七つの大罪

7 grzechów głównych

Z jednego powodu

Rozdarci

Obydwoje

Grzech czwarty

嫉妬

Zazdrość

Kilka lat temu

Każdy ma coś na sumieniu. Niektórzy więcej. Ale to nie była jej wina. Ona została w to po prostu wciągnięta. Bez możliwości wyboru.

Otwierając oczy, miała nadzieję, że to wszystko było tylko złym snem. Że to się w ogóle nie stało. To, co zobaczyła, przyprawiło ją niemal o zawał.

Obok niej leżał Crocodile i słodko spał. Co ona robiła w jego łóżku?!

- Dzień dobry, gołąbki.

Przeniosła wzrok ze śpiącego czarnowłosego mężczyzny na blondyna, który siedział w nogach łóżka.

Przepadnij, draniu.

Doflamingo uśmiechnął się.

- Co tu robisz? – wymamrotała Robin, podciągając koc.

- Uprawiam zazdrość. Wy uprawiacie miłość, czemu mam być gorszy? – wyszczerzył zęby.

- Nie powinno cię tu być. Nie… po wczorajszym – powiedziała kobieta, mierząc go wzrokiem.

- Musiałem cię jakoś odstawić do domu. Poza tym… każda pora jest dobra, by wkurzyć Krokodyla.

- Śpiącego krokodyla nie należy drażnić* – zauważyła ze spokojem, rzucając spojrzenie w bok.

Różowy przekrzywił głowę, zupełnie jak flaming.

- Nudzę się, Robin. Pomyślałem, że umilicie mi czas.

Spojrzał znacząco na Crocodile'a. Robin zacisnęła zęby.

- Nie waż się. Myślisz, że ja nie wiem, co się dzieje, Doflamingo? – syknęła.

Bądź przeklęty.

- Myślisz, że chodzi o niego? – pierzak wyciągnął rękę z niewinnym uśmiechem.

Dzyń. Drgnęła, gdy chwycił jej podbródek.

- Wiem już, do czego jesteś zdolna, Robin.

Kobieta patrzyła na niego zimnym wzrokiem.

Nienawidzę cię za to, co zrobiłeś. Wczoraj i wtedy.

- I on także. A wy oboje, co możecie zrobić? Co potrafi kobieta kwiat i człowiek piasek? – roześmiał się głośno. – Przyznaję, ten piasek nie brzmi zachęcająco, ale spójrzcie tylko na ten hak! Czy twoja kolekcja blizn ma się dobrze, Robin?

Na urodziny dostaniesz kartkę z życzeniami wszystkiego najgorszego.

Jej spojrzenie nie wyrażało nic.

- Uważasz, że chodzi o niego – stwierdził fakt mężczyzna, kiwając ze zrozumieniem głową. – Przeważnie tak, ale… nie do końca.

Dzyń. Zacisnął dłoń na jej szczęce mocno. Zachłysnęła się, patrząc prosto w matowe szkła okularów.

- O co ci chodzi tym razem?

- Wyglądasz na zaskoczoną, że cię tu przyniosłem.

- Ja… - zacięła się kobieta.

Nic nie wiesz, pierzaku.

- Co?

Zawahała się.

Co ty możesz wiedzieć, pieprzony flamingu?

Twój wzrok tak bardzo przypomina wzrok Crocodile'a, Robin. Kiedy go ranię.

- Powiedz mi, Doflamingo. Opowiedz mi o wszystkim. Już nie chcę słuchać kłamstw.

- Kłamałem wyłącznie wczoraj, Robin. Przynajmniej w niektórych momentach.

Doflamingo mówił bez skrępowania. Przedstawił wszystko od początku do końca, nie szczędząc nierzadko bolesnych detali. Opowiadał, jak ścigał go wzrokiem, czując wyraźne podniecenie, gdy tamten unikał jego spojrzeń. Jak próbował się do niego zbliżyć, zrazu ostrożnie, a potem zaatakował z całą zaciętością. Jak cierpliwie, krok po kroczku omotywał go coraz bardziej.

Jak Crocodile cierpiał.

Przecież ja to wiem, Doflamingo. Patrzyłam na to. Każdego dnia. Czy wydaje ci się, że tylko ty potrafisz krzywdzić? Uważasz, że jestem ślepa? Myślisz, że na kim się skrupiła ta złość? Ta niewypowiedziana nienawiść, która strzelała z każdego ruchu za każdym razem, gdy przychodziłeś? Za każdym razem nieświadomie dawał mi odczuć, co on do ciebie czuje. Kiedyś taki nie był. Ale ty to wiesz, prawda, Podniebny Demonie? Bo to ty to zniszczyłeś. Zapiąłeś własnymi rękoma na mojej szyi. Co teraz będzie, cholerny flamingu?

- Dotknij go.

Dzyń. Szarpnęła głowę gwałtownie w jego stronę.

- Co?

- Dotknij go – powtórzył. – Proszę.

Oczyma wyobraźni wyobraziła sobie siebie pod wpływem mocy shichibukai. Bez szans. Przełknęła ślinę i wyciągnęła rękę, kładąc ją na piersi śpiącego Crocodile'a.

- On się obudzi.

- Nie po tym, co mu wczoraj zaaplikowałem.

Jej oczy były pełne nieufności. Pogładziła jedwabny materiał piżamy, wyczuwając pod dłonią bicie serca. Doflamingo się oblizał.

- Rozepnij górę.

Guziki puściły. Jej oczom ukazał się nagi tors. Odwróciła głowę, jakby spłoszona.

- Pogłaszcz go. Oswój swojego krokodyla, dziewczyno.

Przesunęła palcami po wyraźnie zarysowanych mięśniach. To było nawet… przyjemne. O Boże.

- Jak śpi, jest nawet niegroźny, co? – zaśmiał się blondyn.

- Znowu chcesz go zranić? – zapytała cicho.

Zdziwił się.

- To nazywasz ranieniem? To jest nic w porównaniu do tego, co chcę zrobić. Zejdź niżej, Robin.

Zjechała niezdecydowanie na brzuch. Te mięśnie, cholera.

- Niżej – napłynął niemal pieszczotliwy szept.

- N-nie…

- Robin, ja naprawdę chciałbym pozostać miły.

Nie mogła mieć wątpliwości, słysząc ten ton głosu. Zacisnęła powieki i posłuchała.

- Mocniej, Robin.

Nawet nie zauważyła, gdy Doflamingo podszedł bliżej. Poczuła, jak ją chwyta i sadza sobie na kolanach, tyłem do siebie. Jak wkłada jej jedną rękę pod bluzkę, sunąc bez pośpiechu do góry. Zacisnęła palce na kroczu Crocodile'a, wzdychając. W jej głowie szumiało, zupełnie jakby wczoraj piła z shichibukai.

- Właśnie tak.

Doflamingo przycisnął jej dłoń i prowadził ją powoli, z wyczuciem, stopniowo przyspieszając.

- Jak ci się podoba? Pewnie mnie nienawidzisz.

Ciężko mi wyrazić, co czuję w związku z tobą. Jemu chyba w jakiś sposób na tobie zależy, choć to pokręcone i złe. Nie rozumiem tego, choć muszę to akceptować. To wasze życie, nieprawdaż? Jesteście potężnymi wojownikami mórz, świat może jedynie kornie klęczeć u waszych stóp.

- Nie…

- To znaczy „nie", czy „tak", Robin?

Nie nienawidzę. I nienawidzę. Ponieważ nie chcę czuć wdzięczności. Żadnych długów. Nie u ciebie.

Poczuła podniecenie ich obojga szybciej niż mogła sobie wyobrazić. Doflamingo, ty przeklęty, perwersyjny gnoju. Czy wyczuwasz mój strach? Czemu to takie przyjemne?

Gdyby Crocodile się obudził… Nie, nawet nie chciała o tym myśleć. Cokolwiek wypił, niech działa… jak najdłużej.

- Robin…?

- Doflamingo?

- Chcesz tego?

- Niezależnie co powiem, i tak to zrobisz.

- Chciałem tylko być uprzejmy. Będziesz tak miła…?

- Nie.

- Dlaczego?

- On na to nie zasłużył.

- Ale ty tak.

Dzyń. Złapał ją w talii i przerzucił przez leżące półnagie ciało. Kobieta oparła się obiema rękami o tors Crocodile'a, który nawet się nie poruszył. Doflamingo objął ją od tyłu, odgarniając jej włosy. Jego druga ręka powędrowała pod jej spódniczkę, którą przy okazji podciągnął. Wstrzymała oddech.

Czy tego chcę? Nie. Nawet, jeśli okłamuję samą siebie.

- Robin?

- Doflamingo?

- Czy potrzebujesz większej zachęty? Czuję, że nie.

Dzyń. Uniosła się na kolanach i osunęła ostrożnie w dół. Tym razem nie bolało aż tak, ale mimo to jęknęła.

- Wydajesz się nie wiedzieć, co robić.

Jego ciepły oddech owionął jej szyję.

Prowadź mnie. Czy odważę się powiedzieć to na głos? Czy ty, bezwzględny pirat, potrafisz rozpoznać wahanie?

Jego długi język dotknął jej ucha, powodując niespodziewaną eksplozję przyjemności. Wygięła się, wypychając biodra i nabijając mocniej.

- Nie przestawaj, Robin.

Ugryzł płatek jej ucha, wydobywając z niej kolejne westchnienie. I kolejny ruch.

Dzyń.

Ty też, Doflamingo.

Ocierał się o nią, wzmagając uczucia pełgające w jej duszy do tej pory. Rozbuchując ich żar.

Dzwoneczek śpiewał własną szaleńczą melodię, brukając ciszę przerywaną jedynie gasnącymi oddechami.

Jesteśmy tak blisko.

Czuła, jakby miała zaraz zemdleć. Ból i przyjemność, dwa przeciwieństwa, pulsowały w niej zgodnie.

Tak blisko, a tak daleko. To niemożliwe, prawda? Nie tego pragnę. Nigdy nie będę tego częścią.

- Robin, czy ja jestem dla ciebie zły?

Przeszedł ją dreszcz. Crocodile mówił dokładnie to samo – podczas gdy ona oczekiwała najgorszego.

Jestem tylko marionetką. W tej chwili akurat ty pociągasz za sznurki.

- Pocałuj go.

Dzyń. Pochyliła się bez słowa, szukając ust Crocodile'a. Tyle razy padały z nich szorstkie słowa. A teraz wreszcie mogła to zrobić. Jego wargi smakowały miętą i tytoniem. Ale dla Robin to był najpiękniejszy smak świata.

W tym samym momencie Doflamingo wdarł się w nią miękko, bez ostrzeżenia. Wydała okrzyk, zaskoczona. Rozdarta na dwie części.

Przecież spodziewałaś się tego, idiotko. Od samego początku, gdy zaczęłaś w to grać.

- Robin.

- D-Doflamingo?

- To tylko gra.

Dzyń. Trącił palcem dzwoneczek na jej szyi, który brzęknął dźwięcznie. Echo tego dźwięku odbiło się w jej głowie po wielokroć.

- Doflamingo.

- Robin?

- Kto wygrał tym razem?

- Powiedziałbym, że ty.

*nawiązanie do przysłowia Draco dormiens nunquam titilandus – śpiącego smoka nie należy drażnić