Nie miał pojęcia dlaczego to robi. Może faktycznie oszalał skoro spędza wolny dzień w szkolnej bibliotece. Przejrzał już trzy roczniki szkolne i nie znalazł tam nic, co by mu pomogło. Podniósł wzrok na resztę ekipy, która zdawała się świetnie bawić rozmawiając wesoło i co jakiś czas wertując kolejne strony. Nie brali tego na serio. To była kolejna przygoda nic więcej, tylko on mógł widzieć smutek na jej twarzy, cierpiała, choć usilnie starała się pokazać mu, że wszystko w porządku. Ile już się tutaj błąkała szukając pomocy od kogokolwiek?
-Zamiast romansować moglibyście przeglądać te roczniki szybciej.- Burknął poirytowany odkładając kolejny na bok.
-Co ci tak śpieszno? To był twój pomysł zresztą, więc ciesz się, że w ogóle ci pomagamy.- Renji odparł chłodno, odkładając album na bok.- Kompletnie nie mam nastroju na spędzanie niedzieli w szkole. A jednak tu jestem, bo chcesz rozwiązać jakąś zagadkę. Jestem naprawdę super przyjacielem, nie sądzisz?
-Raczej dość leniwym.- Odparł mierząc go wzrokiem.
-To może sobie pójdę i zostawię cię tu samego z tym stosem?
-Przestańcie. Zachowujecie się jak dzieci. Rozumiem Ichigo, że cię denerwujemy swoją przyjaźnią, ale nie możesz od nas wymagać bycia produktywnymi w niedzielę. Zresztą sam co chwila spoglądasz w stronę okien. – Rukia wtrąciła się mówiąc spokojnie, choć można było wyczuć nutę irytacji w jej głosie.
Nie odpowiedział wracając do swojego przydziału. Orihime przysiadła obok niego uśmiechając się delikatnie, jakby chciała go pokrzepić. Nie mógł z nią rozmawiać w ich obecności, nie mógł im powiedzieć, że ona tu jest i czeka na jakiś znak. Wiedział, że jego relacje z przyjaciółmi są napięte, przez jego własne zachowanie, ale nieważne co by powiedział, to i tak by go nie posłuchali, nie przyjęliby przeprosin. A trudno się wytłumaczyć z tego, że spędza się czas z duchem. Był w patowej sytuacji.
-Przepraszam. Przeze mnie twoi przyjaciele się na ciebie gniewają. –Orihime powiedziała cicho, dotykając jego dłoni.- Naprawdę mi przykro.
Uśmiechnął się w ramach odpowiedzi, nie chcąc sprawiać jej więcej kłopotów niż ma. Nie zauważył jak Rukia mu się przygląda uważnie, wodzi wzrokiem wokół niego szukając jakiejś wskazówki. Martwiła się o niego, początkowo sądziła, że jest opętany, bądź doznał jakiegoś poważnego urazu mózgu. Jednak wbrew wszystkiemu zachowywał się jak zwykle, musiała więc odrzucić swoje wcześniejsze hipotezy. Teraz zaś chciała potwierdzenia najnowszej tezy dotyczącej przyjaciela. Od zawsze wiedziała, że jest inny. Czasami łapała go jak rozmawiał z powietrzem, ale nigdy się o to nie pytała. Nie chciała, by sądził, że bierze go za wariata.
Definitywnie nie był wariatem.
W telewizji mówili o takich medium. Osoby, które widzą, bądź wyczuwają duchy. Czy Ichigo był taki sam? Mogłaby sporo zarobić na tym darze, są wreszcie ludzie, którzy pragną kontaktu ze zmarłymi. Uśmiechnęła się do siebie na myśl o majątku, który mogłaby zbić na swoim naiwnym przyjacielu.
-Co się tak uśmiechasz, Rukia? -Renji wyrwał ją z zamyślenia.
-Nic takiego. Znalazłam ją. –Odpowiedziała zadowolona, obserwując jak rudzielec zrywa się z miejsca i podbiega do niej.
-Naprawdę?! Super!
-Nom. To był pierwszy rocznik, jaki złapałam w ręce.
Zapanowała gęsta cisza, gdy wszyscy wpatrywali się w nią z niedowierzaniem. Ichigo oddychał powoli próbując się uspokoić.
-Chcesz powiedzieć, że przez cały czas miałaś dobry rocznik w dłoni, a mimo wszystko nic nie powiedziałaś?
-Dokładnie. Tak był zabawniej. Inoue Orihime, tak?
Jej niewinny uśmiech potrafił zdenerwować dużo bardziej niż wymówki. Nie chciał jednak znowu dać się wciągnąć w niekończącą się kłótnię. Nachylił się nad nią spoglądając na uczniów z klasy Orihime. Wyglądali dość normalnie, poza staromodnym mundurkiem i uczesaniem. Nie byli jakoś specjalnie ładni, ale też nie straszyli. Typowe japońskie nastolatki.
Orihime pisnęła na widok swojej dawnej klasy. Żałowała, że nie pamiętała ich, czuła jedynie z kim była naprawdę blisko. Uśmiechnęła się z ulgą wskazując palcem zdjęcie jednej dziewczyny obok niej. Ichigo zmarszczył brwi próbując odczytać nazwisko rozumiejąc, że dziewczyna musiała sobie coś przypomnieć.
-Powinniśmy zacząć od niej.- Wskazał to samo zdjęcie co zjawa, próbując brzmieć naturalnie.
-Dlaczego akurat od niej?
-Intuicja. Myślę, że była najbliżej z Orihime. –Wzruszył ramionami, odchodząc do swojego stosu, by posprzątać. –Dzięki za pomoc.
-Isane Kotetsu. – Rukia odczytała dane dziewczyny.- Dobra, znajdę jej adres i jutro się tam wybierzemy po szkole.
-Jak chcesz. Mi to obojętne. Dobrze, że udało nam się coś znaleźć.
-Racja. Mieliśmy sporo szczęścia.- Odpowiedziała pod nosem, pomagając sprzątać.
-Miejmy tylko nadzieję, że nikt z tych byłych uczniów nie nastraszy nas policją. Pewnie nie ucieszą się z przypominania im o dawnej koleżance. – Renji trzepnął Keigo po głowie, próbując go obudzić.
-A to za co?!- Keigo wydarł się obolały, chlipiąc w ramię Mizuro.
-Za lenistwo. – Odparł szorstko, sięgając po swoją torbę. – Ja spadam, muszę jeszcze załatwić kilka rzeczy na mieście. A ty, Ichigo, z łaski swojej, odprowadź Rukię do domu.
Nie czekając na odpowiedź czerwonowłosy uciekł z biblioteki zostawiając za sobą pytający wzrok przyjaciół. Nie rozumiejąc, o co może chodzić pośpieszyli ze sprzątnięciem książek i ruszyli powoli w stronę swoich domów.
-O co mu chodziło?- Spojrzał się kątem oka na koleżankę, udając, że wcale go to nie obchodzi.
-Jest wściekły. – Odparła beznamiętnie bawiąc się słomką w swoim napoju.
-To zauważyłem, że ostatnio nie jest w sosie, ale o co mu chodzi?
-A jak myślisz?- Obróciła głowę w jego stronę zatrzymując się gwałtownie.- Przecież wiesz.
Wiedział. Dobrze wiedział, o co chodziło, to był temat tabu między nimi i rzadko kiedy mówili o tym głośno, ale przez jakiś czas było cicho, więc może łudził się, że coś się zmieniło. Pomylił się.
Rukia nie była prawdziwym członkiem klanu Kuchiki. Została przez nich adoptowana przez związek jej siostry z jednym z członków. Hisana była zawsze chorowita i potrzebowała stałej opieki. Była zupełnie inna od głośnej siostry, więc dla Ichigo nie było w tym nic dziwnego, że udało jej się skraść serce takiemu ponurakowi, jakim był Byakuya. Przyszłej głowie klanu. Jednak godząc się na związek z nim postawiła dwa warunki. Wreszcie wiążąc się z kimś takim miała świadomość, że czasy jej wolności skończą się na zawsze. Dlatego też wybłagała o miejsce w domu dla swojej siostry Rukii, której zapewniła swobodę do ukończenia liceum, a drugim warunkiem było przygarnięcie Renjiego jako jej kamerdynera i ochroniarza w jednym.
Dwójka przyjaciół oczywiście była szczęśliwa, że mogą być dalej razem, jednak nie przewidzieli konsekwencji tego życia. Nikt tego nie mógł przewidzieć, choć Ichigo sądził, że to wcale nie było takie trudne. Między przyjaciółmi zaczęło się rodzić uczucie, które próbowali ukrywać i ignorować. Jednak nie to było najgorsze. Wreszcie odwzajemniona miłość nie jest zła. Chodziło o politykę klanu.
Rukia po skończeniu liceum miała wyjść za kogoś o wysokiej pozycji. Nie będzie miała prawa głosu w tej kwestii.
-Czyli znowu gadaliście o głupotach w domu. – Mruknął pod nosem spoglądając na zabawę dzieciaków na pobliskim placu zabaw. –Twoja siostra jest w ciąży, nie?
-Tak. Przykro mi, już nie uda ci się jej poderwać. –Odparła zaczepnie pchając go do dalszej drogi.
-Bardzo śmieszne. Nigdy nie podkochiwałem się w twojej siostrze. Jest za poważna. – Ruszył powoli kopiąc przybłąkany kamień.
-Mój brat jednak widział w niej coś niezwykłego.
-Pewnie brak rodowodu. Kundelki bywają urocze.
-Ichigo!- Walnęła go w żebra przyśpieszając kroku.- Nie jesteśmy kundlami!
-Powiedz to takim ważniakom. Dla nich biedni to zawsze coś gorszego. Sam nie wiem, co połączyło twoją siostrę z Byakuyą. Nie umiem tego pojąć.
-Po prostu się zakochał, nie potrzeba do tego żadnej filozofii.- Burknęła ostro, nadymając policzki ze złości.
Uśmiechnął się w odpowiedzi dobrze wiedząc, że ona sama nie wie, co ich połączyło, ale za bardzo się boi zapytać. Bo wreszcie świadomość, że mogło to być spowodowane stanem zdrowia Hisany, nie była aż tak nieprawdopodobna. I może właśnie ta czarna myśl zatruwała jej głowę.
.
.
.
Znowu czuła na sobie czyjś wzrok, jednak gdy się rozglądała wokół, nikogo podejrzanego nie widziała. Nie chciała robić afery przez jej podejrzenia. Jej przyjaciółki nie zasłużyły na więcej kłopotów. Wystarczyło, że musiały znosić jej wielbicieli. A przecież nie robiła nic, by zwracać na siebie jakąkolwiek uwagę. Chciała pozostać anonimowa, więc czemu chłopcy ją tak wielbili?
Westchnęła ciężko siadając na swoim miejscu. Dziwne uczucie wreszcie znikło i mogła odpocząć. Nie sądziła, że niepokój może tak źle wpływać na organizm.
-Hime-chan! Udało ci się coś kupić?
-Nie. Nie mam szans ze sportowcami, zawsze wykupią najlepsze rzeczy.
-Jak chcesz mogę się z tobą podzielić swoim bento.
-Nie trzeba. Jeden dzień głodówki niczego nie zmieni. Jutro już będę pamiętała, by wziąć swoje bento.
-Oby, oby. Nie chcemy, by coś ci się stało.
Uśmiechnęła się delikatnie sięgając po cukierka, którego dostała od brata. Jej żołądek zaczął powoli protestować przeciwko głodówce, jednak nie pozostało jej nic innego jak wytrzymać do końca dnia. Przecież nie umrze od braku bento.
.
.
.
-To tutaj? – Keigo gwizdnął podziwiając luksusowy budynek mieszkalny.- To ludzi aktualnie stać na takie rzeczy?
-Pewnie, że stać. Jak ktoś ma odpowiednią pozycję w społeczeństwie, to może mieć wszystko.- Rukia odparła poirytowana idąc do wejścia budynku.- Ochrona… I co my im powiemy?
-Może, że jesteśmy z gazetki szkolnej i chcemy przeprowadzić wywiad ze sławną kardiochirurg, która ukończyła naszą placówkę?- Mizuro podniósł wzrok znad telefonu uśmiechając się znacząco.
-Też bym na to wpadła.
Podeszli do ochraniarza, który nie wyglądał jakoś specjalnie groźnie, ale też nie należał do sympatycznych, a definitywnie robił problemy ze wszystkiego. Starcie z nim nie było takie proste, bo nie umieli udowodnić, że faktycznie są młodymi dziennikarzami. Brakowało im kunsztu i perswazji do tego.
-Nie przepuszczę was. Moja praca to dbać o prywatność mieszkańców, wścibskie dzieciaki.
-Ale my chcemy się widzieć z jedną osobą! To jest naprawdę ważne!
-Pewnie chcecie załatwić termin operacji dla członka rodziny przed kolejką, huh? Mowy nie ma!
-Wiesz kim ja jestem?! Wystarczy, że pstryknę palcami, a wyleją cię z tej pracy i już nigdy nie znajdziesz zatrudnienia!- Wściekła Rukia wybuchła wyrywając się Renjiemu.
-A co tu za zamieszanie?- Białowłosa kobieta stanęła przy drzwiach, przyglądając im się ze zmieszaniem.
-Pani jest Isane-san? –Ichigo podszedł do niej, próbując zachować spokojny wyraz twarzy.- Mamy do pani prośbę.
Wpuściła ich do swojego skromnego mieszkania, zapraszając do salonu, gdzie każdy znalazł swoje miejsce. Rukia podziwiała umieszczone na meblach porcelanowe figurki, zaś reszta po prostu siedziała i czekała aż pani doktor powróci do nich z herbatą.
Ku ich zaskoczeniu nie trwało to wcale tak długo jak przypuszczali. Filiżanki z herbatą szybko znalazły się na stoliku razem z miską pełną ciasteczek. Po upewnieniu, że każdemu jest wygodnie i nikomu nie zabraknie herbaty, usiadła na swoim fotelu uśmiechając się łagodnie.
-To w czym mogę pomóc?- Spytała z pewną sympatią w głosie, sięgając po ciasteczko.- Nie krępujcie się, możecie się częstować.
-Chcemy usłyszeć od pani o Orihime Inoue.- Ichigo odpowiedział stanowczo, chyląc głowę w geście proszenia.
-O Hime-chan? Dlaczego?- Zakłopotana postawiła filiżankę na stoliku, próbując opanować nerwy.
-Bo jej duch znajduje się w szkole i nie może udać się do świata zmarłych. Chcemy jej pomóc i zrozumieć, co się stało tamtego dnia. Wiemy, że minęło już sporo czasu od tamtych lat, jednak jej duch wskazał nam panią. Musiała mieć powód.- Rukia odpowiedziała spokojnie przejmując dowodzenie nad sytuacją.
-Nadal tam jest?- Isane spuściła wzrok zamyślając się na moment.- Hime i ja byłyśmy przyjaciółkami. Polubiłyśmy się już pierwszego dnia. Była bardzo ładną dziewczyną i miała mnóstwo wielbicieli, ale ona na to nie zważała. Jej jedynym celem było dostanie się na medycynę i pomaganie ludziom. Znaczy, marzyła o wielkiej miłości, ale żaden nie myślał o niej na tyle poważnie, żeby dotrzymać jej kroku. Była uwielbiana przez nauczycieli, bo była odpowiedzialna i ułożona. Nie sprawiała żadnych kłopotów. Tylko niektóre dziewczyny kręciły nosem z zazdrości, że tylu chłopców ją lubi. Policja nawet sprawdzała każdego ucznia w szkole, ale każdy miał alibi i nawet te, które życzyły jej nieszczęścia były przerażone.
-Rozumiem. A kto był jej największym nemezis?
-Nemezis? Nie, raczej nikt. Dziewczyny się boczyły, czasem wywalały jej zeszyty, czy przyklejały gumę do włosów, ale tak naprawdę nikt nie robił jej krzywdy. To były raczej złośliwości.
-Hmmm… No dobrze, a czy mówiła coś przed zaginięciem?
-Przed zaginięciem? Nie. Nic nie mówiła, ale wyglądała na przerażoną. Ciągle się za siebie oglądała i nie chciała przebywać sama. Wydawało mi się to zabawne, ale jak teraz o tym myślę, to ona coś przeczuwała…
W pokoju zapanowała cisza przerywana chrupaniem przez Keigo ciasteczek. Rukia zamyślona wykręcała sobie palce próbując ułożyć wszystkie fakty w całość. Opowieść kobiety nie zdawała nic wnosić poza tym, że dziewczyna przeczuwała, że coś się może z nią stać. Nic dziwnego, że policja zaniechała śledztwa, skoro nie było żadnych porządnych poszlak.
-A miała jakiegoś wielbiciela, który nie poddawał się nieważne co by się nie działo?- Ichigo odezwał się nagle, spoglądając na jedno ze zdjęć na komodzie.
-Miała wielu wielbicieli. Jednak takim najgorętszym chyba był dozorca. Nikt za nim nie przepadał, bo był trochę mroczny. Wyglądał jak żywy trup i te jego gadki. Nie było w nim żadnych emocji, ale z jakiś powodów upatrzył sobie Hime. Co prawda ona kilka razy się do niego odezwała i mu pomogła, gdy nasza klasa zrobiła szkodę, ale nic poza tym. Nigdy nic do niego nie czuła, po prostu była sympatyczna i pomocna dla wszystkich. Jednak on to widział chyba jakoś inaczej. Prześladował ją. Wiele razy się skarżyła, że ją śledził. Nawet podobno kiedyś pobił jednego z uczniów, który przystawiał się do Hime. W każdym razie nie lubiła go. To nie był jej typ.
-Czy Orihime coś robiła przed zaginięciem?
-Hmm… Podczas przerwy powiedziała, że musi coś załatwić. I poszła gdzieś i nigdy nie wróciła. Jednak teraz sobie przypominam, że w ręce gniotła jakiś papier. Nie wiem jednak, o co mogło chodzić. Raczej jestem mało pomocna w tej kwestii, zupełnie jak 50 lat temu. Zaginięcie Hime było straszne. Jej brat tak to przeżywał. Wszyscy czuli się winni, że do tego doprowadziliśmy.
-Dziękujemy za poświecony nam czas. Może się pani wydawać, że nic nie wniosła do śledztwa, jednak proszę mi uwierzyć, że dała nam kilka dobrych poszlak. Teraz jedynie musimy zachęcić ducha, by nam opowiedział, co się stało podczas tej pamiętnej przerwy.- Rukia wstała z sofy dając wszystkim znać, że już czas iść. – Do widzenia. Życzymy pani szczęścia.
Reszta ukłoniła się i szybko pobiegli za brunetką, która bawiła się swoim telefonem. Nikt się nie odzywał bojąc się, co może chodzić po głowie koleżance. Dla nich opowieść starej kobiety była nieskładna, pełna luk, no i, pełna podziwu dla swojej przyjaciółki. Nie dała im nic wartego zaczepienia.
-No to chyba mamy rozwiązanie zagadki.
-Co masz na myśli, Rukia?- Ichigo zmarszczył czoło nie rozumiejąc, o co może jej chodzić.
-To proste. Orihime dostała list miłosny od kogoś, z kim chciała zakończyć znajomość. Poszła tam, by po raz ostatni wyjaśnić, że między nimi nic nie będzie, jednak nie przewidziała, że ten ktoś zadba, by byli sami, wziął ją w pułapkę i nie mogąc pogodzić się z odmową postanowił ją zabić. A zwłoki definitywnie schował gdzieś na terenie szkoły.
-Czy takie rzeczy nie załatwia się na dachu szkoły? Nie wierzę, żeby tam nikogo nie było. A nawet jeśli, jakby przetransportował zwłoki gdzie indziej?
-Poczekał na rozpoczęcie lekcji, a później spokojnie schodził z nią na odpowiednie piętro. Pewnie jeszcze pocałował na pożegnanie, żałując, że tak to musiało się skończyć.
-A mi się wydaje, że za dużo oglądasz telewizji.- Ichigo burknął pod nosem, nie chcąc uwierzyć w taki scenariusz, jednak nawet on czuł, że to było bardzo prawdopodobne.- Nie cierpię twojego mózgu.
