Hejka, niestety uczelnia powstrzymywała mnie od pisania przez dłuższy czas, ale teraz postaram się wrzucać regularnie. So, R&R
11.07.1999 02:20 (Biuro ochrony)
Michelle nie wiedziała czy niespodziewane pojawienie się animatronika we wnętrzu boksu powinna zakwalifikować jako przerażające czy irytujące. Dobrze, że kura nie prawdopodobnie nie miała wgranych protokołów zachowań uwzględniający ten rodzaj ataku ze strony klienta co inaczej dziewczyna nie wiedziała jakby się jej pozbyła. Reset systemu, w tym przypadku jedyna opcja wygonienia robota, był w większości starszych modeli niemożliwy bez odpowiedniego sprzętu. Alternatywą był , o ironio strzał z paralizatora, który teoretycznie powinien doprowadzić do mikrozwarć i wymusić restart. Jednak Mike nie posiadała planów budowy żadnego z animatroników, więc nie mogła upewnić się czy posiadają bezpieczniki chroniące ich mózgi przed całkowitym spaleniem.
Chcąc nie chcąc musiała zaklasyfikować tę opcję obrony jako ostateczność.
Upewniwszy się, że nikt nie stoi za drzwiami by znów złożyć jej niezapowiedzianą wizytę otworzyła drzwi, gdyż jakiś geniusz inżynierii zaprojektował budynek tak by zamykanie wejścia do boksu zużywało i tak zaskakująco szczupłe zapasy energii.
Szybki rzut oka na kamery ujawnił obecność Bonnie'go w głównej sali, jednak królik na razie krążył bez celu, podczas gdy jego kompani grzecznie ustawili się na scenie. Jedynie obrazek lekko odsuniętej kotary w Pirackiej Jaskini wciąż pozostawał kojąco niezmienny.
Godząc się z faktem iż pierwsza noc w pracy nie będzie należała do łatwych ani przyjemnych Michelle otworzyła pierwszą tego wieczoru puszkę napoju energetycznego nasłuchując odgłosów zbliżającego się gościa.
11.07.1999 06:05 (Głowna sala)
Freddy odzyskał świadomość w momencie gdy jego wewnętrzny zegar wybił godzinę szóstą. Przez lata zdążył przywyknąć do uczucia jakby ktoś, gdzieś w głębi jego mózgu, zapalał wielką stuwatową żarówkę. Jak zwykle po przebudzeniu najpierw rozejrzał się po okolicy. Wciąż był na scenie co dawało pewną nadzieję, gdyż jeśli stróż wykorzystał zapasy energii niedźwiedź zwykle budził się, o dziwo w kuchni uwalany krwią, którą musiał wywabić przed przybyciem dziennej zmiany. Niestety to, że wciąż znajdował się w głównym pomieszczeniu nie oznaczało iż ochroniarz zdołał przetrwać noc. Musiał sprawdzić schowek. Już dawno wziął to na siebie, uważając to za swój obowiązek jako lidera zespołu.
Na szczęście tym razem konieczność sprawdzenia kostiumu została mu oszczędzona. Nowa strażniczka, o dziwo wyglądająca raczej na zirytowaną niż przerażoną, dziarskim krokiem przeszła przez salę nie zaszczycając stojącego na scenie zespołu nawet spojrzeniem. Pobrzękując pękiem kluczy otworzyła główne wejście wpuszczając ekipę sprzątaczy, która z nietęgimi minami rozpoczęła sprzątanie pobojowiska. Freddy, podobnie jak reszta zespołu, miał cichą nadzieję iż Harrison już nigdy nie zdecyduje się na urządzenie w lokalu imprezy dla dorosłych. Niestety nawet ślepiec zauważyłby w jak złej kondycji finansowej znajdowała się pizzeria. Od '87 liczba przyjęć urodzinowych dzieci, jednego z głównych źródeł dochodu lokalu, stale malała. Nie bez znaczenia był fakt iż właściciel musiał zadłużyć się by spłacić gigantyczne odszkodowanie, zasądzone rodzinie. Te dwie sprawy całkowicie uniemożliwiały jakiekolwiek renowacje zarówno zespołu jak i samego lokalu, co dodatkowo odstręczało potencjalnych klientów. Ponadto gdyby Harrison dysponowałby wystarczającymi środkami już dawno pozbyłby się przerażającej dla większości rodziców, z których część wciąż pamiętała tamten dzień, atrakcji.
Nie było przesadą stwierdzenie, że wydarzenie znane jako Gryz '87 zniszczyło życie wszystkim osobom związanym z lokalem. On, Bonnie i Chica byli zmuszeni pozostawać na scenie w trakcie godzin otwarcia pizzeri, co było dla nich najgorszą, zupełnie niezasłużoną karą.
11.07.1999 06:30 (Biuro ochrony)
- Uważasz, że to zabawne? – Były to pierwsze słowa jakie usłyszał Aaron, dzienny stróż, po przekroczeniu drzwi boksu. Kiedy tylko tuż po szóstej rano uchylił drzwi pizzerii od razu zorientował się, dzięki ekipie sprzątającej usuwającej ślady po wczorajszej imprezie, że przegrał zakład. Od początku jego dwuletniej kariery w tym miejscu, a nawet jeszcze wcześniej, wśród pracowników dziennej zmiany narodziła się tradycja próby przewidzenia wytrzymałości nocnego stróża. Za każdym razem kiedy dowiadywali się, że Harrison ma zamiar zatrudni kogoś nowego najzwyczajniej w świecie zakładali się kiedy rzuci szefowi w twarzy wypowiedzeniem lub jak wielu innych odejdzie bez słowa.
A jednak wciąż tam była; całkiem niezła brunetka, wcale nie wyglądająca na przerażoną. Co więcej, sprawiała wrażenie naprawdę rozwścieczonej.
- Eee? – zapytał inteligentnie, zastanawiając się o co może jej chodzić. Już sam fakt, że nie wybiegła z restauracji jakby goniło ją stado diabłów był co najmniej zaskakujący. Po prawdzie Aaron nie potrafił przypomnieć sobie kiedy po raz ostatni ROZMAWIAŁ z nocnym stróżem. Osoba pracująca na tej zmianie zwykle nie poświęcała czasu na integrację z resztą zespołu.
- Animatroniki – odpowiedziała krótko, potwierdzając tym samym najgorsze obawy kolegi po fachu. – Cokolwiek ty i twoi koledzy namieszaliście w ich oprogramowaniu macie to natychmiast odkręcić. – cedziła każde słowa sprawiając, że włosy na karku chłopaka jeżyły się mimowolnie. – Żart się nie udał, a ja chcę spokojnie pracować.
Fakt, że animatroniki mają ustawiony tryb nocnej wędrówki był powszechnie znany wśród personelu, jednak nocni strażnicy zwykle nie pracowali wystarczająco długo by się o tym dowiedzieć. Niestety z nieznanych powodów Harrison zawsze zaniedbywał konieczność powiadomienia nowego pracownika o możliwości nocnych odwiedzin co zwykle kończyło się w wiadomy sposób. Sam Aaron musiał przyznać, że gdyby zobaczył gębę Freddy'ego czającą się gdzieś w ciemności prawdopodobnie natychmiast wybiegłby z pizzerii i poleciał do Meksyku pierwszym samolotem.
Ale nigdy nie przypuszczał, że to ON zostanie obwiniony o nocne wędrówki robotów.
- Nie możemy – szybko odzyskał rezon. Bądź co bądź nie mógł pozwolić by jakaś dziewczyna, której już jutro mogło tu nie być rozstawiała go po kątach. – Tryb nocnej wędrówki został ustawiony fabrycznie. Jeśli animatroniki pozostaną bez ruchu zbyt długo ich stawy mogą się zablokować. – wyrecytował wielokrotnie usłyszaną od kierownika formułkę – Musisz się przyzwyczaić. – dodał starając się nadać głosowi pocieszający ton.
Michelle uniosła brew słysząc niezbyt trzymające się kupy wyjaśnienie zmiennika. Tryb wędrówki nocnej? Blokujące się stawy? To pierwsze czasami występowało u robotów wykorzystywanych w ochronie, jako sposób na zaoszczędzenie energii, kiedy samo poruszające się ciało strażnika mogło odstraszyć włamywaczy. Nidy jednak nie słyszała by takie rozwiązanie pojawiało się w modelach w przemyśle rozrywkowym. Było zbyt kosztowne i niepraktyczne, gdyż robot bez zaprogramowanych tras patrolowych mógł z powodzeniem zdemolować cały lokal. A blokujące się stawy? Temu powinien zaradzić konserwator.
Wobec tych faktów w grę wchodziły dwa rozwiązania; albo chłopak lub właściciel coś kręcili albo Harrison poważnie oszczędzał na konserwacji animatroników, co było kolejnym punktem na liście jego wykroczeń. Było to o tyle niesamowite, że Mike pracowała tu dopiero kilka godzin a już mogła załatwić pizzerii pokaźną grzywnę.
- Powiedzmy, że ci wierzę – zgodziła się łaskawie – Jestem Linda – wyciągnęła dłoń na powitanie.
Chłopak po chwili wahania uścisnął wyciągnięta rękę. Jego mina zdradzała iż nie wierzy, że właśnie zawarta znajomość będzie długa.
- Aaron – w momencie kiedy się przedstawił nagle wydał się Michelle dziwnie znajomy. Po krótkiej chwili przeszukiwania zakamarków pamięci uzyskała wynik; Aaron Rogers* chłopak, z którym mieszkała na jednym osiedlu i chodziła do szkoły przez wyprowadzką do Europy. Nie sądziła by ją rozpoznał, wszak minęło dwanaście lat i była teraz brązowooką brunetką. – Jeśli po tygodniu nadal będziesz tu pracować gwarantuję, że zostaniemy najlepszymi przyjaciółmi. Większość ludzi rezygnuje w ciągu pięciu dni – wyznał w odpowiedzi na jej pytające spojrzenie. – Może za jakiś czas przeniosą cię na dzienną zmianę, ja na przykład jestem tu już dwa lata. – pochwalił się, najwyraźniej mając zamiar dodać coś jeszcze, ale z jakiegoś powodu powstrzymał się w ostatniej chwili.
Mike musiała zgodzić się iż niska płaca w połączeniu z możliwością nocnych odwiedzin nie wywoływała w nocnych pracownikach przesadnej lojalności w stosunku do firmy.
- Aaron, jest coś co zawsze interesowało mnie w tej pizzerii – machnęła ręką w kierunku głównej sali – Czy wiesz coś o Gryzie '87?
* Gothic Fane nie wiem jak dałeś mu na nazwisko. Jeśli inaczej to napisz a zmienię.
