Autor: Pillster
Korekta: Kesseg
Rozdział III
Witamy w Ponyville!
Canterlot, 22 marca 1002 roku
Moja droga i wierna uczennico,
Piszę, aby poinformować Cię o pewnym istotnym wydarzeniu.
Jak zapewne wiesz, kilka tygodni temu w okolicach Ponyville zaobserwowano dziwne skoki energii magicznej. Z relacji świadków wynika, że tym tajemniczym zjawiskom towarzyszyły błyski światła.
Mając na uwadze fakt, że prowadzisz swoje własne badania, nie chcę obarczać Cię obowiązkiem zajmowania się tą sprawą, ani tym bardziej pisania raportu.
Jednak przyznasz sama, że coś tak nienaturalnego wymaga dokładnego zbadania. Z oczywistych względów nie mogę poprowadzić osobiście oddziału ekspedycyjnego i czekać, aż to zjawisko wydarzy się ponownie.
W celu dogłębnego zbadania tej sprawy przyślę do Ponyville jedną z asystentek moich magów. Zajmie się ona obserwacją i badaniem przyczyny, istoty oraz ewentualnych konsekwencji dziwnych zjawisk.
Asystentka nazywa się Flash Forward. Przybędzie do miasta w przyszłym tygodniu. Na czas dochodzenia zatrzyma się w bibliotece - mam nadzieje, że nie sprawi to wielkiego problemu. Proszę również, żebyś udostępniła jej wszelkie informacje związane z tą sprawą.
Jestem pewna, że się polubicie. Oczekuję pełnego zaangażowania i współpracy z twojej strony.
Z poważaniem,
Księżniczka Celestia.
PS: Przy najbliższej okazji przybędę do Ponyville, aby sprawdzić, jak radzi sobie moja wysłanniczka. Oczywiście wcześniej Cię o tym poinformuję.
PPS: Na potrzeby jej pobytu prześlę Ci dodatkowe fundusze.
Twilight przeczytała uważnie list. "Niedobrze" – pomyślała. "Trzeba będzie znaleźć jakieś sensowne wyjaśnienie" – po chwili odłożyła kartkę na biurko. Była zaniepokojona tym, że jej ostatnie eksperymenty zwróciły uwagę Celestii. Moc zaklęcia była co prawda większa, niż zakładał jej plan, ale lawendowa klacz nie sądziła, że wykryją to aż w Canterlocie.
- Spike! – zawołała po w stronę schodów. – Jesteś tam? – Po chwili na górze pojawił się jej asystent.
- O co chodzi, Twi? – spytał smok, przeciągając się. Bibliotekarka przerwała mu właśnie poobiednią drzemkę, z czego był nie bardzo zadowolony. Nie dał jednak tego po sobie poznać.
- Będziemy mieli gościa – odparła lawendowa klacz. – Przygotuj proszę jeden z pokoi gościnnych.
- A któż to się u nas zjawia? – spytał Spike z zainteresowaniem. Klacz podniosła z biurka list.
- Księżniczka napisała mi, że przyśle kogoś, kto zbada te dziwne światła, wiesz które. – Jej asystent kiwnął twierdząco głową. Sam chciał napisać o tym księżniczce, ale Twilight poprosiła, żeby poczekał, aż czegoś się o nich nie dowie.
- Co o nim… niej… Napisała w ogóle kto to jest?
- Tylko tyle, że to jakaś asystentka magów. Ma na imię Flash Forward i przybędzie tu w przyszłym tygodniu.
- A na długo tu zostanie? – spytał Spike z lekkim niepokojem. – No wiesz, już teraz nas tu trochę więcej, niż powinno – spojrzał wymownie w stronę Owlowisciousa.
- Hu! Hu! – zahuczał ten w odpowiedzi.
- Spokojnie, nie chciałem pana urazić – odparł smok z lekką drwiną w głosie. Ponownie zwrócił się w stronę bibliotekarki. – To do kiedy tu zostanie?
- Spike! – zganiła go klacz. – Jeszcze tu nie przyjechała, a ty już pytasz, kiedy wyjedzie! – Asystent uśmiechnął się przepraszająco.
- Po prostu… no wiesz… - chciał się wytłumaczyć, ale Twilight machnęła kopytem.
- W porządku – powiedziała. – Po prostu przygotuj pokój. – odwróciła się z zamiarem odejścia. – Sądzę, że zostanie tu do czasu wyjaśnienia sprawy – rzuciła jeszcze, nim opuściła bibliotekę. Asystent zasalutował, po czym udał się w stronę wolnego pokoju.
– Oby nie próbowała mnie wygryźć – mruknął do siebie, zabierając się za sprzątanie.
Twilight szybkim krokiem szła przez miasto. Przybycie gościa wymagało ugoszczenia go w jakiś sposób. Po krótkim namyśle skierowała swe kroki w stronę Słodkiego Kącika.
Weszła do środka, mając nikłą nadzieję, że za ladą ujrzy kogoś z państwa Cake.
Płonne nadzieje.
Za wysoką ladą sklepu Pinkie Pie właśnie kończyła obsługiwać Bon Bon.
- Zapraszamy ponownie! – krzyknęła za nią. W tej chwili dojrzała bibliotekarkę, stojąca w wejściu. – Hej, Twilight! – krzyknęła w jej stronę. – Przyszłaś coś zjeść? – Fioletowa klacz z ociąganiem podeszła do przyjaciółki.
- W zasadzie, to… - zaczęła, ale różowy kucyk jej przerwał.
- Oh, to wspaniale, skoro tu jesteś, to koniecznie musisz spróbować moich nowych jabłek w karmelu, i OH! Koniecznie musisz zobaczyć… - Twilight słuchała przez chwilę tego słowotoku, po czym magią przytrzymała delikatnie pysk przyjaciółki. Pinkie spojrzała na nią zdezorientowana.
- Wybacz, że nie spróbuję twoich specjałów – powiedziała, uśmiechając się przepraszająco – ale potrzebuję jakiegoś ciasta, szarlotki na przykład, na poniedziałek. – Z tymi słowami wypuściła ziemnego kucyka ze swojej magii.
- Szarlotki? – Pinkie uniosła brew. – Przecież ty wolisz… - nagle zamarła. Na jej twarzy pojawiał się coraz szerszy uśmiech. - Będziesz mieć gości! Zgadłam? Zgadłam? Zgadłam? – spytała, wpatrując się wyczekująco w przyjaciółkę. Twilight uśmiechnęła się niepewnie.
- W zasadzie to przybędzie tu na jakiś czas wysłanniczka z Canterlotu, żeby… - zaczęła ostrożnie bibliotekarka, ale różowy kucyk znowu jej przerwał.
- Oh, to wspaniale! Urządzę powitalna imprezkę! Zaproszę nasze przyjaciółki i Zdobywców i państwa Cake i…
- Pinkie! – przerwała jej z naciskiem lawendowa klacz. – Nie wiem kto to jest i czy lubi takie rzeczy. – Różowy kucyk spojrzał na przyjaciółkę z bezgranicznym zdumieniem.
- Przecież każdy lubi imprezy!
- Ja jednak wolę poczekać, aż przybędzie i sama ją poznam – odparła Twilight. – To jakaś asystentka magów. Pewnie ma okulary i cały czas siedzi z nosem w książkach, jak… jak... – klacz zastanowiła się chwilę, próbując znaleźć sensowne porównanie.
- Jak ty? – podpowiedziała Pinkie. Twilight roześmiała się.
- Tak, dokładnie jak ja. To jak, przygotujesz tą szarlotkę? – spytała. Różowy kucyk skinął głową.
- Na poniedziałek, tak? – Bibliotekarka potwierdziła, po czym sięgnęła do portmonetki. Pinkie powstrzymała ją gestem. – Dla przyjaciół na koszt firmy – powiedziała, puszczając oko do jednorożca. – Ale gdy tylko przybędzie, natychmiast mi o tym powiedz! – rzuciła jeszcze w stronę oddalającej się przyjaciółki.
Następnym miejscem, w które udała się Twilight, były Akry Słodkich Jabłek. Nim tam jednak doszła, trafiła na Rainbow Dash.
W zasadzie to Rainbow wpadła na nią i to, jak zawsze, w mało delikatny sposób.
Lawendowy kucyk podniósł się z ziemi, czekając aż szum w głowie trochę ucichnie. W tym czasie Dash wygrzebywała się ze stojącego opodal stogu siana.
- Ups, przepraszam – powiedział pegaz, jak zawsze z przepraszającym uśmiechem. Twilight otrzepała się z kurzu.
- Nie szkodzi, Rainbow, przyzwyczaiłam się już.
- Oj nie bocz się. – Tęczowy kucyk szturchnął jednorożca w łopatkę. – Dokąd idziesz?
- Muszę porozmawiać z Applejack o… - nagle pacnęła się kopytem w czoło. – Rainbow! – krzyknęła.
- Coś mocno walnęłaś w tą ziemię – odparł pegaz z troską w głosie. – Jestem tu cały czas. – Lawendowa klacz machnęła kopytem.
- Już miałam i znów mi uciekło!
- Twilight, zaczynam się martwić…
- Nie przerywaj! – zganił ją jednorożec. – Jaką pogodę przygotowujecie na przyszły tydzień? – spytała w końcu. Pegaz zastanowił się przez chwilę.
- Hmm… niech pomyślę… Chyba słonecznie do środy… nie! Do czwartku, tak, do czwartku, a potem deszcze do soboty.
- Dzięki, Dash. Widzimy się później! – powiedziała, kierując się w stronę sadów rodziny Apple. Rainbow patrzyła za nią jakiś czas.
- Na co jej pogoda? – powiedziała w końcu do siebie, po czym wzbiła się w powietrze.
Twilight, zajęta wymyślaniem jakiegoś sensownego wyjaśnienia tajemniczych świateł, nie zauważyła nawet, że znalazła się u celu. Z zamyślenia wyrwał ją głos Big Macintosha:
- Mogę w czymś pomóc? – Klacz spojrzała na niego nieprzytomnym wzrokiem.
- Szukam Applejack, wiesz może, gdzie ona jest? – spytała. Czerwony ogier zastanowił się przez chwilę, bezwiednie przeżuwając wiecheć trzymany w pysku.
- Poszła zebrać jabłka we wschodniej części sadu. Idąc tą ścieżką powinnaś ją znaleźć. – Wskazał jednorożcowi jedną z dróg, szeroką ścieżkę z wyraźnymi śladami kół wozu.
- Dzięki, Mac – odparła Twilight, po czym udała się we wskazanym kierunku.
Ścieżka jakiś czas biegła prosto pomiędzy rzędami dorodnych jabłoni. Po jakimś czasie zaczęła wspinać się pod górę i skręcać.
W pewnym momencie do uszu jednorożca doszedł charakterystyczny dźwięk - głuche, wyraźne stuknięcia, po których następowało kilka mniejszych. Twilight udała się w tamtą stronę.
Słuch jej nie mylił - wkrótce pomiędzy brązowymi pniami mignął jej wyraźny pomarańczowy kolor.
- Hej! Applejack! – zawołała, biegnąc w tamtą stronę. Jej przyjaciółka właśnie przygotowywała się do kolejnego wykopu. Słysząc głos Twilight zamarła z tylnymi kopytami w górze.
- Hej, Twi. Pomóc w czymś? – spytała przyjaciółkę, opuszczając kopyta na ziemię.
- Tak, przydała by mi się twoja pomoc – odparła Twilight, siadając na trawie. Odwykła od długich marszów i czuła się trochę zmęczona. Widząc to, Applejack pokręciła głową z dezaprobatą.
- Chyba nie przyszłaś prosić mnie o pomoc w poprawie kondycji? – Lawendowa klacz popatrzyła na nią urażona.
- Jestem w dobrej formie!
- Właśnie widzę – mruknęła farmerka na tyle cicho, żeby przyjaciółka nie usłyszała. – Czego ci trzeba? – spytała na głos.
- W przyszłym tygodniu zjawi się tu nowy kucyk. Jakaś asystentka magów z Canterlotu. Będzie badać te światła… wiesz które.
- Czas najwyższy – odparła Applejack, spierając się na stojącym obok wozie. – I co w związku z tym?
- To wydarzyło się niedaleko twojej farmy. Jeśli coś widziałaś…
- Może cię to zaskoczy, ale o drugiej w nocy zwykle śpię – odparł pomarańczowy kucyk, podchodząc do drzewa. – Sama rozumiesz, muszę się wyspać, praca na farmie nie jest lekka. – Twilight pokiwała ze zrozumieniem głową, ciesząc się w duchu. "Ona chyba naprawdę nic nie wie" – pomyślała.
- Mimo wszystko, jeśli wiesz cokolwiek, spisz to proszę i daj mi, a ja przekażę to tej badaczce, gdy już przybędzie – powiedziała na głos.
- Jasna sprawa – odpowiedziała farmerka, przygotowując się do kolejnego kopnięcia. – Jak już przyjedzie, przedstaw mi ją koniecznie. Wolałabym wiedzieć, kto bada tą sprawę, w końcu to po sąsiedzku. – Twilight skinęła potakująco głowa, po czym udała się z powrotem w stronę miasta.
Gdy się tam znalazła, skierowała się w stronę butiku Rarity. Pchnęła magią wysokie drzwi, trącając przy okazji dzwoneczek nad nimi. W głównej sali nikogo nie było, ale z piętra dobiegł ją terkot maszyny do szycia.
Twilight udała się w tamtą stronę. Delikatnie zastukała do drzwi, po czym weszła do pokoju. W środku jak zawsze panował bałagan, lub, jak mawiała Rarity, „kontrolowany chaos".
Alabastrowy jednorożec, pochylony nad maszyną, nie zauważył nawet, że ktoś wszedł do środka. Dopiero po chwili klacz dostrzegła przyjaciółkę w jednym z luster stojących przed nią.
- Witaj Twilight, te przeróbki, o które prosiłaś, będą gotowe na… - zaczęła, ale lawendowy jednorożec jej przerwał.
- Nie przyszłam w sprawie sukienki.
- Więc o co chodzi? – spytała Rarity. Głos przyjaciółki ją zaniepokoił. Twilight przemawiała takim tonem tylko jeśli chciała powiedzieć coś naprawdę ważnego.
- Pamiętasz te światła, o których wszyscy mówią? – Rarity skinęła głową. Natychmiast przypomniała sobie wydarzenia z tamtej nocy.
Krawcowa zarywała już drugą noc, starając się nadrobić zaległości. Musiała uszyć "na wczoraj" cztery skomplikowane suknie, siedziała więc po nocach, by dotrzymać terminów i nie stracić renomy.
Około drugiej w nocy, kiedy prawie kończyła kolejną kreację, jej uwagę zwrócił błysk za oknem. Pojawił się w lesie niedaleko Akrów Słodkich Jabłek. Rarity spojrzała w górę - na bezchmurnym niebie migotały gwiazdy, księżyc w pełni oświetlał okolicę. "Co u…" – pomyślała przecierając oczy. Błysk się powtórzył, ale tym razem był… inny.
Wygląd tego czegoś się nie zmienił, ale jednorożec poczuł całym ciałem energię magiczną, podobną do tej przy przekraczaniu bariery Shining Armora, w dniu jego ślubu. To uczucie było niezwykłe, ale nie bolesne. Jakby fala płynnej magii rozchodziła się w powietrzu. Z tym błyskiem wszystko ustało. Rarity nie była pewna, czy nie przysnęła sobie przy pracy.
Mimo wszystko nazajutrz opowiedziała o tym Twilight, a wkrótce okazało się, że błyski widziało również kilka innych osób. Nikt jednak nie poczuł nic niezwykłego - fakt ten może tłumaczyć to, że była jedynym jednorożcem w gronie świadków wydarzenia.
Twilight obiecała zająć się sprawą, ale nie była skora do dzielenia się ustaleniami w tej kwestii. Rarity postanowiła, że delikatnie ja wypyta przy najblizszej, sprzyjającej okazji.
- Rarity, słuchasz mnie? – Głos Twilight wyrwał krawcową z zamyślenia.
- Wybacz, Twi, przez chwilę rozmyślałam nad tym… czymś. Udało ci się już coś ustalić? – Twilight uciekła wzrokiem w bok.
- To dość rzadkie zjawisko magiczne – odparł lawendowy jednorożec po chwili wahania. – Wybacz mi proszę, ale wątpię, żebyś zrozumiała naukowy wywód na ten temat. – Rarity pokiwała ze zrozumieniem głową. W istocie magia, poza lewitacją i szukaniem drogich kamieni, nie była jej specjalnością.
- A o co właściwie chciałaś mnie prosić?
- W przyszłym tygodniu przyjedzie tu jakaś wysłanniczka z Canterlotu, żeby to zbadać. Gdyby pytała cię te światła, udawaj proszę, że nic na ten temat nie wiesz. – alabastrowa klacz uniosła brew.
- Dlaczego miałybyśmy to ukrywać przed wysłanniczką księżniczki?
- To dla mnie bardzo ważne – odparła Twilight. – Powiem ci, gdy sama dowiem się czegoś więcej na ten temat - przerwała na chwilę. – Mogę na ciebie liczyć?
- Nie wiem, czy to dobry pomysł, ale…
- Tak czy nie? – spytała z naciskiem lawendowa klacz. Rarity cofnęła się lekko.
- Co się z tobą dzieje? – spytała tonem zdradzającym zaniepokojenie. – Nigdy się tak nie zachowywałaś. – dodała, wpatrując się w bibliotekarkę. Ta westchnęła ciężko.
- Chodzi po prostu o to, że nie chcę, aby ktoś zgarnął wszystkie laury za odkrycie czegoś, co powinnam odkryć ja. – odparła Twilight z ociaganiem. Rarity odetchnęła z ulgą.
- Mogłaś od razu powiedzieć. Jesteśmy przyjaciółkami, będę milczeć jak grób.
- Słowo Pinkie Pie?
- Jak bum cyk cyk, tra ta ta, niech mi w oko wleci ćma - odparła alabastrowa klacz, gestykulując przy tym odpowiednio. Twilight roześmiała się.
- Dzięki, Rarity. Wiedziałam, że mogę na ciebie liczyć. Gdy już przybędzie, przyjdę z nią, żebyście się bliżej poznały. – Krawcowa nie usłyszała ostatnich słów, skupiając się ponownie na przerwanej pracy.
Idąc przez senne miasteczko, Twilight zastanawiała się, czy o wszystkim pamiętała. Rarity i Applejack raczej się nie wygadają, Rainbow nic nie wiedziała na temat zjawisk, a Fluttershy mieszka po drugiej stronie miasta. Pinkie…
Twilight zatrzymała się w miejscu. Gorączkowo usiłowała sobie przypomnieć, czy różowy kucyk cokolwiek wspominał na temat świateł. W końcu z westchnieniem udała się z powrotem w stronę biblioteki.
Teraz pozostało już tylko czekać na przybycie tej badaczki. Lawendowy jednorożec musiał szybko wymyślić sensowną przykrywkę dla swoich eksperymentów.
Jeśli prawda wyjdzie na jaw to koniec pieśni.
Rydwan toczył się leniwie w powietrzu. Błękitna klacz podziwiała siłę i wytrzymałość żołnierzy ciągnących powóz. Lecieli już prawie godzinę, ale nie zdradzali żadnych oznak zmęczenia.
- Daleko jeszcze? – spytała, przekrzykując świszczący wiatr.
- Już prawie jesteśmy – odkrzyknął jeden z nich. Agentka spojrzała w dół. Szybko zblizali sie w stronę niewielkiego miasteczka. "Ponyville… Jakim cudem uczennica samej Celestii dała się wykopać na taką prowincję?"- pomyślała.
Po kilku minutach rydwan zwolnił, po czym gładko zatrzymał się przed biblioteką. Flash zabrała swoje juki i zeszła z rydwanu. – Dzięki, panowie. - rzuciła w stronę pegazów. Wzięła głęboki oddech, delikatnie stukając w drzwi. Po chwili pchnęła je i weszła do przytulnego wnętrza biblioteki.
Na środku leżał gruby dywan a pod ścianami stały półki zapełnione najróżniejszymi księgami. Na wprost agentki łagodne schody wspinały się na wyższe piętra. Za biurkiem po prawej stronie nie było nikogo.
- Halo? – zawołała błękitna agentka, rozglądając się wokół. Z piętra dobiegł jakiś głos, stłumiony przez drzwi i szum wody. Po chwili szum ustał.
- Chwileczkę! – krzyknęła Twilight, wycierając się w pośpiechu. – Już idę! - Nie była pewna, kto ją wołał. Nie była również zadowolona z tego, że ten ktoś przerwał jej prysznic. Wciąż się wycierając, wyszła z łazienki i zeszła na dół. Idąc po schodach, zlustrowała wzrokiem przybysza. Błękitny jednorożec z jukami na grzbiecie rozglądał się ciekawie po pomieszczeniu. Kolor sierści trochę kontrastował z alabastrową grzywą. Przybysz wyglądał na pełnoletniego, pomimo braku uroczego znaczka.
Dostrzegł idącą bibliotekarkę i wlepił w nią spojrzenie zielonych oczu. Twilight zatrzymała się, zbita z tropu i nieco zakłopotana. Tymczasem nieznajoma wciąż się w nią wpatrywała.
- W czym mogę pomóc? – spytała Twilight, siląc się na uśmiech. Błękitny jednorożec spojrzał w bok.
- Ty jesteś Twilight, tak? – powiedział w końcu, podchodząc do bibliotekarki. Ta skinęła głową. Uparcie próbowała sobie przypomnieć, kim może być tajemnicza persona.
- Nikt cię nie zawiadomił o moim przybyciu? – spytała nieznajoma klacz, przenosząc spojrzenie powrotem na bibliotekarkę. Ta doznała olśnienia.
- Zaraz… nazywasz się Flash, tak? Flash Forward? – spytała.
- W istocie – odparła błękitna klacz. – Zostałam przysłana, żeby zbadać światła i…
- Tak, wiem. Miło cię poznać. Przybyłaś trochę niespodziewanie – powiedziała bibliotekarka, zerkając na juki przybysza – i pewnie jesteś zmęczona podróżą. Chcesz coś zjeść? – spytała.
- Nie, dziękuję – odparła agentka. – Jadłam tuż przed wyjazdem. Możesz mi pokazać, gdzie mogę zostawić rzeczy? – spytała, wskazując wymownie na bagaże.
- Tak, oczywiście. – bibliotekarka odwróciła się. – Chodź za mną – powiedziała, kierując się po schodach na górę.
Pokój, który miała zajmować agentka, był raczej nieduży. Po prawej stronie stało proste, jednoosobowe łóżko, po lewej szafa i jakiś kredens. Na wprost znajdowało się wysokie okno, za którym rozciągał się widok na ukwiecone łąki, zbiegające ku domowi z łagodnego wzgórza.
Opodal biegła szeroka, żwirowa droga. Za wzgórzem widniała wieża z wiatrowskazem w kształcie serca, dobiegały stamtąd stłumione dziecięce krzyki. "Pewnie miejscowa szkoła" – pomyślała Flash.
– Dziękuję, rozpakuję rzeczy i zejdę na dół – powiedziała do Twilight z uśmiechem. Lawendowa klacz skinęła głową i poszła w kierunku schodów. Błękitny jednorożec zdjął magią juki i zaczął lustrować ich zawartość.
Poza drobiazgami, przydatnymi w czasie zwykłych codziennych czynności, znajdowała się tam prosta, drewniana skrzynia z zamknięciem na kluczyk. Flash obejrzała się, upewniając się, że nikt jej nie obserwuje a następnie szybko wcisnęła tajemniczy kufer pod łóżko. – „Tu będziesz bezpieczny" – pomyślała, po czym zaczęła wyjmować z toreb kolejne przedmioty.
Szczotka do włosów, przybory toaletowe, jakieś lekkie ubrania, kilka książek dla niepoznaki, ołówki, pióra, atrament, kilka zeszytów.
Po kilku minutach wszystkie przedmioty znalazły swoje miejsce na półkach. Ostatni rzut oka na juki, po czym one także wylądowały w szafie.
Kiedy agentka uporała się z porządkami, podeszła do okna. Otwarła je na oścież, ciepły wiatr przyjemnie owiał jej ciało. Odetchnęła głęboko, rozkoszując się zapachem polnych kwiatów.
Po chwili usłyszała jakieś śmiechy. Spojrzała na drogę, którą szły dwa kucyki. Jeden z nich był jednorożcem. Miał turkusowy kolor, a w grzywie białe pasma. Jego uroczym znaczkiem była złota cytra. Obok niej szedł zwykły, ziemski kucyk o beżowej sierści. Jego grzywa była ubarwiona w granatowo - fioletowe pasy. Na boku miała trzy cukierki.
- Jakieś miejscowe... – szepnęła do siebie. W tej chwili zobaczyła, jak klacz jednorożca zatrzymuje się patrząc w jej stronę. Szepnęła coś na ucho koleżance. Ta pomachała przyjaźnie w stronę okna. Flash czym prędzej wycofała się do środka. Bon Bon, zdziwiona tą reakcją, spojrzała pytająco na Lyrę. Ta wzruszyła ramionami.
- To pewnie ta nowa, której mówiła Pinkie. Jakaś nieśmiała – powiedziała do przyjaciółki, po czym obie klacze oddaliły się.
Flash obserwowała je ukradkiem. Po chwili skierowała się do drzwi. Zeszła na dół i podeszła do Twilight. Bibliotekarka podniosła na nią wzrok znad książki.
- Usiądź proszę, porozmawiamy – powiedziała, wskazując na dywan. Błękitna klacz usadowiła się na jego brzegu. Twilight zniknęła w kuchni, zostawiając chwilowo agentkę samą. Po chwili wróciła, niosąc na tacy herbatę i dwie filiżanki. "Poranna herbatka, jak miło" - pomyślała Flash.
- Opowiedz mi coś o sobie – powiedziała bibliotekarka, stawiając tacę na podłodze. Flash upiła łyk z filiżanki.
- Właściwie nie ma zbyt wiele do opowiadania. Pochodzę z Dalanis, na Wzgórzach Grzmiącego Kopyta. Wiesz gdzie to jest? – spytała bibliotekarkę, która skinęła głową w odpowiedzi. – Rodzice chcieli wyszkolić mnie na alchemika, ale mieszanie mikstur to straszna nuuuda – powiedziała, przeciągając głoskę.
- Dalanis… słyszałam o tym mieście. Opowiedz mi o nim – poprosiła Twilight. Flash uśmiechnęła się, myśląc jak się z tego wykaraskać. Nigdy nie zwracała uwagi na swoje rodzinne miasto. Zawsze tam było i jakoś nieszczególnie przyciągało uwagę.
- Oh, nie ma o czym mówić – powiedziała po chwili. – Miasto, jak miasto. Zamek hrabstwa, wokół domy. Jak wszędzie – miała nadzieję, że jej rozmówczyni nie będzie drążyć tematu. Szczęście jej sprzyjało: Twilight pokiwała ze zrozumieniem głową.
- A skąd znasz księżniczkę, jeśli wolno spytać?
- Moi rodzice czasami wykonywali dla niej skomplikowane mikstury. Mają do tego rzadki talent – powiedziała Flash, myśląc z rozrzewnieniem o swoich opiekunach. – Mi się to jakoś niespecjalnie podoba. Wysłali mnie więc na dwór królewski, żebym poznała trochę sztuk magicznych. Szkoda, że nie jest to tak ciekawe, jak myślałam. - Twilight popatrzyła na nią ze zrozumieniem.
- Tęsknisz za rodzicami? – spytała.
- Nie aż tak bardzo, jak się spodziewałam – odpowiedziała jej rozmówczyni po chwili namysłu. – Wiesz, ciągle wywierali na mnie presję, powtarzali, że muszę się uczyć alchemii… - powiedziała. – Teraz mam od tego trochę luzu i powiem szczerze, że mi się to podoba. Słuchasz mnie? – spytała nagle.
- Yyy… tak, rozumiem – odparła szybko Twilight, wyrwana nagle ze swoich rozmyślań dotyczących własnych rodziców. Powinna była do nich napisać jakiś czas temu.
- Powiedz mi, proszę, czy interesujesz się sztukami magicznymi?
- Niewiele bardziej, niż alchemią. Ale w ostatnim czasie zainteresowała mnie magia transcendencji. – Twarz Twilight stężała na chwilę, jakby Flash uderzyła w fałszywy ton.
- Słyszałam o tego rodzaju czarach, ale nigdy nie próbowałam ich wykorzystywać… - powiedziała bibliotekarka, na powrót przybierając łagodny wyraz twarzy.
- A znasz może kogoś, kto powiedziałby mi więcej na ten temat? – spytała błękitna klacz. Twilight zastanowiła się.
- Tu, w Ponyville, niewiele jednorożców traktuje magię na poważnie – odpowiedziała po chwili. – Większość używa jej tylko do lewitacji przedmiotów. Ale mam gdzieś książki na ten temat – z tymi słowami lawendowa klacz podniosła się z dywanu. – Podejrzewam jednak, że nie chcesz zaczynać pobytu w Ponyville od ślęczenia nad jakimiś opasłymi tomiskami? – spytała z uśmiechem. – Chodź, przedstawię ci moje przyjaciółki – rzuciła, kierując się w stronę wyjścia. Obie klacze wyszły z biblioteki, zamykając za sobą drzwi.
W Ponyville trwał spokojny letni dzień. Kucyki zajmowały się swoimi sprawami a pegazy w górze pilnowaly pogody.
Twilight żwawym krokiem podążała w stronę Akrów Słodkich Jabłek z Flash u boku. Wkrótce po obu stronach drogi zaczęły pojawiać się dorodne jabłonie. W oddali widać było wysokie, czerwone zabudowania - domy rodziny Apple.
Nagle bibliotekarka skręciła w prawo, wyraźnie nasłuchując. Gdzieś niedaleko niósł się rytmiczny stukot - znak rozpoznawczy Applejack. Twilight udała się w tamtym kierunku.
W istocie, pod dorodną jabłonią stała znajoma farmerka, przygotowując się właśnie do kolejnego uderzenia w drzewo. Zaniechała jednak kolejnego wykopu, widząc swoją przyjaciółkę. Obok niej szedł obcy jednorożec. "Czyżby ta od badań?" – pomyślała Applejack..
- Witam na Akrach Słodkich Jabłek – powiedziała głośno, z uśmiechem wyciągając kopyto do nieznajomej. - Ty zapewne jesteś tą pomocniczką magów, która ma zbadać światła? – spytała błękitną klacz. Ta skinęła głowa.
- Flash, to jest Applejack. Najlepsza piekarka i dostawca jabłek w Ponyville – wtrąciła się Twilight. Błękitny kucyk skinął głową.
- Miło cię poznać. To chyba w pobliżu twojej farmy zauważono te światła? – Flash przeszła od razu do rzeczy. Przy okazji wyciągnęła podręczny notes.
- Powiem ci to, co powiedziałam Twilight – odparła farmerka. – W nocy śpię i nie widziałam tego czegoś. Mam tylko nadzieję, że to nie jest jakieś zagrożenie.
- W tej chwili nie mogę tego zagwarantować – odparła Flash – ale zbadam tą sprawę, w końcu po to mnie tu przysłano – dodała, chowając wyciągnięty notes. Pomarańczowy kucyk przypatrywał się jej ukradkiem. Coś ją w tym jednorożcu niepokoiło, ale nie potrafiła określić co.
- Nie chcę być niegrzeczna, ale jeśli to już wszystko, to wrócę do pracy. – odparła Applejack. Flash skinęła głową.
- Dzięki. Miło było cię poznać.
- Ciebie też – odparła farmerka, zabierając się spowrotem do pracy. Kiedy oba jednorożce oddalały się, patrzyła za nimi jakiś czas. – Nie tak wyobrażałam sobie asystentkę magów – mruknęła do siebie.
Następnym miejscem, w które udały się obie klacze, był Słodki Kącik. Za ladą stała Pinkie Pie. Mając chwilę czasu, wzięła się za ozdabianie stojących opodal babeczek.
- Cześć, Pinkie. Chciałam ci kogoś przedstawić – powiedziała Twilight, podchodząc do lady. Różowy kucyk natychmiast z uśmiechem zwrócił się do przybysza.
- Witaj! Ty pewnie jesteś tym przybyszem z Canterlotu, o którym mówiła Twi! Na pewno musisz być głodna, zgadłam? Musisz spróbować moich babeczek i OH! Musze ci zorganizować powitalną imprezkę, żebyś mogła wszystkich poznać i… – Flash stała w miejscu, zbita z tropu tym słowotokiem.
- Najmocniej przepraszam – powiedziała ostrożnie. – Twilight chyba ci o mnie mówiła, ale twoje imię mi umknęło. – Gdy to powiedziała, przez twarz Pinkie przebiegł cień. Szybko jednak przybrała znów wesołą minę.
- Jestem Pinkie Pie, pracuję tutaj i… no wiesz… musze wracać do pracy… same rozumiecie. – zaczęła się pokrętnie tłumaczyć. Twilight spojrzała na nią z niepokojem.
- Pinkie, wszystko w porządku? – spytała z troska w głosie.
- Oh tak, jak najbardziej – odparł wesoło różowy kucyk. - I twoja szarlotka będzie gotowa za jakąś godzinę – rzuciła jeszcze, po czym zabrała się za jakieś swoje zajęcia. Flash spojrzała pytająco na bibliotekarkę. Ta dała gestem znać, że pora opuścić sklep.
Kiedy obie klacze znalazły się na zewnątrz, przez dłuższą chwile żadna się nie odzywała.
- Chyba mnie nie polubiła – powiedział błękitny jednorożec, patrząc w dal. – Zachowywała się, jakby próbowała nas spławić.
- Nie martw się tym, Pinkie miewa różne przebłyski – odparła Twilight lekkim tonem, pomimo że zachowanie przyjaciółki także ją zaniepokoiło. – Teraz chyba powinniśmy udać się do Rarity – powiedziała, zmieniając temat. - To znana w okolicy krawcowa i według mnie najlepsza. Tam stoi jej sklep – powiedziała, wskazując stojący w oddali bogato zdobiony dom ze szpiczastym dachem.
Kiedy weszły do środka, Rarity właśnie uwijała się między manekinami. Ledwie zauważyła wchodzące klacze.
- Oh Twilight, wybacz, ale nie mam teraz czasu – powiedziała krawcowa, biegając po sali z chmurą drobnych przedmiotów. – Ważny klient w ostatniej chwili zażyczył sobie przeróbek, sama rozumiesz. Naprawdę… - zatrzymała się na chwilę, przypatrując się przybyszce. – To ty masz zbadać te światełka? – spytała nieznajomego jednorożca. Ten skinął głową.
- Miło mi cię poznać. Nazywam się Flash… - zaczęła, ale Rarity przerwała jej.
- Wybacz, ale naprawdę mam urwanie głowy. Wpadnijcie za jakieś dwie godziny, to lepiej się poznamy – rzuciła przez ramię, manewrując igłą i nitką.
Twilight udała się w kierunku wejścia, gestem przyzywając za sobą agentkę.
- Coś nam nie idzie to zapoznawanie – zauważyła Flash, gdy obie klacze oddaliły się od butiku. – No chyba że to ich normalne zachowanie – dodała, patrząc przed siebie. Przed nimi, za niewielkim strumieniem, w otoczeniu budek dla ptaków, stał niewielki domek. Miał mnóstwo okien, a na dachu zieloną trawę.
- Kto tu mieszka? – spytała Flash, wskazując na chatkę.
- Moja przyjaciółka Fluttershy – odparła Twilight, dzwoniąc do drzwi. – Łagodny pegaz z fenomenalnym podejściem do zwierząt. Uważaj, łatwo zrobić jej przykrość, nawet nieświadomie. – Twilight zniżyła głos do szeptu, słysząc zbliżające się kroki.
Po chwili drzwi domku uchyliły się i wyjrzała z za nich Fluttershy.
- Witaj, Twilight. – powiedziała. – Kto to jest? – spytała, spostrzegając drugiego jednorożca.
- Fluttershy, poznaj Flash Forward, asystentkę magów z Canterlotu – odparła bibliotekarka
- Miło mi cię poznać – powiedział błękitny jednorożec, wyciągając kopyto do pegaza.
- M… mi ciebie też. Co cię sprowadza do Ponyville? – spytał pegaz, odwzajemniając uścisk.
- Mam zająć się badaniem dziwnych świateł w okolicy. Wiesz może coś na ich temat? – spytała Flash. Fluttershy zadrżała.
- Oh nie, to jest bardzo tajemnicze i… i straszne – odpowiedział pegaz, kuląc się z lekka. – To mogą być straszne moce, n... nie chciałabym ich wywoływać…
- Rozumiem – odparł błękitny jednorożec. – Gdybyś się jednak czegokolwiek dowiedziała, przyjdź proszę do biblioteki.
Fluttershy skinęła głową, po czym zamknęła drzwi.
– Zawsze jest taka? – spytała Flash bibliotekarkę, wskazując wymownie na drzwi. Lawendowa klacz westchnęła.
- Może nie uwierzysz, ale ostatnio naprawdę nabrała odwagi.
- Masz rację. Nie uwierzę – odparł drugi jednorożec, kierując się z powrotem w stronę biblioteki.
Kiedy obie klacze stały pod drzwiami, Twilight coś tknęło.
- Szarlotka – powiedziała nagle. – Lubisz szarlotkę? – spytała towarzyszkę.
- Jedno z moich ulubionych ciast – odparła Flash.
- Wobec tego zaczekaj proszę w środku, ja odbiorę ją z cukierni – powiedziała bibliotekarka, kierując się w stronę Słodkiego Kącika. Flash weszła do budynku
– Idealnie – powiedziała do siebie. Była sama w bibliotece i miała trochę czasu na poznanie rozkładu pomieszczeń. Zaczęła przepatrywać wszystkie kąty, nasłuchując jednocześnie kroków na zewnątrz.
Kiedy Twilight weszła do cukierni, Pinkie siedziała właśnie za ladą z wyrazem głębokiego zamyślenia na twarzy. Ożywiła się natychmiast, widząc swoja przyjaciółkę.
– Jesteś sama? - spytała. Twilight przystanęła, zdziwiona tym pytaniem.
- Jak widzisz. Przyszłam po… - zaczęła, ale Pinkie jej przerwała.
- Wiem. Szarlotka – powiedziała Pinkie, zniżając głos do szeptu. – Ta badaczka... co o niej wiesz? – spytała. Twilight zaniepokoiła się.
- Przysłała ją księżniczka Celestia i…
- Jesteś tego pewna?
- Pieczęć na liście była autentyczna, poza tym… - przerwała na chwilę. – O co ci właściwie chodzi? – spytała bibliotekarka.
- Kiedy do mnie mówiła, zaczęło mnie swędzieć lewe ucho – odparł ziemski kucyk konspiracyjnym szeptem. Twilight spojrzała na nią, nic nie rozumiejąc.
- I co to znaczy?
- Jak dotąd zdarzyło mi się to tylko w obecności jednego kucyka – odparła Pinkie, jej twarz przybrała kamienny wyraz.
- Jaki to kucyk? – spytała Twilight, poważnie zaniepokojona.
- Pamiętasz ślub swojego brata? – odparł różowy kucyk.
- Uhm, wtedy była ta wielka awantura. Ale co to ma do rzeczy?
- Widzisz, dopóki nie poznaliśmy prawdziwego oblicza tej…. tej… złej królowej, zawsze kiedy do mnie mówiła, swędziało mnie lewe ucho.
- Jak myślisz, co to znaczy? – spytała Twilight, zaniepokojona.
- Nie wiem. Ale chyba nie jest tym, za kogo się podaje. – na te słowa lawendowa klacz stanęła jak wryta.
"O cholera. Skrzynia." - pomyślała.
- Dzięki, Pinkie, muszę lecieć – rzuciła bibliotekarka, wybiegając z cukierni.
- Ciasto! – krzyknęła za nią różowa klacz. – Co ją ugryzło? – spytała sama siebie.
Flash od kilku minut uważnie badała rozkład pomieszczeń w bibliotece. Będąc w sypialni Twilight, zajrzała pod łóżko - niestety nic tam nie było. Wstając zauważyła, że drzwiczki od jednej z szafek są uchylone.
W środku stała spora skrzynka zamknięta na kluczyk. "Może akurat…" – pomyślała błękitna klacz, wyciągając z włosów spinkę.
W tej chwili usłyszała szybkie kroki na zewnątrz. Zaklęła cicho, po czym teleportowała się do swojej sypialni. Po chwili usłyszała z dołu wołanie Twilight.
- Tu jestem – powiedziała, schodząc na dół. – Stało się coś? – spytała Flash. Twilight dyszała na środku pomieszczenia, wyczerpana długim biegiem.
- Nie, nic, tylko… - powiedziała Twilight, usilnie myśląc nad jakimś wyjaśnieniem. – Nie było tu przypadkiem jakiegoś kucyka? Miałam na niego zaczekać, ale twoje przybycie... sama rozumiesz. - Flash nie wydawała się przekonana.
- Nie. Nikogo nie było. – odparła, odwracając się w kierunku schodów. – Pozwól, że pójdę zapisać to, czego udało mi się dowiedzieć – rzuciła na koniec. Twilight skinęła głową.
- Gdybyś czegoś potrzebowała, będę tutaj – odparła, zabierając się za rejestry biblioteczne.
Kiedy wysłanniczka zniknęła w swoim pokoju, Twilight rozejrzała się uważnie. "Kim jesteś?" - pomyślała. Nagle na jej twarzy zaczął pojawiać się coraz szerszy diabelski uśmiech.
- Tak - mruknęła. - Będziesz idealna.
Poziom ukończony!
Otrzymano tytuł: "Nieznajoma"
Rozdział 2 Rozdział 4
286
