Cukierkowa katastrofa (Część 1)
O 6.30 następnego dnia Aomine był już na nogach, ubrany i wyjątkowo marudny. Nie spał zbyt dużo, głównie dlatego, że w jego głowie wciąż pojawiały się obrazy pewnego blondyna całującego jakiegoś przypadkowego nieznajomego. Bez względu na to jak wiele razy powtarzał sobie, że Kise był nim zbyt zauroczony, żeby w ogóle rozważać zrezygnowanie z jego osoby, słowom Kuroko udało się wstrząsnąć jego założeniami, choćby tylko trochę. Kiedy poszedł do jadalni, oczekiwał, że będzie tam pusto, ale szybko odkrył, że się mylił.
- Aominecchiiii, dzień dobry! – Kise pomachał do niego, kiedy zawodnik Touou wszedł do pokoju, delikatnie zaskoczony.
Aomine opadł na krzesło obok Kise, ziewając głośno.
- Nie spodziewałem się, że ktoś tu będzie – powiedział.
- Było tak gorąco, że nie mogłem spać, więc pomyślałem, że równie dobrze mogę już wstać. Ale wszyscy inni nadal śpią – wyjaśnił Kise, podsuwając Aomine miskę z ryżem, rybą i marynowanymi warzywami. – Tego ranka jesteśmy tylko ty i ja! – dodał wesoło.
- Hm, dzięki – odparł Aomine, biorąc do ręki pałeczki. Oczywiście Kise wybrał tylko te warzywa, które Aomine lubił.
- Jak poszło z Kurokocchim? – spytał Kise, a z tonu jego głosu zawodnik Touou z łatwością wywnioskował, że to pytanie dręczyło blondyna już od jakiegoś czasu.
- Nieźle. Nie chrapał, więc całkiem dobrze mi się spało – odpowiedział. Właśnie w tym momencie przez głowę przeszła mu przerażająca myśl, ale zebrał w sobie całą siłę woli, żeby zapytać tak nonszalancko jak tylko potrafił: - Nie szpiegowałeś nas, tym razem?
- Ach, cóż… Powiedzmy, że wczoraj zostaliśmy złapani przez Akashicchiego, więc naprawdę nie chcę znów ryzykować. No więc, o czym rozmawialiście?
- Ciekawość to pierwszy stopień do piekła – odparł Aomine, żując rybę.
- No dalej, powiedz mi!
- O niczym szczególnym. Od raz zasnąłem – skłamał, a Kise wydął wargi.
- Wcale nie jesteś zabawny.
Aomine wzruszył ramionami, wpychając więcej jedzenia do ust. Po tym jak wszystko przełknął, mówił dalej:
- Powiedz, Kise.
- Tak?
- Co zamierzasz robić w wakacje, po obozie?
- W wakacje? Pomyślmy… Myślę, że będę miał kilka sesji zdjęciowych, a potem pojadę z rodzicami na tydzień do Okinawy. A ty?
- Zostanę w Tokio.
- Nie będzie ci się nudziło?
- Nie, jeśli przyjedziesz zagrać ze mną w kosza.
Kise odwrócił się do Aomine, zamrugał dwukrotnie i uśmiechnął się szeroko. – Przyjadę!
- I jeszcze jedno.
- Tak?
Aomine odwrócił się do niego i przez sekundę Kise myślał, że ciemnowłosy nastolatek zamierzał go zabić. – O-O co chodzi? – wyjąkał, nie wiedząc dlaczego oczy Aomine niespodziewanie rzucały w niego sztyletami.
- Kim jest ten drań, który cię pocałował?
Nie otrzymał natychmiastowej odpowiedzi, ponieważ Kise potrzebował kilku sekund, żeby zarejestrować to pytanie. – Huh? – było jedyną rzeczą, jaką udało mu się z siebie wydobyć, kiedy przechylił głowę na bok, patrząc tępo ma Aomine, który wyglądał na wkurzonego.
- Tetsu powiedział mi, że ktoś cię pocałował! No więc kto to jest? – nalegał. – Zabiję kurwa tego sukinsyna!
- Cooo?! Dlaczego Kurokocchi miałby powiedzieć coś takiego?
- Po prostu odpowiedz mi na to cholerne pytanie! – rozkazał groźnie Aomine, przysuwając swoją twarz do twarzy Kise.
- N-Nie wiem o czym mówisz! – zaprotestował skołowany Kise. – Nigdy nikogo nie pocałowałem!
Tym razem to Aomine wyglądał na zaskoczonego. – Co?
- Przysięgam! Nigdy jeszcze tego nie robiłem! – Kise pokręcił gwałtownie głową. – Wiem, że to brzmi zaskakująco, bo jestem modelem i tak dalej, ale przysięgam, że nigdy przenigdy—
- Ale Testu powiedział—
- Nie wiem dlaczego Kurokocchi tak powiedział, ale to nieprawda! Jesteś jedyną osobą, którą chcę pocałować, więc to ty byłbyś tym draniem, ale— Kise zamarł, zakrywając usta dłonią i blednąc przez wypowiedziane przez przypadek słowa. – T-To znaczy… to był oczywiście żart, hahaha… - dodał szybko, ale reakcja Aomine kompletnie go zaskoczyła.
Jego mózg pracował dzisiaj bardzo wolno, pewnie dlatego, że wciąż było wcześnie. Przez kilka długich sekund jego oczy pozostały szeroko otwarte, podczas gdy synapsy desperacko próbowały zinterpretować to, co robił mu Aomine. Jego ciało zdawało się już to zrozumieć, ponieważ bicie jego serca zaczęło niekontrolowanie przyspieszać, a ramiona już owinęły się wokół szyi Aomine. I wkrótce dziękował bogom za to, że pokój był pusty, powoli zamykając oczy, by rozkoszować się swoim pierwszym pocałunkiem z tym draniem z Touou.
Z jego draniem z Touou.
O 7.30 wszystkie miejsca w jadalni były już zajęte i mimo że trzy intensywne i wyczerpujące dni już minęły, na twarzach licealistów nie było widać zmęczenia. Wręcz przeciwnie, większość z nich wpychała w siebie imponujące ilości jedzenia, żeby zwiększyć zapasy energii na ten dzień. W kącie Shuutoku, Midorima jak zwykle słuchał codziennego horoskopu Oha Asa.
- Dzisiejszym szczęśliwym znakiem zodiaku jest… Skorpion! – ogłosił wesoło żeński głos w radiu, na co Takao uśmiechnął się szeroko.
- Oho! W takim razie dzisiejszy dzień powinien być dla mnie udany! – zauważył rozgrywający. Odwrócił się do Miyajiego. – Ty też jesteś Skorpionem, prawda?
Chłopak wzruszył ramionami. – Naprawdę nie obchodzą mnie takie rzeczy.
Siedzący obok nich zawodnicy Seirin również słuchali.
- Hej, ja też jestem Skorpionem – dołączył się Izuki. – Może uda mi się dzisiaj złapać Kuroko!
- Śnij dalej – odparł Takao z uśmieszkiem na twarzy. – Będziemy dzisiaj biegać dwadzieścia kilometrów, nie ma mowy, żebym pozwolił ci znaleźć go przede mną. Kto jeszcze jest Skorpionem?
- Ja – odpowiedział nieśmiało Furihata.
- Mamy dzisiaj pewną konkurencję – skomentował Kimura.
- Jaki jest dla nas szczęśliwy przedmiot na dziś? – zapytał Takao.
- Usłyszałbyś, gdybyś nie był zajęty gadaniem – odparł Midorima.
- Och, daj spokój, Shin-chan, powiedz nam już! – rozgrywający Shuutoku uwiesił się na ramieniu asa, ku jego zirytowaniu. – Czekaj, nie. Powiesz mi po śniadaniu, OK?
- Hej, to niesprawiedliwe! – zaprotestował Izuki.
- Szczęśliwym przedmiotem jest brzoskwiniowy cukierek – powiedział Midorima, a Takao wydął wargi.
- Shin-chan, to nie było zbyt miłe z twojej strony. Za karę nie pocałuję cię jutro rano.
To zdanie wywołało różne reakcje przy stole: kilka osób się wzdrygnęło, kilka zakrztusiło, kilka na nich spojrzało, a Midorima przybrał absolutnie urażony – chociaż zdaniem Takao, nadal uroczy – wyraz twarzy. Chłopak otworzył usta, jakby chciał coś powiedzieć, ale nic się z nich nie wydobyło i Takao nie wiedział czy było to spowodowane zakłopotaniem czy też złością.
- T-Takao! – wyjąkał w końcu Midorima, wyglądając na oburzonego.
- O co chodzi, Shin-chan? – rozgrywający uśmiechnął się niewinnie.
- Poważnie, przestańcie zachowywać się jak małżeństwo czy coś! – skarcił ich Ootsubo.
- Więc to był żart, tak? – powiedział z ulgą Furihata.
- Hm? Żart? Dlaczego tak myślisz? – Takao uniósł brew, zanim wydał z siebie „ał!", kiedy Ootsubo walnął go w głowę.
- Czuję się, jakbym patrzył na Kasamatsu i Kise – zaśmiał się Izuki. – Midorima, musi być ci ciężko z Takao.
- …Mogło być gorzej – odparł krótko as Shuutoku, chociaż śmiercionośne spojrzenie jakie posyłał Takao było złowrogim znakiem.
- Aaaaw, czy chcesz mi w ten sposób powiedzieć, że mnie uwielbiasz? – Takao kompletnie ignorował płomienie w oczach Midorimy, wywołując kolejną rundę chichotów i urażonych spojrzeń.
- Poważnie, przestańcie – powiedział zniecierpliwiony Ootsubo. – Przynajmniej nie na oczach innych szkół. Pomyślą sobie dziwne rzeczy na wasz temat.
- Nieważne! Wróćmy do głównego tematu – Izuki przerwał rozmowę, ku uldze Midorimy. – Potrzebujemy brzoskwiniowych cukierków.
- Cóż, cukierek nie powinien być taki trudny do znalezienia. – Takao rozejrzał się wokół siebie. – Zwykle nie jem cukierków, ale jestem pewny, że muszą tu jakieś być. Och.
Najwyraźniej przez głowy wszystkich przeszła ta sama myśl, ponieważ pół tuzina par oczu powędrowało do kąta Yosen, a dokładniej do pewnego fioletowowłosego olbrzyma, który bez życia żuł grillowaną rybę, nieświadomy nagłego zainteresowania jego osobą.
- Czy mogę zasugerować wam przemyślenie tej opcji? – interweniował cichy głos. Wszystkie głowy obróciły się w kierunku, z której dochodził, czyli w kierunku Kuroko.
- Co masz na myśli? – wtrącił się Koganei.
- Jestem całkiem pewny, że Murasakibara-kun nigdy nie odda choćby jednego cukierka, a co dopiero czterech – wyjaśnił Kuroko.
- Możemy je ukraść – zasugerował Takao.
- Hmph, jeśli pragniecie śmierci, to proszę bardzo – powiedział oschle Midorima.
- Jest aż taki przerażający? – Miyaji ściągnął brwi. – To znaczy jasne, jest wysoki, duży i tak dalej, ale poważnie, ma tak dużo słodyczy, że od samego patrzenia jak je robią mi się dziury w zębach. Na pewno może się trochę podzielić.
- Kiedy byliśmy w gimnazjum, Aomine-kun próbował raz ukraść Murasakibarze-kun kilka chipsów – odezwał się znów Kuroko, zanim zrobił dramatyczną pauzę.
- I? – naciskał Izuki.
- Byliśmy gotowi na zorganizowanie pogrzebu dla Aomine-kun.
- Żartujesz! – wrzasnął Furihata.
- Tak – przytaknął Kuroko. – Tak naprawdę Akashi-kun w porę interweniował, zanim Murasakibara-kun zdążył zmiażdżyć głowę Aomine-kun.
- Shin-chan, czy to prawda? – spytał Takao Midorimę, który skinął głową.
- Nie opisałbym tego w ten sposób, ale mniej więcej tak to wyglądało.
- Straszne… - westchnął Izuki. – Ale możemy przynajmniej spróbować go poprosić? Nie ośmieliłby się użyć tu przemocy, szczególnie z trenerami w pobliżu i w ogóle.
- No, chodźmy go zapytać – przytaknął Takao i wstał, a za nim Izuki i – z lekkim wahaniem – Furihata. Miyaji stwierdził, że jest mu wszystko jedno.
Kiedy mała grupa odeszła, Midorima wyłączył radio – w średnim humorze, ponieważ dzisiaj Raki były ósme w rankingu.
- Być może powinniśmy upierać się, że to nie jest dobry pomysł – powiedział do Kuroko.
- Akashi-kun tam jest, więc nie sądzę, żeby to stanowiło problem. Poza tym oglądanie tego powinno być zabawne – dodał spokojnie niebieskowłosy nastolatek.
- Naprawdę jesteś diabłem – skomentował Miyaji.
- Dziękuję, Miyaji-senpai. – Kuroko skinął głową.
- To nie był komplement!
- Cóż, zobaczmy jak im pójdzie – powiedział Kimura.
Na początku nie było żadnego zaskoczenia. Patrzyli jak trzech Skorpionów prosi Murasakibarę o jednego z jego drogocennych cukierków, co z początku skończyło się tym, że as Yosen spojrzał na nich, jakby zupełnie oszaleli. Kiedy Murasakibara uświadomił sobie, że byli przy zdrowych myślach, zmrużył podejrzliwie oczy, w których zaczęły tańczyć mordercze płomienie.
- Nadchodzi – powiedział Midorima.
Wbrew przewidywaniom Kuroko, to nie Akashi powstrzymał Murasakibarę, tylko Himuro. A Kuroko zauważył w duchu, że zrobił to z zadziwiającą łatwością. Wystarczyło klepnięcie w ramię i uśmiech rzucającego obrońcy Yosen, żeby as się uspokoił.
- Spodziewałem się trochę więcej akcji – powiedział Koganei, wyraźnie rozczarowany. – Chociaż ten koleś Himuro jest całkiem imponujący. Wygląda prawie za dobrze.
- Zawsze taki był – do rozmowy dołączył Kagami, kiedy usłyszał nazwisko Himuro. – W USA zawsze był najlepiej wyglądającym facetem. Chyba nadal jest.
- Musi być cholernie popularny wśród dziewczyn – zaobserwował Kimura.
- No, totalnie – zaśmiał się Kagami. – W USA większość dziewczyn, które przychodziły na nasze mecze, robiła to wyłącznie dla Tatsuyi.
- Nie jesteś zazdrosny?
- Huh? Chodzi ci o dziewczyny? Szczerze mówiąc, nie bardzo. Nigdy naprawdę mnie to nie obchodziło – odpowiedział Kagami, wpychając do ust obfitą porcję ryżu i jajek. – Prawdę mówiąc, byłem bardziej zazdrosny o jego zdolności. Nadal jestem.
- Ale teraz jesteś od niego silniejszy.
- Nie wiem, jestem całkiem pewny, że w pojedynku jeden na jednego byłoby mi cholernie ciężko. – Dłoń Kagamiego odruchowo sięgnęła po pierścień, który wisiał na jego szyi. – Ale właśnie to jest fajne w koszykówce! Prawda, Kuroko? – wyszczerzył się do niższego gracza, który skinął głową z uśmiechem.
- Ach, wracają nasi bohaterowie! – Koganei wskazał na Izukiego, Furihatę i Takao. Ten ostatni westchnął głośno, opadając z powrotem na krzesło.
- Rozumiem, że was wysiłek zakończył się kompletną porażką – powiedział Midorima.
- Nie musisz przedstawiać tego tak szorstko, Shin-chan. Ale tak, jest tak jak mówisz.
- To niesamowite. Ten koleś musi mieć w swojej torbie kilogramy słodyczy, a nie chcę się nawet podzielić z trzema osobami. – Tym razem to Izuki westchnął.
- A myślałem, że tylko Midorima wierzy w te głupie horoskopy – parsknął Miyaji, na co as Shuutoku spiorunował go wzrokiem.
- Cóż, nigdy w to nie wierzyłem, ale spróbowanie mogłoby być zabawne. – Izuki wzruszył ramionami. – Ale człowieku, przez sekundę myślałem, że Murasakibara nas zabije czy coś.
- No, nie wiem jak temu kolesiowi Himuro udało się go tak poskromić – zastanawiał się Takao.
- Może daje mu cukierki? – zasugerował Furihata.
- Możliwe. Tak czy inaczej, powinniśmy się pośpieszyć i skończyć nasze śniadanie. Trening zaczyna się za pół godziny.
Pierwsze ogłoszenie dnia – i to, na które wszyscy czekali z niecierpliwością – dotyczyło tworzenia drużyn i meczów. Pierwszy mecz spotkał się z oczywistym zainteresowaniem zarówno trenerów, jak i zawodników, i już zaczęto robić zakłady.
- Myślę, że to będzie niezły mecz – skomentował Harasawa, kiedy na boisko weszło pierwszych dziesięciu zawodników.
- Jakie są twoje przewidywania co do wyników? – spytała Masako. Trener Touou wyglądał, jakby zastanawiał się przez chwilę, zanim pokręcił głową.
- Kilka miesięcy temu nie kwestionowałbym wygranej Aomine, ale zważywszy na to przeciwko komu teraz gra… Momoi, twoja opinia?
Różowowłosa dziewczyna postukała w swój notes końcem ołówka, analizując w myślach tę całą sytuację.
- Mówiąc indywidualnie, statystyki Kagamiego są nieco niższe niż Dai-chan – powiedziała w końcu. – Ale pokazał nam już, że podczas meczu może stać się dużo silniejszy. W tym momencie, nawet ja nie jestem w stanie niczego przewidzieć.
- Ale z pewnością wymyśliłaś ciekawe kombinacje na pierwszy mecz – zauważyła Riko, patrząc jak Kasamatsu wyjaśnia swoje strategie drużynie, w której skład wchodzili Aomine, Mibuchi, Miyaji i Kiyoshi. Nie trzeba dodawać, że Aomine był dużo bardziej skupiony na tym, jak zmiażdżyć Kagamiego, niż na przemowie Kasamatsu.
Po drugiej stronie boiska Imayoshi ujawniał szczegóły szatańskiego planu zniszczenia drugiej drużyny Kagamiemu, Murasakibarze, Hayamie i Nakamurze.
- No więc, jeden z Pokolenia Cudów i dwóch z Niekoronowanych Królów po jednej stronie i jeden z Pokolenia Cudów, jeden z Niekoronowanych Królów i Kagami po drugiej – policzył Harasawa.
- Seirin z numerem 10 z łatwością mógłby zostać nazwanym jednym z Pokolenia Cudów – zauważył Takeuchi.
- To prawda. Prawdopodobnie byłby nim, gdyby poszedł do Teiko – przytaknęła Momoi. – Byłoby to również bardzo korzystne dla Dai-chan, posiadanie drugiego silnego skrzydłowego, z którym mógłby rywalizować.
- Nie liczą się tytuły zawodników – powiedziała Riko. – Liczy się ich talent. A teraz zobaczmy jak go zademonstrują.
Mecz nie był długi – dwie kwarty zamiast czterech – ale był równie intensywny, co krótki. Aomine i Kagami niezwłocznie weszli w Zone, przystosowując tempo meczu do swojego. Jednak tym razem nie mogli pozwolić sobie na zignorowanie pozostałych graczy, w związku z obecnością Mibuchiego, Murasakibary i Hayamy. Pierwszy kosz należał do Kagamiego, po tym jak udało mu się z sukcesem zablokować wsad Aomine. Obaj silni skrzydłowi piorunowali się wzrokiem, zanim zajęli swoje pozycje, a ich oczy zostawiały za sobą niebieskie i czerwone smugi.
- Minęło dopiero dziesięć sekund meczu, a już czuć cholerną presję – zauważył Wakamatsu, nie odwracając wzroku od boiska.
- Ci dwaj to prawdziwe potwory – mruknął Susa. – Prawie się cieszę, że żaden z nich nie jest w naszej drużynie.
- Nie są jedynymi potworami na boisku – powiedział Ootsubo, patrząc na Murasakibarę, który stał pod koszem.
- Dziwię się, że nie próbował zablokować Aomine – skomentował Takao.
- To dlatego, że wiedział, że Taiga sobie poradzi – odpowiedział Himuro, na co kilku pozostałych graczy uniosło brwi.
- Chcesz powiedzieć, że Murasakibara naprawdę ufa Kagamiemu, mimo że nigdy ze sobą nie grali? – spytał środkowy Shuutoku, ale Himuro pokręcił głową i zaśmiał się cicho, podczas gdy reszta zawodników z Yosen prychnęła na to pytanie.
- On jest po prostu cholernie leniwy – odparli wszyscy naraz, a przy twarzach pozostałych licealistów pojawiły się kropelki.
- To nawet nie jest oficjalny mecz, więc znając Atsushiego, dostarczy minimum wymaganego wysiłku, żeby wygrać.
- I żeby uniknąć kija trenerki – dodał Fukui.
- To raczej… osobliwy sposób na trening – zaobserwował Takao.
- Cóż, biorąc pod uwagę to, przeciwko komu gra, jestem całkiem pewny, że Atsushi wkrótce weźmie grę na poważnie – powiedział Himuro.
- No, grają przeciwko cholernie dobrej drużynie – przytaknął Susa.
- Tak, ale prawdę mówiąc, chodziło mi bardziej o Kiyoshiego, niż o całą drużynę. Atsushi wciąż chowa do niego urazę, szczególnie po Pucharze Zimowym. Nawet teraz, kiedy wspomniałem o Seirin, zaczął miewać mordercze zamiary wobec Kiyoshiego.
- Jest jeszcze bardziej dziecinny, niż myślałem – powiedział Wakamatsu.
- Czy wszyscy tacy nie jesteśmy? – uśmiechnął się Himuro. – Ale przyznaję, że Atsushi jest poziom wyżej.
Takao odwrócił się do Midorimy: - W gimnazjum też taki był?
- Naturalnie. To było dość irytujące. To, i jego nawyk jedzenia, kiedy tylko mógł, nawet w trakcie treningu.
- Biedny Shin-chan, to musiało być dla ciebie ciężkie, gra z takim leniwym kolesiem – drażnił Midorimę Takao, pochylając się w jego stronę i mierzwiąc mu włosy. Zielonowłosy nastolatek podskoczył nieco, ale tylko zacmokał z irytacją, zamiast odtrącić rękę. Takao zauważył z rozbawieniem, że jego policzki były lekko różowe. Naprawdę nie mógł się doczekać, kiedy zostanie sam na sam ze swoim asem, żeby podokuczać mu jeszcze bardziej, a może zrobić też kilka innych rzeczy.
Mecz trwał dalej i zgodnie z przewidywaniami Himuro, nie minęło dużo czasu, zanim Murasakibara przeszedł do ofensywy i natarł na Kiyoshiego.
- Jesteś dzisiaj wyjątkowo porywczy – zauważył z uśmiechem środkowy Seirin, przygotowując się do zablokowania Murasakibary.
- Zmiażdżę cię tu i teraz – zagroził mu drugi chłopak swoim naturalnie leniwym głosem.
- W takim razie zabawmy się trochę! – Kiyoshi uśmiechnął się szeroko.
Kiedy Murasakibara usłyszał ostatnie zdanie, poniosło go i przekozłował piłkę obok Kiyoshiego w błyskawicznym tempie jak na jego imponującą posturę. W pół sekundy znalazł się w powietrzu, gotowy do wsadu. Jednak na swojej drodze nie napotkał tylko Kiyoshiego, lecz również Aomine. To, co się stało później trwało zaledwie kilka sekund i trzeba było mieć wyszkolone oczy, by wyraźne zobaczyć całą akcję.
Piłka została zablokowana przez Aomine, zanim zdążyła wpaść do kosza i złapana przez Pazur Imadła Kiyoshiego, a następnie podana do Kasamatsu. Przynajmniej tak wszyscy myśleli, zanim uświadomili sobie, że Kagami zabrał piłkę kapitanowi Kaijou i już biegł w stronę kosza.
- Jakbym miał ci na to pozwolić! – krzyknął Aomine, biegnąc za Kagamim. Chłopak zrobił zmyłkę raz, potem dwa, a następnie trzy razy, ale to nie wystarczyło, żeby oszukać Aomine, który zabrał mu piłkę i pobiegł w drugą stronę, gdzie czekał już na niego Murasakibara.
- Hayama! Nakamura! – Imayoshi zawołał kolegów z drużyny, którzy szybko ustawili się w defensywie przeciwko Aomine.
- Tch, powinieneś wiedzieć lepiej, kapitanie. – Aomine uśmiechnął się ironicznie, skacząc do tyłu i rzucając piłką w tak beztroski sposób, że było to prawie nielegalne.
Wpadłaby, gdyby nie mur w postaci Murasakibary. Jednak stało się coś niespodziewanego: Miyaji zdołał zakraść się za olbrzyma Yosen i przechwycić piłkę, a następnie podał ją Mibuchiemu, który w końcu zdobył trzy punkty, zasługując tym sam na zwycięski okrzyk drużyny.
- Łał! To było świetne! – zagwizdał Moriyama.
- Właśnie tego się spodziewałem po meczu z tyloma członkami Pokolenia Cudów i Niekoronowanych Królów! To było zajebiste! – ryknął Hayakawa z wyraźnym podekscytowaniem.
- Hah! Dobra robota, Mibuchi! – przytaknął Nebuya z satysfakcją.
- Aominecchi tak fajnie tam wyglądał! I Kagamicchi też, i Murasakibaracchi, ale Aominecchi był najlepszy! – krzyczał Kise z błyszczącymi oczami.
- Brzmisz jak jedna z twoich fanek, Kise. Odrażające – powiedział Moriyama.
- Ale, ale, ale to Aominecchi! Spójrz jak robi zmyłkę! I spójrz jak robi wsad! I spójrz jak—
- Myślę, że wszyscy zrozumieli, Ryouta – odezwał się nagle Akashi i mimo że jego głos był jak zwykle spokojny, Kise zamarł w miejscu.
- Ach… Przepraszam, Akashicchi, trochę mnie poniosło – przeprosił. Akashi przyjął przeprosiny skinięciem głowy.
- Właściwie uważam, że Kagami-kun wygląda lepiej – odezwał się ktoś nagle, przez co wszyscy podskoczyli.
- Kurokocchi! Byłeś tam! – Kise obrócił głowę na lewo, gdzie znajdowali się wszyscy zawodnicy Seirin.
- Byłem tam przez cały czas – odparł prawie mechanicznie zawodnik widmo.
- Co masz na myśli, mówiąc, że Kagamicchi wygląda lepiej? Oczywiście, że Aominecchi jest dużo fajniejszy.
- Kagami-kun pierwszy zdobył punkty, a ostatni rzut Aomine-kun został zablokowany.
- Mimo wszystko bezkształtne rzuty Aominecchiego są dużo bardziej niesamowite!
- Przestaniecie? – warknął oschle Hyuuga. – Obaj wyglądają świetnie, więc skupcie się już na meczu. – Kiedy Kise i Kuroko spojrzeli na niego upiornie, ściągnął brwi: - Co?
- Właśnie powiedziałeś, że uważasz, że Aominecchi i Kagamicchi wyglądają świetnie – powtórzył ozięble Kise.
- Czy przypadkiem nie jesteś nimi zainteresowany, Hyuuga-senpai? – zapytał spokojnie Kuroko, lecz w jego głosie było coś szczególnie przerażającego.
- Powiedziałem to tylko po to, żebyście zamknęli mordy! Naprawdę mnie nie obchodzi jak oni wyglądają – odparował Hyuuga, coraz bardziej poirytowany.
- Poważnie, możecie się po prostu zamknąć i oglądać mecz? – interweniował Fukui. – Możecie się kłócić później, jeśli chcecie.
To, razem z ostrzegawczymi spojrzeniami od trenerów – i przytłaczającą obecnością Akashiego, wystarczyło, żeby zamilkli.
Izuki nachylił się do Kuroko i wyszeptał: - Tego się po tobie nie spodziewałem.
- Czego, Izuki-san?
- Cóż, tak nagle wypaliłeś, że Kagami wygląda lepiej i w ogóle.
- Ja tylko powiedziałem prawdę.
- Mimo wszystko nie spodziewałem się tego po tobie. Myślałem, że masz raczej skłonność do bronienia Aomine, z racji tego, że był twoim pierwszym Światłem i tak dalej.
- Ale Kagami-kun jest moim obecnym Światłem. Liczy się bardziej.
- To brzmiało prawie uroczo.
- Woah, patrzcie! Murasakibara też wszedł w Zone! – Hayakawa wskazał na asa Yosen, którego otaczała ta sama przytłaczająca aura, co Aomine i Kagamiego, a jego oczy świeciły się na fioletowo.
- Cholera, mam nadzieję, że ta trójka nie zniszczy boiska czy coś – powiedział Takao, na którym zrobiło to wrażenie. – Prawie się cieszę, że w tej chwili nie gram.
- To już jest coś, kiedy Kagami i Aomine są w Zone w tym samym czasie, ale teraz, kiedy doszedł do nich Murasakibara, to będzie genialne widowisko – skomentował Koganei, nie mogąc ukryć swojego oczywistego podekscytowania meczem.
- Ale trochę żal mi innych. Sami czują się prawie jak widzowie – zauważył Fukui, a kilka osób mu przytaknęło.
- Cóż, tego się można było spodziewać w takim doborze drużyn – powiedział Takao. – Ale nie lekceważyłbym Niekoronowanych Królów. Szczególnie Żelaznego Serca – dodał, odwracając się do zawodników Seirin.
- Nie nazywaj go tak, nienawidzi tego – mruknął Hyuuga, patrząc na Kiyoshiego.
- Wygląda na to, że jak zawsze dobrze się bawi – zauważył Susa. – Nie wiem jak może to robić z tymi potworami wokół siebie.
- Widzieliśmy gorsze – odparł tylko Hyuuga, przypominając sobie nagle bolesną potyczkę z Teiko.
- Prawdę mówiąc, Mibuchi i Hayama też wyglądają, jakby się dobrze bawili – powiedział Moriyama. – Ooch, świetne podanie, kapitanie! – krzyknął, kiedy Kasamatsu podał do Aomine, który chwilę później zdobył punkt.
- Tak! To dla ciebie, Aominecchi! – wrzasnął Kise. – Aominecchiiiii! Dobra robota! – pomachał do asa Touou, który raczył spojrzeć na niego prze sekundę, zanim z powrotem skupił się na meczu. Kise przybrał niesamowicie smutny wyraz twarzy i wyglądał, jakby miał się popłakać.
- Masz szczęście, że kapitan gra w meczu, bo inaczej uderzyłby cię za takie wrzaski – powiedział Moriyama.
- Jednak to dość imponujące. Aomine udało się zdobyć punkty, mimo że miał przeciwko sobie Murasakibarę i Kagamiego – zaobserwował Liu.
- Czy mi się wydaje czy ci dwaj się kłócą? – Izuki uniósł brew.
Na boisku, Kagami i Murasakibara faktycznie się o coś sprzeczali, najprawdopodobniej było to związane z ostatnią porażką w zablokowaniu Aomine. Zamiast ich powstrzymać, Imayoshi i Hayama uznali tę scenę za wyjątkowo zabawną, podczas gdy Nakamura tylko westchnął, kręcąc głową. Nawet Masako – która była sędzią w tym meczu – wyglądała na dość ostrożną, kiedy próbowała ich uspokoić. W końcu nigdy nie wiadomo co może zrobić dwóch chłopaków, którzy weszli w Zone i są niemalże dwa razy wyżsi od ciebie.
- Stanąłeś mi na drodze – powiedział groźnie Murasakibara.
- Nie, to ty stanąłeś mi na drodze – odciął się Kagami. – Do mnie należy powstrzymywanie Aomine.
- Do mnie należy obrona kosza.
- Zrobił wsad zaraz przed twoim nosem!
- Dlatego, że stałeś mi na drodze!
- Nie stałem!
- Stałeś!
Rzucali sobie pełne wściekłości spojrzenia i było to o wiele bardziej przerażające niż zwykle, ponieważ nadal byli w Zone. Presja na boisku zwiększyła się dziesięciokrotnie i niektórzy mogliby przysiąc, że ziemia się zatrzęsła, kiedy dwóch asów rzucało sobie wyzwania.
Siedzący na ławce Himuro patrzył na tę scenę z widocznym rozbawieniem – i był prawdopodobnie jedynym, który to robił. Okamura ściągnął brwi.
- Nawet trenerka nie do końca sobie z nimi radzi.
- Nie obwiniam jej – uśmiechnął się Himuro.
- Może byłoby miło poprosić Akashiego, żeby coś zrobił? – szepnął Fukui do Nebuyi, ale ten tylko wzruszył ramionami.
- On nie jest niańką.
- Co zrobiłeś, że Murasakibara się ciebie słucha? – zapytał Izuki Himuro.
- Często mnie o to pytają i szczerze mówiąc, naprawdę nie wiem. Może to mój wrodzony urok? – zażartował Himuro.
- Więc może mógłbyś spróbować go teraz użyć, zanim ci dwaj się pozabijają – zadrwił Okamura, nie spodziewając się, że Himuro naprawdę weźmie to na poważnie.
- Przypuszczam że mógłbym spróbować. – Wstał. – Taiga! Atsushi! – zawołał. – Powodzenia we współpracy! – powiedział z promiennym uśmiechem.
Kagami i Murasakibara obrócili głowy na dźwięk swoich imion i jak za sprawą magicznego zaklęcia, wstrzymali kłótnię – aczkolwiek niechętnie.
- Zrobię dla ciebie wyjątek, ale tylko dlatego, że Tatsuya tego chce – mruknął Kagami. – Ale lepiej nie wchodź mi znowu w drogę.
- Zmiażdżyłbym ci głowę, gdyby nie Muro-chin – odciął się Murasakibara.
Siedzący na widowni licealiści patrzyli z niedowierzaniem na Himuro, który chyba nie zdawał sobie sprawy z tego, że właśnie dokonał cudu, którym było poskromienie dwóch potworów samym – chociaż olśniewającym – uśmiechem.
- O co do cholery chodziło z tym pokrzepiającym uśmiechem? – skrzywił się Hyuuga.
- No, był zdecydowanie zbyt pokrzepiający – zgodził się Fukui.
- Z takim uśmiechem mógłby mieć u stóp zarówno kobiety, jak i facetów – zażartował Takao.
- Myślę, że masz tu jakąś konkurencję, Kise. – Moriyama ze współczuciem poklepał po ramieniu swojego kolegę z drużyny. Chłopak wydął wargi.
- Co chcesz przez to powiedzieć? Ja też mogę być bardzo pokrzepiający!
- Więc tak załatwiasz sprawy, huh? – powiedział Izuki do Himuro z nutką podziwu w głosie. Rzucający obrońca Yosen wyglądał na coraz bardziej zmieszanego.
- C-Cóż, Taiga i Atsushi nie są tacy trudni w obsłudze. Słuchają się, jeśli się ich ładnie o to poprosi – bronił się, rumieniąc się lekko.
- Jak niby mieliśmy ładnie poprosić Murasakibarę, żeby dał nam rano cukierka? – zadrwił Takao.
- Albo jak niby mamy ładnie poprosić Kagamiego, żeby dogadał się z naszym psem? – dodał Izuki.
- To co innego. Taiga nie znosi psów, a Atsushi bardzo broni swoich przekąsek – wyjaśnił Himuro. – Ale o wszystko inne możecie ich prosić, a oni to zrobią.
- Brzmisz jakbyś był z nimi bardzo blisko, nazywając ich po imieniu i tak dalej – zauważył Susa, na co Himuro zachichotał.
- Tak przypuszczam. Ach, mecz toczy się dalej – szybko zmienił temat na to, co działo się na boisku.
Mimo że był to jedynie trening, atmosfera na boisku i na ławkach była taka sama jak na oficjalnych finałach NBA. Gdy tylko któraś z drużyn zdobywała punkt, druga drużyna nadrabiała zaległości. Między akcjami prawie nie było przerw i wszystkich dziwił fakt, że zawodnicy nadal byli w stanie utrzymać się na pozycji. Za każdym razem, kiedy Kagami robi wsad, Aomine rewanżował mu się sekundę później. Za każdym razem, kiedy Kiyoshi obronił kosz, Murasakibara upewniał się, że następnym razem wrzuci piłkę do kosza. Ostatecznie wygrała drużyna Imayoshiego, zdobywając punkt w ostatniej sekundzie meczu.
- To był piekielnie dobry mecz! – Riko klasnęła w dłonie.
- I udało mi się zebrać trochę znakomitych danych – przytaknęła Momoi. – Aaach, ale Dai-chan nie wygląda na szczęśliwego – zachichotała.
Faktycznie, chłopak miał obrażoną minę, kiedy szarpnął za ręcznik, który zaoferował mu Kise, przysięgając, że później wpierdoli Kagamiemu.
- Grałeś świetnie, Aominecchi! – próbował rozweselić go Kise. – Proszę, napij się wody!
- No kurwa zajebiście – warknął silny skrzydłowy Touou, kiedy chwycił butelkę wody bez słowa podziękowania i wypił ją do dna. Ocierając usta, spojrzał na butelkę ze ściągniętymi brwiami: - Hej, to nie moja butelka.
Kise pokręcił głową z szerokim uśmiechem. – Jest moja!
- Dlaczego kurwa dałeś mi swoją?
To pytanie sprawiło, że Kise oblał się rumieńcem i odwrócił wzrok, jak onieśmielona dziewczyna. – C-Cóż, no wiesz! – wyjąkał, maskując swoje zakłopotanie uśmiechem. Aomine uniósł brew.
- Nie, nie wiem – warknął zirytowany.
- Myślę, że to jest to, co nazywają „pośrednim pocałunkiem" – Kuroko nagle pojawił się znikąd. Naturalnie dwóch pozostałych graczy podskoczyło, ale byli zbyt przyzwyczajeni do tego typu sytuacji, by cokolwiek na ten temat powiedzieć. Zamiast tego, twarz Kise przybrała głęboki odcień czerwieni, a Aomine patrzył się to na niego, to na Kuroko z tępym wyrazem twarzy. Następnie zacmokał:
- Tch, jesteś głupi? – mruknął, pstrykając Kise w czoło. – Dlaczego kurwa chciałeś dostać pośredni pocałunek, jeśli możesz dostać bezpośredni?
- Aominecchi!
- Jesteś naprawdę bezwstydny, Aomine-kun. Ale proszę, powstrzymaj się przed zrobieniem tu czegoś nieprzyzwoitego – powiedział Kuroko, a na czole Aomine wyskoczyła żyła.
- Tetsu, zamknij się albo naprawdę cię uderzę.
- Proszę, nie bij mnie. Muszę być w formie na popołudniowej grze. A teraz wybaczcie, ale wydaje mi się, że biorę udział w następnym meczu.
- Nieważne. – Aomine przewrócił oczami ze złością, a Kise zachichotał cicho.
Kawałek dalej Himuro klepał Murasakibarę po głowie.
- Gratuluję zwycięstwa, Atsushi – powiedział.
- To nic takiego – odparł olbrzym bez emocji, a przynajmniej chciał, żeby to tak zabrzmiało, ale Himuro wiedział lepiej.
- Cieszę się, że współpracowałeś z Taigą.
Murasakibara skrzywił się na dźwięk tego imienia. – Nie współpracuję z nim. Zrobiłem to tylko dlatego, że mnie o to prosiłeś.
- Mimo wszystko, dobra robota. I zemściłeś się na Kiyoshim, prawda?
- Hmm – przytaknął środkowy Yosen, zanim zacisnął pięści. – Ale wciąż wygląda na śmiesznie szczęśliwego, mimo że właśnie przegrał. To mnie wkurza.
- Nie przejmuj się tym, Atsushi – zaśmiał się Himuro. – Chodź, usiądźmy z innymi.
- Ach, Muro-chin, zaczekaj.
- O co chodzi?
Murasakibara poszperał w swojej torbie i wyciągnął z niej małego cukierka. I ku wielkiemu zdziwieniu Himuro, podał mu go. To wydawało się takie nierealne, że Himuro z początku nie zareagował, dopóki kolega z drużyny nie wcisnął mu go w rękę.
- Dla ciebie – powiedział niepotrzebnie.
Himuro natychmiast położył dłoń na czole Murasakibary, panikując przez sekundę. – Atsushi, dobrze się czujesz? Dostałeś udaru?
- Nie. Dlaczego?
- No cóż, dlatego, że właśnie dałeś mi cukierka, a ja nawet o niego nie prosiłem.
Ale fioletowowłosy nastolatek tylko wzruszył ramionami i odszedł w stronę ławek, na których siedziała reszta drużyny. Himuro spojrzał na cukierka w swojej dłoni.
Był brzoskwiniowy.
W momencie, gdy zaczęła się gra w chowanego, na niebie pojawiło się kilka jasnoszarych chmur, ale nie było żadnych oznak deszczu i dzięki temu gorący dzień trochę się ochłodził.
- Kuroko, poważnie, powiedz mi, gdzie się dzisiaj schowasz – powiedział Kagami.
- To byłoby oszustwo, Kagami-kun – odparł uprzejmie Kuroko. – Chociaż przyznaję, że byłbym wdzięczny, gdybyś mnie znalazł.
- Dlaczego on? – nadąsał się Koganei. – W przeciwieństwie do nas, Kagami naprawdę lubi biegać. Prawda, Mitobe? – zapytał swojego sąsiada, który skinął głową.
Kuroko pokręcił głową. – Tu nie chodzi o bieganie. Chodziło mi o to, że nie miałbym nic przeciwko spędzeniu nocy z Kagamim-kun.
Koganei zakrztusił się, słysząc te słowa, podczas gdy Mitobe wyglądał na średnio zaskoczonego, a Kagami… cóż, Kagami cofnął się w szoku, a jego twarz zrobiła się czerwona jak pomidor.
- N-Nie mów tego w ten sposób, idioto! – udało mu się wyjąkać. – To brzmiało dziwnie, to brzmiało totalnie dziwnie!
- Ale to prawda – odparł beznamiętnie Kuroko, co nie pomogło Kagamiemu w odzyskaniu spokoju.
- Jezu, przygotujcie się do gry! – powiedział ostro silny skrzydłowy Seirin, piorunując wzrokiem pozostałych członków drużyny, którzy z trudem powstrzymywali śmiech. – Zamknijcie mordy! Przecież wiecie, że Kuroko jest dziwakiem! – warknął na nich.
- A więc ten „dziwak" będzie się już zbierał – powiedział Kuroko, a z jego neutralnego tonu trudno było wywnioskować czy był obrażony, czy też nie.
- Ach, dobra robota, Kagami. Teraz go wkurzyłeś.
- Huh? Nie, czekaj! Nie to miałem na myśli! – zawołał za swoim Cieniem Kagami, ale chłopak już poszedł do Riko, która miała dać mu sygnał, żeby się schował. Kagami podrapał się po głowie z westchnięciem: - Chyba będę musiał przeprosić później.
- Mam nadzieję, że nie będzie padać. – Izuki podniósł głowę, patrząc na pochmurne niebo. – Myślałem, że w prognozie pogody powiedzieli, że przez cały tydzień ma być słonecznie.
- Nie powiem nie odrobinie chłodu – powiedział wesoło Kiyoshi. – Szczególnie po porannym meczu.
- Murasakibara naprawdę cię dorwał, huh? – Izuki poklepał go po ramieniu.
- Myślę, że bez was w pobliżu, nie jestem w stanie go pokonać – zaśmiał się Kiyoshi.
- Ach! Gra się zaczęła! – przerwał im Koganei. Po usłyszeniu gwizdka wszyscy zawodnicy patrzyli z uwagą jak niebieskowłosa postać znika w lesie.
- Zobaczmy, kto go dzisiaj znajdzie – powiedziała Riko.
- Dziwię się, że Akashi jeszcze go nie znalazł – skomentował Takeuchi. – Myślałem, że skoro to był jego pomysł, miał opracowany jakiś plan. Co o tym sądzisz, Shirogane?
Trener Rakuzanu pokręcił głową. – To, co chodzi mu po głowie jest poza moim zasięgiem. Nie jestem nawet pewny czy w tym stanie rzeczy ma jakikolwiek plan, co jest… najbardziej zaskakujące.
Minęły trzy minuty i Riko dała sygnał licealistom, żeby zaczęli poszukiwania.
- Wyglądają na bardziej zaangażowanych niż poprzednio – zauważyła Masako.
- Dzisiaj nie jest tak gorąco, więc może dlatego. Albo po prostu nie chcą biegać dwudziestu kilometrów – odpowiedziała Momoi, zanim głośno westchnęła. – Szkoda, że nie mogę wziąć w tym udziału i znaleźć mojego Tet-chan jako pierwsza. To takie niesprawiedliwe.
- Przestań codziennie narzekać, Momoi – skarcił ją Harasawa, a dziewczyna znowu westchnęła.
W tym samym czasie, w lesie trwały aktywne jak nigdy poszukiwania. To tyczyło się wszystkich, poza kilkoma osobami. Aomine ziewnął, chowając ręce do kieszeni i wcale nie wyglądał, jakby mu się śpieszyło.
- Nie zamierzasz spróbować znaleźć dzisiaj Kuroko? – zapytał Kise, wieszając się na ramieniu Aomine.
- Jestem zbyt leniwy. – Chłopak wzruszył ramionami. – Ale nikt nie zabrania ci go szukać.
- Zbyt leniwy? Będziesz musiał przebiec dziś dwadzieścia kilometrów, jeśli go nie znajdziesz, wiesz o tym.
- Pominę połowę drogi czy coś.
- Nie możesz tego zrobić!
- Dlaczego, doniesiesz na mnie?
- Nie, ale to mimo wszystko oszustwo!
- Nie obchodzi mnie to, nie jestem fanatykiem biegania jak Kagami. A przy okazji, puść mnie, jest za gorąco.
- Eeh? Ale dzisiaj jest chłodniej – odparł Kise, ściskając ramię Aomine jeszcze mocniej. – Poza tym, teraz, kiedy się już spotykamy, będziesz musiał się do tego przyzwyczaić.
- Tch, nawet przed tym byłeś cholernie przylepny. To irytujące.
Z posępną miną as Kaijou niechętnie puścił ramię Aomine. Pochylił głowę i z niezadowoleniem zmarszczył czoło. Aomine zauważył to i przewrócił oczami. Złapał blondyna za podbródek i objął jego usta swoimi. Kiedy się odsunął, policzki Kise były znacznie gorętsze, a chłopak nie patrzył mu w oczy.
- C-Co ci się nagle stało? – wyjąkał.
- Hah? Musze mieć jakiś powód?
- Cóż, n-nie, ale…
- Powiedz, Kise. Co chcesz teraz robić? – spytał Aomine z oczywistą obojętnością wobec stanu blondyna.
- C-Co masz na myśli? - Kise zarumienił się jeszcze bardziej.
- Pytam cię co chcesz teraz robić. Powiedziałem, że nie szukam Tetsu, bo to zbyt męczące. Ale to nie oznacza, że musisz ze mną zostać.
- Eeh? Oczywiście, że z tobą zostaję! To znaczy, jasne, chcę złapać Kurokocchiego, a-ale wolę zostać z tobą. – Ostatnia część zdania była niewyraźnym mamrotaniem.
- Hm? Co to było? – Na twarzy Aomine pojawił się uśmieszek. Dokuczanie Kise zawsze było jednym z jego ulubionych zajęć. – Nie do końca zrozumiałem ostatnią część.
- P-Powiedziałem, że wolę zostać z tobą, ty głupi Aominecchi! – powtórzył zarumieniony Kise.
- Kogo nazywasz „głupim", idioto! – warknął Aomine, zanim zacmokał. Szybkie spojrzenie na chłopaka uświadomiło mu, że znowu trochę się dąsał. – Tak czy siak, jeśli nie szukamy Tetsu, równie dobrze możemy znaleźć coś do roboty dla zabicia czasu.
- A co proponujesz? – zapytał marudnie Kise.
- Hmm, nie mam pojęcia – odparł silny skrzydłowy tonem, który sugerował, że w rzeczywistości było dokładnie na odwrót.
Drapieżny uśmiech, którym obdarzył Kise, kiedy nagle przyszpilił go do drzewa i przebiegł językiem po jego wargach był na to wystarczającym dowodem.
Misdirection Kuroko działało bardzo dobrze. Jednak chłopak poczuł się lekko rozczarowany, kiedy cała drużyna Seirin minęła go bez dostrzeżenia jego osoby. Być może naturalnie zlewał się z olbrzymią skałą, na której siedział? Patrzył jak plecy Kagamiego coraz bardziej się od niego oddalają i westchnął w duchu. No naprawdę, jego Światło było takie niesłowne. Był taki bezużyteczny poza meczami? Kuroko znowu westchnął.
- Bakagami-kun – wymamrotał, bardziej jako fakt, niż zarzut.
- Wiem jak się czujesz, Kuroko. Mój młodszy brat potrafi być czasem taki niesforny – usłyszał za sobą współczujący głos.
Odwracając się, Kuroko zobaczył uśmiechającego się do niego Himuro.
- Wygląda na to, że mamy zwycięzcę.
