by ją o to zapytać, jeszcze nie. Jest jednak pewien, że nigdy nie widział aby ktoś poruszał się z taka gracją. W dodatku kiedy Cameron… Cameron, Cameron, Cameron.

John zaczął się coraz częściej łapać na tym, że to już nie są tylko różnice które znajduje pomiędzy bliźniaczkami. Teraz zaczęła się liczyć tylko Cameron. Cameron to, Cameron tamto. Druga z sióstr zdawała się jakby, dla niego, powoli znikać.

Boże, co ja robię?

- John? – z zamyślenia wyrwała go Allison.

- No co tam?

- Czy jest coś pomiędzy tobą, a moja siostrą?

- Słucham?! – oburzył się zaskoczony chłopak. – Oczywiście, że nie. No co ty, Allis, przecież znam zasady.

- Dobra, dobra. Zasady zasadami a ja widzę, że coś się miedzy wami dzieje – upierała się dziewczyna.

- No nie żartuj nawet. Nic się miedzy nami nie dzieje, absolutnie nic. Po prostu zakumplowaliśmy się ostatnio trochę i tyle – John był bardzo stanowczy.

- Jesteś pewien, że to tylko to? – Allison nie wyglądała jednak na przekonaną.

- Oczywiście – potwierdził. – Skąd ci w ogóle przyszło do głowy, że jest inaczej?

- No nie wiem. Nazwijmy to kobiecą intuicją – odparła dziewczyna, bawiąc się kosmykiem swoich włosów. Starała się stworzyć pozory, że to zwykła, przyjacielska pogawędka. John widział jednak w jej oczach skupienie i jakby lekkie… zmartwienie?

- No to twoja intuicja się w tym przypadku myli – chłopak zapewnił ją po raz kolejny.

- Dobrze, bo nie chciałabym prosić Derka, żeby połamał ci nogi – Allison powiedziała śmiertelnie poważnie.

- Żartujesz, prawda? – John zaśmiał się nerwowo. Dziewczyna jednak nic mu nie odpowiedziała, tylko odwróciła się na pięcie i zniknęła w swoim pokoju.

- Allison?! – zawołał jeszcze za nią ale nie uzyskał już żadnej odpowiedzi.

Cholera… ona tak na serio? – tego John pewien jednak być nie mógł.


Czy ktoś to jeszcze czyta? Mam nadzieję, że tak bo zaczynam trochę wątpić w to opowiadanie...