Przed Wami kolejna część.
Bella
Minął prawie tydzień odkąd poznałam Edwarda i muszę powiedzieć, że był to najszczęśliwszy tydzień mojego życia. Każdego wieczoru przychodził do księgarni z obiadem i zostawał ze mną aż do zamknięcia, a potem dodatkowo odprowadzał mnie do domu. Jednak ja wciąż nie zaprosiłam go do mojego mieszkania ani nie rozmawiałam o nim z Emmettem. Nie powiedziałam nawet Rose i Alice - byłam naprawdę zaskoczona, że potrafię tyle czasu ukryć go przed nimi. Wiedziałam, że moje szczęście nie potrwa długo, dlatego zamierzałam dziś wieczorem przedstawić Edwarda Emmettowi. Miałam nadzieję, że mój braciszek go nie odstraszy.
Siedem świetnych dni okazało się również stresującymi i zakręconymi. W myślach ciągle odnajdywałam nowe powody przeciwko tak bliskiej znajomości z Edwardem. Obiecałam sobie, że już nigdy więcej nie będę z nikim w takiej zażyłości. Niestety, nie udało mi się tego dokonać. Westchnęłam i weszłam na drabinę z książką w ręku, którą zamierzałam odłożyć na półkę. Usłyszałam jednak brzęczenie sklepowego dzwonka.
- Bella? - Uśmiechnęłam się, a moje serce podskoczyło w reakcji na dźwięk tego, jakże cudownego głosu; po chwili zostało przywrócone do porządku przez mój mózg. Ostrożnie odłożyłam książkę na miejsce i zaczęłam schodzić z drabiny. Oczywiście potknęłam się na ostatnim szczeblu i wylądowałam na tyłku. Cudownie - pomyślałam, kiedy Edward pojawił się po chwili, żeby sprawdzić, co się stało. Spąsowiałam, gdy cicho zachichotał. Cofnął się i wyciągnął swoją dłoń, aby pomóc mi wstać. Chwyciłam ją i podskoczyłam, albowiem przez moje ciało przeszły iskry. Byłam pewna, że można było zobaczyć ten prąd, płynący między naszymi rękami. Podniosłam wzrok. Edward wyglądał na równie zdezorientowanego. Też to poczuł? - zastanawiałam się, wstając ostrożnie i otrzepując spodnie. Dotknęłam opuszkami palców swój podbródek, a następnie przesunęłam je kilka cali dalej, mówiąc "dziękuję" w języku migowym. Przez te kilka dni nauczyłam go paru słów, ale rozumienie mnie nie szło mu za dobrze. Na jego twarzy zakwitł mój ulubiony, zadziorny uśmiech.
- Zawsze do usług, Bells. Tylko proszę o jedno: mogłabyś spróbować być trochę bardziej ostrożna? - powiedział zirytowanym tonem. Przewróciłam oczami. Wyciągnęłam z kieszeni notes, a z kucyka ołówek.(Kto trzyma ołówki we włosach? ) Edward popatrzył na mnie dziwnie, a ja wybuchłam śmiechem.
"Mówiłam Ci już sto razy. Staram się!" - napisałam tak starannie, jak tylko potrafiłam, zanim pokazałam mu kartkę. Poczekałam, aż skończy czytać, i schowałam notesik, a ołówek włożyłam na swoje miejsce i poszłam w kierunku mojego miejsca za ladą. Dwa dni wcześniej Edward - za moją zgodą - przyciągnął wielką poduchę z kącika dla dzieci na te wolne miejsce za kontuarem. Jego miejsce. Po długiej wymianie zdań dał mi pieniądze na zakup nowego krzesła.
- Nie chcę, żebyś miała kłopoty z właścicielem! - nalegał. Po chwili nie miałam już siły, aby odmówić i przyjęłam od niego te głupie pieniądze.
- Mogę cię o coś spytać? - Edward zadał mi to pytanie nagle, gdy siedzieliśmy na swoich miejscach. Był trochę zdenerwowany, a ja ciekawa. Szybko przytaknęłam.
- To trochę osobiste. Jeśli nie chcesz odpowiadać, po prostu powiedz, a ja odpuszczę, dobrze?
- Obiecuję - powiedział szybko. Ponownie skinęłam głową, tym razem trochę wolniej. Wziął głęboki wdech.
Edward
- Dlaczego nie mówisz? - spytałem, wypowiadając słowa w takim pośpiechu, że z pewnością brzmiały niewyraźnie. Bałem się, że zacząłem niebezpieczny temat. Przecież mogłaby być na mnie zła, ale ciekawość wzięła nade mną górę. Naprawdę chciałem to wiedzieć. Patrzyłem, jak jej czekoladowe oczy tracą blask i robią się smutne z bólu. Wzięła swoją tablicę i zaczęła pisać. Zajęło jej to tak dużo czasu, że aż spociłem się ze zdenerwowania, czekając na jej odpowiedź. W końcu odwróciła przedmiot i mogłem przeczytać słowa:
"Bardzo mi przykro, Edwardzie, ale nie chcę Ci powiedzieć, dlaczego. Jedyne, co możesz wiedzieć jest to, że z moim głosem jest wszystko w porządku. Gdybym chciała, mogłabym powiedzieć Ci to w tej chwili. Nie mówię, ponieważ tego nie chcę." - Napisała. Po przeczytaniu skinąłem głową i odwróciłem tablicę w jej stronę.
- Przepraszam, nie powinienem - przerwałem, kiedy uniosła dłoń do góry. Siedziałem cicho, dopóki nie zmazała wszystkiego i nie napisała nowych słów.
"Nie przepraszaj. Nie jesteś pierwszą osobą, która o to pyta, i pewnie nie ostatnią. To wszystko, co mogę powiedzieć." - przeczytałem. Dostrzegłem, że naprawdę nie chciała już o tym rozmawiać, więc odpuściłem.
- Lubisz film "Forrest Gump"? - spytałem, uśmiechając się. Przechyliła głowę i zmarszczyła brwi. Zawsze to robiła, gdy była zdezorientowana. Zachichotałem i wskazałem ostatnie zdanie, które napisała.
- Zacytowałaś go - powiedziałem. Prześledziła wiadomość wzrokiem i roześmiała się, zanim wytarła tablicę i napisała odpowiedź.
"Widzę! I tak, bardzo go lubię." - odpisała, uśmiechając się.
- Ja też - odparłem. - Powinniśmy go kiedyś razem obejrzeć - napomknąłem. Bella tylko wzruszyła ramionami i wróciła do książki, którą czytała. Mogłem przysiąc, że przed tym się uśmiechnęła.
Bella
Bella, to zaszło trochę za daleko. Musisz przestać - podpowiadał mój umysł, kiedy serce mówiło: on jest inny, Bello! Nie zrobiłby tego, co... Na samą myśl o tym imieniu wzdrygnęłam się, a Edward oczywiście to zauważył. Pochylił się troszeczkę z niepokojem na twarzy.
- Hej? Wszystko w porządku? - spytał łagodnie, martwiąc się. Szybko przytaknęłam i posłałam mu uśmiech. Widać było, że wcale mi nie wierzył, ale odpuścił. To była jedna z najlepszych cech Edwarda: nie wtrącał się w nie swoje sprawy. Spojrzeliśmy na zegar wiszący nad drzwiami. Było wpół do siódmej.
- Chcesz, żebym poszedł po coś do jedzenia? Jestem już trochę głodny - zaproponował. Skinęłam głową - też burczało mi w brzuchu. Wstał i przeciągnął się.
- Co powiesz na Dairy Queen? - spytał, zakładając płaszcz. Właściwie to brzmiało całkiem nieźle. Wyrwałam kartkę z notesu i napisałam odpowiedź. Po kilku sekundach podałam kawałek tego papieru Edwardowi. Zapłacę mu, kiedy wróci. Przeczytał tekst i ukłonił się.
- Będę za moment. - Uśmiechnął się tak, jak uwielbiałam, przez co, na chwilę, zapomniałam o oddychaniu. Zrobił krok do tyłu, zmierzając w kierunku drzwi. Uśmiechnęłam się i pomachałam mu. Wróciłam do lektury jednej z moich ulubionych książek "Rozważnej i romantycznej" Jane Austen.
Gdy Edward wrócił z obiadem, po prostu rozmawialiśmy - ale nie o żadnych poważnych rzeczach. W końcu nadszedł czas zamknięcia. Wyłączyłam wszystkie światła, a on pomógł mi z płaszczem. Zanim wyszłam na zimny wiatr, wiejący między zatłoczonymi ulicami, włożyłam rękawiczki i kapelusz. Edward poczekał, aż zamknę drzwi. Gdy to zrobiłam, schowałam klucze do kieszeni i poszliśmy w kierunku mojego mieszkania.
Edward
Zawsze byłem nieco zaniepokojony, gdy odprowadzałem Bellę do domu - mieszkała w niebezpiecznej części Nowego Jorku. Obserwowałem, jak ignorowała otoczenie, patrząc prosto przed siebie. Jej mahoniowe włosy kłębiły się wokół głowy, gdy zawiał wiatr. Podziwiałem ją. Stałem obok niej, próbując ochronić ją przed wiatrem, gdy otwierała drzwi prowadzące na klatkę schodową. Później przytrzymywałem je, aby mogła wejść. Szedłem za nią po stromych schodach i słabo oświetlonym korytarzu, gdy odwróciła się, jakby chciała mnie o coś spytać.
Bella
Już miałam powiedzieć Edwardowi, że chcę, aby poznał Emmetta, gdy drzwi mojego mieszkania się otworzyły. Okręciłam się i jęknęłam. Mój braciszek, ubrany tylko w spodnie od piżamy, wynosił resztki mojej pizzy. To miał być mój jutrzejszy lunch! Byłam wściekła i żałowałam, że dałam mu zapasowy klucz.
- Cześć, Bells! Chciałem tylko zapytać, czy... - Przerwałam mu, pokazując z wściekłością:
"Ile razy ci mówiłam, że masz nie brać mojego jedzenia? Jeśli potrzebujesz więcej, idź do sklepu i sobie kup! Oddawaj swój klucz, ale już!" - Wyciągnęłam rękę.
- Bella, daj spokój! To tylko pizza! Przepraszam, już ją odkładam - tłumaczył się. Pomyślałam, że trudno było sprzeciwić się takiej nadąsanej mince. Po co Alice go tego nauczyła? Tupnęłam nogą i krzyknęłam ze złością. Emmett tylko westchnął i położył klucz na mojej wyciągniętej dłoni.
Edward
Musiałem przyznać, że mimo iż zaskoczył mnie widok półnagiego faceta, wychodzącego z mieszkania Belli, bawiło mnie patrzenie na nich. Była słodka, kiedy się tak denerwowała. Wreszcie mężczyzna popatrzył na mnie i zmrużył oczy. O Boże, mam nadzieję, że to nie jej chłopak. Nie, żeby kiedykolwiek o nim wspominała. Gość był ogromny. Szczerze mówiąc wyglądał, jakby mógł złamać mnie na pół.
- Kim jest twój przyjaciel, Bello? - spytał, patrząc na nią. Odwróciła się i spojrzała mi w oczy - mógłbym przysiąc, że zapomniała o mojej obecności. Pokazała coś mężczyźnie, a później napisała w notesie parę słów dla mnie.
"Edward, to jest Emmett, mój WKURZAJĄCY brat." - Przeczytałem je, wzdychając z ulgą. To nie był jej chłopak, a nadopiekuńczy, starszy brat. Nie byłem pewien, czy to brzmiało lepiej.
Bella
Westchnęłam i wymknęłam się z uścisku Emmetta, aby zamknąć drzwi. Próbowałam popchnąć go w kierunku jego mieszkania, ale to nie zadziałało. Popatrzył na mnie i roześmiał się.
- Próbuj dalej, Bells. Mogę tu stać całą noc. - Nagle z mieszkania naprzeciwko wyszła Rosalie i zmierzyła go wzrokiem. Jej włosy były mokre; założyła jedną z jego koszulek, w której tonęła, i spodnie, tym razem swoje. Skrzyżowała ramiona na piersi.
- Dlaczego znowu kradniesz Belli jedzenie? - spytała ze złością w głosie. Emmett wytrzeszczył oczy.
- Rosie! Myślałem, że bierzesz prysznic - powiedział lekko przestraszony. Zaczęłam się śmiać, opierając się o drzwi. Rosalie sprytnie owinęła go sobie wokół palca.
- Brałam. Oddaj Belli to, co zabrałeś tym razem i maszeruj do domu! - krzyknęła, wskazując palcem mieszkanie. Tym razem Edward też cichutko się roześmiał.
- Tak, pani - powiedział Emmett potulnie jak baranek, po czym podał mi pudełko z pizzą i zniknął za drzwiami. Nawet nie spojrzał na Edwarda. Kiedy wszedł, Rose westchnęła.
- Przepraszam, Bello. Jest jak małe dziecko. Nie można go zostawić samego nawet na chwilę - oznajmiła rozdrażnionym tonem. Uśmiechnęłam się i wręczyłam jej zapasowy klucz.
"Proszę, trzymaj to od niego z daleka." - Pokazałam, wykonując szybkie ruchy rękami. Rose roześmiała się i przytaknęła, spoglądając z ciekawością na Edwarda.
- Dobranoc, Bello - zaśpiewała, mrugając do mnie, gdy z gracją wchodziła do swojego mieszkania. Trzasnęła drzwiami, zza których zaczęły dochodzić stłumione krzyki. Roześmiałam się i popatrzyłam na Edwarda, który był równie rozbawiony, co ja. Przeprosiłam go, a on tylko skinął głową.
- W porządku. Moja rodzina też jest nieźle pokręcona - powiedział, chichocząc. Na mojej twarzy pojawił się uśmiech.
Edward
Odwzajemniłem uśmiech. Po chwili podszedłem do niej i przytuliłem ją. Była trochę spięta, ale po chwili oddała uścisk.
- Dobranoc, Bello - powiedziałem i poszedłem przez korytarz. Byłem w połowie drogi, gdy usłyszałem dźwięk otwieranych drzwi.
- Bella, Emmett mówił, że odcięli ci wodę. Musimy pogadać. - O ile się nie mylę, to była Rose, dziewczyna Emmetta. Bella nie miała wody? Zmarszczyłem brwi. Było gorzej, niż myślałem.
- Isabello Marie Swan, nie zrobisz wszystkiego sama. Czas już przestać być cholernie dumną i pozwolić sobie pomóc! Chodź. Emmett już rozmawia z twoim tatą. - Nie powinienem podsłuchiwać. Po cichu zszedłem na dół, wychodząc na zimne powietrze. Chciałem tylko wiedzieć, co się stało.
Bella
Siedziałam na kanapie w mieszkaniu Rosalie i Emmetta, rozmawiając z ojcem.
- Bella, dlaczego nie powiedziałaś, że masz problemy? Jesteśmy rodziną. Możemy ci pomóc, dać trochę pieniędzy. Jestem pewien, że mama i ja możemy czasem coś wyskrobać i wysłać ci. - Oczywiście byłam wkurzona. Wściekła. Nie potrzebowałam pomocy, równie dobrze potrafiłabym poradzić sobie sama. Ale wiedziałam, że gdy tylko mama o tym usłyszy, nie będzie można jej powstrzymać. Westchnęłam głośno. Renee zeświruje i pojawi się w moich drzwiach z Philem i...
- Bella, w tej chwili wypisuję ci czek. Wyślę go jutro rano i lepiej, żebyś go wzięła. Jeśli go podrzesz, wyślę kolejny, zrozumiano? - Charlie powiedział stanowczo. Westchnęłam i skinęłam głową.
- Pokazała „okej", tato - odpowiedział za mnie Emmett. Podziękowałam mu, a on przytaknął.
- W porządku. A teraz wszyscy do łóżek - zakomunikował Charlie. - Dobranoc. Kocham was. Ciebie też, Rosalie. - Rose tylko się uśmiechnęła.
- Dobranoc, Charlie - powiedziała.
- Kochamy cię, tato. Miłych snów - Emmett odłożył słuchawkę. Oddaliłam się zaraz po zakończeniu rozmowy. Weszłam do mojego mieszkania, trzaskając drzwiami, zła na Emmetta. Przebrałam się, nawet nie zapalając światła, i wskoczyłam pod kołdrę. Czy może być jeszcze gorzej? - spytałam samą siebie, zanim zasnęłam.
Kolejny rozdział będzie trochę później ;) Czytajcie i komentujcie! :P
