Czekając aż pliki potrzebne mi do pracy załadują się na moim laptopie, myślałam o ostatnim miesiącu odkąd Edward przyszedł na czwarte piętro. Widywałam go kilka razy w tygodniu, czasami przychodził zająć się problemami - uzasadnionymi, bądź nie - chociaż odkąd Alice i Jasper zostali parą byłam jedyną, która musiałam coś przypadkowo zepsuć, żeby zobaczyć Edwarda. Był bardzo spokojną osobą, ale zauważałam jak powoli się otwiera, gdy flirtuje ze mną.

Nigdy nie potrząsaliśmy sobie dłoni, a już trzymanie się za ręce było nie do pomyślenia, ale często obserwowałam go przy pracy na czwartym piętrze. Miał długie palce i często wyobrażałam sobie jak owija je wokół mojej talii lub na krzywiźnie mojego tyłka. Pragnęłam go, definitywnie, i jedno mogę powiedzieć - on też mnie pragnie, więc mam nadzieję, że nie jest zbyt nieśmiały, by zrobić pierwszy krok, albo będę musiała wziąć sprawy w swoje ręce i postąpić jak Alice z Jasperem, czyli samej zaprosić go na drinka. Choć w moim wykonaniu byłoby to pytanie, a nie oświadczenie jak w przypadku Alice - złapała go w holu, wracając z lunchu i uświadomiła, że wychodzą wieczorem i ma ją odebrać o siódmej.

Ostre warknięcie mojego imienia w wykonaniu Jane wyrwało mnie z zamyślenia. Kiedy spojrzałam w kierunku jej gabinetu, powiedziała:

- Nadal czekam na twój artykuł. Daję ci na to godzinę. Oczekuję, że uwiniesz się przed czasem.

- Oczywiście, panno Volturi - powiedziałam słodkim głosem, zanim spojrzałam na ekran komputera. Moje oczy prawie wyskoczyły z orbit na widok komunikatu migającego na środku ekranu.

PLIKU NIE ZNALEZIONO.

- Kurwa! - syknęłam, gorączkowo szukając potrzebnego pliku.

Nic.

- Co się stało? - spytała Rose, kiedy zdusiłam szloch.

- Nie mogę znaleźć pliku. Nie ma mojego artykułu - warknęłam, powstrzymując łzy.

- Zadzwoń na dół - powiedziała Alice ze współczuciem. - Może Jasper, Edward albo Garrett coś na to poradzą.

Uspokoiłam się i kiwnęłam głową, podnosząc słuchawkę.

- IT - łagodny głos Edwarda zabrzmiał po drugim sygnale.

- Ed-Edward?

- Bella? Co się stało?

Lawiną słów opowiedziałam mu co się stało, czując natychmiastową ulgę, gdy powiedział:

- Trzymaj się, dobrze? Zaraz tam będę.

- Dobra - westchnęłam, odkładając słuchawkę i spoglądając na mojego laptopa. Nie dotykałam go, nie chcąc pogarszać sytuacji.

Gapiłam się na urządzenie, łudząc się, że plik sam się pojawi, dopóki nie zadzwoniła winda, a mój wzrok od razu zlokalizował Edwarda zmierzającego do naszej części z Jasperem biegnącym za nim. Pokonali drogę witając się z kilkoma osobami po drodze. Jasper podszedł prosto do biurka Alice, a Edward do mnie.

Kiedy zaczęłam wstawać, położył dłoń na moim ramieniu i delikatnie pchnął mnie z powrotem na fotel.

- Nie, zostań. Mogę pracować obok ciebie - powiedział, uśmiechając się.

- Do-dobra - wyjąkałam, zdumiona uczuciem jakie spowodował jego dotyk, nawet przez cienką bluzkę. Gęsia skórka pokryła całe moje ciało, a włoski na karku stanęły dęba.

Stanął za mną i pochylił się, opierając lewą rękę o biurko, a w prawą łapiąc myszkę.

- Powiedz mi jeszcze raz co się stało? - wymamrotał do mojego ucha.

Na samo wspomnienie mojego problemu dreszcz przebiegł w dół mojego kręgosłupa. Mój oddech przyspieszył, a panika odebrała racjonalne myślenie.

- Oddychaj, Bello - polecił Edward. - Jestem tu, żeby ci pomóc, ale musisz ze mną rozmawiać, dobrze?

Kiwnęłam głową i powiedziałam:

- Chciałam otworzyć mój artykuł, ale nie mogę go znaleźć. Szukałam, ale nic nie wyszło. Wiem, że go zapisywałam. Zrobiłam to. Przysięgam! Jane jest... Mam czterdzieści pięć minut na oddanie go i nie wiem dlacz...

- Dobrze, dobrze - uspokajał. - Znajdę go, ślicznotko.

Jego słowa i niski, seksowny ton mnie uspokoił, zajmując moje myśli czymś innym niż zaginiony plik.

Zapytał mnie o nazwę pliku, a kiedy mu ją podałam, zaczął klikać myszką. Obserwowałam jak jego długie, szczupłe palce wpisują coś do małego czarnego okienka. Przesunął się, podstawiając swoją szyję pod mój nos przez co mogłam swobodnie zaciągnąć się jego zapachem. Pachniał cholernie dobrze, jak mydło, którego musiał używać pod prysznicem i odrobina wody kolońskiej lub po goleniu. Przez to miałam ochotę pochylić się i polizać go po szczęce, sprawdzić czy smakuje tak dobrze jak pachnie.

- Voila - powiedział, chichocząc, kiedy przeniosłam wzrok z laptopa na niego, kiedy dostrzegłam mój artykuł.

Gdy zrobił krok do tyłu, nie mogłam się powstrzymać i wskoczyłam w jego ramiona.

- Dziękuję, dziękuję, dziękuję! - Przytuliłam się mocno do niego, zamykając oczy, gdy owinął swoje ramiona wokół mnie, pocierając moje plecy przez bluzkę.

Jak tylko dziewczyny zaczęły chrząkać i śmiać się cicho, przypomniałam sobie gdzie jestem i odsunęłam się z czerwonymi policzkami.

- Przepraszam - wymamrotałam, zanim odważyłam się spojrzeć na niego.

Zachichotał i odgarnął zbłąkany kosmyk za moje ucho.

- Nie przepraszaj za dziękowanie mi, piękna, a w szczególności za przytulanie.

Po czym pochylił się, ogrzewając mój policzek swoim oddechem i powiedział cicho, żebym tylko ja usłyszała:

- Kocham niebieski... Twoje nogi wyglądają niesamowicie.

Uśmiechnęłam się i wyciągnęłam nogę, by wyeksponować but.

- Dziękuję. Szpilki to moja słabostka.

Wyglądał jakby chciał coś powiedzieć, ale zanim przemówił, Jasper podszedł do nas, puszczając mi oczko.

- Joł, Ed, lepiej się zbierajmy - powiedział, nawet nie przepraszając za przerwanie naszej rozmowy.

- Tak, muszę to zanieść Jane, zanim znowu zacznie na mnie krzyczeć. - Westchnęłam, wywracając oczami i uśmiechnęłam się, kiedy Edward zachichotał. - Widzimy się po pracy? - spytałam Edwarda.

Uśmiechnął się i pokiwał głową.

- O tej samej porze w tym samym miejscu?

Zaśmiałam się miękko.

- To samo miejsce o tej samej porze - zgodziłam się. Od jego pierwszego dnia pracy spotykaliśmy się przed budynkiem i czekaliśmy, aż Angela nie skończy pracy, co dawało nam jakieś dziesięć, piętnaście minut na rozmowę. Potem on ruszał w swoją stronę, a ja z Angelą łapałyśmy autobus.

Puścił do mnie oczko, po czym ruszył za Jasperem, odwracając się jeszcze raz z uśmiechem, zanim wszedł do windy.

Zajęło mi dziesięć minut przeglądnięcie artykułu i poprawienie go, zanim wysłałam go do Jane i zrelaksowałam się w fotelu.

- Do diabła. Było blisko - jęknęłam cicho.

- Musisz gdzieś wyjść - powiedziała Alice, radosnym tonem. - Wyjdźmy dziś do baru. Wszyscy. Rose, weź Emmetta. Ja wezmę Jaspera. Wypijemy kilka drinków, zrelaksujemy się, ponarzekamy na jędze Jane i będziemy się cieszyć weekendem. Możesz zaprosić Angelę i jej chłopaka.

- Wchodzę w to - powiedziała Rose. - Em wspominał o wyjściu gdzieś, więc brzmi idealnie.

Kiwnęłam głową, tworząc plan w myślach, ale nie chciałam o nim mówić, nie chcąc zapeszyć.

- Ang i Ben wybierają się do jej rodziny, ale ja w to wchodzę.

Weszłam do baru o dziewiątej, czując zimne powietrze płynące z klimatyzatora, co było miłą odmianą dla ciepła utrzymującego się na zewnątrz. Po pracy czekałam na Edwarda, dopóki Angela nie wyszła, najwidoczniej coś go zatrzymało w pracy. Niestety to znaczy, że będę przysłowiowym piątym kołem u wozu, ponieważ nie miałam okazji zaprosić go na nasze wyjście. Nadal byłam ubrana w spódnicę, bluzkę i szpilki, których nikt nie doceni.

- Bellsy! - Emmett pojawił się znikąd i złapał mnie w niedźwiedzim uścisku, nie żebym go widziała rano, kiedy przyszłam do pracy.

Zaśmiałam się, klepiąc go lekko w klatkę piersiową.

- Odstaw mnie, ty prostaku - drażniłam się, całując go w policzek, zanim odstawił mnie na ziemię. Znam Alice, Emmetta i Rose od collegu i są bardziej jak rodzeństwo niż znajomi. Jest starszy o rok od naszej trójki, więc stał się prawdziwym starszym bratem, którego nie miałam.

- Dziewczyny są przy barze. Wracam do gry w bilard z DJ Jazzym Jasperem - powiedział i puścił mi oczko, zanim się odwrócił.

Przedarłam się przez tłum ludzi, zanim dotarłam do Alice i Rose, która wyciągnęła martini w moim kierunku. Alice uniosła swoje cosmo, czekając aż Rosalie złapie swoją butelkę piwa i odda mi mojego drinka.

- Za piątkowe wieczory, dobrych przyjaciół i brak jędzy Jane przez... - spojrzała na zegarek na filigranowym nadgarstku - ... sześćdziesiąt godzin.

Rose i ja zaśmiałyśmy się, stuknęłyśmy się napojami i przyłożyłyśmy naczynia do ust. Wzięłam łyka, kiedy niski, ekstremalnie seksowny głos zamruczał do mojego ucha:

- Dirty martini1, Bella? A czy ty jesteś niegrzeczną dziewczynką?

1 Dirty martini - drink składający się z ginu i zielonych oliwek, gra słów = dirty girl(niegrzeczna dziewczynka)