Kuune teleportowała się do sali konferencyjnej, gdzie obecnie przebywała całą grupa Gremory i dawny ORC.
- Kuune, co tutaj robisz? - spytała Akeno, gdy zauważyła dziewczynkę - co się stało, dlaczego płaczesz?
- Revan-kun, Revan-kun jest nieprzytomny! Jest cały w siniakach i krwi!
Po wypowiedzeniu tych słów, świat Akeno zamarzł. Jej mały Revan, jej kochany syn został pobity. W jej głowie zrodziło się wiele pytań, jednak teraz niebyło na nie czasu.
- Rias, muszę wracać, wybacz.
Revana obudził ogromny ból umiejscowiony... cóż, na całym ciele. Pamiętał, że został pobity, lecz przypomniał sobie też, że ogarnęła go... wściekłość i żądza zemsty. Czuł też wtedy dziwną siłę. Tylko skąd to się wzięło? Skąd wziąłem tyle siły? I te iskry... co się ze mną stało?
Nagle zobaczył czerwony krąg na podłodze z którego wyłoniły się Kuune i jego matka
- Revaaan! - Krzyknęła dziewczynka, która natychmiast przytuliła się do chłopca i obwiązała go swoimi ogonami. Revan zauważył, że z oczu Kuune lecą łzy - tak się cieszę, że się obudziłeś! Tak się o ciebie martwiłam. Revan powiedz mi, kto ci to zrobił? Niebój się, obiecuję, że nic ci się niestanie już więcej, tylko powiedz kto ci to zrobił!
Akeno tymczasem stała w osłupieniu. Na twarzy jej syna były siniaki, otwarte rany, a nawet coś co wyglądało jak rana po uderzeniu bokkenem. Oni bili go nawet bokkenami? Przecież mogli go... zabić!
- Revan - powiedziała Akeno. Jej grzywka przysłoniła jej oczy. Niechciała , by syn widział jej łzy - powiedz mi kto ci to zrobił...
Reakcja syna jednak ją zaskoczyła. Chłopiec zamknął oczy i odwrócił głowę, jakby niechciał o tym rozmawiać.
- Revan, synku... - powiedziała łagodnie Akeno do chłopca. Powoli uścisnęła jego dłoń, lecz zabolałą ją to, że jej uścisk nie został odwzajemniony - proszę cię, powiedz mamusi, kto ci to zrobił? Słoneczko moje...
Serce chłopca było rozbite. Część niego chciała wypłakać się na ramieniu matki i powiedzieć jej całą prawdę. Natomiast druga część wiedziała, że jest to bezsensowne, ponieważ matka zignoruje to lub stwierdzi, że chłopak kłamię i powie by przeprosił Mii'ę.
Revan wiedział, że ta nienawiść nie pojawiły się znikąd. One rosły w nim przez lata, a teraz były już poza jego kontrolą.
Chłopiec przez chwilę leżał nieruchomo, po czym spojrzał w stronę mamy i powiedział:
- Tak jakbyś mogła z tym coś zrobić - Akeno popatrzyła na syna ze zdziwieniem. Jego słowa były pełne cynizmu i złości - tak jakbyś chciała z tym coś zrobić...
- Revan, o czym ty mówisz? - Akeno popatrzyła na swojego syna, jakby nie rozumiała jego słów - słoneczko, o czym ty-
- Przestań... udawać... - Revan nie dokończył, bo zmęczenie zwyciężyło i chłopak zasnął...
Akeno nie mogła zrozumieć słów syna. O co mu chodziło? Co ja udaję? I czemu było w nim tyle wściekłości? Synku, co oni ci zrobili?
Akeno wiedziała, że jej syn niema najlepszych kontaktów z rówieśnikami, ale nie sądziła, że dojdzie do czegoś takiego. Revan praktycznie nie miał żadnych przyjaciół poza Kuune. Rozumiem, że może mieć problemy przez to, że niema w sobie żadnych mocy i że urodził się człowiekiem, ale nie sądziłam, Że do takiego stopnia...
- Zapłacą za to... - Akeno została wyrwana ze swoich myśli, gdy usłyszała mordercze intencję w głosie Kuune - zapłacą za to, co zrobili mojemu Revanowi...
- Kuune, o czym ty... kto zapłaci? - spytała Akeno dziewczynkę mając nadzieję, że dowie się, kto to zrobił - czy były to bezpańskie diabły?
- Dlaczego...? - Kuune zaczęła głosem, który drżał od gniewu oraz płaczu - dlaczego nie widzisz tego bólu w oczach Revana? Dlaczego udajesz, że wszystko jest w porządku, powiedz mamo!
Akeno jakby poraziło prądem. Wiedziała, że niebyła do końca uczciwa ze swoim synem, jeżeli chodzi o uczucia, jednak nie wiedziała, że on to zauważył. A co jeśli on to wszystko źle zrozumiał? Co jeśli uznał, że ja go nie chcę?
Łzy napełniły fioletowe oczy Akeno. Chcąc uchronić syna przed odrzuceniem, zadała mu dużo bólu. Zaczęła płakać. Akeno nie płakała tak od dawna. Nie mam czasu na łzy. Mój syn jest ranny, muszę go uleczyć...
Uraza, gniew, zazdrość, wściekłość... zabójstwo... to były pierwsze myśli, które towarzyszyły Revanowi po przebudzeniu. A to wszystko przez głupi koszmar, który mu się śnił tej nocy. Ten sen, był taki realistyczny. A te uczucia... jakbym naprawdę miał w sobie te negatywne emocję... To nieco przeraziło Revana. Chłopak nigdy nie zauważył w sobie tych emocji. Albo też... nigdy nie chciałem ich zauważyć...
Obok siebie zauważył śpiącą mamę, która oprócz niego tuliła także Kuune podczas snu. Sposób w jaki tuliła dzieci był typowo matczyny. Jednak chłopca przykuł uwagę fakt, że Kuune i jego mama wcześniej płakały. Nie chcąc ich budzić, odpłynął raz jeszcze w świat snów...
KILKA DNI PÓŹNIEJ
Revan, Kuune i Akeno byli szczęśliwi jak nigdy przedtem. Obecnie szli do jednego z parków nad jeziorem znajdującym się na terytorium Akeno. Zamierzali urządzić sobie piknik. Dzieciaki bylły wniebowzięte otaczającymi ich widokami natury, ogromnych gór i wielkiego błękitnego jeziora.
Kilka godzin później, cała rodzinka zmierzała do domu póki...
- Hej, popatrz Mercer, zobacz kto tu idzie! - Odezwał się głos z cienia. Akeno, wyczuwając złe intencję, natychmiast ukryła dzieci za swoimi plecami.
- Ta, to zdecydowanie ona Delvis. I te jej gówniane dziecku...
Tajemnicza osoba nie dokończyła sentencji, gdyż obok niej przeleciała błyskawica.
- Jeszcze raz choć spróbujesz urazić moje dzieci, ta błyskawica będzie święta i uderzy cię w twój łeb!
- Ooo... Ale dlaczego bronisz tej pomyłki? Masz tą dziewczynkę więc wyrzuć tą zepsutą rzecz...
Akeno była wściekła. Zamierzała zaatakować, jednak jeden z przeciwników szybko teleportował się blisko chłopca i uderzył go w brzuch. Natomiast drugi nałożył potężną barierę wokół Kuune i Akeno, by te nie mogły pomóc chłopcu. Tymczasem pierwszy z napastników nadal uderzał chłopca...
- Żałosny gówniarz. Nie pasujesz tu, do zaświatów. Nie rozumiem jak Sierzech może tolerować takie gówno jak ty...
- Dokładnie - skomentował drugi - już ledwie byłem w stanie znieść tego skurwysyna Sairaorga, ale to to już przesada!
- Cóż, skoro i tak chłopczyku zaraz zginiesz, pozwól, że się przedstawimy - powiedział pierwszy oprawca, wiąż uderzając przy tym chłopca - Ja jestem Mercer, a to mój brat Delvin. Jesteśmy z rodu Bael. I widzisz, nie lubimy takich słabiaków jak ty...
- Tak... Naprawdę współczuję kapłance świętych gromów, że urodził jej się taki wybryk natury...
- Żałosny bękart - mówili oboje, gdy wymieniali ciosy.
Tymczasem Akeno i Kuune uderzały czym mogły by pomóc Revanowi. Najgorsze było to, że bariera przepuszczała dźwięki tylko z zewnątrz. Dziewczyny były całe zapłakane. Akeno upadła na ziemię wrzeszcząc ze złości i niemocy.
- Przestańcie, błagam... Zostawcie mojego syna... proszę... zrobię wszystko, tylko zostawcie przestańcie...
Tymczasem Kuune była na skraju załamania. Revan-kun jest ranny... Revan zginie... bez niego... życie bez Revana jest bezsensowne... Ja... muszę być obok niego... Ja... Revan... Revan... Mój Revan...
- REVAN! - Krzyknęła Kuune, gdy wypuściła z rąk dwie ogromne kule lisiego ognia. Jednak i to było bezużyteczne z barierą postawioną przez doświadczonego diabła klasy wyższej.
- To twój koniec POMYŁKO! - Krzyknęli bracia Bael.
Ból... uraza... ja... jestem niczym... - takie były myśli Revana, gdy otrzymywał ciosy. Po kilku uderzeniach przestał czuć ból. Jego świadomość powoli przestawała funkcjonować. Ale właśnie przez to, Revan zauważył, że zaczynają się wokół niego gromadzić mroczne i negatywne emocje. Emocje, które albo negował, albo Kuune go od nich ratowała. Gniew, wściekłość, uraza. Narastająca chcęć zabójstwa. Ja... Ja chcę... Ja chcę ich zniszczyć... Tak... jak... oni... zniszczyli mnie... Dlaczego... ja nie chcę być słaby... ja chcę być silny...
Tymczasem bracia Bael wciąż uderzali chłopca, nawet zaczynając używać do tego magicznych mocy.
- Dawaj Mercer, wykończ go! Użyj mocy destrukcji!
Mercer wymierzał już cios, a Delvin przytrzymywał chłopca, by ten nie upadł. Jednak gdy cios Mercera miał już trafić, stało się coś, czego nikt się nie spodziewał.
Chłopiec, któy jeszcze chwilę temu był ledwie żywy, złapał cios i powoli wstawał. Z jego oczu i pięści sypały się iskry. Jednak to właśnie w oczach Revana była największa zmiana. Oczy, które jeszcze chwilę temu były puste i gotowe na śmierć, teraz były pełne determinacji i siły i wściekłości. Dziewczyny patrzyły na chłopca w osłupieniu - podobnie jak napastnicy.
Revan tymczasem wstał w pełni i patrzył w ziemię. Cały się w środku gotował i chciał się powstrzymać, jednak wiedział, że tym razem, coś w nim wybuchnie.
- Nie zamierzam... - zaczął cicho chłopiec - NIE ZAMIERZAM DŁUŻEJ NA TO PATRZEĆ!
W tej chwili wokół ciała chłopca pojawiła się niezwykle gęsta aura, złożona z niebieskich błyskawic. Ziemia wokół Revana zaczęła pękać i unosić się w powietrzu, a atmosfera pachniała ozonem. Miało się wrażenie, że wraz z krzykiem chłopca zaczęły krzyczeć wszystkie błyskawice wokół niego. Moc chłopca przerosła wszystkich oczekiwania, gdyż była na poziomie diabła klasy ostatecznej - słabego, ale jednak.
- Co to za moc? Przecież zgodnie z da-GAAACH - krzyknął napastnik, gdy Revan pojawił się przed nim w ułamku sekundy i uderzył go w brzuch. Uderzenie było tak silne, iż Mercer zwymiotował krwią.
Tymczasem Delvin przestał skupiać się na barierze i zaczął rzucać magiczne pociski w kierunku Revana. Ten jednak szedł w jego kierunku niewzruszony i odbijał pociski tak, jakby odganiał muchy.
- Nabrałeś pewności siebie, bo jesteś w stanie odbić moje pociski z taką łatwośćią? To co powiesz na to? - krzyknął Delvin, gdy przy jego ręce pojawił się ogromny magiczny krąg z którego wyłoniła się mała czarno-czerwona kulka.
- W tej kuli zmieściłem całą swoją magiczną moc. Wystarczy, że cię trafię i będzię po wszystkim.
Delvin rzucił kulkę mocy w kierunku Revana. Kulka leciała prosto, jakby celowała w klatkę piersiową chłopca. Ten tylko stał i przypatrywał się, jakby nie rozumiał zjawiska. Gdy kulka miała już go dotknąć, chłopiec jakby zniknął, a w jego miejscu pojawił się Mercer.
- NIEE! - Delvin chciał zatrzymać swoją moc, lecz było za późno. Jego brat stał się nicością, gdyż wielki wybuch rozerwał jego ciało na strzępy.
Chwilę później Revan pojawił się przed Delvinem i gołą pięścią przebił się przez klatkę piersiową, zabijając go na miejscu. Napastnik upadł a z miejsca w którym znajdowało się serce, widoczna była ogromna dziura...
Bariera zniknęła, lecz Akeno i Kuune wciąż stały w miejscu. Patrzyły na Revana, z którego mimo iż energia malała, wciąż była na poziomie diabła klasy wyższej. Dziewczyny nie wierzyły własnym oczom. Chłopak, który jeszcze chwilę temu umierał, pokonał dwa diabły klasy wyższej, w ciągu minuty.
Akeno patrzyła, jak jej syn podchodzi do niej. Szedł wolno, jakby każdy ruch sprawiał mu ból. W końcu odezwał się do nich...
- N-Nic wam nie jes... - jednak nie dokończył pytania, gdyż upadł na ziemię, chwycił się w miejscu, gdzie było jego serce i zaczął krzyczeć z bólu...
