Rozdział IV

Gdy bramki się otworzyły, drużyny ruszyły w las. Młodzież Akatsuki po paru minutach zatrzymała się w miarę bezpiecznym miejscu aby omówić strategię, woleli nie robić to jak inni w oczekiwaniu na zwoje, była możliwość, że ktoś ich podsłucha i cały misterny plan legnie w gruzach. Deidara jako pierwszy wysunął propozycje.

- Szukamy jakiejś drużyny, zabijamy i zabieramy zwój, proste. Co wy na to? – Na jego propozycje Naruto zaczął przytakiwać, lecz Fu miała coś do powiedzenia.

- Ech… Fanatyk niszczenia, a nie łatwiej będzie rozbić obóz, pozornie wystawieni na atak, zwabimy wrogów w pułapkę.

- Lepsze jest szukanie przeciwników i moja sztuka eksplozji – kłócił się Deidara.

- Lepsza zasadzka – nie odpuszczała Fu.

- A może – zaczął Naruto – przez, powiedzmy 2-3 godziny poszukajmy jakiejś drużyny, a później stworzymy zasadzkę. Podoba się?

- Tak – przytaknęli Fu i Deidara, chcąc nie chcąc, idąc na kompromis.

- A więc w drogę – zarządził Naruto, po czym cała trójka ruszyła w głąb lasu.

Po półgodzinnym poszukiwaniu, postanowili zrobić przerwę, aby coś zjeść, dobrze ze pomyśleli, aby wziąć małe zapasy. Osoba obserwująca z boku mogłaby uznać, że są na pikniku, a nie w trakcie egzaminu. Po kilkunastu minutach ich spokój został zakłócony. Na polanie pojawiła się trójka geninów, opaski wskazywały, że pochodzą z wioski wodospadu.

- Czyli mi się nie przywidziało – odezwał się najstarszy z nich – To przecież Fu, nasza niby zmarła kunoichi, podobno Akatsuki cie porwało. Będzie ci trzeba dać nauczkę za tą ucieczkę, wracasz do Taki.

- Nigdy – warknęła Fu – tylko spróbuj mnie zaciągnąć.

- Po co mamy walczyć – zaczął Naruto – jaki macie zwój?

- Nieba - odpowiedział drugi z nich

- My także mamy Nieba, nie ma sensu spór i walka, nic nie zyskamy

- On ma rację Hoki, odpuśćmy to tylko marnotrawstwo czasu, a jak ona odeszła to już jej problem, po co mamy z nimi zadzierać.

- Stul pysk, ja tu dowodzę i jak mówię, że ją zawleczemy do Taki to tak będzie. We trójkę damy jej radę.

- Jak sobie życzysz – powiedziała Fu po czym zwróciła się do towarzyszy – nie wtrącajcie się, to moje własne porachunki.

Tamci skinęli głowami. Fu i Hoki starli się, zielonowłosa kopnięciem odrzuciła go na drzewo.

- Ruszcie się – krzyknął na kompanów.

Pozostałą dwójka chciała zaatakować Fu, lecz w tej samej chwili Naruto przykładał jednemu miecz do gardła, a Deidara owinął glinianego skolopendra wokół drugiego.

- Sztuka jest eksplozją – zaśmiał się Deidara – Daj mi tylko pretekst, a będzie bum!

Zdenerwowany Hoki zaczął składać pieczęcie, lecz Fu nie pozwoliła mu na to, potężnym uderzeniem w brzuch, po czym rzuciła nim, jego lot zatrzymało drzewo. Gdy zbierał się z ziemi, Fu wyciągnęła kunai po czym użyła Hien, by zwiększyć moc ostrza. Nie dała mu pomyśleć o odegraniu się, szybko zmniejszyła dystans między nimi, przecięła mu więzadła w nadgarstku jednej ręki, by nie mógł użyć jutsu. Zrobiła unik przed jego kontratakiem, przeszła pod jego atakującą ręką i wbiła kunai w serce.

- To za to jak byłam traktowana – powiedziała, po czym się obróciła do pozostałych.

- Co z nimi robimy? – Zapytał Naruto

- Wysadźmy ich, jedna drużyna mniej później – Żądał Dediara.

Fu powoli skinęła głową

- Wybaczcie, ale życie nie jest sprawiedliwe.

Akatsuki zrozumiało co ma zrobić, Naruto szybkim ruchem podciął gardło jednemu, Deidara wysadził drugiego krzycząc:

- I to jest sztuka!

Zwój Nieba należący do drużyny Taki został zniszczony w eksplozji.

- Zmywajmy się zanim ktoś zechce sprawdzić co się tu działo. – Zarządziła Fu.

Gdy byli w znacznej odległości od miejsca masakry zatrzymali się by dalej omówić dalsze plany.

- Może rozbijemy już ten obóz, co? – Zapytała z nadzieją Fu.

Blondyni popatrzyli na siebie po czym się zgodzili.

Ja idę po jakieś drewno do rozpalenia ogniska, może coś do jedzenia znajdę, Deidara zabezpiecz miejsce, ale nie uzbrajaj dopóki nie wrócę , Fu rozbij namioty – Zarządził Naruto, po czym ruszył w las.

Deidara zaczął tworzyć miny, oraz małe stworzonka do pilnowania terenu. Fu rozbiła namioty, po czym schowała się w swoim, aby przemyśleć pewne sprawy. Deidara postanowił się nie wtrącać. Po 15 minutach powrócił Naruto z naręczem drewna oraz kilkoma rybami.

- Jestem i do tego mam żarcie, Deidara uzbrajaj co tam masz. – Blondyn ułożył patyki po czym rozpalił ognisko. W czasie gdy Dediara ustawiał wszystko tak jak chciał Naruto zbudował prowizoryczny rożen i zaczął opiekać ryby.

- Dobry obiad to podstawa, może i to nie ramen ale się nada.

- A ty byś tylko jedno jadł – Zaśmiała się Fu, była już w lepszym humorze, możliwe że za sprawą rozmowy z Chomei.

- Co ja poradzę, że to takie pyszne.

- Pewnie nic, ale mógłbyś się ograniczyć - włączył się do rozmowy Deidara – gdy już zjemy i odpoczniemy, może znów poszukamy wrogów jeśli nikt się nie pojawi w ciągu jakiejś godziny od momentu, aż skończymy obiad?

- Mi tam pasuje, a tobie Naruto?

- Może być, ale tym razem chce walczyć, Fu walczyła, Deidara mógł coś wysadzić a ja nic. Zbuntował się Naruto, nie przejęli się tym zbytnio, wiedzieli że niedługo mu to przejdzie, jeśli nie, najwyżej obiecają mu ramen w ramach przeprosin. Przez cały czas gdy czekali na posiłek, a także przez pierwsze półgodziny po nim nic ciekawego się nie zdarzyło. Rozmawiali na różne tematy, w tym o możliwościach wpłynięcia na jinchuriki Shukaku. Wiedzieli, że najłatwiejsze zadanie to nie będzie, a do tego szop nie jest demonem, który łatwo zechce współpracować. Po pierwsze będą musieli rozmawiać bez świadków w postaci rodzeństwa czerwonowłosego. Dodatkowym problemem jest to, że Jednoogniasty sprawił, że dzieciak jest niezrównoważony.

Po pewnym czasie postanowili zwinąć obóz i znaleźć lepsze miejsce do ewentualnego nocowania. Następny miejsce postoju znaleźli po pół godziny, była to polanka położona nad rzeczką i zewsząd otoczona lasami. Niedane im było nawet się dobrze rozejrzeć gdy pojawili się przed nimi trójka geninów z Kiri, było widać, że to nie jest ich pierwszy egzamin.

- Dobra dzieciaki, oddawać zwój i żeby to był Nieba.

- Czyli wy macie Ziemi? – Zapytał Naruto, po czym odwrócił się do towarzyszy z proszącą miną – Mogę?

- Jasne – Fu i Deidara odpowiedzieli zgodnie, wiedząc, że potem by im marudził gdyby się nie zgodzili. Na wszelki wypadek postanowili się cofnąć.

Naruto odwrócił się do przeciwników ze złowieszczym uśmiechem.

- Pewnie na oddanie zwoju się nie zgodzicie, więc który chce się ze mną pierwszy zmierzyć?

- Nie bądź bezczelny bachorze – wykrzyczał jeden z nich po czym ruszył na Uzumakiego.

Wyprowadził cios pięścią z lewej, jednocześnie atakując kunaiem z prawej. Blondyn wyskoczył, po czym wysyłając chakrę do nóg, wylądował na geninie wbijając go w ziemię, łamiąc mu parę kości przy tym których odłamki naruszyły organy wewnętrzne, wątpliwe żeby mógł przeżyć takie atak.

- Radzę wam się trochę postarać jeśli chcecie wygrać.

Drugo z ninja Wioski Mgły zaczął od zrzucenia Nartuo shurikenami i kunaiami, lecz on tego wszystkiego unikał. Po czym sam ruszył do ofensywy. Szybko znalazł się przy przeciwniku, uderzał celując w brzuch. Genin z Kiri odepchnął jego rękę, samemu uderzając w szczękę. Blondyn ledwo zdążył zatrzymać cios, po czym uderzył w grdykę łamiąc chrząstkę, co spowodowało śmierć.

- Miałeś farta dzieciaku, ale pokaże ci jedną z najprzydatniejszych technik mojej wioski – po czym złożył pieczęcie – Kirigakure no jutsu.

Wokół nich zaczęła unosić się lekka mgła która trochę przysłoniła widoczność. Naruto prychnął rozbawiony:

- czyżby cię jej nie nauczyli czy tak nieudolny jesteś? – Zakpił Naruto – Pokaże ci jak się to robi – po czym sam złożył identyczne pieczęcie - Kirigakure no jutsu.

Tym razem mgła całkowicie przysłoniła widoczność. Ostatni z geninów Kiri zszokowany próbował coś dojrzeć.

- Do tego trzeba skupić dużo chakry inaczej będzie tak marny efekt jak twój, nie będziesz miał następnego próby – i w tym momencie jego serce przeszyło ostrze Nuibari. Jego ostatnią myślą było, to skąd ten dzieciak zdobył te umiejętności oraz miecz.

Naruto rozproszył jutsu, po czym przeszukał ciała, by znaleźć zwój Ziemi. Gdy to zrobił podbiegł do przyjaciół machając zwojem.

- Mamy to co potrzebujemy, więc ruszajmy do wieży.

- Jasne, ale zadowolony, że mogłeś się pobawić? – Zapytał Deidara.

- Oczywiście, chociaż bardzo wymagające te walki nie były.

Po 20 minutach znaleźli się w wieży, lecz nie byli tam pierwsi, na miejscu była już drużyna z Suny.

-Długo już tu jesteście? – Zapytał Deidara, trochę zdziwiony że nie byli pierwsi.

- Jakieś 15 minut – Temari jako jedyna pokwapiła się do odpowiedzi.

- Jakbyś się z nimi tyle nie bawił to bylibyśmy pierwsi – Deidara spojrzał ze złością na Naruto.

- Trzeba było pomóc, a nie marudzisz teraz.

- Byś narzekał że się wtrącamy.

- Spokój – krzyknęła Fu. Pod jej wzrokiem nawet nie śmieli pisnąć słówka.

- Idę po jakieś napoje, muszą tu coś mieć –powiedziała do swoich towarzyszy kunoichi Suny.

Deidara, który to usłyszał postanowił to wykorzystać, aby Naruto i Fu mogli porozmawiać na osobności z Gaarą. Szybko zjawił się przy blondynce.

- Pójdę z tobą, znajdziemy szybciej – zaproponował jej po czym złapał Kakuro - chodź i ty, pomożesz nieść te napoje, weźmiemy dla wszystkich.

- Dobra myśl – Temari poparła pomysł Deidary, mimo, iż Kankuro próbował się wyrywać, blondynka pomogła mu go ciągnąć, więc lalkarz został zaciągnięty przez nich w głąb wieży.

- Jeżeli nie spodoba mi się to co usłyszę to was pozabijam, dużo zaryzykowaliście zostając u ze mną. – Odezwał się do nich Gaara.

- Nie owijając w bawełnę, wiemy, że jesteś jinchuriki. My także nimi jesteśmy. We mnie zapieczętowano dziewięcio- a w niej siedmioogonaistego.

- Co w związku z tym?

Mamy pewną propozycję. Domyślamy się, że twoje życie nie jest usłane różami, nawet nie jest spokojne. I to z powodu czegoś nad czym nie miałeś żadnej władzy, ani wyboru. – Zaczął tłumaczyć Naruto - Chcemy ci zaproponować dołączenie do pewnej organizacji, skupia ona ludzi między innymi takich jak my. Celem jest zaprowadzenie pokoju na świecie, pięć wielkich wiosek i nie tylko posiada sakryfikantów jako ewentualną broń w razie wojny. Dołącz do nas, a przestaniesz być traktowany jak karta przetargowa w razie konfliktów. Pomożemy ci zapanować nad Shukaku i jego mocą. Nie każemy ci teraz podejmować decyzji, zastanów się i prosimy, nie mów o tym nikomu.

- Przemyślę to.

- Cieszy nas to – powiedziała Fu- Spotkajmy się za tydzień na głowach Kage, powiedzmy o… północy. Będziesz nam mógł dać odpowiedź, albo w razie wątpliwości zadać dodatkowe pytania.

Gaara skinął głową na znak, że się zgadza. Po chwili powróciła reszta przynosząc napoje. Jedyne co im pozostało to czekać na koniec 2 części egzaminu.


Oto i jest 4 rozdział. Kolejny nie mam pojęcia, bo wena nie wyraża chęci współpracy. Dziękuje za komentarze. Mam nadzieję, ze się podobało.