Tego dnia John ułożył się do snu nieco wcześniej niż zwykle. Czuł się zmęczony, ale nie mógł zasnąć. Wziął do ręki jedną z książek, którą znalazł kiedyś w ruinach czegoś, co przed Dniem Sądu było biblioteką. Przechowywał je jak największy skarb. Książki stanowiły bowiem dla niego wspomnienie czasów sprzed wojny. Kiedy zaczął czytać, książka wciągnęła go do tego stopnia, że nawet nie słyszał cichego skrzypnięcia drzwi. Do izby weszła Cameron.

- Nie śpisz ? – zapytała cicho

- Nie mogę zasnąć – odpowiedział – Chciałem trochę poczytać. To pozwala mi choć na chwilę oderwać się od problemów.

- Co to za książka ? – zainteresowała się Cameron

- "Czarnoksiężnik z krainy Oz" – John pokazał jej okładkę

- Myślałam, że dorośli ludzie nie czytają bajek – zdziwiła się terminatorka

- Ta książka przypomina mi moją matkę – wyjaśnił John – Kiedy byłem mały, matka czytała mi "Czarnoksiężnika..." po hiszpańsku. Nigdy nie powiedziałem jej, jak bardzo to lubiłem. Kiedy doczytała do końca, prosiłem ją aby przeczytała mi ją jeszcze raz.

- Co się stało z Twoją matką ? – zapytała Cameron i usiadła obok niego

- Zmarła na raka, 4 grudnia 2005 roku. Była jedyną bliską osobą, jaką miałem. Od tej pory zostałem zupełnie sam. Całe moje życie to ciągła ucieczka i ukrywanie się. Nigdy nawet nie poznałem żadnej dziewczyny, która mogłaby mnie pokochać. W mojej sytuacji nie mogłem sobie pozwolić na miłość – opowiadał John

- Miłość... ? – zainteresowała się Cameron

- Jak ci to wytłumaczyć... - powiedział powoli John – Miłość jest wtedy, kiedy chłopak i dziewczyna spędzają ze sobą dużo czasu, kiedy każde z nich troszczy się o drugie bardziej niż o siebie, kiedy wszystko co robią, robią dla tej drugiej osoby. Tak w każdym razie sobie to wyobrażam, ale nigdy nie było dane mi tego przeżyć... Rozumiesz ?

- Nie – odparła po dłuższym namyśle Cameron – nie rozumiem tego...

- Tego nie da się wytłumaczyć – powiedział w zamyśleniu John – To trzeba samemu przeżyć i doświadczyć. Może któregoś dnia to zrozumiesz.

- John – powiedziała nagle Cameron – przecież teraz nie jesteś sam. Ja jestem przy tobie. I zawsze będę...

John spojrzał na nią. Siedziała tuż obok niego. Ich spojrzenia spotkały się. Jej śliczne, brązowe oczy były wpatrzone w niego. Była tak blisko, że czuł ciepło jej ciała. Wiedziony instynktem pocałował ją nieśmiało. Cameron objęła go delikatnie i przytuliła do siebie.

- Dziękuję ci Cam. Za uratowanie mi życia i za to że jesteś przy mnie – powiedział cicho John

- John, jesteś całym sensem mojego istnienia – odpowiedziała Cameron – Gdyby nie ty, byłabym nikomu niepotrzebna.

Tej nocy John nie zmrużył oka. Do rana siedział razem z Cameron, opowiadając jej o swoim dotychczasowym życiu. Przez te chwile kiedy byli razem, zapomniał o okropnościach wojny, o Dniu Sądu i walce o przetrwanie ludzkości. Była tylko Cameron i on. Nic innego się nie liczyło.

Zdał sobie sprawę, że w jego życiu, poza matką, dwiema najbliższymi mu osobami były maszyny. Pierwszą z nich był terminator, który chronił go w 1997 roku i stanowił dla niego namiastkę ojca. Musiał jednak odejść. A teraz w jego życiu pojawiła się Cameron. Ona była inna. Była taka... ludzka. Dzięki niej zobaczył, że istnieje też inny świat, niż ten, w którym toczy się wojna i giną ludzie. Po raz pierwszy poczuł, że jego dotychczasowe życie było puste. Nie było w nim miłości. Cameron obudziła jego serce...

* * *

Mijały dni, dni układały się w tygodnie. Wojna ludzi i maszyn toczyła się ze zmiennym szczęściem dla jednej i drugiej strony. Nic nie zapowiadało odkrycia, które mogło zaważyć na wyniku wojny a w konsekwencji na losach rodzaju ludzkiego.

Od kiedy Cameron stała się faktycznym zastępcą Johna, jako dowódcy Ruchu Oporu, ludzie zaczęli powoli, ale systematycznie spychać Skynet do defensywy. Jej analityczny umysł doskonale sprawdzał się przy planowaniu operacji wojennych. Nawet John, który miał największe doświadczenie jako głównodowodzący, uznawał decyzje Cameron i rzadko próbował forsować pomysły, których ona nie akceptowała.

Oboje stanowili zgrany duet i świetnie się uzupełniali. Kiedy John spał, Cameron przejmowała pełnię dowodzenia, samodzielnie podejmując decyzje. Czasem tylko niektórzy żołnierze zauważali, że John w jej obecności wydaje się jakby nieobecny i nieco rozkojarzony, a Cameron uśmiecha się do niego częściej niż zwykle.

Pewnego dnia przyniesiono Johnowi do analizy kilka chipów ze zniszczonych w walkach terminatorów. Była to częsta praktyka, pozwalająca na otrzymanie cennych informacji o poczynaniach Skynetu bez potrzeby narażania ludzi podczas misji wywiadowczych.

John podłączał kolejno chipy, poprzez interfejs co swojego komputera i przeglądał ich pamięć audiowizualną. Najczęściej były tam zapisane sceny walk oraz trasy patroli odbywanych przez terminatorów. Jeden z procesorów zawierał jednak zapis z pomieszczenia, w którym znajdowała się nieznana wcześniej Johnowi maszyna. W pomieszczeniu było widać kilka endoszkieletów, obsługujących coś w rodzaju pulpitu sterowniczego i jednego cyborga. W pewnym momencie cyborg stanął pośrodku pomieszczenia i po chwili w otoczeniu gwałtownych wyładowań elektrycznych, zakryła go połyskująca na niebiesko kula. Gdy wyładowania i kula zniknęły okazało się, że wraz z nimi zniknął również cyborg. Na tym zapis pamięci chipa się urywał.

- Widziałaś kiedyś coś takiego ? – zapytał stojącą obok Cameron – wiesz co to może być ?

Cameron lekko przechyliła głowę, jak zawsze gdy się nad czymś zastanawiała.

- Nie wiem co to może być – opowiedziała w końcu.

- W takim razie poszukaj Dereka – poprosił John – Jeśli nie jest zajęty, to przyprowadź go tutaj.

- Przyprowadzę go, bez względu na to czy jest czymś zajęty, czy nie – uśmiechnęła się porozumiewawczo Cameron i wyszła.

Po chwili wróciła, a za nią wszedł wyraźnie poirytowany Derek.

- Co masz takiego pilnego, że nie mogłem nawet dokończyć obiadu ? – zapytał

- Spójrz na to – odpowiedział John i pokazał mu zapis z chipa, który przed chwila oglądał. – Masz jakiś pomysł, co to może być ?

- Nie mam zielonego pojęcia. Dlaczego nie zapytasz swojej blaszanej koleżanki ? Przecież ona wie wszystko – zakpił Derek i wyszedł, zostawiając ich samych.

John puścił tą złośliwość mimo uszu. Czuł, że natrafił na ślad czegoś bardzo ważnego. Spojrzał na Cameron. Porozumieli się bez słow. Skinęła głową, jakby odgadując jego myśli.

- Musimy to zbadać. Jak najszybciej. – zdecydował John – Cam, zbierz dwudziestu ludzi i powiedz im aby za piętnaście minut byli uzbrojeni i gotowi do wymarszu.

Po ukończeniu przygotowań, niezwłocznie wyruszyli z bazy na poszukiwanie tajemniczego urządzenia Skynetu. Cameron wskazywała drogę, porównując obraz terenu po którym się poruszali z zapisem pamięci chipa, który przeglądała wraz z Johnem.

Po kilku dniach marszu nie niepokojeni przez patrole Skynetu, dotarli w pobliże nieznanego im wcześniej kompleksu zabudowań, pilnowanego przez kilka endoszkieletów. Rozpoczęła się gwałtowna walka. Straty były po obu stronach, ale w końcu opanowali zabudowania i oczom ich ukazała się tajemnicza maszyna, której szukali.
Na czymś, co zdawało się być panelem sterującym wciąż wyświetlały się napisy: CURRENT DATE 2027, TARGET DATE 1999, TRANSFER COMPLETE.

Zrozumieli.

- To maszyna do przenoszenia się w czasie – powiedział John – Skynet nie mógł mnie dopaść teraz, więc wysłał cyborga aby zabił mnie gdy miałem 15 lat. Trzeba go powstrzymać.

- Jak chcesz to zrobić ? – zapytał Derek

- Musimy wysłać kogoś z naszych w ślad za tamtym cyborgiem – odpowiedział John.

- Nikt nie ma szans w walce z cyborgiem, zwłaszcza jeśli ma do dyspozycji tylko broń z przeszłości – zauważył Derek.

John wiedział, że jest tylko jedna osoba na którą może liczyć.

- Cam – zapytał ze ściśniętym sercem – zrobisz to dla mnie ?

- Nie chcę odchodzić – odpowiedziała Cameron – ale wiesz dobrze, że zawsze będę cię chronić...

Rozpoczęli przygotowania do wysłania Cameron w przeszłość. John uzmysłowił sobie, że przyszedł moment rozstania z ostatnią bliską osobą, jaka była przy nim. Zdawał sobie jednak sprawę, że nie ma wyboru.

- Cam... - powiedział, chwytając ją za rękę

- Tak, John ?

Zawahał się na moment. Może widzimy się ostatni raz ? – pomyślał

- Kocham cię, Cam – wyznał jej, przytulając ją do siebie

Po jej policzku spłynęła łza.

- Ja też cię... kocham, John – odpowiedziała. – Teraz rozumiem, co to jest miłość. Muszę odejść od ciebie, żeby cię chronić w przeszłości. Robię to dla ciebie, aby nie wymazano twojego istnienia. Odchodzę, ale obiecuję ci, że znów się spotkamy. Nie wiem, kiedy to nastąpi, ale cokolwiek by się nie działo, nigdy nie przestawaj w to wierzyć...

Po chwili Cameron zniknęła w kuli otoczonej wyładowaniami elektrycznymi. John poczuł się samotny jak nigdy w życiu. Widział jednak, że znów się zobaczą.
Cameron odeszła, ale zostawiła mu nadzieję...

KONIEC

Opowiadanie poświęcam pamięci Cameron, której uczucie do Johna jest dla mnie uosobieniem prawdziwej miłości. Miłości idealnej, jaka nigdy nie zaistnieje w realnym świecie. Pozostanie jednak na zawsze w marzeniach...