4.
Kiedy weszła do kuchni, zareagował tak samo, jak wczoraj wieczorem, gdy przyszła do klubu- jego serce na sekundę zatrzymało się w biegu, a potem przyśpieszyło do niewiarygodnej prędkości, podobnie, jak puls. Oddech miał płytki, a na czole pojawiły mu się kropelki potu. Wszystko dlatego, że była piękna… Z ledwością opanował pragnienie, które zżerało go od środka i biorąc się w garść, z uśmiechem zaproponował, by usiadła.
- Zrobiłem omlet. Mam nadzieję, że lubisz z groszkiem?- spytał łagodnie.
- Bardzo.- odparła, z tym samym uśmiechem, który zawsze przyprawiał go o drżenie kolan.- Dziękuję, Jack…- dodała.
- To dla mnie przyjemność, Sue… Zawsze ty dla mnie gotowałaś. Nigdy nie miałem okazji się zrewanżować.- odparł, nalewając jej kawy do kubka.- Nie umiem wiele w kuchni, ale tej jednej rzeczy nauczyła mnie mama i chyba nie jest najgorszy?- zachichotał, gdy połknęła pierwszy kęs, chcąc odciągnąć nieco moment, w którym ogłosi mu swoją decyzję.
- Jest bardzo smaczny!- uśmiechnęła się dziewczyna.- Widzę przed tobą spore możliwości, jeśli chodzi o kulinaria. Masz talent!- pochwaliła go.
- Obawiam się, Sue, że mnie przeceniasz…- powiedział z ciepłym światełkiem w oczach, patrząc, jak z apetytem pochłaniała swojego omleta.- To tylko dobry przepis. Nic więcej…- dodał skromnie, mile połechtany jej pochwałą.
- To nieprawda i dobrze o tym wiesz, Sparky. Nawet dobry przepis na nic się nie zda, gdy nie masz predyspozycji do gotowania. Zawsze w potrawie będzie brak tego czegoś, co indywidualnie definiuje każdego kucharza. Ten omlet, to cały ty, Jack…- ciągnęła.
- Nie rozumiem…- przyznał. Czasem nawet on nie nadążał za tokiem jej myślenia.
- Dobry kucharz wkłada swoją duszę w to, co gotuje, cząstkę siebie i ty zrobiłeś to, przygotowując ten omlet.- wyjaśniała powoli jedząc.- Jest w tym twoja łagodność, klasa, a jednocześnie, odrobina pikanterii, czyli wszystko to, czym ty sam w istocie jesteś…- uśmiechnęła się lekko, a jej oczy rozbłysły.- Przynajmniej, z mojego punktu widzenia…- szepnęła.
- Uważasz, że mam klasę?- zachichotał.- Mimo wszystko?
- Owszem.- przyznała szczerze.- Znam niewielu mężczyzn, którzy ją mają, ale wśród nich, ty wiedziesz prym. Oczywiście, że masz klasę, Jack. I nie „mimo wszystko", lecz właśnie dlatego…- dodała, czerwieniąc się.
- I pikanterię?- naciskał przekornie, choć wiedział, że ją zawstydza. Nie mógł się jednak oprzeć chęci spoglądania na nią w tym stanie. Była taka śliczna…
- Co do tego, to mogę tylko przypuszczać, bo zapewne, podobnie jak ja, nie pamiętasz, jak sprawdzaliśmy to w nocy…- powiedziała cichutko, nabierając koloru dojrzałej wiśni i opuszczając wzrok z zażenowania.
Nawet nie zauważyła, jak stanął tuż obok i znajomym ruchem uniósł jej twarz tak, by go widziała. Potem, powoli pochylił głowę i pocałował ją…
Nie pamiętała, jak całował ją nocą, ale miała jedno malutkie wspomnienie, które dało jej jakie takie porównanie - pocałunek w biurze Callahan'a i Merced'a. Tamto, co prawda, była szybka reakcja na niespodziewaną akcję, ale była nadzwyczaj przyjemna. Ten pocałunek jednak, niewiele miał wspólnego z tamtym… Początkowo delikatny, szybko nabrał tej cechy, co do której nie była pewna, stając się zmysłową, głęboką i niezaprzeczalnie pikantną pieszczotą jego cudownych ust. Jej ciało instynktownie zareagowało na jego wargi i poddało im się bez oporów, pozwalając, by płynęła przez nie niewysłowiona fala przyjemnych dreszczy, jakie w niej wywoływał. Dłonie Sue powędrowały ku twarzy Jacka i delikatnie przyciągnęły go bliżej, pogłębiając kontakt, tak, że ich języki splotły się wreszcie w odwiecznym rytuale kochanków, a z ust wyleciały ciche westchnienia. Całował ją długo, bardzo długo i marzyła, by nigdy nie skończył, ale jak to mówią, wszystko co dobre, wreszcie się kończy i Jack niechętnie się od niej odsunął.
- To, tak gwoli zweryfikowania twojej tezy…- powiedział wciąż drżącym z pożądania głosem (dziękował Bogu, że tego nie słyszała, bo ogrom jego podniecenia mógłby ją przerazić i jeszcze uciekłaby, gdzie raki zimują…).- Czy rozwiałem choć w części twoje wątpliwości?- spytał, patrząc na zaskoczoną dziewczynę. Nie wyglądała na złą, a śmiał nawet twierdzić, że była pod niejakim wrażeniem jego umiejętności, sądząc po jej reakcji. Nie tylko go nie odepchnęła, ale oddała pocałunek i to tak, że ledwie się pohamował, by nie zanieść jej z powrotem do sypialni i nie odświeżyć pamięci im obojgu, na co niewątpliwie miał teraz ochotę…
- Eeeee… Bardzo efektywna prezentacja.- wyjąkała, z trudem opierając się pożądaniu, które nią zawładnęło.
- Ale czy rozwiała twoje wątpliwości?- zapytał raz jeszcze.
- Tak.- szepnęła.- Ten omlet, to istotnie cały ty…- odparła.
- Dziękuję, Sue. Starałem się.- mrugnął, wracając na swój stołek i dając dziewczynie czas na uspokojenie się. Ledwie jednak doszła do siebie po kawie, posiłku i „prezentacji", a jej serce znowu drgnęło, kiedy ponowił poranny temat.
- Zastanowiłaś się? - zapytał łagodnie, z troskliwym światełkiem w oku.- Czy byłabyś skłonna dać szansę temu, co zaczęliśmy w nocy, nawet jeśli żadną miarą nie pamiętamy, jak to się stało? Czy byłabyś skłonna zaryzykować i wyjść za mnie?
- Tak, Jack. Zastanowiłam się…- odpowiedziała powoli, modląc się, by nie zauważył, co czuła w istocie, jaka euforia ją opanowała.
- I jaka jest twoja odpowiedź, Sue?
- Moja odpowiedź brzmi: „tak". Jeśli uważasz, że mamy szansę, byłabym niemądra, gdybym nie spróbowała. Jeśli jesteś tego pewien, wyjdę za ciebie…- odparła cicho, ale na tyle wyraźnie, by zrozumiał.
Radość, to zdecydowanie zbyt słabe określenie na to, co czuł w tej chwili. Euforia? Szczęście? Stanowczo bliżej, ale i tak to tylko namiastka prawdy. A prawda była taka, że gdyby mógł, już stałby z nią przed pastorem, bo w tym momencie, ziściły się jego sny. Zamiast tego, ledwo powstrzymując się przed wzięciem jej w ramiona i zacałowaniem, z uśmiechem powiedział tylko:
- W takim razie, załatwione… Pobierzemy się najszybciej, jak to możliwe i obiecuję ci, Sue, że zrobię, co tylko możliwe, byś była szczęśliwa. Przysięgam!- dodał.
- Wiem, Jack i przysięgam ci to samo…- szepnęła, gdy wreszcie ją objął i przytulił.
Stało się. Najpierw spędziła z nim noc, a teraz za niego wychodzi. Szkoda tylko, że on nie robi tego z miłości. Gdyby tak było, nie potrzebowałaby niczego więcej do szczęścia. Gdyby tylko ją kochał…
TBC
