Derek całował jak marzenie. Miał odrobinę za szorstkie usta, ale Stilesowi to nie przeszkadzało, dopóki cały czas znajdowały się na nim. Stilinski nie był do końca pewny czy jutro nie znajdzie na szyi ciemnych czerwonych śladów, nie mógł się jednak zmusić do tego, żeby zwrócić na to uwagę mężczyźnie, który właśnie w tej chwili obrócił ich tak, że Stiles był wciskany w wygodną kanapę większym ciałem.
Tak to kategorycznie było to.
Derek był ciężki, czuł to podobnie jak napięte mięśnie, którymi mężczyzna starał się podtrzymywać chociaż trochę swoją wagę. Nie przeszkadzało mu to ani trochę, naprawdę, gdyby jeszcze tylko mógł oddychać.
- Chwila – mruknął. – Potrzebuję powietrza. – Jego głos był zachrypnięty i cholernie niski.
Myślał, że Derek się podniesie odrobinę wyżej, ale on zamiast tego, zsunął się w dół po jego ciele i uniósł skrawek jego koszulki. Stiles wiedział, że po prostu w tej pozycji musiał widzieć jego ewidentną erekcję i to jak jego penis drgnął na ten widok.
Derek oparł się podbródkiem na jego biodrze i dmuchnął we włoski na jego brzuchu.
- Łaskoczesz – mruknął Stiles.
- To może mnie pogryziesz? – spytał Derek uśmiechając się tym swoim krzywym uśmieszkiem, który Stiles zdążył już nazwać zadziornym i uwodzicielskim.
Mężczyzna zawahał się unosząc jego koszulkę wyżej, więc Stiles nakrył jego dłoń swoją i poprowadził ją pewnie. Po chwili czuł na brzuchu pierwsze delikatne pocałunki i liźnięcia. Derek ponownie nakrył jego ciało swoim i Stiles nie wiedział co jest lepsze; te ogromne dłonie na żebrach, czy szorstkie pocałunki na obojczyku.
Wsunął ręce między nich i zabrał się za odpinanie guzików koszuli Dereka, ale szło mu opornie. Nie widział dokładnie dziurek i palce drżały mu, gdy mężczyzna dociskał swoje biodra do jego. Jeśli mieli się dalej tak pocierać, a wszystko do tego dążyło, to zanim dojdzie zażenowany w swoich spodniach, chciałby chociaż zobaczyć Dereka bez koszuli.
Właśnie dobierał się do ostatniego guzika z westchnieniem ulgi, gdy coś w kieszeni mężczyzny zawibrowało. Derek zaklął i podniósł się na łokciach, jedną ręką sięgając do spodni. Miał cholernie spiętą twarz, z wyjątkowo seksownymi rumieńcami, gdy szarpał się próbując wsunąć sporą dłoń do kieszeni.
Stiles znał ten ból – sięganie po telefon, gdy miało się pełną erekcję było przynajmniej kłopotliwe.
- Czekaj – szepnął Stiliński i wsunął dwa palce do jego kieszeni, bez trudu odnajdując komórkę. Oddech Dereka stał się jeszcze cięższy o ile to możliwe i mężczyzna sapnął zaskoczony, gdy Stiles podał mu telefon. – Chyba, że wolałeś zdjąć spodnie – zapytał zadowolony, że udało mu się zaskoczyć Hale'a.
Derek cmoknął go w usta i odebrał, sprawdzając kto dzwoni.
- Isaac? Czy to nie może poczekać? – spytał. Miał równie zachrypnięty głos, co Stiles, który właśnie korzystając z okazji odpinał ostatni guzik jego koszuli.
Mężczyzna po drugiej stronie wyrzucił z siebie niezrozumiały potok słów i Derek zmarszczył brwi.
- Jestem zajęty – odparł, patrząc w dół na Stilesa. – Bardzo zajęty.
Przez chwilę milczał wysłuchując odpowiedzi. W końcu westchnął i zakrył słuchawkę dłonią.
- Masz ochotę poznać moich znajomych?
Stiles odrobinę zesztywniał.
- Teraz? – spytał zaskoczony.
Derek wzruszył ramionami.
- Pewnie nie grasz w pokera? – zawahał się, patrząc mu prosto w oczy.
Stiles niemal natychmiast się ożywił.
- Takiego prawdziwego pokera? Przy okrągłym stole pokrytym suknem? Nigdy nie grałem w takiego pokera, ale mogę spróbować – pokiwał szybko głową, próbując wstać.
Derek przytrzymał go jednak na kanapie i uśmiechnął się z niedowierzaniem.
- Isaac – powiedział do słuchawki. – Zepsułeś mi randkę. Będziemy u ciebie za dwadzieścia minut – dodał po czym położył komórkę na stoliku i ponownie pokiwał głową jakby niedowierzał temu co widzi. – Wolisz wyjść na pokera niż zostać tutaj? – spytał rozbawiony.
Stiles poczuł jak ciepło napływa mu na policzki, gdy zdał sobie sprawę jak Derek odebrał całą sytuację. Pokiwał więc przecząco głową.
- Chodzi o to, że zawsze możemy tu wrócić. A po raz pierwszy mam okazję zagrać w pokera przy stole i w ogóle – zająknął się zażenowany.
Derek zsunął się z niego w końcu z wciąż poruszającymi się kącikami ust, jakby nie wiedział czy się zaśmiać czy pytać dalej. Zaczął zapinać swoją koszulę, która prawdę powiedziawszy była okropnie zmięta. Podobnie jak podwinięty t-shirt Stilesa, ale nie zamierzał się tym teraz przejmować. Na siłę próbował wyobrazić sobie Scotta uprawiającego seks, ponieważ nie było bardziej obrzydliwego obrazu, który mógłby pozbawić go uciążliwej w tej chwili erekcji. Derek najwyraźniej też miał ten sam problem, bo z wahaniem wcisnął do kieszeni telefon.
Kilka minut później wychodzili schodami do góry i Hale zapukał do dość przyzwoicie wyglądających drzwi. Otworzył im na oko trzydziestoletni blondyn, który co prawda nie dorównywał Derekowi wzrostem, ale był kilka centymetrów wyższy od Stilesa.
- Hale? – spytał patrząc pytająco na Stilinskiego, który zaczynał z nerwów miąć koszulkę.
Już w korytarzu uderzył go zapach papierosów i alkoholu. W jedynym pokoju, w którym świeciło się światło siedziało zapewne parę osób, bo od czasu do czasu zgromadzeni tam wybuchali śmiechem.
- Stiles – przedstawił się z pewnym wahaniem.
- Isaac – odparł tamten i uścisnął jego dłoń. – No to zapraszam do środka – dodał, wskazując dłonią kierunek. – Napijecie się czegoś?
- Nie dzięki – odpowiedział i poczuł jak Derek obejmuje go lekko, gdy wchodzili do pokoju.
Szybko przedstawił go znajomym, którzy wyglądali na przynajmniej zaskoczonych. Derek najwyraźniej nie mówił im, że z kimś się spotyka, co nie wróżyło dobrze.
- Nie musisz grać, jeśli nie chcesz – szepnął mu do ucha Hale i Stiles parsknął.
- Zwariowałeś? Nie będę stać za twoim krzesłem jak jakaś cholerna maskotka. Mam ścisły umysł, zamierzam was wyblefować i pozbawić wszystkich… krążków – urwał.
Derek prychnął.
- Żetonów, chciałeś powiedzieć – poprawił go.
- Bynajmniej. – Stiles mrugnął go niego, zajmując miejsce po drugiej stronie stołu.
Derek stał przez chwilę niezdecydowany, ale usiadł na jedynym wolnym krześle koło Isaaca. Przez kilka minut trwało zamieszanie z wkupywaniem się, drinkami i rozdawaniem żetonów. Stiles podwinął rękawy koszuli, chociaż początkowo zastanawiał się czy jej nie zdjąć i zostać w t-shircie. Było dość ciepło, chociaż wszystkie okna otwarto na oścież. Ośmiu mężczyzn w pomieszczeniu, papierosy i alkohol robiły swoje.
Derek wyglądał na spiętego i rzucał mu pytające spojrzenia, jakby chciał się co minutę upewnić, że wszystko w porządku.
- Daj chłopakowi spokój – warknął w końcu, siedzący po lewej stronie Isaac. – Gramy turniej, blindy* w górę co osiem minut, bez rebuyów**. Grałeś już kiedyś w pokera? – spytał czysto informacyjnie spoglądając na Stilesa.
- Znam podstawy, wujek mnie uczył, ale generalnie nie miałem z kim za bardzo ćwiczyć – odparł.
Chris Argent kiedyś zlitował się nad nim, gdy Stilinski złamał nogę i podarował mu konto na PKRze***, ale Stiles nie uznał, że dzielenie się tą informacją będzie odpowiednie. Tym bardziej, że w ciągu roku udało mu się wygrać kilka turniejów i jako Agent Chris – bo taki był nick 'wujka' Argenta był znany w sieci. Musiał niestety porzucić hobby, gdy przeprowadził się do Nowego Yorku, ale z przyjemnością ponownie wciągnąłby się do gry. Niestety ani Scott ani Lydia nie przejawiali jego zainteresowania, a Chris mieszkał w Beacon Hills.
- Wujek – parsknął Peter, siedzący po lewej stronie Dereka. – Mam syna w twoim wieku – dodał.
Stiles uśmiechnął się jak najpromienniej potrafił i zaplótł dłonie nad żetonami.
- Znam ten ból – odparł z powagą. – Mam ojca w twoim.
Peter spojrzał na niego z zaskoczeniem i parsknął, a Derek znacząco się rozluźnił.
- Może zaczniemy grać – poprosił Hale szybko.
Isaac rozdał karty, gdy blindy pojawiły się na stole i Stiles podniósł je ostrożnie. Trzy, dwa suited****. Nie było najgorzej, ale to nie był czas na to, żeby blefować w razie kłopotów. Wiedział, że zostanie sprawdzony w pierwszym swoim zagraniu, a nie mógł dać się wyeliminować jako pierwszy.
Kilka osób przed nim spasowało, więc zmarszczył brwi i odrzucił karty. Posypały się pierwsze zakłady. Mężczyźni nie grali wysoko i Derek ewidentnie był jednym z tych lepszych graczy, bo większość czekała na jego ruch. Nie był przyzwyczajony do obserwowania gry innych w tego pułapu. Nigdy dotąd nie widział twarzy graczy i nie interesował się czy jego pozostaje nieruchoma, gdy blefuje.
Rozdanie skończyło się i Peter potasował szybko karty, rozdając je bez wahania. Derek był na małym blindzie i zmrużył lekko oczy, gdy dostrzegł co ma. Intuicja Stilesa podpowiadała mu, że zrzuci je, gdy tylko będzie miał okazję. Sam też nie brał udziału w tej grze. Chciał przyjrzeć się wysokości zakładów i stylowi gry nieznanych mu graczy.
Joshua, który siedział po prawej stronie Stilinskiego poruszył się niespokojnie i sięgnął po drinka.
- Nic nie pijesz? – spytał, ale zanim Stiles zdążył coś odpowiedzieć, dodał. – Głupie pytanie. Derek nie przepada… - urwał, gdy napotkał wzrok Hale'a.
- Poker wymaga skupienia z tego co słyszałem, a alkohol mu nie sprzyja – odparł wymijając, bawiąc się żetonami. Ich nominały wydawały mu się obce i sztuczne. Program komputerowy, dzięki któremu grał w sieci sam liczył zakłady i za pomocą suwaka można było dokładnie ustalić w ciągu sekund wartość raise'a.*****
- W zasadzie masz rację, ale rozluźnia też mięśnie twarzy, więc nie widać jak bardzo ktoś jest spięty – dodał Joshua i upił odrobinę whiskey ze swojej szklanki. Chwilę kontemplował kolor i chyba miał coś dodać, ale Stiles go na wszelki wypadek ubiegł.
- Zanim powiesz, że pijesz whiskey starszą ode mnie – zaczął, patrząc wymownie na szklankę, którą trzymał Joshua. – Powiem, że piłem whiskey starszą od ciebie. Glenfarclas rocznik 1962******. I powiem ci z doświadczenia, że nie ma różnicy. Nie przepadam za jej smakiem, podobne jak za piwem.
Spojrzał na Dereka, który ponownie spoglądał na niego z niedowierzaniem.
- No co? – spytał niewinnie. – Moja mama była barmanką, a tata uwielbia whiskey. Dziadek w prezencie ślubnym dał im kilka butelek. Jedną z nich wypiliśmy ze Scottem, gdy skończyliśmy szesnaście lat i powiem ci jedno – urwał. – Nie ma bardziej obrzydliwego alkoholu niż whiskey. Scott nie może nawet patrzeć na tę barwę. – Skrzywił się z obrzydzeniem.
- Chcesz powiedzieć, że wypiliście… - zaniemówił na chwilę Hale.
- Z gwinta, w lesie nieopodal mojego domu. Tak – odpowiedział. – Błędy młodości – westchnął przewracając teatralnie oczami. – Jedni popełniają ich więcej inni mniej. – Rozłożył ręce bezradnie.
Isaac otwarcie chichotał i Stiles był pewien, że ktoś klepnął go w ramię.
- Masz jaja, dzieciaku – stwierdził szczerze rozbawiony Peter. – I mam nadzieję, że ojciec ci ich nie urwał. Chyba nie ma droższej whiskey niż ta.
Karty poszły w ruch, więc Stiles ostrożnie ocenił jak bardzo się odsłonił. Wypadało wejść w jakieś rozdanie zanim blindy do niego dotrą, bo wtedy byłby w najgorszej pozycji na stole. Chociaż z drugiej strony nie przepadał za grą z dilera, bo i tak każdy oczekiwał ostrych zagrań stamtąd. To była jedna z pokerowych zasad.
Joshua koło niego wiercił się niespokojnie i rozpraszał go. Stiles dopiero po trzech rozdaniach zdał sobie sprawę, że między nim, a Derekiem coś musiało być. I teraz Hale obawiał się, że mężczyzna nie będzie się w stosunku do niego zachowywać fair. Faktycznie jego wcześniejsze komentarze nie były w porządku. Reszta graczy powoli się z nim oswajała, ale nie sądził, żeby jego sąsiad z lewej miał pokojowe zamiary. Wchodził w rozdania, w które Stiles zamierzał zainwestować i przeraiseowywał go, chociaż to Stilinski miał pozycję nad nim.
Stilesowi udało się nie pokazać jak do tej pory kart. Raz Peter sfoldował*******, za drugim razem sam wrzucił rękę********. Pokazywał słabość, chociaż w zasadzie wystarczyło postawić Joshuę na all inie********* i sytuacja potoczyłaby się inaczej, ale wszyscy grali tu bardzo ostrożnie i raczej dla rekreacji, więc nie chciał zaburzać ich tempa. Derek radził sobie nie najgorzej, chociaż wciąż był rozproszony. Kilka razy pula trafiła do niego, ale nie miał na stole najwięcej żetonów. To Peter wiódł w tym prym i na dobrą sprawę w większości przypadków po prostu blefował.
W końcu Stiles dostał wymarzoną parę każdego gracza i zamarł.
- Podbijam do dwustu – powiedział niepewnie. Był na małym blindzie i Joshua spojrzał na niego z litościwym uśmieszkiem.
- Z tej pozycji? – spytał tylko. – Wujek nie wspomniał ci, że to jedna z najgorszych?
Stiles wzruszył ramionami.
- Widziałem decyzje wszystkich przy stole – odparł.
Joshua uśmiechnął się krzywo.
- Re-raise do pięciuset – powiedział z pewnością w głosie.
Stiles obstawiał go na mocną parę ręczną, ale na wszelki wypadek zawahał się, gdy wrzucał swoje żetony do środka uzupełniając pulę. Mieli ich z Joshuą prawie po równo, chociaż wydawało mu się, że mężczyzna jednak ma nad nim przewagę. Nie było to jednak tak ważne jak obecność Petera jako trzeciego. W każdej chwili mógł ich obu zablokować swoją ilością żetonów, a to nie był czas, żeby grać za wszystko.
Derek zdrętwiał po drugiej stronie stołu, ale się nie odezwał. Osoby nie biorące udziału w rozdaniu nie mogły go komentować.
Diler wyłożył flop********** na stół i Stiles zamarł. Dwa króle i as, do jego ręcznej pary asów dawały mu fula***********. Peter zawahał się i Stiles po prostu wiedział, że mężczyzna musi mieć mieszaną rękę, jakąś damę z waletem, a przy tym rozstawieniu, kolejna karta mogła dać mu strita. Z tym, że wciąż był słabszy od Stilesa. Zagadkę stanowił Joshua, ale po tym jak się poruszył, Stiliński wiedział, że to rozstawienie mu leży. Na stole karty sparowały się kolorystycznie i równie dobrze mógł czekać na to, ale coś podpowiadało Stilesowi, że mężczyzna złapał coś naprawdę mocnego. Joshua nigdy dotąd nie wchodził w rozdania z Peterem, gdy nie miał na ręce czegoś konkretnego.
- Co robisz Stiles? – spytał nagle mężczyzna koło niego.
Poruszył się niespokojnie i spojrzał na Joshuę.
- Czekam – odparł.
Jeśli były Dereka miał na tyle rozumu we łbie, nie podbije pokazując Peterowi, że cieszy go flop. I faktycznie puknął tylko w stół i poczekał na decyzję starszego mężczyzny.
Peter wyglądał jakby miał ochotę jeszcze raz spojrzeć na karty, ale rozmyślił się.
- Czekam.
Diler wyłożył turna i Stiles czuł jak zadrgała mu ręka. Poker twarzą w twarz nie należał do najłatwiejszych. Wiedział, że cokolwiek się teraz nie stanie Peter sfolduje. Nie było sensu czekać na ostatnią kartę, gdy pojawił się kolejny as i to było pewne, że ktoś ma przynajmniej fula. Z tym tylko, że to też nie przerażało Stilesa, bo on z kompletem czterech asów bił teraz wszystkich. Czuł krople potu nad czołem i pożałował nagle, że nie chciał niczego do picia. Teraz przydałby się nawet lód.
- Coś nie spodobały ci się karty, co? – spytał z boku Joshua źle interpretując jego zachowanie.
- Czekam – odparł, ignorując go.
Derek poruszył się niespokojnie obok, gdy Joshua upił odrobinę whiskey przedłużając tę chwilę.
- All in – odparł i Peter zaklął pod nosem zrzucając karty. – Mam więcej od ciebie – dodał, patrząc na żetony Stilesa, który starał się jak mógł nie okazywać radości.
- Policz – poprosił, zamykając na chwilę oczy.
- Tysiąc siedemset pięćdziesiąt – odparł Joshua.
Stiles wsunął swoją część do puli, uważając na to, żeby nie poruszyć swoich kart.
- Sprawdzam – powiedział bardzo wyraźnie.
Joshua wykrzywił się w nieprzyjemnym uśmieszku triumfu pokazując króla i damę, i Stiles niemal miał ochotę zaśmiać się w głos, gdy Derek przymknął oczy.
- Miałem tysiąc sześćset – poinformował go. – Możesz wyciągnąć swoje sto pięćdziesiąt – dodał, odsłaniając swoje dwa asy.
Joshua patrzył na niego z niedowierzaniem.
- Chcesz zobaczyć ostatnią kartę? – spytał, chociaż to była formalność. Nie było niczego, co mogłoby pobić jego układ.
Peter podniósł z jego stronę szklankę w cichym toaście, a Isaac zabił brawo. To było pierwsze tak spektakularne rozegranie jak do tej pory i wszyscy się nagle obudzili.
- Więc, Stiles, mówiłeś, że czym się zajmujesz? – spytał Peter po chwili, gdy Stilinski ułożył żetony. Joshua siedział markotnie zaraz obok. To co mu zostało musiał włożyć w kolejnego blinda i zapewne odpadnie w tym rozdaniu.
Derek mrugnął do niego porozumiewawczo i dopiero teraz chłopak zdał sobie sprawę, że teraz to on jest chipleaderem************.
- Studiuję chemię na NYU – odparł. – Raczej nic ciekawego – wzruszył ramionami.
- I tak poznaliście się z Derekiem? – pytał dalej Peter.
- Nie, w barze. Wylegitymował mnie, bo wyglądałem na nieletniego. – Wyszczerzył się złośliwie.
Derek spojrzał na karty, które Stiles rozdał i ponownie podniósł głowę.
- Dalej wyglądasz na nieletniego – odgryzł się. - Chociaż gdybyś powiedział, że grasz w ten sposób nasza pierwsza rozmowa wyglądałaby inaczej – powiedział z westchnieniem.
Stiles podbił z dilera z ręką o średniej mocy i uśmiechnął się do niego lekko.
- Nie pytałeś. Poza tym – urwał, spoglądając na wymięty t-shirt. – To wina koszulki. Przeważnie wyglądam bardzo dorośle. Wiesz w krawacie i marynarce.
Peter parsknął, rozbawiony i odchylił się na krześle.
- Dobra, młody. Zeznawaj – zaczął. – Mogłeś wyprowadzić Joshuę w pole, ale gram w pokera dłużej niż żyjesz i byłem pewien, że czekasz na kolor. Nie ma takiej siły, żebyś mnie nabrał i był nowicjuszem. Zastawiałeś tę pułapkę przynajmniej od czterech rozdań udając słabość, dwa checki************* pod rząd tutaj były mistrzostwem. A ja byłem tylko przypadkową ofiarą.
- Sam w to wszedłeś – odparł Stiles, wzruszając ramionami. - To była duża doza szczęścia. Pierwszy raz siedzę przy prawdziwym stole – dodał, ale nikt nie sięgnął po swoje karty.
Derek spoglądał na niego z zaciekawieniem, więc po prostu ściągnął koszulkę i powiesił ją na krześle dając sobie odrobinę czasu.
- Stiles, ładnie proszę – powiedział Hale. – Zaczynasz się robić naprawdę interesujący.
Stilinski parsknął.
- Nie gram od prawie trzech lat – zawiesił głos, widząc jak Derek uniósł brwi. Musiał policzyć, że Stiles przestał, gdy gdzieś w okolicy osiemnastego roku życia. – Mój wujek miał założone konto na PKRze i pewnego dnia dał mi do niego hasło. To były naprawdę nudne wakacje, ale potem okazało się, że jestem dość dobry – zakończył.
- Jak dobry? – spytał od razu Derek.
Stiles pokręcił nosem.
- Nie rozdaję autografów – odparł pół żartem pół serio.
- Jak dobry? – powtórzył Derek, odrobinę bardziej natarczywie.
- Tak dobry, żeby wiedzieć kiedy się wycofać – powiedział nagle całkiem poważnie i Hale zmarszczył brwi. – I na tyle dobry, żeby wiedzieć, że ta rozmowa nie prowadzi do niczego dobrego. – Popatrzył lekko zdenerwowany w ciemne oczy Dereka, który nagle westchnął i jego spojrzenie zrobiło się odrobinę bardziej miękkie.
Peter sięgnął z powrotem po swoje karty i zamachał mu przed oczami ręką, przerywając ich kontakt wzrokowy.
- Mamy zasadę, że nie gramy z zawodowcami – poinformował go mężczyzna. – Albo chcemy o tym wiedzieć wcześniej.
Stiles roześmiał się głośno.
- Daleko mi do zawodowstwa. Jeszcze pół roku temu nie mógłbym wejść do kasyna – powiedział szczerze rozbawiony. – To po prostu nie jest dobry czas na takie rozmowy. Poza tym, nie mam nad wami żadnej przewagi, bo jak mówiłem nie grałem od trzech lat, a na dodatek tylko w internecie, więc stresujące jest samo przebywanie tutaj. Biorąc pod uwagę, że właśnie mnie przesłuchaliście, jest tylko gorzej – dodał, uśmiechając się nerwowo. – I chyba rozumiem jak się czułeś ostatnio w towarzystwie moich przyjaciół – powiedział do Dereka.
Joshua spojrzał z nadzieją na górkę żetonów, które leżały przed Stilesem, ale nikt nie zaproponował cofnięcia rozdania, nie było ku temu powodu. Po dłuższej chwili pożegnał się ze stołem i wyszedł bez słowa.
Isaac po tym zaproponował krótką przerwę. Musieli wywietrzyć pomieszczenie, bo Peter i siedzący koło niego Mark zadymili pokój. Stiles spojrzał z nadzieją na lodówkę i wyciągnął karton soku, gdy gospodarz sięgał po kolejną butelkę piwa.
Derek znalazł go w kuchni kilka minut później i położył mu głowę na ramieniu, dociskając usta do szyi. Stiles wiedział, że jest spocony i śmierdzi papierosami, ale mężczyźnie to najwyraźniej nie przeszkadzało.
- Nie chciałem na ciebie naskoczyć. Po prostu powinieneś był mi powiedzieć wcześniej. Trochę głupio się czułem, że dałem się wrobić podobnie jak reszta. Wolałbym wiedzieć o tobie więcej – wytłumaczył.
Stiles dopił sok i zrobił niewielki krok do tyłu, żeby oprzeć się o klatkę piersiową mężczyzny. Co prawda naprawdę nie potrzebował więcej ciepła, ale sama myśl, że mógł dotknąć Dereka była przyjemna.
- Nie sypiam z nikim na pierwszej randce – zaczął, czując uśmiech Hale'a na szyi. – Na drugiej nie opowiadam, że grałem z Danielem Negreanu************* przy stole.
- A czego nie mówisz na trzeciej? – spytał Derek, obejmując go w pasie.
- Nie wiem co wypłynie. Wolę poczekać – parsknął.
- Tylko mnie uprzedź, nie przepadam za niespodziankami.
Stiles uśmiechnął się wymuszenie.
- Joshua był wyjątkowo upierdliwy, bo tak ma czy… - zawiesił sugestywnie głos.
Derek podrażnił jego odsłoniętą szyję zarostem i mocniej objął.
- Joshua jest takim Dannym. Czasem sprawdza co u mnie słychać – odparł.
- Tylko sprawdza? – spytał odrobinę drżącym głosem.
Derek najwyraźniej znakomicie się bawił łaskocząc go po skórze w sytuacji, gdy on nie mógł w zasadzie się nawet ruszyć.
- Tylko sprawdza – odparł. – Muszę ci przyznać, że mnie zaskakujesz – wyszeptał. – Pierwszy raz widzę, żeby ktoś przy obcych czuł się pewniej niż przy własnych przyjaciołach. Myślałem, że mi się przewidziało, ale dzisiaj się upewniłem.
Stiles odchylił się lekko do tyłu, żeby dostać do ucha Dereka.
- Moi przyjaciele wiedzą o mnie różne rzeczy. Przeważnie naprawdę dziwne. Tutaj jestem prawie anonimowy. I jeśli chcesz, mogę zrezygnować z gry – zaproponował. – Pokibicować – dodał.
- Jak cholerna maskotka? – spytał rozbawiony Derek, cytując jego wcześniejszą wypowiedź. – Nie. Nie ma mowy. Dali się w to wmanewrować, więc niech cierpią. Poza tym na pewno byś mnie rozpraszał, a teraz będę się musiał postarać, żeby cię przebić.
- No to musisz się [b]naprawdę[/b] postarać, bo nie żartowałem z Danielem. Zdarzało nam się grywać dość często – ostrzegł go lojalnie.
- Próbujesz mnie nastraszyć?
Stiles parsknął.
- Tylko zwracam ci uwagę, że mam ścisły umysł. Poza tym drga ci powieka, gdy oceniasz karty przy pierwszym podejściu – zauważył.
Derek zachichotał w zgięcie jego szyi.
- Jak sczytałeś Petera?
- Nie mogę ci zdradzać moich sztuczek w połowie gry – zaperzył się. – To nieuczciwe w stosunku do pozostałych. Poza tym mógłbyś próbować mnie potem wyblefować. A Peter naprawdę dobrze gra.
Derek przyciągnął go jeszcze bliżej i ugryzł delikatnie w kark.
- Co robisz? – spytał Stiles, po raz kolejny się wyginając.
- Rozpraszam cię – wyszeptał mu. – Peter uczył nas grać. W większości to koledzy z jego pracy. Pracują na posterunku w tej dzielnicy.
- Wszyscy są z policji?
- Nie. Joshua jest radcą prawnym, a Isaac informatykiem, ale obaj są związani z posterunkiem. Chodzimy na jedną siłownię.
- Yhy – mruknął, czując, że Derek powrócił do całowania jego szyi.
Isaac zapukał we framugę w chwilę potem.
- Wracamy do gry.

ooo

* blindy to stały zakład najmniejszy, który muszą uiścić dwie osoby przed dilerem [osobą, która rozdaje karty], jest tak zwany Big Blind [ Duża Ciemna ] i Small Blind [Mała Ciemna], która wynosi połowę BB. Po to, żeby uatrakcyjnić grę oraz w celu eliminacji graczy słabych, blindy są podnoszone.
** po stracie wszystkich żetonów nie można się więcej wkupić.
*** PKR – internetowy portal pokerowy
**** w jednym kolorze
***** przebicie/ re-raise – przebicie przebicia
****** tak, istnieje taka whiskey
******* fold – pas
******** karty posiadane
********* za wszystko
********** w pokerze Texas Holdem rozdaje się do ręki dwie karty, po pierwszym licytowaniu odsłania się trzy i następuje kolejne licytowanie – te trzy karty nazywa się flopem, potem jest turn – jedna karta i river – ostatnia, piąta
*********** trójka i para – np. KKAAA, bądź 22333, QQ444/ strit – układ kart, w którym są one ułożone po kolei od starszeństwa np. AKQJ10 / quads – cztery karty o tej samej wartości np. KKKK2
************ osoba posiadająca na stole najwięcej żetonów
************* check, czyli czekam
************** znany Kanadyjski pokerzysta