Beta - Kasia
Rozdział IV
– Auror Granger. – Jej głos był równie stanowczy jak spojrzenie. Snape skrzyżował ramiona i lekko pochylił się na krześle. Patrzył się na nią przez cały czas. Gdy ich spojrzenia się spotkały, oczy aurorki były spokojne. I choć była wyraźnie zdenerwowana, jej złość była tak dobrze opanowana, że mężczyzna zaczął podejrzewać najgorsze.
– Jesteś tu, żeby mnie zabić.
– Nie – pokręciła głową, a jej loki zalśniły w świetle ognia. – Przyszłam przekazać wiadomość. Dokładnie to zrobiłam. Jeśli miałeś nadzieję zaznać szybką i bezbolesną śmierć z moich rąk, to niestety się myliłeś.
– Dlaczego wysłali ciebie? – Wyraz jego twarzy zmienił się w podejrzliwie zlękniony.
– Nie wysłano mnie – zmarszczyła brwi.
– Nie jesteś aurorem?
Hermiona zerwała aurorską odznakę z przodu swojej szaty. Z głuchym odgłosem trzasnęła nią o stół prosto przed mężczyzną.
– Jestem wszystkim, czym się wydaję, Snape. Nie było zaskoczeniem, że żaden z moich kolegów nie był chętny, żeby tu przyjść i cię odwiedzić... zwłaszcza biorąc pod uwagę rodzaj wiadomości i twój zmienny charakter. Zgłosiłam się na ochotnika.
– Dlaczego? – Przyglądał się jej intensywnie. Wydawało się, że nie usłyszał zniewagi, którą go ze złością obrzuciła. – Dlaczego TY, ze wszystkich ludzi?
– Nikt inny nie chciał... I byłam ciekawa...
– Pierwsza wizyta w Azkabanie? – szydził.
– Właściwie to tak, ale byłam bardziej ciekawa ciebie.
– Mnie? Nie jestem eksponatem w jednym z tych waszych mugolskich zoo.
– Nie, jesteś jednym z ostatnich mieszkańców więzienia dla czarodziejów! To prawie żadna różnica, profesorze! – Zamilkł, gdy to usłyszał. Wciąż jednak patrzył na nią z nieukrywaną wrogością. Hermiona spojrzała na zegarek.
– Nie mam dużo czasu – wymamrotała cicho, niemal do samej siebie. – Miałam dostarczyć wiadomość, a później natychmiast wrócić do Ministerstwa...
– Wolałbym, żebyś nie nazywała mnie profesorem, aurorko Granger – Snape powiedział cicho. Spojrzała na niego; w jego oczach dostrzegła coś, co według niej mogło być maleńką iskierką żalu. – Upłynęło... dużo czasu, od kiedy sprawowałem tę funkcję.
– Przepraszam – powiedziała sztywnym tonem, zabierając swoją odznakę z miejsca, w którym leżała.
Ponownie wstała, usiłując się nie skrzywić, gdy nogi krzesła głośno zaskrzypiały o szorstką, kamienną podłogę. Faktowi, że widziała Severusa Snape'a po raz pierwszy od siedmiu lat, towarzyszyła świadomość niewygodnej prawdy, że gdy opuści ten mały pokoik, w którym przebywali, nie zobaczy go już nigdy... Choćby za siedem lat, czy chociaż siedem dni. Próbowała bezskutecznie zignorować nieprzyjemną myśl.
W dni, które nastąpiły po tej strasznej nocy na szczycie Wieży Astronomicznej w Hogwarcie, Hermiona próbowała, głównie z dobrym skutkiem, odepchnąć wszystkie myśli o Snapie na bok. Nie uważała go za godnego poświęcenia uwagi. Gdy został złapany przez Zakon w ostatnich dniach wojny, poczuła krótką, gwałtowną złość, a później ulgę. Postanowił nie mieć obrońcy podczas swojego procesu i został zesłany na dożywocie. Teraz pamiętała, że oprócz podania swojego nazwiska i uznania siebie za winnego, w trakcie rozpraw, na których była obecna, nigdy się nie odezwał. Nie mogła sobie wyobrazić, jak musiał się teraz czuć – zostać skazanym na śmierć po tak długim pobycie w zamknięciu od świata. Czy zrobi mu to jakąkolwiek różnicę? Podczas lat, gdy był w więzieniu, prawie wcale nie myślała o swoim byłym nauczycielu eliksirów i obrony przed czarną magią. Aż do zeszłego miesiąca, gdy uchwalono Dekret o Śmierci. Zadanie poinformowania Severusa Snape'a, że będzie stracony, sprawiło, że po raz pierwszy od wielu lat poświęciła mu swoją uwagę. A teraz nie potrafiła sobie wytłumaczyć, dlaczego czuła jednakową złość i współczucie wobec mężczyzny, który popełnił tak wstrząsające i godne potępienia zbrodnie. Jego widok był dla niej większym szokiem, niż przypuszczała. Ale nie mogła na to nic poradzić – było już za późno.
– Naprawdę muszę iść… – Stanęła przed zamkniętymi drzwiami i dopiero teraz zorientowała się, że się nie odzywała i nie ruszała przez wiele minut. Opanowała się, żeby dokończyć to, co miała do powiedzenia. – Możesz oczekiwać kolejnej wizyty aurora, gdy tylko zostanie ustalona data twojej… – Przez gulę w gardle nie mogła skończyć zdania. Nie mogła też spojrzeć na Snape'a. Wydawało się, że nie pozostało już nic do powiedzenia, a z pewnością nic nie mogła już zrobić. Wyciągnęła dłoń, by chwycić żelazną klamkę i otworzyć drzwi, gdy...
– Zaczekaj. – Nie odsunęła się od drzwi. Nie mogła. Skrobanie drugiego krzesła o kamienną podłogę powiedziało jej, że Snape również był na nogach. Włosy na szyi zjeżyły się jej, gdy usłyszała jego zbliżające się kroki. Powoli, z wahaniem, odwróciła się, żeby na niego spojrzeć.
– Zaczekaj – powtórzył ochryple. Tym razem na jego twarzy był jakiś taki wyraz desperacji, olbrzymi żal niezupełnie wobec siebie. Hermiona zrozumiała, że głupio by było odejść. Problemy, z którymi będzie musiała się borykać w Ministerstwie, mogły tymczasowo poczekać. Snape musiał zauważyć niepokój wypisany na jej twarzy, ponieważ jego własna natychmiast się znowu zamknęła, powracając do kamiennej maski, którą kobieta znała. Bez słów wskazała z powrotem na krzesła. Usiedli, patrząc się na siebie przez kilka długich minut spędzonych w ciszy.
– To, o czym zamierzam ci powiedzieć… Ja jeszcze nigdy nikomu o tym nie mówiłem, panno Granger.
Chociaż trochę ją to zirytowało, Hermiona nie poprawiła go, gdy nazwał ją panną Granger.
Ponownie krótko kiwnęła głową.
– Nie obchodzi mnie, czy uwierzysz w moją historię czy nie. Teraz zamierzam ci ją jedynie przekazać.
– Dlaczego? – zapytała.
Snape uśmiechnął się w przerażający sposób, który nie miał w sobie nawet odrobiny radości.
– Czy zaskoczy cię to, że zostanie straconym nie jest sposobem, który bym sobie wybrał na śmierć?
– Oczywiście, że nie.
– A czy zaskoczy cię to, że gdybym miał wybór i mimo wszystkiego, co ci dzisiaj powiedziałem, wolałbym w ogóle nie umierać?
– Nie – odpowiedziała cierpliwie. – Ale jeśli popełniłeś zbrodnię, to nie możesz oczekiwać, że sam sobie wybierzesz karę!
Patrzył się na nią twardym wzrokiem i nawet nie mrugnął. Zrozumienie nadeszło szybko.
– Myślisz, że jeśli powiesz mi, co naprawdę zaszło tamtej nocy, zostaniesz w jakiś sposób uniewinniony? – Hermiona odetchnęła. – To nie ma sensu! Byłeś tu przez siedem lat, Severusie. Dlaczego nie powiedziałeś o tym na swoim procesie?
– Siedem lat temu nie miałem zostać zgładzony, Hermiono! – Snape powiedział ostro. – Siedem lat tutaj jest wystarczającą karą. – Oddychał głęboko przez nos, a dźwięk, który przy tym wydawał, roznosił się po pokoju.
– Wystarczającą karą za… za co?
– Za zabicie mężczyzny, który chciał umrzeć, panno Granger. Tylko za to. To nie było morderstwo z zimną krwią. Nie było niesprowokowane. To było tylko… – Założył twarz w dłonie i wczepił palce w swoje włosy. – To była sytuacja, której nie mogłem uratować, ponieważ nie miałem innego wyjścia. Skazałem siebie na potępienie, bo nie miałem wyboru!
