Znieruchomiała. Sanguine desperacko wtulił głowę w jej szyję, nie przestając gładzić jej włosów. Czuła, że cała stanowczość uleciała z niego i stawał się coraz bardziej nerwowy z każdą mijającą sekundą, pogłębiającą ciszę. Wiedziała, że powinna coś powiedzieć, ale była w tak głębokim szoku, że prawie nie potrafiła pojąć jego słów. Dwóch krótkich słów, które wstrząsnęły nią do głębi.

Przymknęła oczy i powoli odsunęła się od niego. W pierwszej chwili nie chciał jej puścić, ale zrobił to, gdy oparła dłonie na jego ramionach i odepchnęła go z większa stanowczością. Wstała i odeszła dwa kroki, wbijając wzrok w skrzącą taflę wody.

- Dlaczego? – zapytała cicho.

- Ja… miałem tego wszystkiego dosyć. Narcyzo, proszę cię, zrozum, ja nie chcę zabijać ludzi, ani ich torturować. Zostałem do tego zmuszony.

- Więc dlaczego nie zrobiłeś tego wcześniej? – krzyknęła, odwracając się do niego z łzami w oczach.

Sanguine zamilkł, wpatrując się w nią z szokiem na twarzy. Prychnęła i odwróciła się z powrotem.

- Czy ty wiesz, jak ja się teraz czuję? Okłamywałeś mnie. Przez cały ten pieprzony czas mnie okłamywałeś!

- To nie tak, nie chciałem kłamać…

- Więc czemu nic nie powiedziałeś od razu?

- Nie mogłem…

- Nie mogłeś, czy nie chciałeś? – przerwała mu znów, spoglądając na niego znad ramienia. Sanguine skrzywił się, widząc ból w jej oczach. – Dlaczego mi nie zaufałeś?

- Zawsze ci ufa…

- Jakbyś mi ufał, to byś powiedział! – syknęła ze złością. Wzdrygnął się, widząc nagłe podobieństwo między nią, a Bellatrix. – Czy to naprawdę takie trudne obdarzyć kogoś chociaż odrobiną zaufania?

- Narcyzo, proszę, daj mi to wyjaśnić… - zaczął i wstał, by do niej podejść, ale odsunęła się o krok.

- Żebyś mnie znowu okłamał? – zapytała z oskarżeniem w oczach.

- Nie – westchnął. – Chcę, żebyś to zrozumiała…

- A co tu jest do rozumienia? Nie powiedziałeś mi, bo bałeś się, że cię wydam ze względu na to, że mój mąż jest Śmierciożercą…

- Narcyzo, do jasnej cholery, wysłuchaj mnie! – wybuchł w końcu, nie mogąc wytrzymać naporu emocji. Na jej twarzy pojawiło się zaskoczenie, które zniknęło szybko, ustępując miejsca złości, skrytej za zmrużonymi oczami.

- Nie podnoś na mnie głosu – ostrzegła go głosem zimnym jak sopel lodu.

Sanguine desperacko chwycił jej dłonie, przytrzymując je w uścisku, gdy chciała je cofnąć.

- Dasz mi się wyjaśnić, czy nie? – zapytał, spoglądając na nią groźnie. Przez dłuższą chwilę mierzyli się wzrokiem, zanim w końcu nieznacznie kiwnęła głową. – Zrobiłem to też dlatego, żebyś po wojnie była bezpieczna.

- Dlaczego miałabym w to uwierzyć? – zapytała wyzywająco po chwili milczenia. Sanguine westchnął ciężko.

- Bo to prawda – warknął.

- Wyjaśnij – zażądała, wpatrując się w niego z powagą.

W duszy odetchnął z ulgą. Już się obawiał, że w ogóle mu się nie uda jej uspokoić, więc był bardziej niż zadowolony, że jednak się powiodło. Wziął głębszy oddech i zaczął mówić.

- Mówiłem już, że pokochałem cię właściwie od pierwszej chwili, w której cię zobaczyłem – powiedział powoli, gładząc kciukiem jej dłoń. Przymknął na moment oczy z rezygnacją, gdy w żaden sposób nie zareagowała. – Kiedy Voldemort zginął po raz pierwszy, wiedziałem, że wróci. Tak samo, jak wiedziałem, że związek z Lucjuszem nie uratuje cię od niechcianych konsekwencji zadawania się ze Śmierciożercami. Po prostu uznałem, że muszę coś zrobić, by zapewnić ci w miarę normalne życie. Dlatego…

Nagle przerwało mu głośne piszczenie. Zamknął oczy, a z jego ust wyrwało się soczyste przekleństwo. Narcyza zmarszczyła brwi, spoglądają na niego niepewnie, gdy sięgnął do kieszeni, by wyciągnąć z niej jakieś dziwne, małe pudełeczko. Przyjrzał mu się, nacisnął jakiś guzik i nagle zapadła cisza. Przeczesał ręką krótkie, ciemne włosy i spojrzał na nią ze smutkiem.

- Narcyzo, przepraszam cię, naprawdę, ale muszę coś ważnego załatwić – powiedział pospiesznie, na co mocniej zmrużyła oczy.

- Co takiego?

Z westchnięciem ucisnął nasadę nosa.

- Teraz mi nie będziesz ufać?

- Zadałam ci pytanie.

- Dobrze więc, muszę iść do pracy, zadowolona? – rzucił pospiesznie, spoglądając na nią wyzywająco. – A jeśli się nie pospieszę, to prawdopodobnie ktoś umrze, więc naprawdę cię przepraszam, ale muszę iść.

Była zbyt zaskoczona, by stawiać opór, gdy przyciągnął ją do siebie i pocałował ją delikatnie w czoło.

- Tylko zamknij drzwi, jak będziesz wychodzić – rzucił cicho i minął ją, zmierzając do wyjścia.

Przez chwilę z domu dobiegały jego kroki, aż w końcu trzasnęły drzwi i została sama. Powoli podeszła do krzesła, na które opadła bez sił, kryjąc twarz w dłoniach.

Ledwie przekroczyła próg domu, stanęła twarzą w twarz z Lucjuszem. Wyjątkowo wściekłym Lucjuszem. Z całkowicie obojętną miną przeszła obok niego, ale zaraz musiała się zatrzymać, gdy złapał ją mocno za łokieć.

- Jest godzina siedemnasta – syknął ze złością. – Możesz mi łaskawie wyjaśnić, gdzieś ty była tyle czasu?

Obróciła głowę, by spojrzeć na niego zimno.

- Daleko od ciebie – odparła głosem wyprutym z emocji.

Wyrwała rękę z jego uścisku i ruszyła dalej, ale Lucjusz, prychnąwszy wściekle, znów ją złapał, tym razem na tyle mocno, że skrzywiła się lekko z bólu. Przyciągnął ją do siebie gwałtownym szarpnięciem.

- Za kogo ty się uważasz, co? To ja rządzę w tym domu i nie życzę sobie takich odzywek – wysyczał jej do ucha.

- Lucjuszu, puść mnie – odparła ostrzegawczym tonem.

- Najpierw mi wyjaśnisz, gdzie się szlajałaś.

- Puść mnie – powtórzyła, zimnym głosem.

- Co robiłaś tyle czasu? – zapytał, zdając się nie słyszeć jej słów. – Znalazłaś sobie jakiegoś faceta za moimi plecami? Czy może…

Poczekała, aż rozluźni nieco uścisk i wtedy odwróciła się gwałtownie, trzasnęła go otwartą dłonią w twarz, aż w całym holu rozległ się głośny huk i wyszarpnąwszy różdżkę, wbiła jej koniec w jego krocze. Lucjusz skrzywił się i cofnął o krok, ale zaraz zbliżyła się do niego z powrotem, wbijając różdżkę mocniej.

- Pamiętaj, że jestem twoją żoną, a nie jakąś niewolnicą, więc nie życzę sobie takiego traktowania, mężu. Poza tym, o ile pamiętam, ja nie wypytuję gdzie, kiedy i jak długo pieprzysz się z każdą jedną dziwką, z którymi spotykasz się za moimi plecami i o których doskonale wiem. Więc daruj sobie takie zachowanie, bo akurat ty masz tutaj najmniej do gadania – wysyczała lodowatym tonem.

Lucjusz mimowolnie przełknął ślinę i zachował tyle przyzwoitości, że postanowił milczeć. Narcyza cofnęła różdżkę i spojrzała na niego morderczo, zanim się odwróciła i ruszyła w stronę schodów, starannie ignorując publiczność, obserwującą ich zza progu salonu. Bez słowa minęła, opierającą się o barierkę na szczycie schodów, Bellatrix, która zaklaskała energicznie, gdy przechodziła obok niej.

- No proszę, Cyziu, nie spodziewałam się po tobie takiej waleczności – zaśmiała się szyderczo Bellatrix.

Narcyza momentalnie zatrzymała się wpół kroku i obróciła na pięcie, by zmrozić siostrę wzrokiem i pogrozić jej palcem.

- Bella, nawet mnie nie denerwuj. Mam za sobą nieprzyjemny dzień i kłótnia to ostatnie, czego mi teraz potrzeba – ostrzegła ją.

Bellatrix roześmiała się obłąkańczo i odepchnąwszy na bok jej rękę, podeszła tak blisko, że ich twarze dzieliły ledwie trzy cale.

- Czyżby randka się nie udała? – zapytała Bella cicho, a w Narcyzie wybuchło.

Ku zdumieniu wszystkich w holu zamachnęła się na siostrę z wściekłym prychnięciem, ale zanim jej ręka dotarła do celu, ugrzęzła w żelaznym uścisku Bellatrix, która zacmokała z niezadowoleniem.

- To chyba nie jest miejsce na takie sprzeczki, nie sądzisz? – zapytała z obłąkańczym uśmieszkiem.

Narcyza ze złością wyszarpnęła rękę z uścisku, wzięła głębszy oddech na uspokojenie, obróciła się i ruszyła dalej korytarzem, starając się zachowywać, jakby nic się nie stało. Czuła za sobą obecność Bellatrix, która podążyła za nią jak cień. Przekroczywszy próg sypialni z premedytacją trzasnęła drzwiami, licząc, że może w ten sposób chociaż rozbije Belli nos. Usłyszała jedynie maniakalny śmiech i drzwi otworzyły się z powrotem.

- Musisz znaleźć lepszy sposób, żeby się mnie pozbyć, siostrzyczko – zakpiła Bella, rozsiadając się w jednym z foteli przy kominku.

- Co powiesz na wylądowanie w płomieniach? Albo nie, raczej cię utopię w wannie. Albo zrzucę cię z balkonu. Którą opcję wybierasz? – warknęła Narcyza, z impetem zrzucając z ramion lekki płaszcz.

- Zabawna jesteś, jak się denerwujesz, wiesz? – odparła spokojnie Bellatrix, spoglądając na nią z szaleńczymi błyskami w oczach. – Powiesz mi, co się stało, czy będziesz się cały czas tak dręczyć?

- A od kiedy niby interesuje cię moje życie? – prychnęła Narcyza, szarpnięciem rozpinając długą suknię.

- Wiesz, twoje życie dopiero zaczyna być ciekawe, więc się nie dziw, że chce wiedzieć, co się dzieje. W końcu jesteś moją małą siostrzyczką – dodała Bella z kpiącym uśmieszkiem, podchodząc powoli do pani Malfoy.

Narcyza oparła dłoń o ramę lustra i przymknęła oczy, gdy jej siostra zatrzymała się tuż za nią.

- Jeśli śmiał cię skrzywdzić, powiedz tylko słowo, a się z nim rozprawię – szepnęła Bellatrix do jej ucha, zsuwając jej materiał z ramion. Zaśmiała się, gdy w odpowiedzi dostała spojrzenie pełne niedowierzania. – Cyziu, Cyziu, Cyziu, czy ty naprawdę myślałaś, że pozwolę pierwszemu lepszemu durniowi, żeby krzywdził moją małą siostrzyczkę?

Narcyza znieruchomiała, słysząc jej prawie pieszczotliwy ton. Ze zdziwieniem wpatrywała się w brunetkę, uśmiechającą się do niej z wyższością ze szklanej powierzchni lustra. Przez moment miała wrażenie, że widzi przed sobą dawną Bellatrix sprzed okresu spędzonego w Azkabanie. Wciąż jednak w jej oczach lśniło szaleństwo, które odróżniało ją od potężnej kobiety, jaką była kiedyś.

- Jestem w stanie sobie poradzić – mruknęła już spokojniej, krzywiąc się lekko.

- Nie wątpię, przed chwilą pokazałaś, że krew Blacków jeszcze z ciebie nie wyparowała do końca – odparła Bella, bawiąc się jej włosami.

Zapadło między nimi milczenie. Narcyza zsunęła suknię i sięgnęła po wiszący obok lustra jedwabny szlafrok, by owinąć się nim dokładnie. Bellatrix nie ruszyła się o krok, wciąż przeczesując palcami blond włosy.

- Bello, kim jest Izaak?

Bellatrix momentalnie znieruchomiała. Narcyza z niemałym zdumieniem dostrzegła w oczach jej odbicia coś na kształt tęsknoty. Obróciła się, by spojrzeć uważnie na siostrę, która odwróciła wzrok.

- Czemu pytasz? – burknęła Bella opryskliwie, odsuwając się pospiesznie.

- Zaciekawiłaś mnie. Kto to jest? – zapytała Narcyza ostrożnie, powoli podchodząc do siostry.

- Nikt waż

ny – warknęła Bellatrix i doskoczyła błyskawicznie do drzwi, by wybiec na korytarz.

Narcyza pozostała w miejscu, wpatrując się z uwagą w drzwi. Nie to końca takiej reakcji się spodziewała. Potwierdziło to jednak jej podejrzenia, że Bella ukrywała przed nią coś istotnego. Na tyle istotnego, że aż bała się to ujawnić. Problem w tym, że nie miała bladego pojęcia, jak się dowiedzieć, co było tak ważnego, by kryć to przed własną rodziną. Niepokoiło ją też samo zachowanie Bellatrix. Miała pewne obawy, że jak wróci do rezydencji, wszyscy już będą wiedzieli o jej spotkaniach z Sanguinem, ale wyglądało na to, że jakiś cud się zdarzył. Podejrzane było, że Bella zdawała się właściwie nie chcieć jej wydać. Albo po prostu czekała na odpowiednią okazję. W końcu to niemożliwe, żeby tak po prostu odpuściła i zostawiła ją w świętym spokoju.

Westchnęła i potarła czoło, starając się wyrzucić z głowy nadmiar myśli. Chcąc się zrelaksować, skierowała swe kroki do łazienki, by wziąć długą, gorącą kąpiel…

Godzinę później, po wielu rozważaniach na temat dziwnego zachowania Bellatrix i słów, które usłyszała od Sanguine'a, usiadła przy stoliku w sypialni i sięgnęła po czysty pergamin. Przez chwilę obracała pióro w palcach, zanim zanurzyła je w kałamarzu i zaczęła pisać:

Tonks,

Proszę Cię, nie wyrzucaj od razu tego listu. Wiem, że mi nie ufasz, ale mam do Ciebie wielką prośbę. Szczerze przyznam, że w ogóle nie uśmiecha mi się to, ale nie ma innej osoby, do której mogę się z tym zwrócić. Muszę też zaznaczyć, że nie piszę do Ciebie, jako pani Malfoy, ale jako siostra Twojej matki. Muszę się pilnie zobaczyć z Andromedą.

Spodziewam się, co będziesz chciała mi odpisać. Dlatego nie proszę Cię o jej adres. Przekaż jej jedynie, że naprawdę potrzebuję się z nią zobaczyć i niech Andromeda sama zdecyduje, czy jest w stanie mi przebaczyć i poświęcić mi kilka chwil.

Z góry dziękuję za Twoją uczciwość i jeszcze raz proszę Cię, byś to zrobiła. To dla mnie ważniejsze, niż możesz sobie wyobrazić.

Narcyza

Z westchnięciem odłożyła pióro i przebiegła wzrokiem po tekście. Nie sądziła, że kiedykolwiek to zrobi, ale naprawdę potrzebowała rozmowy. I to rozmowy z kimś, kto potrafi ją zrozumieć.

Starannie zwinęła pergamin w rulon i przewiązała go wstążką, którą zabezpieczyła zaklęciem, by tylko jej siostrzenica mogła dostać się do tego list. Ze stojącej obok karafki nalała do kieliszka nalewki i usiadła wygodniej w fotelu.

- Płotku – zawołała.

Zanim jeszcze jej głos ucichł, tuż przed nią z głośnym pyknięciem pojawił się drobny domowy skrzat, który momentalnie skłonił się tak nisko, że uszami praktycznie zamiótł podłogę. Zaraz jednak poderwał głowę w górę, wpatrując się z nią z entuzjazmem swoimi wielkimi, prawie żółtymi oczami. Poprawił szybko nieskazitelnie białą chustę, którą był owinięty, wyglądając w niej, jak w greckiej todze.

- Czym Płotek może dzisiaj pani służyć, pani Narcyzo? – zapytał skrzat radośnie, wpatrując się w nią wyczekująco.

- Posłuchaj mnie uważnie. Pójdziesz do Ministerstwa Magii i w Biurze Aurorów znajdziesz gabinet Nimfadory Tonks. Zostawisz na jej biurku ten list – uniosła rulon, by skupić na nim uwagę skrzata, który błyskawicznie pokiwał głową, trzepocząc przy tym wielkimi uszami. – Płotku, to bardzo ważne, żeby nikt inny niż Tonks nie znalazł tego listu, więc poczekasz na nią, żeby się upewnić, że go dostała, dobrze?

- Tak jest, pani Narcyzo! Płotek pani nie zawiedzie! – zawołał skrzat energicznie, prawie wyrywając jej rulon z ręki. Wykonał już pół obrotu, by się teleportować, gdy zastygł w bezruchu. Uniósł głowę, spoglądając na nią z zaciekawieniem. – Dzisiaj też będziemy gotować, pani Narcyzo? – zapytał proszącym głosem.

Narcyza roześmiała się i pokiwała głową.

- Oczywiście, Płotku. Wracając możesz zrobić zakupy.

Skrzat z piskiem podskoczył radośnie i zniknął z głośnym pyknięciem. Przez chwilę wpatrywała się w miejsce, skąd się teleportował. Westchnęła, sięgając po kieliszek i niechętnie nastawiła się na długie czekanie na odpowiedź…