Rozdział 3:Niemcy

Sawa z bólem serca pożegnała braci Włochy. Została wyprzytulana po wsze czasy a Veneziano zaczął płakać. Obiecała im że kiedyś ich odwiedzi. Wsiadła do samolotu który miał ją zabrać do Niemiec. Całą drogę czytała „ Kroniki Polskie" Jana Długosza, które okazały się bardzo interesujące. Po wylądowaniu w Berlinie zobaczyła wysokiego blond mężczyznę, na oko starszego nawet od Feliksa w narodowym mundurze niemieckim. Dziewczyna domyśliła się że to jest ten słynny pan Niemcy, uosobienie tego kraju. Po wyjściu z samolotu podeszła do niego i powiedziała

- Guten Tag. Ich heiße Warschau

- Guten Tag. Mein heiße ist Deutshland. Możesz mówić po polsku. Zrozumiem cię. Poza tym, wyrosłaś odkąd byłaś pod moimi zaborami.

- Eee…Dziękuję panie Niemcy

- Mów do mnie po prostu Niemcy lub Ludwig

- Dobrze p…Niemcy

- I o to chodzi. Jak widzisz jesteśmy w mojej stolicy, w Berlinie. Ładnie tu prawda? Już się naoglądałaś zabytków tego miasta podczas II Wojny Światowej. Więc nie będziemy zwiedzać. Chodź, niedaleko zaparkowałem auto, pojedziemy do mnie do domu. Przygotowałem obiad. Przy okazji odpoczniesz trochę po podróży.- powiedział mężczyzna

Pomaszerowali do samochodu. Ludwig otworzył jej drzwi aby mogła wsiąść i pojechali. Oczywiście nie tak szybko jak we Włoszech, ale na tyle szybko aby być prędko na miejscu. Stała przed typowym, jednorodzinnym domem z trawą w ogrodzie obciętą chyba przy pomocy linijki na której poupychane były w każdym możliwym miejscu krasnale ogrodowe (Niemcy uważali że przynoszą one szczęście). Gdy weszła do środka czystość biła po oczach. W wypastowanej, drewnianej podłodze mogła się przejrzeć a w powietrzu unosiła się przyjemna, lawendowa nuta. Nagle rozległ się trzask, jakby coś spadało z marmurowych schodów prowadzących na drugie piętro. Był to nastolatek, może o 2 lata od niej starszy, o białych włosach, w biało- czarnej koszuli w kratkę, czarnych spodniach, czarnych Converse'ach i skórzanej bransoletce na dłoni. Na jego głowie siedziało żółte pisklę.

- Kto to jest?- zapytała Sawa gdy obolały chłopak podniósł się i otrzepywał ubranie.

- To… To jest mój brat, Prusy (dla przyjaciół Gilbert), który chyba znowu grał te swoje, pożal się Boże, „solówki" w Guitar Hero.- odpowiedział zawstydzony Niemcy.

- Cześć, śliczna…To ty musisz być tą pięknością która miała do nas dzisiaj zawitać…Jeszcze ładniejsza niunia niż w mych snach …Poza tym, widzę że słuchasz tego samego gatunku muzyki co ja...- powiedział chłopak spoglądając na jej koszulkę.

Warszawa przypomniała sobie że pod kurtkę od munduru założyła bluzkę z płytą jednego z jej ulubionych zespołów z napisem „Rammestein". Tak, Warszawa słuchała metalu i rocka.

- Yyy… dzięki.- odpowiedziała

- Przepraszam za niego. Jest dziwny…Nie wierzę że jesteśmy spokrewnieni…Ehhh…- powiedział dorosły.- Chodź, przygotowałem wursty, piwo i kartofle. Rozpalę grilla… A i zaczyna się mecz…Mamy co robić…

-Ale przecież jest zima, nawet nie zaczęła się wiosna!- powiedziała zdziwiona dziewczyna

- Wiem. Ale to nadal nie zmienia faktu że grill będzie…-powiedział Niemiec- Ja będę teraz zajęty przygotowaniami więc nie będę miał dla was czasu, przepraszam. Musicie więc czymś się zająć…Gilbert, możesz na przykład pokazać Alicji okolicę lub oprowadzić ją po domu. Co wybierasz? Macie półtorej godziny, ponieważ tyle zajmie mi gotowanie, rozpalanie grilla i nalewanie piwa. Coś jest niejasne? Nie? Dobrze? Spotykamy się tu za 1 i 49/60 godziny…Bracie, opiekuj się gościem- powiedział blondyn

- Spoko luzik , brachol. Ja i Gilbird zaopiekujemy się nią. Ma szczęście że trafiła na takiego zaglibistego przewodnika jak ja… Pod moimi skrzydłami włos jej nawet z głowy nie spadnie. Nie chcemy przecież wywołać wojny z Polską, prawda? Ach, Feliks… Kopę lat… Chyba z 600 stuknęło jak nie więcej…Dobra, koniec tych melancholii. Będzie miała tu tak dobrze że jeszcze zabłaga o przeprowadzkę do nas!- powiedział pewny siebie nastolatek

-Trzymam Cię za słowo…- odpowiedział mu brat

- I tak trzymać! Dobra Sawa, najpierw oprowadzę cię po naszym czadowym domu a potem oprowadzę cię po okolicy. Niedaleko jest park w którym często są rockowe koncerty. Ale jedna sprawa: nie oddalaj się ode mnie. Nie znasz okolicy, nie masz mapy, byś się zgubiła jak nic. A ja Cię nie znajdę gdy będziesz się błąkać po lesie za domem. Tam ćwiczymy przygotowania do wojny i w ogóle strzelanie. Jest tam dużo granatów i bomb minowych więc wystrzeliłabyś siebie w powietrze. A my tego nie chcemy, jasne?- powiedział jasny blondyn do swojego gościa- Chodź, zaczniemy wycieczkę po naszym Haus!

Chłopak w przedpokoju zaprowadził ją najpierw do kuchni. Była obłożona płytkami a na środku pomieszczenia stał jasny stół przy którym były ustawione 4 krzesła. Dziewczyna zauważyła że gdzieżby nie spojrzeć panował bijący po oczach ład i porządek. Poszli dalej. Stanęli przed białymi, drewnianymi drzwiami

- Co prawda Ludwig nie będzie zachwycony gdy się dowie że pokazałem ci jego pokój ale co mi tam…- powiedział nastolatek po czym przycisnął klamkę. Dziewczyna ujrzała wtedy pokój o jasnych ścianach na których powywieszane były trasy wojen, strategie ataków i kontrataków, zapiski wojennych przywódców, zdjęcia i portrety najwspanialszych Niemców oraz portret rodzinny na którym był ojciec braci- Germania, który trzymał na rękach malutkiego Niemcy gdy jeszcze był Świętym Cesarstwem Rzymskim a obok niego stał mały, na oko w wieku szkolnym Prusy. W otwartej szafie wisiały mundury wojskowe oraz normalne ubrania. Tych ostatnich było o wiele mniej niż tych pierwszych. Na drewnianym, antycznym biurku leżał nieskończony list, pióro wieczne, urzędowe papiery oraz zdjęcie wszystkich państw osi.

Poszli dalej. Prusy pokazał jej gdzie jest łazienka po czym zaprowadził ją do pokoju w którym miała spać. Za białymi drzwiami pomieszczenia kryło się pomieszczenie o czarnych ścianach, czarnych oknach, wielkiej kolekcji gitar powywieszanych na ścianie, flagach pruskich w każdym możliwym miejscu, plakatach niemieckich (i nie tylko) zespołów rockowych i metalowych oraz stare, dawno nie używane zbroje krzyżackie .

- Czemu ten pokój jest tak diametralnie inny od reszty?- zapytała Warszawa

- Bo widzisz…To jest mój stary pokój. Okazał się za mały więc przeniosłem się do gościnnego. Teraz ten go zastępuje oraz pełni funkcję mojego składzika oraz mojego studia nagrań. Patrz, tam mam nawet plakaty Metallicki oraz Iron Maiden. Uważam że ten pokój ma głębię i Powera. No wiesz…Jest przesiąknięty moimi wspomnieniami oraz są tu rzeczy przypominające mi o dawnych czasach gdy jeszcze byłem uznawanym państwem. Ale to tylko wspomnienia…- powiedział Gilbert posmutniawszy

- Przepraszam. Coś tak podejrzewałam ale nie byłam pewna…

- Nic nie szkodzi…- odpowiedział jej chłopak i pogłaskał swoje pisklę po głowie

Pokazawszy jej cały dom, Gilbert i Alicja wyszli z domu Beilschmidtów. Warszawa musiała niestety poczekać na Prusy ponieważ chłopak musiał zmienić sznurowadła w swoich glanach. Dziewczyna dobrze znała ten problem ponieważ sama je czasem nosiła do munduru wojskowego. Gdy już skręcili w następną ulicę chłopak objaśniał jej jaka droga gdzie prowadzi oraz jak dojechać do Berlina z Warszawy. Spacerując tak koło siebie Warszawa przypominała sobie czasy gdy jej brat miał więcej czasu dla niej, a ona była młodsza. Wtedy razem chodzili na spacery po parkach a on uczył ją puszczać latawce i jesienią robić ludki z kasztanów. Ale te czasy odeszły razem z dzieciństwem…Gdy skręcili dalej w lewo i doszli do parku. Wyglądał zupełnie jak najzwyczajniejszy, polski park, szału nie było. Poszli nad wielki staw który usytuowany był w centrum parku. Teraz był zamarznięty ale nadal wyglądał pięknie. Usiedli nad brzegiem. Zostało im jeszcze 15 minut więc zaczęli rozmawiać o wszystkim i o niczym.

- Sawa, mam takie pytanko. Czemu dopiero teraz robisz swoje światowe tournee? Przecież istniejesz już od średniowiecza, powinnaś mieć to dawno za sobą…- zapytał chłopak

- Bo widzisz… Nie byłam dość silna. Byłam bardzo „chorowitą" i słabą stolicą. Albo byłam pod zaborami albo się po nich odbudowywałam. A teraz, gdy jestem metropolią globalną i zawarłam dużo sojuszy, żyje mi się o wiele lepiej. A ty, nie jesteś już państwem. Bez urazy ale: czemu nadal żyjesz? Powinieneś być w Niebie, dołączyć do swojego ojca, do Dziadzia Rzyma, do Starożytnego Egiptu i Grecji… A jednak jesteś tu, wśród nas,,,- zapytała dziewczyna

- Bo widzisz… Pamięć o mnie nie minęła. I nie mówią o mnie w czasie przeszłym jak w wypadku Starożytnego Rzymu lub Germanii. Żyję w sercach moich rodaków. Chociaż jestem już bardzo słaby i nie wiem czy dożyję następnego stulecia to… Po prostu nie chcę umrzeć. Nie chcę aby dzieciaki uczyły się o mnie z tych zaglibiście nudnych książek od historii tylko raczej…No wiesz…Na Geografii i aby pani nauczycielka mówiła im o mojej potędze i triumfach…Chociaż nie ma mnie już na mapie dla wielu ludzi naprawdę istnieję…A poza tym jestem naprawdę dumny z mojego braciszka który (nawet nie dorównuje mojej niegdyś potędze) jest silnym państwem. Naprawdę silnym…Razem z Francją dyryguje Unią Europejską. I to mnie cieszy. Widzę że jeżeli mnie zabraknie to mam świetnego zastępcę który nie będzie tak, przyznaję się, lekkomyślny w niektórych momentach…- odpowiedział jej melancholijnie Prusy

- Oh…- zdołała z siebie wydusić dziewczyna

- No ale zbierajmy się już. Mamy tylko 5 minut na dotarcie do domu. Pewnie Ludwig da nam jeszcze trochę czasu to przetestuję twoje możliwości do roli gitarzysty w Gitar Hero. A poza tym, jesteś spoko. Nie jesteś taka jak na przykład Lili Zwigli która cały czas mnie wkurza tym swoim „Oh braciszku…". Mega denerwujące, co nie? A w dowód że jesteś spoko odznaczam cię tytułem mojej metalowej przyjaciółki oraz fanki numer 1. Możesz zacząć mnie całować po stopach…Nie no żart taki, nie patrz się tak na mnie. Obiecaj mi coś, OK.? Będziesz do mnie wbijać częściej, dobra? Fajnie się z tobą spędza czas…A i jeszcze coś abyś nie robiła sobie nadziei: nie zakocham się w tobie…Moje serce zostało dawno zabrane przez Elizabetę (Węgry jeżeli nie znasz imion wszystkich państw). Ale ona mi to serce złamała. Wyszła za Austrię i teraz jest z nim szczęśliwa…Ale nadal nie oddała mi serca…- wyznał Gilbert

- Dziękuję za tytuł. To miłe. A jeżeli chodzi o Węgry…Bez obaw, jeszcze kiedyś odkryje twój urok i porzuci Austrię dla Ciebie…- odpowiedziała dziewczyna…

„Kogo ja okłamuje, Węgry obchodzi rocznicę ślubu z Austrią jako święto narodowe. Szanse są bardzo nikłe…" –pomyślała ze smutkiem

-Myślisz… Oh, Sawuń, dziękuję! I za to Cię lubię…- powiedział ucieszony władca Prus- A teraz biegiem bo Gilbert zorientuje się że spóźniliśmy się o 3 minuty!


Gdy wrócili, pierwsze co zrobił Niemcy to zapytał czemu się spóźnili. Warszawa zmyśliła że się zgubiła a Prusy musiał ją szukać. Niemcy bardzo zmartwił się tym co powiedziała, więc dał jej mapę okolicy. Dziewczyna bardzo podziękowała za prezent. Niemcy powiedział że o grillu totalnie zapomniał ale kupił ziemniaki, wursty i piwo więc to będzie dzisiejsze menu. Warszawa momentalnie zjadła obiad. Była bardzo głodna bo nie jadła nic od rana a teraz zachodziło już słońce.

- Czemu nie pijesz piwa? Nie smakuje Ci?- zapytał Ludwig

- Nie, to nie to. Po prostu…Nigdy nie piłam piwa. Do tego nie jestem pełnoletnia…- odpowiedziała zawstydzona dziewczyna

- NIGDY?! Nie żartuj! Ale naprawdę?! Musimy to zmienić! Musisz wypić choćby kufel!- wykrzyknął Prusy oblewając Niemcy piwem które właśnie pił

- Zgadzam się. Hetalia też nie jest pełnoletni a pija…- powiedział młodszy z braci

-Dobrze, napiję się…- powiedziała Warszawa po czym wzięła kufel i zaczęła pić piwo, oczywiście bezalkoholowe. Niezbyt jej smakowało ale aby nie robić im przykrości powiedziała że jest całkiem dobre.

Po obiadokolacji poszła do pokoju Gilberta aby zagrać z nim w obiecaną partyjkę w Gitar Hero

- Dobra, jaką piosenkę wybierasz? „Nothing Else Metters" zespołu Metallica, „ Fear of the Dark" Iron Maiden czy „Mein Land" Rammestein?- zapytał jej przyjaciel

- Wiesz co…Wszystkie, po kolei! A jak! Jak szaleć na gitarze to na całego!

- Zuch dziewczyna! Dobra…Einz, zwei, drei!


I tak zanim się spostrzegli była godzina 22.00. Warszawa była bardzo śpiąca, a jutro przecież miała odlot do następnego państwa.

- Czemu idziesz spać, Sawaterminatorze? Laska, noc jeszcze będzie trwać długo…- powiedział zawiedzony chłopak

- Dobrze że chociaż ty przestrzegasz codziennej dawki snu a nie to co on…Nie przeszkadzam Ci…Guten Naht- powiedział Nimcy

- Guten Naht, Deuthsland…- powiedziała z uśmiechem na twarzy

- Ej a ja? A o swoim najlepszym przyjacielu i idolu zapomniałaś?- zapytał z udawanym obrażeniem się Prusy

- Hahaha…Guten Naht, Preußen…

-Hahaha…Guten Naht, liebste Warschau

Dziewczyna pomaszerowała do pokoju i przebrała się w piżamę. Położyła się do łóżka i zasnęła…Miała dziwny sen. Śniło jej się że znalazła miłość i szczęście…Nie wiedziała że ten sen niedługo się spełni…