Rozdział czwarty: Król ciemności
Juliette syknęła przeciągle, opierając się o ścianę.
- Dam sobie radę, Sam. – jęknęła, biorąc jeden niepewny krok do przodu. – Leć. Powstrzymaj Deana przed popełnieniem jednej z największych głupot swojego życia. Jak tylko to rozchodzę, to do was dołączę.
- Powinnaś dalej leżeć, Juliette. – powiedział Sam. Zerknął niepewnie na Gadreela, jak gdyby w tej chwili desperacko szukał oparcia w aniele. Skoro Juliette nie słucha go, to może posłucha rady Gadreela. W końcu to głównie z jego powodu tu przyjechała.
- Sam ma rację. – anioł podszedł niepewnie do Juliette, po czym położył delikatnie dłoń na jej ramieniu. – Naprawdę powinnaś jeszcze trochę odpocząć. Rana się zagoiła, ale twoje siły witalne jeszcze się nie zregenerowały. Sam na pewno da sobie ze wszystkim radę.
- Tu nie chodzi tylko o Sama. – odpowiedziała automatycznie Juliette. – Chodzi tu też o Crowleya. Wie coś o tym Ostrzu… coś, co mi ciągle umyka. Chcę się dowiedzieć, co przed nami kryje. Wiem, że ma to związek z Deanem. I że jest to coś bardzo ważnego.
- Wyciągnę z niego te informacje. – zapewnił ją Sam. Dłoń już miał położoną na klamce. Gotów był wyjść z tego pokoju w każdej chwili. Czekał tylko na moment, gdy uda się w końcu przekonać Juliette, aby tu jednak została. – Dam sobie z tym radę, naprawdę. Nie musisz być przy tym obecna. Gadreel się tobą zaopiekuje w tym czasie.
- A ja ci mówię, że muszę tam być. – Juliette nie dawała za wygraną. – Tak jak ci mówiłam, Sam… leć i powstrzymaj Deana przed ucieczką stąd i zawarciem współpracy z Crowleyem. Ja za jakiś czas do ciebie dołączę.
Sam wiedział, że nie ma z nią sensu dalej dyskutować. Juliette była uparta i jak już postawiła na czymś, to za nic nie dało się jej od tego odciągnąć. Dlatego też wyszedł w końcu z pokoju, uprzednio nachylając się w stronę Gadreela i nakazując mu, aby pilnował dziewczynę na każdym kroku. Nawet włos miał jej z głowy nie spaść, bo w przeciwnym razie anioł gorzko tego pożałuje.
- On ma rację. – powtórzył Gadreel nieco cichszym głosem. – Nie powinnaś się teraz przemęczać.
- Dam sobie radę. – wycedziła Juliette przez zaciśnięte zęby. – Muszę poznać Crowleya. Po prostu muszę. On coś wie. Coś, co przede mną ukrywa. I chcę to odkryć. To może ocalić życie Deana.
Anioł nie sprzeczał się dalej z nią. Przepuścił ją posłusznie, tak żeby mogła udać się za Deanem. Szedł jednak za nią, pilnując ją i upewniając się dzięki temu, że dziewczynie nic się nie stanie.
Nagle Juliette się gwałtownie zatrzymała. Złapała się za głowę, jęcząc cicho, po czym osunęła się na przeciwległą ścianę. Gadreel od razu znalazł się przy niej i przytrzymał ją, tak aby dziewczyna nie upadła.
- Przeklęty demon. – syknęła Juliette, zaciskając z bólu powieki. – Deana już tu nie ma. Wykiwał Sama i uciekł z Crowleyem. Nie ma sensu iść dalej. Sam za moment tu przybiegnie. – dziewczyna walnęła z całej siły pięścią w ścianę, aż huknęło. – Jasna cholera! – zaklęła, zaciskając ze złości zęby. – Kompletny debil. Zawierać pakt z tym świrem… co on sobie myślał? Że Crowley mu pomoże zrozumieć piętno Kaina? Że go wyleczy z tej żądzy mordu? On go tylko wykorzysta. Idiota powinien sobie z tego doskonale zdawać sprawę, a nie uciekać z nim jak jakaś niezdecydowana panna młoda.
Gadreel w milczeniu przysłuchiwał się wywodom Juliette. Zmarszczył nieznacznie brwi, gdy usłyszał, jak dziewczyna wspomina „piętno Kaina".
- Dean otrzymał piętno Kaina? – spytał się jej, gdy Juliette już nieco ochłonęła. – Kiedy?
- Jakiś czas temu. – odpowiedziała po chwili Juliette. – Crowley był przy tym obecny. To on zaprowadził go do Kaina. I to on też odnalazł dla Deana Pierwsze Ostrze. Oryginalnie miał przy jego pomocy zabić Abaddon. Zrobił to, fakt, ale zbzikował od tego. Sam zresztą widziałeś. – tu dziewczyna wskazała na miejsce, w którym do niedawno znajdowała się rana zadana przez Deana. – Trzeba go powstrzymać i jakimś cudem uzdrowić.
- Jak to zrobimy? – Gadreel był szczerze ciekawy tego, co ta dziewczyna jeszcze wiedziała. Z tego, co się o niej dowiedział z rozmowy Sama i Castiela, była kiedyś czarownicą i należała do sabatu. Wybrała jednak stronę Deana i Sama i wydała im swój sabat. Tamci z kolei chcieli ją za to zabić, ale bracia zdołali ją ocalić. Potem ich drogi się rozeszły, gdy Juliette zdecydowała się zostać na trochę ze wspólną znajomą Deana i Sama, niejaką Palomą.
A teraz wróciła. Ale nie z ich powodu – przez cały czas dziewczynie chodziło wyłącznie o Gadreela. I anioł kompletnie nie mógł pojąć, dlaczego ktoś – nawet człowiek – mógłby chcieć mu w czymkolwiek pomóc. Był przecież zdrajcą i niszczycielem rasy ludzkiej. To z jego winy Lucyfer skaził ludzkość. Nikt nie powinien się o niego troszczyć. Nie zasługiwał na takie traktowanie, mimo iż w głębi serca pragnął go bardziej, niż czegokolwiek innego.
- Jeszcze nie wiem. – przyznała dziewczyna. – Ale niedługo coś wymyślę. Muszę tylko… och, Sam. – wyszeptała nagle Juliette, gdy po drugiej stronie korytarza pojawił się młodszy z braci. – Tak mi przykro, Sam. Za późno wyłapałam to w swoich wizjach. Naprawdę tak mi…
- Nie musisz za nic przepraszać. – odpowiedział Sam. Pomógł dziewczynie stanąć na równe nogi, a następnie ostrożnie zaprowadził ją do głównego pokoju bunkra. Gadreel przez cały ten czas szedł za nimi, nie odzywając się nawet słowem. – To moja wina. Powinienem przewidzieć, że Dean coś takiego zrobi. Był zdesperowany. Wiedziałem o tym, ale nic z tym nie zrobiłem. A Crowley, jak zwykle, wykorzystał to przeciw nam.
- Jeszcze możemy to obrócić na naszą korzyść. – powiedziała Juliette. – Musimy tylko obmyślić sensowny plan, aby odzyskać Deana, nim Crowley kompletnie nie przekabaci go na swoją stronę.
Sam zmarszczył brwi, słysząc te słowa.
- Co to znaczy: „przekabacić go na swoją stronę"? Juliette… czy ty wiesz o czymś? Widziałaś coś w swoich wizjach?
Gadreel, który właśnie usiadł przy stole naprzeciwko dziewczyny, przyglądał się jej teraz uważnie. Widział wyraźnie po jej minie, że ta coś ukrywa przed Samem. Nie chciała mu tego zdradzić. Sam jednak tak się na nią patrzył, że nie miała w końcu innego wyjścia.
- Niezupełnie. – przyznała w końcu Juliette, chcąc w ten sposób ominąć dalszego przepytywania. Sam spojrzał się jednak na nią hardo, nie dając za wygraną. – Sam, naprawdę nie jestem pewna tego, co widziałam. To wszystko było takie… niezrozumiałe. Kompletnie zamazane i nieczytelne.
- Co widziałaś? – dociekał mężczyzna. Juliette westchnęła ciężko, przymykając na chwilę powieki. Zaraz potem jednak odpowiedziała na pytanie Sama.
- Dean stanie po stronie Crowleya. – powiedziała. Sam wciągnął głośno powietrze przez usta, słysząc to. – Ale to nie jest pewne! – dodała szybko, widząc minę swojego przyjaciela. – Wciąż mamy szansę zmienić tę przyszłość. Dean poszukuje teraz kogoś, kto pomoże mu z brzemieniem znamienia Kaina. Crowley w tej chwili to jego najlepsza szansa… ale nie jedyna. Musimy po prostu znaleźć kogoś, kto wie o tym tyle samo, co ten demon. I musimy przekonać Deana, że istnieje inne wyjście z tej sytuacji, niż zmienienie się w chodzącą maszynę do zabijania wszystkiego, co ma dwie nogi i nie jest do końca człowiekiem.
- A znasz kogoś takiego? – Juliette z wahaniem pokręciła przecząco głową. – Juliette, błagam cię… jeśli coś wiesz, co powiedz mi o tym. Tu chodzi o życie mojego brata!
- Nie tylko życie twojego brata byłoby wtedy zagrożone! – wykrzyknęła nagle dziewczyna, tracąc nad sobą kontrolę. Sam zamarł, zaskoczony jej nagłym wybuchem. Nie spodziewał się po niej takiej reakcji. – Owszem, Sam, znam kogoś takiego. – dodała po chwili, gdy już nieco się uspokoiła. – Ale najpierw będę musiała się z tą osobą skontaktować. Muszę wiedzieć, czy ta osoba będzie się pisała na takiego rodzaju przedsięwzięcie. Wiele będzie ryzykowała, jeśli tu przyjedzie.
- To jakiś demon rebeliant, czy co? – Na to pytanie Juliette już mu nie odpowiedziała. Sam postanowił zatem sobie odpuścić dalsze przepytywanie dziewczyny aż do czasu, gdy jej „kontakt" nie zdecyduje się im pomóc. – Dobra… to co mi jeszcze możesz powiedzieć na temat tej wizji o Deanie? Jak źle z nim było?
Juliette długo nie chciała odpowiadać na to pytanie. Nie miała jednak innego wyjścia. Widziała, że tego pytania Sam jej nie odpuści. Dostrzegła też, że odpowiedzią na to pytanie zainteresowany jest też Gadreel. Anioł wciąż milczał jak zaklęty, ale widać było po jego minie, że ta rozmowa bardzo go zainteresowała.
- Bardzo źle. – odpowiedziała w końcu Juliette. – Nie jestem pewna, jak to się ostatecznie rozegra, Sam, ale… jeśli nie pomożemy Deanowi, to wkrótce skończy on jako jeden z nich.
- „Jeden z nich"? Jeden z nich, czyli kto? – spytał się Sam. Juliette westchnęła przeciągle, nieco zirytowana tym, że Sam jeszcze niczego się domyślił po samym tonie jej głosu.
- Jako demon. – powiedziała, obracając się jednocześnie przodem do Sama. Mężczyzna zbladł gwałtownie, gdy tylko sens tych słów dotarł do niego.
- Żartujesz sobie. – wymamrotał po chwili, wciąż mocno zszokowany tym wszystkim.
Juliette ze smutkiem pokręciła głową.
- Niestety, Sam, ale to właśnie widziałam w swojej wizji. – powiedziała. – To właśnie dlatego przyjechałam dopiero teraz. Jeszcze do ostatnich chwil liczyłam na to, że te wizje ulegną zmianie. Ale wciąż pojawia się ten sam obrazek. Widzę Deana, jak leży nieprzytomny. Crowley stoi nad nim, wyraźnie z czegoś zadowolony. A potem Dean otwiera oczy. I… i nie są już zielone. Są w całości czarne, zupełnie jak u demona. I… – W tej chwili głos Juliette się załamał, i dziewczyna zamilkła na moment, zamykając ściśle oczy.
- I co, Juliette? Co jeszcze? – Tym razem pytania nie zadał Sam, ale Gadreel. Sam był zbyt przerażony wizją, jaką przedstawiła mu właśnie Juliette, aby o cokolwiek jeszcze się dopytywać. Już sam fakt przemiany Deana w demona był wystarczająco porażający.
Juliette wzięła dwa głębokie, rozedrgane oddechy, nim nie odpowiedziała na to pytanie.
- I widziałam tam coś jeszcze. – powiedziała w końcu. – Jeśli Dean stanie się demonem, na co liczy Crowley, to nie tylko rozpocznie on istną krucjatę przeciwko wszelkiej maści nadprzyrodzonym istotom, bez względu na to, czy będą one dobre, czy złe. Stanie się on tak potężny, że w końcu rzuci wyzwanie Crowleyowi i odbierze mu tron. A gdy to się stanie… wtedy nastąpi prawdziwy koniec świata. I nic i nikt tego nie zdoła powstrzymać.
Oj, długo nie mogłam wymyślić, co zawrzeć w tym rozdziale – ale w końcu dzisiaj podczas pisania wpadłam na ten pomysł z wizją Juliette na temat Deana, i postanowiłam ją zamieścić. Tak, wiem, że to z deczka zalatuje dramatyzmem, ale to wciąż jest „tylko wizja" – Juliette jest jasnowidzem, ale wizje przyszłości mają to do siebie, że nie muszą się spełnić. Na razie mamy zatem suspens pod postacią Deana – potencjalnego przyszłego króla Piekła, co jednak wcale nie musi się ziścić.
W jednym z następnych rozdziałów poznamy też w końcu „tego, który może pomóc Deanowi". Kim on jest – tego nie zdradzę. Jedyne, co mogę na temat tej osoby powiedzieć, to tylko to, że posiada ona wspólną przeszłość z Juliette.
