Jak to na spotkaniu psychiatrycznym z Anonimowymi Arrowholikami

Grupa Anonimowych Arrowholików ponownie zebrała się w kręgu, jednakże to gdzie byli odróżniało to spotkanie od innych. Siedzieli właśnie na plastikowych krzesłach, każde z lemoniadą i pączkiem w ręce. Ale nie to sprawiało, że to spotkanie było tak odmienne od poprzednich. Otóż znajdowali się w zakładzie psychiatrycznym i odbywali sesję terapeutyczną z wyspecjalizowanym lekarzem. Taaa, żeby ten lekarz miał jakieś panowanie nad tą grupą. Wszyscy rozmawiali, jedni przekrzykiwali drugich, a trzeci śmiali się z jakiś żartów.

- HEJ! Hej! Ludzie mogę prosić o chwilę spokoju? - krzyknęła Kawusia, która by przyciągnąć uwagę do własnej osoby, stała na krześle i wymachiwała rękoma – Dziękuję – uśmiechnęła się i zeszła z krzesła.

- Dzięki za ciszę – zwróciła się BlueRose - Btw odnośnie ślubu Diggle'a może to będzie punkt zwrotny dla naszych matołków?

- Oby tak, bo jak nie to ja już nie zdzierżę – wystawiła język Kawusia.

- A w sieci już krąży szalona teoria że to Oliver i Felka się hajtną. Nie twierdzę że by mnie to nie zadowoliło ale uważam że na to stanowczo za wcześnie. Te matołki najpierw muszą ze sobą być – powiedziała Magdalena.

- Hahahah, na pewno to się nie zdarzy- było jasno powiedziane ze to ślub Diggle'a czemu ludzie się nakręcają - wyśmiała BlueRose

- Bo myślą że przez wmówienie to sobie i innym to się naprawdę stanie. Ale to wiadomo że chodzi o ślub D&L. Szczerze mam nadzieję że na ślubie Olicity już będzie razem. - odpowiedziała jej Magdalena.

-No chyba ze Oliver na ślubie Digga pojawi się z Laurel a Felka z Palmerem .. - przypuściła Agata.

Goście powoli zbierali się przed kościołem. Rozmawiali między sobą czekając na przybycie młodych, by rozpocząć uroczystość. Zza zakrętu wychylił się samochód odświętnie przybrany zwiastujący przybycie młodej pary. Wśród ludzi przeszedł pomruk i wszyscy ruszyli w kierunku wejścia do świątyni. Gdy John i Lyla wysiedli z pojazdu zostali zaskoczeni przez Roy'a.

- Wszyscy już są? - zapytał Digg

- Tak. Rodzina, znajomi, współpracownicy. Wszyscy. - odpowiedział mu Roy.

- A Oliver? Felicity? - zapytała Lyla

- Są. - Roy podrapał się po karku. Nie chciał zagłębiać się w ten temat.

- Rozmawiali ze sobą? - ponownie zapytał John poprawiając muszkę.

- Nie, i lepiej żeby tego nie robili. - Roy czuł się bardzo niezręcznie odpowiadając na te pytania.

- Dlaczego? - zapytali jednocześnie młodzi.

- Sytuacja była napięta, gdy spotkali się przed kościołem, a stała się nieciekawa gdy do nich dołączyli Laurel i Palmer. Także, jeśli nie chcecie mieć zrujnowanego wesela radzę trzymać ich od siebie z daleka.

- Zajmiesz się tym? - zapytała Lyla

- Dla panny młodej, zawsze! - uśmiechnął się Roy. Jednak gdy przyszli małżonkowie się odwrócili mina mu zrzedła. Trudna misja, ale nikt nie powiedział, że niewykonalna.

Digg przedzierał się przez tłum gości, którzy zgromadzili się na środku parkietu tanecznego. Ze środka można było usłyszeć krzyki wymieniane między kobietą a mężczyzną. Z każdym stawianym krokiem, Diggle bał się tego co ujrzy gdy dotrze do swojego celu. Będąc już prawie przy krawędzi kręgu został złapany za ramię i odciągnięty z poprzedniego miejsca. John wyszarpnął się z uścisku i spojrzał na napastnika. Zobaczył Roy'a, który wyciągnął ręce w obronnym geście. Diggle nachylił się do niego i zapytał

- Co tu się dzieje?

- Nie widzisz, kłócą się – odpowiedział mu Roy

- To widzę, ale jak to się stało, że się kłócą? Miałeś ich przypilnować – wrzasnął by przekrzyczeć tłum skandujący parze na środku.

- Oliver troszkę się wstawił i zaciągnął Laurel na parkiet, zaraz obok Felicity i jej partnera. Przez chwilę na nic się nie zapowiadało dopóki Palmer nie spróbował pocałować Felicity. Wtedy nerwy puściły Oliverowi i przywalił mu w szczękę. Felicity wzburzona zaczęła wrzeszczeć na niego, a on odpłacił jej pięknym za nadobne. Chciałem ich... - tu przerwał mu krzyk Felicity

- Ty świnio! - zaraz po tym usłyszeli trzaśniecie. Udało im się tylko zobaczyć jak jej ręka opada z twarzy Olivera – Jak mogłeś?! Zostawiłeś mnie samą z myślą, że już nigdy więcej cię nie zobaczę! Myślałam, że jesteś MARTWY! Rozumiesz to? Wiesz przez co przez ciebie przeszłam?! A teraz masz czelność pojawiać się, jakby nic się nie stało, w dodatku z eks-dziewczyną?

- To nie ja ruszyłem z prędkością światła z ruszeniem do przodu! - przerwał jej Oliver – To nie ja zacząłem romansować z moim szefem!

- Ray'a w to nie mieszaj! - krzyknęła

- Bo co?! A tobie wolno mieszać do tego wszystkiego Laurel?! - warknął wściekły Oliver

- Tak! Ja przynajmniej nie wracam wiecznie do swojego eks jak tylko stanie się coś złego! - okrzyknęła

Diggle odwrócił się do Roy'a i swojej żony jak tylko do nich dotarła.

- Co się dzieje? - zapytała zdyszana

- W skrócie Oliver i Felicity wyciągają swoje sprawy na oczach naszych gości – odpowiedział jej Digg.

- To jak ich rozdzielimy i rozgonimy całe towarzystwo? - zapytała

- Nie mam poję...

- Może nie będziecie musieli – przerwał Roy Johnowi. - Spójrzcie – wskazał palcem środek parkietu.

A tam zastali scenę całkiem różną, od tej której byli świadkami niecałą minutę temu. Para stała na środku i pochłaniała swoje twarze zamiast namiętnie się kłócić.

- Uffff, dobrze że problem się rozwiązał sam. Szczerze nie miałam ochoty na rozwiązywanie problemów już pierwszego dnia małżeństwa – powiedziała Lyla. John tylko się zaśmiał i objął ją w pasie.

- Oliver z … paprotką... - zaśmiała się BlueRose.

Był piękny letni dzień. Słońce powoli zachodziło, powodując przyjemną atmosferę i klimat.

John stał z Roy'em przed rzędami krzeseł rozglądając się. W morzu ciał poszukiwał jednej osoby, nie będąc pewnym czy w ogóle się pojawi. Digg odwrócił się do Roy'a i zapytał

- Widzisz go gdzieś? Powinien już tu być

- Nie -powiedział Roy ciągle szukając Olivera wzrokiem – Może w ogóle nie przyj... Mam go! - krzyknął

- Gdzie? - John szybko obrócił się w jego stronę

- Tam – wskazał ręką na rząd siedzeń – Idealnie na środku.

Diggle szybko odwrócił się. Nie mógł uwierzyć w to co widzi. Oliver ubrany był z dobrze skrojony garnitur, ale to co trzymał w rękach sprawiło, że John zaczął zastanawiać się nad stanem zdrowia psychicznego swojego przyjaciela.

- Czy ja dobrze widzę? - zapytał go Roy

- Tak – zwięźle odpowiedział, ciągle nie mogąc uwierzyć w to co widzi.

- Czy jego już całkowicie pow...

- Tak – przerwał mu Digg w połowie zdania.

- Czy on jest szalony? - ponownie zapytał Roy

- On nie jest szalony... On jest popierdolony! - warknął Digg...

- … a Diggle dostaje zawału na swoim ślubie – dokończyła BlueRose

gdy tak wpatrywał się w swojego nienormalnego przyjaciela. Poczuł po chwili uciskanie w klatce piersiowej i ból w lewej ręce. Zrobiło mu się duszno i ciemno przed oczami. Roy zdążył tylko zauważyć, że Digg osuwa się na ziemię bez czucia. Szybko zawołał pomoc, lecz ich przyjaciele nie było już nic w stanie uratować. John Diggle zmarł na zawał przed swoim ślubem z ukochaną kobietą, po tym jak zobaczył swojego przyjaciela, którego uważał za brata, z kwiatkiem w doniczce...

- Hahaha... widzisz i Digg łączy się z Moirą w niebie – skomentowała Agata.

John otworzył oczy i rozejrzał się po otoczeniu. Wokół niego gromadziło się mnóstwo ludzi ciągle coś krzycząc i odpychając się nawzajem. Jednak nie był tym zainteresowany. Szukał wyjścia z tamtego miejsca. I znalazł je gdy zauważył osobę, której nie powinien widzieć. Za tłumem stała Moira Queen, matka Olivera. Diggle podszedł do niej i przyjrzał się jej. Nic się nie zmieniła od dnia swojej śmierci. Moira wyciągnęła do niego rękę i zapytała

- Gotowy?

John nic jej nie odpowiedział, tylko złapał za wyciągniętą dłoń i ścisnął ją. Moira uśmiechnęła się do niego ciepłym uśmiechem i ruszyła do przodu. I w ten oto sposób Digg i Moira ruszyli w stronę zachodzącego słońca.

- Moglibyście się uspokoić?! - krzyknął lekarz, który nie miał do nich cierpliwości.

- zero będzie zaczepek o naszą Prawie normalną rodzinkę – mruknął Chris.

- Co tam mamroczesz?! - krzyknął na niego lekarz. Dalej był tylko harmider i chaos, a co stało się na spotkaniu psychiatrycznym, tam też zostało.