- Co to są burzyny i jak się ich pozbyć?
- Burzyny to morskie duchy wywołujące sztormy. Żeby je ugłaskać trzeba wylać do morza wino... nie, wsypać do morza garść soli.
- Jakie rośliny odpędzają chochliki?
- Dzika mięta i dziewanna.
Hermiona i Stella upiły kolejny łyk pysznej czekolady z bitą śmietaną i uśmiechnęły się do siebie. Siedziały w pokoju wspólnym Gryffindoru i odpytywały się wzajemnie. Hermiona wreszcie znalazła kogoś, kogo mogła zalewać strumieniem swojej wiedzy. Wreszcie spotkała też osobę, która swoje informacje czerpała spoza książek. Tę drobną, niepozorną dziewczynkę. Stellę.
Stella znała wiele drobnych tajemnic, które przekazały jej mama, czy babcia. Mnóstwo przydatnych zaklęć, porządkujących codzienność. Roślinami znalezionymi na łące opatrzyła poparzenia, które niechcący zadał sobie Neville Longbottom, rzucając nieudane zaklęcie. Nie musiała biec z tym do pani Pomfrey. Gdy księżyc był w nowiu sporządzała miksturę z melisy, kory miłorzębu i widłaka. Mruczała zaklęcia nad kubkiem parującego wywaru i wypijała go jednym haustem. Napój pomagał w nauce i rozklejał powieki zmęczone od ślęczenia nad stronicami ksiąg. Innym razem, gdy
z sypialni Hermiony zaczęły znikać błyskotki i biżuteria dziewcząt Stella rozsypała po kątach żółte kwiaty dziewanny. Wyjęła z kieszeni srebrną monetę, chuchnęła w nią i położyła na stoliku przy łóżku koleżanki. Rano moneta zniknęła, a zamiast niej pojawiły się kolczyki, które wcześniej przepadły Hermionie i pierścionek, który zniknął z szafki i jednej z jej współlokatorek. Stella uśmiechnęła się nieśmiało, prawie przepraszająco.
- Chochliki. - wyjaśniła. - Trzeba im dać wykupne.
Wydawało się, że magia płynie w żyłach Stelli. Była dla niej równie naturalna, co oddychanie. Nie oznaczała wkuwania na pamięć sekwencji zaklęć, ale podążanie za intuicją, korzystanie z wiedzy, którą dziewczynka wyssała z mlekiem matki.
Hermiona zazdrościła jej tego. Zazdrościła nauk wyniesionych przez Stellę z domu, magii, którą młodsza koleżanka przesiąkła od dziecka. Rodzice Hermiony byli dentystami. Hogwart jawił im się, jako magiczna kraina, odległa od ich poukładanej codzienności. Daleki i nierealny, niczym baśniowy zamek w chmurach.
- Zobacz...- Stella odłożyła na chwile opasły tom poświęcony ochronie przed magicznymi stworzeniami i wyciągnęła z kieszeni zdjęcie. Fotografia zatrzymała w czasie wizerunek jej
i jeszcze dwóch kobiet. Stały na ruchliwej ulicy. Wiatr, rozwiewał im włosy i szczypał
w zaczerwienione policzki. Stella utrwalona na zdjęciu śmiała się radośnie. Obie kobiety uśmiechały się bardziej powściągliwie. Jedna była już staruszką, dotkniętą przez czas, wspierającą się o lasce. Druga panią w średnim wieku. Miały surowe, ostre rysy i zdecydowanie wypisane na twarzach, ale wyraz ciepła w oczach. Trzymały dłonie na ramionach Stelli, w opiekuńczym geście. Za plecami całej trójki rozpościerał się mały sklepik. Nad jego drzwiami wisiał szyld z napisem "Zielarnia Thornheart".
- To twoja mama i babcia? - zapytała Hermiona.
- Tak, a to ich sklep zielarski. Chcesz zobaczyć jak wygląda w środku?
Hermiona skinęła głową, a Stella nacisnęła na klamkę drzwi wejściowych znajdującą się na fotografii. Na sekundę obraz utrwalony na kliszy się zamazał. Po chwili na zdjęciu prezentowało się dumnie wnętrze Zielarni Thornheart. Był to ciasny sklepik, przez wąskie okna do wnętrza wpadało niewiele światła. Ale od asortymentu zgromadzonych ziół i ingrediencji mogło się zakręcić
w głowie. Półki zajmowały słoje, fiolki i saszetki, z zawartością różnorakiej barwy rozpościerające się w schludnych rzędach. Na blatach stały żywe rośliny w donicach, prężące dumnie liście.
W całym miejscu unosiła się atmosfera magii i tajemnicy. Hermiona wyczuwała ją, utrwaloną nawet na fotograficznej kliszy. Była zupełnie inna od nastroju w gabinecie lekarskim jej rodziców. Białym, czystym, wydezynfekowanym.
- Mogłabyś kiedyś tam ze mną pojechać, gdybyś chciała. Sklep jest w Essex...
- Nie mieszkacie w Homesmade, albo innej wiosce czarodziejów? - zapytała Hermiona. Stella pokręciła przecząco głową. Śmietana zdobiąca wierzch czekolady pozostawiła jej ślad nad górną wargą.
- Mieszkamy na mugolskim osiedlu. Sklep też tam jest. Ale czarodzieje wiedzą, jak nas znaleźć.
Hermiona i Stella spotkały się spojrzeniami ponad stertami książek.
- To co...?- zapytała starsza z Gryfonek. - Kujemy dalej?
Obie dziewczyny wracały już do swoich pokoi. Dobiegał końca kolejny, wypełniony nauką dzień. Umysły przetworzyły informacje, oczy przeczytały niezliczone stronice zapisanego tekstu. Ale Hermionie było milej pochłaniać książki, gdy czuła obok milczące wsparcie Stelli. Dziewczyna nie miała pretensji, że starsza koleżanka znowu chce powtarzać materiał. Nie dogryzała, że Hermiona ciągle siedzi z nosem w książkach. Wierzyła, że świetnie poradzi sobie na SUM-ach. Uśmiechnęły się do siebie na pożegnanie.
- Hermiona!- odwróciła się i zobaczyła za plecami błysk białych zębów i spojrzenie roześmianych oczy. Bliźniacy Weasley. Znowu. - Masz chwilę?
- Spieszę się. Musze się wcześniej położyć. - odparła wymijająco. Nie chciała z nimi rozmawiać. Fred i George oznaczali jedno. Kłopoty.
- Hermiona, no co ty... - z ust braci natychmiast popłynęła fala pretensji. - Chcemy tylko chwilę pogadać...
- W końcu cię uratowaliśmy. - dodał z kpiącym uśmiechem Fred.
- W końcu się całowaliśmy. - zakończył George.
Ten jeden, feralny wieczór, o którym Hermiona wolałaby zapomnieć. Uśmiechnęła się przepraszająco do Stelli. A potem skinęła niecierpliwie głową i schroniła się razem z dwójką braci w przytulnym załamaniu korytarza.
- Czego chcecie?- spytała Hermiona. W myślach szykowała gotowe odpowiedzi na zalew irytujących i niebezpiecznych pytań.
- Czym można zastąpić jagody acai? - Fred oparł się o ścianę i wpatrywał w nią intensywnie. Takiego pytania się nie spodziewała.
- Nie możemy ich dostać. Są sprowadzane i cholernie drogie. Pani Pomfrey zapowiedziała już, że ma tylko kilka i nam nie da.
- Po co wam jagody acai? - to pytanie nasuwało się nieuchronnie.
- Do mikstury. - odpowiedział z niewinnym uśmiechem Fred.
- Jakiej... nie nie chcę wiedzieć. - Hermiona machnęła dłonią, jakby odpędzała od siebie niepotrzebne myśli. - Co... co ma dać ta mikstura? Nie mówcie mi dokładnie po co wam ona, bo musiałabym powiedzieć profesor McGonagall.
- Mikstura... - czoła bliźniaków zmarszczyły się w namyśle. - mikstura... dobrego wzroku? Wyraźnego wzroku? - zabrzmiało to jak na wpół stwierdzenie, na wpół pytanie.
Hermiona przeszukiwała pamięć. Acaia była tropikalna rośliną. Jej jagody, o wielu właściwościach leczniczych stanowiły bardzo pożądany składnik eliksirów. Wpływały pozytywnie na wszystkie sfery ciała i umysłu. Od pamięci, aż po słuch. Czym ją zastąpić?
- Na dobry wzrok spróbujcie rumianku, albo świetlika. - to pierwsze, co przyszło jej na myśl. Chciała się pozbyć bliźniaków. Ich promiennych uśmiechów i niewygodnych pytań. Przecisnęła się między braćmi.
- Dzięki Hermiona!- zawołał Fred.
- Nie ma o czym mówić. - machnęła ręką, jakby chciała się pozbyć czegoś uporczywego. - Uważajcie, żeby mikstura nie wybuchnęła wam w twarz. Tylko mi nie dziękujcie. - dodała gwałtownie.
Za późno. Hermiona znalazła się w uścisku dwóch par ramion, a na jej policzkach wyciśnięto dwa, gorące całusy. Ciepłe oddechy bliźniaków musnęły jej ucho. Znowu zarumieniła się po koniuszki włosów.
- Po prostu musieliśmy to zrobić. - Fred uśmiechnął się bezczelnie. Razem z bratem zniknęli
w masie uczniów. Hermionę ścigały rozbawione, zaskoczone i zazdrosne spojrzenia. Rumieniec znowu nie chciał opuścić jej policzków.
Hermiona była już w piżamie, ze szczoteczką do zębów w ustach i nosem usmarowanym pastą. Pod drzwiami łazienki wpadła na Stellę. Nagle zapragnęła poprawić sobie humor, po incydencie
z braćmi Weasley.
- Może zanim pójdziemy spać, napiłybyśmy się truskawkowej lemoniady, u ciebie w pokoju? Skoro obie księżniczki Sparkle pojechały na weekend do rodziców?
Stella kiwnęła głową tak energicznie, że grzywka opadła jej na oczy. Chwilę później siedziały na łóżku, w pokoju Stelli z talerzem pełnym ciastek i wysokimi szklankami, napełnionymi lemoniadą. Koc przyjemnie rozgrzewał im stopy. Hermiona nie wytrzymała i powiedziała koleżance o tym co się stało.
- George i Fred robią ze mnie idiotkę, bawią się moim kosztem. - prychnęła z ustami pełnymi łakoci. Stella zastanawiała się przez chwile.
- Może po prostu cię lubią. - powiedziała.
Hermiona prychnęła jeszcze raz. Stella zaśmiała się.
- Podobają się wielu dziewczynom.
- Daj spokój, znam ich odkąd trafiłam do Hogwartu. Są... no są prawie jak bracia.
- W zeszłym tygodniu Amelia Sparkle próbowała rzucić na Freda zaklęcie miłosne. Związała razem dwie świece, wyryła na nich ich imiona. Kiedy weszłam do pokoju akurat je zapalała. Musiała szybko je zgasić i chować wszystko do szafki. Może znowu spróbuje, jak nikogo nie będzie
w pokoju.
Stella i Hermiona długo się śmiały. W końcu starsza z Gryfonek przerwała ten wybuch wesołości.
- Myślisz, że takie czary naprawdę działają? - zapytała. Wizja Freda uwiązanego magicznym zaklęciem do wyniosłej Amelii Sparkle niespodziewanie zaczęła ją uwierać. Księżniczka Sparkle zaczęłaby wtedy jeszcze bardziej zadzierać nosa! Stella pokręciła z uśmiechem głową.
- Eliksiry, albo zaklęcia mogą najwyżej wywołać... zadurzenie. Ale na pewno nie miłość. Po kilku dniach działanie uroku mija.
Obie dziewczyny upiły kolejny łyk lemoniady i wyciągnęły wygodnie stopy pod kołdrą. Za oknem zaczął padać deszcz, dudniąc w szyby tysiącem mokrych palców. Hermiona poczuła przyjemne odprężenie.
Nikt nie mówił o Sam-Wiesz-Kim. Nikt się nie dąsał, nie stroił fochów. Nie chciał za wszelką cenę ratować świata. Przyjaźniła się z Harrym i Ronem, ale oni byli czasem tak skoncentrowani na sobie. Tak pogrążeni we własnych problemach. W głupich, chłopięcych kłótniach, słownych przepychankach, ciągłych rozmowach o meczach quidditcha. Nie mogła z nimi porozmawiać tak, jak ze Stellą. Bez obrażania, osądzania. Robiły wspólnie te wszystkie dziewczyńskie rzeczy. Piły lemoniadę, malowały paznokcie, gadały o chłopakach. Pierwszy raz miała koleżankę, dziewczynę. Kogoś, komu mogła się zwierzyć bez obawy wykpienia, wyśmiania, zlekceważenia. To było przyjemne uczucie.
Siedziały obie, grzejąc stopy pod kocem, jedząc ciastka i plotkując o chłopakach.
Stella wypytywała Hermionę o zajście z bliźniakami. Hermiona nie chciała się do tego przyznać, sama przed sobą, ale wspomnienie tego pocałunku sprawiało, że krew znowu uderzała jej do twarzy.
