Rozdział 4- Raczej opuściłbym to, niż cierpiał z tego powodu

Nie chcę być Twoim francuskim kluczem

Kolejnym nieprzyzwoitym wypadkiem

Raczej opuściłbym to niż cierpiał z tego powodu

Nigdy nie będę Twoim francuskim kluczem

Poranny strumień światła wpadał przez okno w sypialni Belli, prosto na jej twarz. Przewróciła się na drugi bok, słońce miarowo wypełniało cały pokój. Pomysł sprawdzenia, która godzina nie wypalił, ale nie mogła tego dłużej unikać kiedy jej telefon zadzwonił i popłynęła z niego piosenka Monkey Wrench- Foo Fighter.

Bella nic nie mogła poradzić na uśmiech, kiedy odezwała się do rozmówcy:

- Cześć Jacob.

- Hej Bella. Czekałem kiedy zadzwonisz.

Bella sprawdziła godzinę na telefonie i wywróciła oczami.

- Jacob, jest zaledwie 8 rano.

- Powiedziałaś, że zrobimy coś razem po południu.

- Taak po południu, a właśnie teraz jest ranek. - Zaśmiał się

- Więc, kiedy już nie śpisz, ja tylko... .

- Nie. Wracam spać.

- Bella... - zaczął.

- Jacob, zadzwonię do ciebie za parę godzin.

- Ale - nie pozwoliła mu dokończyć, gdyż rozłączyła się i rzuciła telefon na podłogę. Poprawiła swoją poduszkę i zakryła nią głowę. Nie była rannym ptaszkiem. To wszystko.

Emmett podniósł dzbanek z kawą i nalał sobie pełen kubek. Wziął swoją czarną kawę. Postawił ją z innymi rzeczami do rozcieńczenia kofeiny. Kiedy w końcu skończył pracę musiał jeszcze zostać do późna w nocy ponieważ, ktoś lub jacyś ludzie pomyśleli, że byłoby zabawne okręcić drzewa w parku, papierem toaletowym. Nie byłoby to nic wielkiego gdyby to było jedno drzewo. On i inni strażnicy znaleźli kilka drzew obrzuconych papierem w różnych częściach parku. Popił kawę i ubolewał nad faktem, że nawet gdyby mógł rozedrzeć na strzępy winowajców tego zdarzenia, to nadal byłaby to zbyt mała kara.

Jeśli miał być ze sobą szczery, był naprawdę w złym humorze, ponieważ musiał wcześniej wyjść z domu Cullenów poprzedniego wieczora. Nigdy nie zazdrościł Edwardowi niczego, ale cholera, nic nie mógł poradzić na poczucie małej dawki tego uczucia, że skończył on z kimś tak zapierającym dech w piersiach jak Rosalie. Jego kubek z kawą był prawie pusty i zaczynał czuć się ponownie człowiekiem, kiedy usłyszał pukanie do drzwi. Bella wspominała coś o wyjściu gdzieś razem z Jacobem. Emmett nie mógłby dopuścić by pokazać mu ją tak wcześnie. Chłopak był bardziej zniecierpliwiony niż golden retriever. Musiał porozmawiać z Bellą głównie o nim. Odstawił kawę na blat i poszedł otworzyć. Był gotowy wdać się w przemówienie o tym jak skopać tyłek, komuś kto w nierozsądnych

godzinach odwiedza ludzi. Kiedy otworzył drzwi i zorientował się, że to nie Jacob tylko Edward, przywitał się.

- Uh, Cześć.

- Cześć - Edward przebiegł palcami po włosach. Emmett odsunął się na bok i jego przyjaciel

wszedł do środka.

- Kawy? - zapytał Emmett kiedy weszli do kuchni.

- Nie dziękuję - Emmett nalał sobie kolejna porcje kawy i napił się.

- Jak było w pracy? - zapytał Edward.

Emmett potrząsł głową.

- Musiałem posprzątać papier toaletowy z krzaków.

- Powinienem mimo to pytać?- zaśmiał się

- Zgaduję, że był to rewanż, za ciągłe chodzenie do toalety.

- Przykro mi - powiedział Edward.

Emmett wzruszył ramionami i wziął kolejny łyk kawy. Następnie zapytał:

- Jak u Rosalie?

- Świetnie - i wtedy przypominał sobie co mówiła zeszłego wieczora o Emmecie - Więc, co o niej sądzisz?

- Jesteś szczęściarzem, gnojku.

Edward wypuścił mały chichot:

- Jest świetna.

- Świetna? - Emmett odstawił swój kubek - Ona jest jak ciasto czekoladowe, gorąca krówka

(cukierek) i lody waniliowe .

Edward zapomniał o tym, że Swanowie używają jedzenia do opisania swoich przeżyć. Kiedy byli dziećmi, Emmett miał starcie z jego matką i porównał ją do świeżo upieczonych czekoladowych ciastek i szklanki mleka.

- Aż tak, co? - naigrywał się Edward. Emmett odchrząknął.

- Przepraszam.

- Nie w porządku, - ostrożnie zaczął - powiedziałbym, że Rosalie jest bardziej jak marchewkowe ciasto, oczywiście dla mnie.

Emmett wzdrygnął się

- Dlaczego mówisz coś takiego?

Edward zawahał się za nim odpowiedział

- Może dlatego, że Rosalie myśli, że też jestem jak marchewkowe ciasto.

Zajęło minutę by ta informacja się rozeszła. Oczy Emmetta zalśniły.

- Zerwaliście ze sobą? - Edward uśmiechnął się.

- My właściwie nigdy...byliśmy tylko przyjaciółmi.

- Więc czemu mówiłeś, że to twoja dziewczyna.

- Nigdy nie mówiłem, że nią jest.

Emmett zamierzał zaprzeczyć mu, ale nie potrafił. Zamiast tego potarł twarz i napił się więcej

kawy. Po chwili wzruszył ramionami i powiedział

- Okej.

Edward zapominał również, jak łatwo idzie udobruchać Emmetta.

- Więc to jest powód twojej wizyty dzisiaj? - Zapytał Em.

- Nie właściwie, Bella...powiedziała, że źle się czuła ostatniego wieczora i poprosiła Alice by ją odwiozła. - Brwi Emmetta zmarszczyły się.

- Spała już, kiedy przyjechałem do domu. Nie sprawdzałem jej. - Po tych słowach wyszedł z

kuchni. Kiedy stali na schodach Edward powiedział:

- Zanim tam pójdziesz, chciałbym osobiście powiedzieć Belli o Rosalie.

Emmett spojrzał na schody prowadzące na górę i następnie na Edwarda

- W porządku.

Edward zawahał się, nie wyobrażał sobie by za pierwszym razem Emmett pozwoli mu wejść na górę i zobaczyć się z Bellą. Zaczął wspinać się po schodach.

- Drugie drzwi po prawej to jej - poinstruował go przyjaciel.

Edward stał przed drzwiami sypialni Belli kilka sekund, zanim zapukał.

- Bella ?Nie było żadnej odpowiedzi. Pomyślał, że może nie ma jej w pokoju. Otworzył drzwi i wkroczył do środka. Obejrzał się dookoła. Bella nigdy nie była typem dziewczyny, która przepadała za jednorożcami i kwiatami. Miała kilka zdjęć wydrukowanych w ramkach i powieszonych na ścianie. Nie było tam żadnego innego obrazu, żadnych bibelotów lub innych typowych żeńskich dekoracji. Edward wkroczył dalej do sypialni i oparł się o wpół otwarte drzwi. Zerknął na łóżko Belli na pierwszy rzut oka, wyglądało na nieużywane, ale wtedy zauważył ruch ręki między poduszkami. Poczuł się trochę zaniepokojony, kiedy nie mógł zauważyć żadnego innego ruchu. Zrobił dwa kroki w stronę jej łóżka i dotknął jej ramienia. Było ciepłe. Edward sięgnął po poduszkę na której leżała głowa dziewczyny i nią poruszył.

- Bella?

Żadnej reakcji. Położył rękę na jej ramieniu i delikatnie nim potrząsnął

- Bella?

Tym razem odwróciła się i wybełkotała:

- Nie teraz, Jacob. Jest nadal za wcześnie. - Edward stał w osłupieniu Ona oczekuję Jacoba,

pomyślał. Bella zatrzepotała oczami i je otworzyła. Przelotnie zerknęła na Edwarda i ponownie je zamknęła.

- Bella to ja Edward - odchrząknął - Nie Jacob.

Panna Swan po raz kolejny otworzyła oczy i spojrzała na swojego gościa. Kiedy zdała sobie

sprawę, że istotnie to był Edward, a nie Jacob, usiadła na łóżku.

- Edward? - zebrała włosy z twarzy i potarła rękami zaspane oczy.

- Ja... - Edward zamrugał zszokowany, kiedy zorientował się, że nie miała na sobie żadnego

ubrania. Spojrzała w stronę, w którą Edward się gapił. Zauważyła, że była ubrana jedynie w bieliznę, więc naciągnęła na siebie przykrycie. Rozejrzała się za ubraniami, lecz leżały one przy stopach Edwarda.

Przeklęła cicho pod nosem i zapytała

- Co do cholery się wydarzyło? - Sprawdziła pod pościelą i znalazła swój stanik zakręcony w

prześcieradle. Wypuściła kolejną wiązkę przekleństw - Co ty tutaj robisz? - Była wdzięczna, że przynajmniej miała parę swojej najlepszej bielizny.

- Emmett powiedział, że mogę przyjść i ciebie zobaczyć, - jego spojrzenie włóczyło się po niej. Bella spojrzała na niego z niedowierzaniem. Podniósł ręce w obronnym geście.

- Nie, to znaczy, chciałem się upewnić, że z tobą wszystko dobrze po ostatniej nocy. - Tym razem miał dobre wyczucie by odwrócić wzrok.

- Dlaczego nie pukałeś?

- Pukałem. Byłaś zakopana pod poduszkami - brzmiał jak winowajca i był zdeterminowany nie gapić się na nią, ale nie mógł powstrzymać siebie i ukradkiem zerknął w jej stronę. Wzięła

prześcieradło ze swojego łóżka by się okręcić, ale sposób w jaki Edward się na nią gapił, sprawił, że Bella poczuła, iż zdecydowanie musiał coś widzieć. Poczuła poranne światło na plecach i jęknęła, orientując się, że połowa jej nagiego ciała była oświetlona przez cały czas.

Wspaniale pomyślała, zrozpaczona. Bella czuła trzy ćwierci do śmierci. Z jaskrawym porannym słońcem, nie było żadnej pomyłki.

Edward widział każdy cal jej ciała.

- Bella? - Emmett wołał ją z dołu. Mogli następnie usłyszeć jak wchodzi po schodach.

- Zamknij drzwi! - Bella wyskoczyła z łóżka i próbowała owinąć się prześcieradłem.

- Ale... - przesunął się w stronę drzwi, lecz nic nie mógł poradzić na przyglądanie się Belli jak

próbuję opatulić się prześcieradłem, na którym wcześniej spała.

- Edward, zamknij drzwi! - rozkazała.

Razem sięgnęli po drzwi i w tym samym czasie je zamknęli.

Kilka sekund później, Em był już pod drzwiami i zapytał.

- Bella? Czy wszystko w porządku? - zniżył przy tym głos - Czy Edward jest tam nadal z tobą?

- Tak. Wszystko w porządku. Tylko daj nam minutę - powiedziała przez drzwi.

Przez chwilę była cisza, zanim Emmett oznajmił - Jacob jest tutaj.

- Nie, na dole - odpowiedział starszy brat.

- Powiedz mu by tam został.

-Jesteś pewna, że nie chcesz bym go wysłał do domu? - Zaproponował Em. Bella wywróciła oczami.

- W porządku - po tych słowach od razu usłyszała jak Emmett schodzi na dół po schodach.

Odwróciła się by spojrzeć na Edwarda. Zaczynał do niej docierać fakt, że stał bliżej niż sądziła. Trzymała mocno prześcieradło przy swoim ciele. Oczy Edwarda dryfowały po nagich ramionach i szyi Belli.

- Przepraszam. Nie wiedziałem, że spodziewasz się kogoś. - Jeśli ktoś powiedziałby jej w zeszłym tygodniu, że Edward Cullen mógłby być w jej pokoju i, że ona byłaby praktycznie naga, pewnie umarłaby na uraz spowodowany niepohamowanym śmiechem. Spojrzała na niego i zauważyła, że jego oczy mają kolor ciepłego bursztynu.

- Przyszedłeś tylko po to by sprawdzić jak się czyje?

- Wyglądałaś wczorajszego wieczoru na naprawdę zmartwioną.

- No cóż, teraz wszystko ze mną dobrze - zorientowała się, że może poczuć zapach Edwarda.

Pachniał czystością i czymś jeszcze czego nie umiała zidentyfikować. Powstrzymała siebie przed skłonnością do przytulenia się w miejsce powyżej jego kołnierza. Zamiast tego, cofnęła się o krok, ale poczuła za plecami drzwi. Jej głos zachwiał się trochę kiedy zapytała.

- Czego chcesz, Edwardzie?

Bella oglądała serię emocji przechodzących przez twarz młodego Cullena. Zauważyła również, że jego oczy zmieniły barwę na czekoladowy brąz.

- Przyszedłem porozmawiać z tobą. - powiedział zmagając się z każdym słowem.

- O czym? - dociekała dziewczyna.

Chłopak musnął włosy na jej lewym ramieniu i pozwolił sobie koniuszkiem palca wlec się,

dotykając jej skóry, podczas gdy jego kciuk musnął zagłębienie jej szyi. Ponownie wrócił dłońmi na jej ramiona. Bella była pewna, że jej serce wyskoczyłoby z piersi, jeśli dalej kontynuowałby te tortury.

- Edward? - Nic nie mogła poradzić na westchnienie kiedy wypowiedziała jego imię. Ciężko było jej się skupić - O czym chciałeś porozmawiać?

- Co? - Był zaabsorbowany przyglądania się w jaki sposób wygina szyję.

- Powiedziałeś, że przyszedłeś tutaj porozmawiać ze mną.

- Tak - spojrzał na jej usta. Serce Belli waliło jak oszalałe w klatce piersiowej.

- Może powinnam się ubrać - oznajmiła

- Ubrać? - powiedział, nadal trzymając ją za ramię.

- To jest naprawdę niezręczne - podciągnęła wyżej prześcieradło.

-Jeśli wiedziałbym, że praktykujesz spanie nago, nie przyszedłbym..

- Ale to był przypadek - tłumaczyła się Bella. Kącik jego ust drgnął nieznacznie

- Jaki znowu przypadek?

- Ostatniej nocy, byłam zbyt zmęczona by założyć piżamę. Miałam na sobie biustonosz, ale w

jakimś sposobem musiał odpaść. - Uśmiechną się jeszcze szerzej na jej tłumaczenia.

-To nie jest zabawne, - zwęziła oczy patrząc na niego.

- Nie wiedziałem, że masz problem z utrzymaniem na sobie ubrań. - Drwił z niej. Bella polizała usta, zanim odcięła się na jego komentarz.

- I tobie wydaje się, że zamierzam nie nosić ubrań.

- Co sprawiło, że tak mówisz? - zapytał ją ze złośliwym uśmieszkiem.

Bella obdarowała go znaczącym spojrzeniem. Zajęło mu chwilę, by zdać sobie sprawę, że trzymał rękę na drzwiach tuż obok głowy Belli. Co za tym idzie, że jego ręce blokowały drogę wyjścia. Druga ręka w dość stanowczym uchwycie trzymała biodro dziewczyny.

- Przepraszam. - Edward rozluźnił uścisk i zabrał ręce. Nie miał pojęcia co w niego wstąpiło, kiedy pół naga Bella stała tuż przed nim.

Bella miała już coś powiedzieć, kiedy usłyszeli znów Emmetta przy drzwiach.

- Bella? Jak długo zamierzacie tam być? - zapytał starszy brat przez drzwi.

- Mówiłam ci - Bella otworzyła drzwi. I zauważyła, że Jacob był razem z Emmettem na korytarzu. Obaj brali udział w tym wydarzeniu. Bella na „chybił trafił" starała się okręcić prześcieradłem, a Edward wyglądał jakby ktoś przyłapał go na zjadaniu ciastek prosto ze słoika.

- Oh - tylko tyle zdołał z siebie wydobyć Em. Jacob miał zbolały wyraz twarzy. Odwrócił się i

odszedł.

- Jacob zaczekaj! - Bella ruszyła za przyjacielem, ale Emmett zatrzymał ją.

- Może powinnaś coś na siebie włożyć - zasugerował. Spojrzała na swój strój i przeklęła. Następnie wróciła do pokoju.

- Pójdę sprawdzę co z Jacobem. - Zaoferował się Emmett i zszedł na dół. Bella weszła do sypialni i podniosła swój stanik. Potem pozbierała resztę ubrań i zrzuciła z siebie prześcieradło. Edward natychmiast się odwrócił. Usłyszał szuranie jej szuflad i powiedział.

- Przepraszam Bella.

Sfrustrowana tym, że nie mogła znaleźć czystej podkoszulki, chwyciła sweter wiszący w jej szafie i włożyła go.

- Za co ? - zapytała, potem podeszła tam gdzie stał Edward i podniosła z podłogi swoje dżinsy.

- Za... nie wiedziałem, że ty i Jacob... - przerwał.

Tym razem, Bella założyła dżinsy i zapięła rozporek i guzik. Sięgnęła pod łóżko po parę klapek.

- O czym ty w ogóle mówisz? - Edward na te słowa odwrócił się.

- Przepraszam, że przyszedłem tutaj kiedy spodziewałaś się Jacoba. Mam nadzieję, że nie

zniszczyłem tego co było między wami.

Bella zatrzymała się i spojrzała na chłopaka

- Sądzisz, że czekałam na Jacoba?

- No cóż, mówiłaś tak - w tym czasie Bella podniosła ręce do góry.

- Nie mam czasu na to. Jacob jest dla mnie bardzo ważny. Nie chcę go skrzywdzić - Wyszła z

sypialni i Edward poszedł za nią. Kiedy zeszli na dół ze schodów, Bella zawołała – Jacob! -

Wkroczyła do salonu i zobaczyła Emmetta, samotnie oglądającego wiadomości. - Gdzie Jacob? - zapytała brata.

- Wyszedł. – odpowiedział.

- Co ? - Ustała naprzeciw telewizora. Em spojrzał na siostrę.

- Hej, oglądałem to. Wkrótce idę do pracy.

- Gdzie on poszedł? - dopytywała się Bella.

- Nie wiem - próbował rozglądać się dookoła Belli. Skrzyżowała ręce na piersi.

- Tak po prostu pozwoliłeś mu wyjść?

-Nie było zbyt wiele, co mógłbym zrobić. Był bardzo zmartwiony. - Bella przeklęła i poszła do drzwi.

- Jadę za nim.- Emmett wstał.

- Bella!

- Wiem, że nie lubiłeś zbytnio Jacoba, ale był i jest naprawdę dobrym przyjacielem. - Bella zabrała klucze .

- Nigdy nie mówiłem, że nie lubię Jacoba. - Bronił się Em.

- Nieważne. - Wzięła swój portfel i wyszła z domu.

- Zamierzasz iść za nią? - Edward spojrzał na kumpla. Emmett potrząsnął głową

.

- Jest bardzo zdeterminowana.

- Sprawy między nimi wyglądają na bardzo poważne.

- Nie wiem - stwierdził Em.

- No cóż, muszą być skoro za nim poszła.

- Przestałem próbować ich rozgryźć dawno temu - Emmett z powrotem usiadł na ruszył się i usiadł obok przyjaciela.

- Jak oni się poznali? - zapytał zaciekawiony.

- Poznali się w Forks, po tym kiedy on i jego ojciec przeprowadzili się do Seattle. Ojciec Jacoba potrzebował pomocy przy pracy w barze. Charlie coś wspominał o tym i Bella postanowiła pomóc. To było 3 lata temu. - Em zakończył swój opis.

- Czy nadal pomaga w barze? - zapytał Edward.

- Nie, ale nadal przyjaźni się z Jacobem.- poinformował Edwarda.

- Czy ona z nim... nieważne - zawahał się nad zadaniem pytania. Przez chwilę siedzieli cicho na kanapie zanim Emmett zapytał.

- Powiedziałeś Belli o Rosalie?

- Nie miałem okazji - stwierdził Edward trzymając się za przegub nosa.

- Ah, prawda - Emmett zmarszczył brwi.

- Co ? - Edward spojrzał zdezorientowany na przyjaciela.

- Musieliście być pochłonięci innymi sprawami - przy tych słowach Em uśmiechnął się złośliwie.

- Do niczego nie doszło - bronił się Cullen.

- Nie ważne - drażnił się Swan.

- My tylko rozmawialiśmy - usprawiedliwiał się Edward.

- Ale nie miałeś okazji powiedzieć jej o Rosalie? - drwił przyjaciel.

Edward otwierał i zamykał usta, potem stwierdził.

- Szanuję Bellę i nie zrobiłbym niczego by ją skrzywdzić. - Emmett analizował wyraz twarzy

przyjaciela, następnie powiedział:

- Tak, wiem.

Edward został jeszcze godzinę, ale Bella nie wróciła. Wtedy Emmett musiał iść do pracy. Więc Edward wrócił do domu, czując jeszcze mniej nadziei, niż kiedy wyszedł z domu. Myśl, że Bella czekała na Jacoba tego ranka, zaniepokoiła go bardziej niżby chciał.

Bella zaparkowała przed domem Blacków, który znajdował się niedaleko baru. Mieszkali jakieś 10minut drogi od domu Belli. Zauważyła zaparkowany, na podjeździe motocykl Jacoba. Wysiadła zsamochodu i skierowała się w stronę skromnego domu. Zapukała do drzwi i po kilku minutachotworzył Embry.

- Hej, Embry - przywitała się. Embry uśmiechnął się, ale to nie był jego zwykły szeroki uśmiech.

- Hej Bella.

- Czy jest Jacob? - zapytała.

- Tak, ale - Bella nie czekała na zaproszenie by wejść do środka. Zobaczyła Bill'ego siedzące w kuchni.

- Cześć Billy - zawołała.

- Cześć Bella, co tam u ciebie? - zapytał mężczyzna.

- Jacob jest przeze mnie przygnębiony. - Black spojrzał na nią zaskoczony jej śmiałością.

- Więc, to by tłumaczyło, dlaczego zamknął się sam w garażu.

- Wykopał mnie z stamtąd. - poskarżył się Embry.

- Przepraszam - Bella skierowała się do tylnych drzwi. - Idę z nim porozmawiać.

- Jesteś pewna, że chcesz to zrobić? - zapytała Embry.

- Będzie dobrze - wyszła i zamknęła za sobą drzwi.

Kiedy znalazła garaż, drzwi były zamknięte, ale niezablokowane. Kiedy weszła do środka, Best of you Foo Fighter's ryknęło z garażu. Bella zalazła wystające nogi Jacoba spod Mustanga. Przyciszyłamuzykę i ustała obok samochodu. Po chwili chłopak zapytał.

- Co tutaj robisz, Bella?

- Przyszłam porozmawiać z tobą - stwierdziła dziewczyna.

- A o czym mamy rozmawiać? - zapytał młody Black.

- No dalej, Jacob. Możemy porozmawiać, proszę?

Minęła kolejna minuta, zanim Jacob wysunął się spod samochodu. Miał biały podkoszulek i dżinsy ubrudzone jakimś smarem. Podszedł do półki z narzędziami by wytrzeć ręce szmatką.

- Więc, mów. - Powiedział chłodno. Bella podeszła kilka kroków by być bliżej niego

- To nie to co myślisz.

- Nie wiem. To wyglądało na oczywiste, co ty i ten facet robiliście.

- Ten facet to Edward. - Jacob przestał wycierać ręce i odwrócił się twarzą do Belli

- Edward Cullen? - Bella przytaknęła.

- Przyjaciel Emmetta. - to nie było pytanie. Minęła minuta zanim Jacob stwierdził.

- Więc, to on jest tym jedynym. - Bella potrząsnęła głową.

- Nic między nami nie zaszło.

- Racja - wrzucił szmatkę na półkę z narzędziami.

- Nic nie było - Bella uniosła podbródek. Jacob odwrócił się i poprzekładał narzędzia na półce.

- Jeśli dobrze pamiętam, to on był powodem dlaczego wyjechałaś z Forks.

- Wyjechałam z Forks by się uczyć.

- W tej samej szkole co on.

- On dawno skończył zanim ja zaczęłam tam chodzić. - Bella podeszła do półki z narzędziami i stanęła obok przyjaciela.- Nie był przyczyną, dlaczego wybrałam UW1.

- Może i nie był przyczyną, ale miał wielki na to wpływ - Odwrócił się twarzą do Belli - Czy

zapomniałaś z kim rozmawiasz?

- Jacob... - zaczęła Bella.

- Byłem tutaj, Bella. Byłem tutaj, kiedy go nie było.

- Ja... - Odwróciła się i oparła plecami o półkę - Ja troszczę się o ciebie, Jacob.

- Wiem. - spojrzał na nią - Tylko myślałem, że my... - dotknęła jego ramienia.

- Nigdy nie sugerowałam, że... - podniósł rękę.

- Myślałem może, że robiliśmy jakieś postępy. - Bella tylko na to cofnęła jego rękę.

- Jacob, staraliśmy się chodzić na randki, ale ja nie potrafię - wzięła głęboki oddech.

- Próbowałam, ale nie byłam z tobą fair. - Obdarował ją jednym ze swoich długich spojrzeń.

Musiał uciec wzrokiem. Jego mina przypominała jej o innych czasach kiedy zagubiła się,

zapominając Edwarda.

- To nie uczciwe. - poskarżyła się.

- Kto powiedział, że będę walczył uczciwie?

-Jacob, nic na to nie poradzę, że czuję to w ten sposób. Wiesz o tym. Wcześniej tyle razy o tym rozmawialiśmy. - Odsunęła się od półki. Stanęła plecami do przyjaciela.

- Nie ma najmniejszej nadziei.

- Martwię się o ciebie. - Zawahała się zanim dodała - naprawę cię kocham.

Ale nie w taki sposób, pomyślała. Jacob zabrał rękę z jej ramienia

- Ale?

Nie potrafiła zmusić się by to powiedzieć. Wiedziała, że jeśli zrobiłaby to, to wszystko by się

zmieniło. Niskim głosem powiedział.

- Bella nie możesz wybrać dwóch opcji. - Bella wzdrygnęła się na te słowa

- O czym ty w ogóle mówisz? - Odwróciła się twarzą do niego.

- Przez cały ten czas który cię znałem, tego ranka Emmett pierwszy raz pozwolił mi wejść na górę do twojego pokoju.

- Byłeś wcześniej w moim pokoju.

- Tak, ale to był pierwszy raz, kiedy Emmett właściwe to pochwalił. - Skrzyżował ręce na klatce piersiowej - Jak długo Edward jest w mieście? Nawet nie cały tydzień? I Emmett pozwolił jemu wejść na górę bez namysłu.

- To dziwne?

- Tak i to bardzo. Emmett prawdopodobnie pozwolił mi iść na górę, tylko po to, bym mógł

zobaczyć na własne oczy, co się wydarzyło. Bella nie ukryła zbolałej miny.

- Emmett nie zrobiłby czegoś takiego.

- Przepraszam. Ja tylko... - westchnął głęboko i zrobił krok w kierunku Belli - W sposób w jaki Edward na ciebie patrzył nie pozostawia co do tego żadnych wątpliwości, że jest coś między wami.

- Ile razy mam ci powtarzać, że między nami nic nie ma – zdenerwowała się Bella.

Jacob patrzył na Bellę przez dobrą minutę.

- Ale chciałabyś by coś było, prawda?

Bella otwierała i zamykała usta. Nie potrafiła temu zaprzeczyć.

Jacob, tylko zniżył swój głos.

- I jeśli jesteś uczciwa, co jeśli ja byłbym na górze w twoim pokoju tego ranka, nie pozwoliłabyś mi tak długo zostać jak jemu.

Bella zawahała się. Zastanawiała się. Czy Edward naprawdę był tak długo w moim pokoju.

Powróciła myślami do porannego incydentu. Wszystko wydawało się wydarzyć tak szybko. Za szybko. Podpowiadał jej cichy głosik w jej głowie. Spojrzała przed siebie na swoje ręce.

- Nie wiem co powiedzieć. Czuję coś do Edwarda, ale nie sądzę by czuł to samo do mnie. Również się o ciebie troszczę. - Jacob tylko ją przytulił. Stali tak przez chwilę, zanim chłopak wyszeptał jej do ucha.

- Czy jest cokolwiek, co mogę zrobić by przekonać cię byś dała mi szansę? - Bella poczuła ukłucie w sercu. Spojrzała na przyjaciela. Był przeciwieństwem Edwarda. Jacob miał ciemną karnację i był wyższy od Edwarda o pół stopy**. Edward był szczupły, ale Jacob był nie tylko szczupły, był również umięśniony w taki sposób, ze jego muskulatura wyraźnie się odznaczała. Przyciśnięta do klatki Jacoba, Bella przypominała sobie o jego budowie ciała. I chociaż czuła coś do Edwarda, nie była odporna na wspaniałą budowę ciała przyjaciela. Była tylko człowiekiem. Więc, kiedy Jacob pochylił się i przykrył jej usta swymi, pozwoliła sobie na pocałunek. Kiedy zacisną ramiona wokół niej, nic nie mogła poradzić na to że, objęła ramionami szyję Jacoba.

Jacob zachęcony działaniem Belli, stając się śmielszym, pogłębił pocałunek, czym kompletnie ją zaskoczył. Znów odebrał to jako znak jej zachęty. Jego ręce zsunęły się na jej talię i podprowadził ją w kierunku samochodu, przygwożdżając ją do auta. Całujący Jacob zwykle przypominał ciepły letni dzień. Był przyjemny i obiecujący. To nie zdarzało się zbyt często, ale kiedy w końcu ją całował, Bella nie mogła zaprzeczyć, że to on był sprawcą odczuć o których wciąż myślała i lubiła je doświadczać. Ten pocałunek jednak był gwałtowny i niepodobny do poprzednich. Jacob nigdy wcześniej nie był aż tak śmiały, aż do teraz. Można było wyczuć i zrozumieć tą głębie. Nigdy nie brała pod uwagę myśli, że Jacob czuł aż taką pasję do niej. I stał się bardziej namiętny. Bella zdała sobie sprawę, że nie potrafi odwzajemnić jego uczuć. Kiedy poczuła ręce Jacoba przesuwające się na jej tułów, oderwała się od niego.

- Jacob? - zapytała. Oparł swoje czoło o jej, próbując złapać powietrze. Po kilku sekundach

odezwał się.

- Cokolwiek? - Bella uciekła wzrokiem. - To było miłe. - Uniósł głowę .

- Miłe? Tylko miłe? No dalej, Bella! To było niesamowite. - Spojrzała na niego przepraszającym wzrokiem.

- Dla ciebie było niesamowite, ale ja nie czuje tego samego do ciebie Jacob. - Powoli ją puścił.

- Przepraszam - wyszeptała. Jacob zrobił krok do tyłu.

- Więc, zgaduję, że to koniec.

- Co? Co masz na myśli?

- Bella, proszę nie zadawaj mi takich pytań, jeśli chcesz byśmy byli nadal przyjaciółmi. -

Podtrzymywała łzy napływające jej do oczu. Kiedy przeprowadziła się do Seattle, Jacob był jej pierwszym przyjacielem. Zebrał palcami włosy z jej twarzy.

- Przynajmniej nie w tej chwili.

- Naprawdę mi na tobie zależy - nienawidziła siebie za to, że głos jej się załamał.

- Wiem, ale nie mogę... nie mogę się z tobą przyjaźnić, wiedząc, że kiedy całujesz Edwarda,

będziesz to robić z nim o stokroć większą namiętnością niż ze mną.

- Ale mówiłeś. - Poniósł rękę by ją uciszyć

- Wiem. To było niesamowite i będę strzegł tego wspomnienia, ale mógłbym także nakazać tobie byś nie angażowała się w to całym sercem.

- Jacob - nie mogła nic więcej powiedzieć. Potrząsł głową.

- Edward jest szczęśliwym sukinsynem.

- Przepraszam - powiedziała cicho Bella.

- Nie przepraszaj - pocałował ją w czoło - Będę miał cię na oku, Bella. - Odwrócił się i wszedł pod samochód by kontynuować pracę. Bella stała tam oszołomiona. Jacob wrócił do pracy z

samochodem tak, jakby przeprowadzili zwykłą rozmowę. Czuła, że powinna powiedzieć coś

więcej, ale nic nie przychodziło jej do głowy. Zamiast tego, odwróciła się i wyszła z garażu.

Pojechała do domu, kiedy z powrotem była w swoim pokoju, w końcu pozwoliła sobie by zapłakać i opłakiwać stratę przyjaciela.

Bella nie mogła uwierzyć, że zgodziła się na to. Po tym jak się wypłakała, co zdawało się trwać godzinny. Próbowała skupić się na wypracowaniu, które musiała napisać. Uspokoiła się, zrobiła sobie kubek gorącej kawy i rozłożyła potrzebne rzeczy na kuchennym stole. Była gotowa przystąpić do pracy i po pięciu minutach od włączenia laptopa, zauważyła, że ekran był czysty i jej kawa była chłodna. Próbowała wziąć się do roboty, kiedy Alice zadzwoniła, zapraszając ją na kolację

- Tylko dziewczyny - powiedziała.

Właściwe to było łatwe, zgodzić się na spotkanie z Alice. Po zajściu z Edwardem w jej sypialni i pocałunku z Jacobem, zgodziła się trochę rozerwać. Bella nie rozumiała wtedy ze w stwierdzeniu 'tylko dziewczyny' mieści sie także Rosalie. Czuła się jakby utopiła kociaki w poprzednim życiu, zasługując na taki los. Uporały się z kolacją w japońskiej restauracji. Rozmowa była sztywna i Bella utrzymywała wzrok na swoim talerzu. Nie wiedziała, że Alice i Rosalie uwielbiały sushi, więc próbowały zachęcić ją by ją skosztowała. Bella nie nawiedziła surowych ryb, więc zamiast tego zamówiła kurczaka. Pieczonego, oczywiście. Po tym jak opróżniły butelkę saki, Bella czuła się trochę bardziej rozluźniona, ale niewystarczająco by zapomnieć o wydarzeniach z dzisiejszego dnia. Alice pomyślała, że to dobry pomysł wyciągając gdzieś Bellę i dowiedzieć się co się wydarzyło, ale czuła się okropnie zostawiając Rosie z Edwardem, który nie zamierzał być dobrym kompanem. Jasper wyszedł na kolację z jakimiś stałymi klientami, dla których stał się przyjacielem.

Alice pomyślała, że nie było by złym pomysłem zabierać ze sobą Rosalie. Ale nie zdołała

zrozumieć co spowodowało, że Edward nigdy nie przedstawił jasno rodzaju związku z Rosalie. Rose też nie wyjawiła tego, przez traktowanie Belli w stosunku do niej i pomyślała, że Edward potrzebuje co najmniej dobrej chłosty.

Kiedy skończyły kolację, zastanawiały się co dalej. To nie było trudne dla Belli udawać zmęczoną, ale Rosalie upierała się, że jest jeszcze wcześnie i powinny wypić co najmniej po jednym drinku.

- No dalej Bella, tylko jeden drink - Alice namawiała przyjaciółkę.

- W porządku. - Bella wywróciła oczami.

Trafiły do ekskluzywnego klubu. Panna Swan nie sądziła by mogły tam wejść, ale Rose poradziła sobie z oczarowaniem bramkarza, który wydawał się być bardziej szczęśliwy wpuszczając je do środka. Zamierzały znaleźć wolny stolik, w tym czasie Rosalie poszła zamówić drinki. Bella i Alice, usiadły na krzesłach i zajęły jeden dla przyjaciółki. Po chwili Bella rozejrzała się po klubie. Światła były przyciemnione i techno rytmy rozprzestrzeniały się po całym klubie. Niczego wcześniej nie zauważyła, ale kiedy przyjrzała się bliżej ludziom obecnym w klubie, okazało się, że byli sami mężczyźni, tylko mężczyźni.

- Um, gdzie są wszystkie inne kobiety? - Bella spojrzała na Alice.

- Prawdopodobnie w innym klubie. - Alice zaśmiała się.

- Czy jesteśmy tu bezpieczne? - Bella nie spokojnie poruszyła się na swoim siedzeniu. Rosalie

wróciła z kolejką drinków i postawiła je na stoliku.

- Alice ty przebiegła lisico.

- Co? - Alice uniosła swój napój, coś w rodzaju koktajlu owocowego. Rosalie zaśmiała się i upiła swojego martini.

- Czy coś przegapiłam? - Bella spojrzała na Rosalie i następnie na Alice.

- Alice ma zabawne poczucie humoru. - Bella czekała na kontynuacje ale zamiast tego odezwała się Alice.

- Doszłam do wniosku, że jest to jedyne miejsce, gdzie można dostać dobre drinki, trochę

potańczyć i nikt by nam nie przeszkadzał. Bella wciąż wpatrywała się w Alice i kiedy dziewczyna nic nie powiedział, Rosalie wtrąciła.

- Na miłość boską, Bella. Jesteśmy w barze dla gejów. - Oczy Belli rozszerzyły się w zrozumieniu. Wówczas zauważyła, że Rosalie przyniosła z powrotem drinki.

- Zaczekaj, dlaczego dostałam shota i pół litra piwa?

- Kochanie, wyglądasz jakbyś tego naprawdę potrzebowała. - powiedziała Rosalie.

- Wiem, że mówiliśmy tylko po jednym drinku, ale obydwa można liczyć jak jedno. To jest jak połączenie alkoholi.

- Połączenie alkoholi?- Bella zapytała nieufnie.

- Albo możesz opowiedzieć nam co się dzisiaj wydarzyło. - Alice wzruszyła ramionami.

Bella potrzęsła głową i strzeliła sobie shota i następnie szybko upiła sporo piwa.

- Czyż Edward nie przyszedł do was z wizytą dzisiejszego ranka? - Bella skuliła ze strachu się i napiła się piwa.

- Kiedy wrócił, poszedł prosto do swojego pokoju. - Wtrąciła Rosalie. Bella postawiła łokcie na stoliku i zakryła dłońmi twarz.

- Nie chcę o tym rozmawiać - Alice położyła dłoń na ramieniu przyjaciółki.

- Tylko się trochę martwiłam. - oczyściła gardło - Emmett wypominał, że miałaś drugiego gościa. Bella nadal zakrywała twarz dłońmi, ale jęknęła.

- Kto to był? - Rose zapytała Al.

- Jacob Black - odpowiedziała przyjaciółce.

- Jacob Black? - Rosalie spojrzała na Bellę i następnie na Alice.

- Pochodzi z Forks - Alice wzruszyła ramionami.

- Dziewczyny! - ostrzegła Bella.

- Um... jego ojciec posiada bar Black's. - Alice zignorowała Bellę.

- Słyszę co mówisz - Bella zabrała ręce z twarzy.

- Pracuje nad remontowaniem samochodów. - zaoferowała Alice.

- Naprawdę? - brwi Rosalie zmarszczyły się. Rose i Alice dały Belli wyczekujące spojrzenie.

- Lubi reperować stare samochody. - Po chwili wyjaśniła Bella.

- Naprawdę? Czy jest w tym dobry? - Rosalie poprawiła się na krześle.

- Tak, właściwie jest bardzo dobry. Odnowił stary model Kadilaka, jakiś czas temu, a facet dla którego pracował był pod olbrzymim wrażeniem.

- Czy pracuje nad czymś teraz?- Bella podejrzliwie spojrzała na Rose.

- Nad Mustangiem.

- Który rocznik? - zapytała Rosalie.

- 1960 któryś. - Bella wzruszyła ramionami.

- Czy on... - Rosalie praktycznie podskakiwała na siedzeniu. Alice uciszyła ją uniesieniem dłoni.

- Rose, nie zadręczaj nas tym teraz, proszę. - Rosalie zestrzeliła przyjaciółkę miażdżącym

spojrzeniem, ale następnie odwróciła się w stronę Belli z szerokim uśmiechem. Bella powoli

uciekła od niej.

- Sądzę, że potrzebujesz kolejnego drinka - zaśmiała się Rosalie. Bella spojrzała na swoje piwo i była zaskoczona, że już je prawie skończyła.

- Ale dziewczyny powiedzieliście, że wypijemy tylko po jednym drinku.

- Oczywiście, że tak - potwierdziła Rosalie i poszła po jeszcze więcej alkoholu.

- Zaczekaj. - Bella spojrzała na Alice, która poklepała ja po ramieniu.

- Oczywiście, że nie.

Jakąś godzinę później ich stolik był przepełniony rozmaitymi kieliszkami, które w większości

opróżniła Bella. Powinna była być zła na Alice i Roslie, ale po zatańczeniu ABBY Dancing Queen naprawdę nie widziała żadnego powodu by być zmartwioną. Jak ktoś może być wściekły, kiedyABBA gra? Wówczas kiedy zaczęło grać That's the Way zespołu K.C. & the Sunshine, Bellapraktycznie potknęła się o krzesło kiedy chciała wrócić na parkiet, ale Rose i Alice zatrzymały ją.Alice przyniosła Belli butelkę wody.

- Musisz być spragniona po tańcu. - Bella wzięła butelkę i wypiła duży łyk wody. Kiedy skończyła, odstawiła butelkę z głośnym łoskotem i wytarła usta wierzchem dłoni.

- Nienawidzę tańczyć w klubach ponieważ jacyś przypadkowi kolesie zawsze starają się o ciebie dotykać, ale jest tu bardzo fajnie. Nikt nie stara się mnie poderwać i oni tańczą, gdyż to naprawdę lubią. - Rosalie potrzymała się od śmiechu.

- Więc, co jeszcze się wydarzyło kiedy Edward przyszedł do twojego pokoju.

- Oh - Bella upiła trochę martini Rosalie, ale odstawiła je orientując się, że to nie jej.

- Gdzie to ja byłam?

- Spałaś, kiedy poczułaś, że ktoś dotyka twojego ramienia i woła cię po imieniu.- zrelacjonowała Rose.

- Prawda. - Bella opowiedziała dziewczynom jak to była do połowy naga i jak Edward

przygwoździł ją do drzwi.

- Byłaś naga i Edward przygwoździł cię do drzwi? - Alice poprawiła się na krześle.

- Nie, byłam owinięta prześcieradłem. - sprostowała Bella.

- Co jeszcze się wydarzyło? - dociekała Rosalie.

- Nic. Emmett nam przerwał. - Napiła się wody. Alice jęknęła. Wtedy Bella zdała sobie sprawę do kogo mówi. To było wystarczająco złe, po tym wszystkim pożądała chłopaka Rosalie. Rosalie nie musiała wiedzieć, że Bella była wystarczająco kompromitującej sytuacji z Edwardem. Odwróciła się w stronę Rosalie i zaczęła się tłumaczyć.

- Ale to nie było tak, że ja byłam …nic nie zrobiłam.

- W porządku, Bella. - uspokoiła ją Rosalie.

- Nie ja nie... - zaczęła dziewczyna, ale Rose jej przerwała.

- Nie martw się tym.

- Więcej wydarzyło się z Jacobem niż z Edwardem - wypaplała Bella. Rosalie i Alice gapiły się na dziewczynę.

- Zapomnijcie co mówiłam. - Bella skurczyła się na krześle.

- Nie zapomnimy. - Alice podsunęła szklankę z mocnym trunkiem w stronę Belli.

Bella nie miała chęci na kłopotliwą kłótnię. Więc wzięła kieliszek i wypiła jego zawartość.

Następnie przystąpiła do opowiedzenia im co wydarzyło się w garażu Jacoba. Kiedy

skończyła, Rose i Alice dalej się na nią gapiły z szeroko otwartymi ustami.

- Co? - zapytała zaskoczona Bella. Tym razem to Rosalie strzeliła sobie drinka i stwierdziła

- Miałaś pracowity dzień. - Zanim mogły spytać o więcej szczegółów, zaczęła grać przez klub

znajoma piosenka Staying Alive – Bee Gees. Bella szybko wstała przewracając krzesło.

- UWIELBIAM TĘ PIOSENKĘ. - Bella zaciągnęła przyjaciółki na parkiet, skutecznie

kończąc ich rozmowę. Rosalie i Alice praktycznie były wleczone przez Bellę po parkiecie przez niemal godzinę.

Następnie Rosalie zajęła się ich rachunkiem i obie z Alice zabrały Bellę do domu. Kiedy weszły do domu Belli, Emmett i Edward siedzieli na kanapie i oglądali Centrum Sportowe w telewizji.

Dziewczyny pomagały wejść Belli na górę, kiedy usłyszały Emmetta.

- Co tam przemycacie, panie? - Edward stał obok przyjaciela przyglądając się całemu zajściu.

- My tylko chcemy pomóc Belli dojść do pokoju. - Wytłumaczyła Alice.

- Em, niedźwiedziu! - Bella pognała ze schodów w prosto na Emmetta, okręcając wokół niego ramiona.

- Co wy do jasnej cholery zrobiliście z moją siostrą?- zapytał Emmett, starając uwolnić szyję z uścisku siostry.

- Mogła wypić kilka drinków za dużo. - Rosalie zeszła ze schodów.

- Kilka? - Emmett otworzył już usta by coś jeszcze powiedzieć, ale był zaskoczony sylwetką

Rosalie, kiedy schodziła ze schodów.

- No cóż, tak długo jak dopilnowaliście by nic jej się nie przytrafiło.

- Alice wiesz, że Belli nie można dawać pić alkoholu.- Edward zrobił krok do przodu. Alice miała zamiar coś powiedzieć, już w tym celu otworzyła usta, ale przerwała kiedy Bella zawołała.

- Edward jest tu! - Wyrwała się Emmettowi i dopadła Edwarda. Edward patrzył na siostrę

karcącym spojrzeniem. Alice jedynie wzruszyła ramionami i powiedziała.

- No co?

- Dobrze Bella, czas do łóżka. - zarządził starszy brat.

- Nie - nadal trzymała ręce owinięte wokół szyi Edwarda.

- Nie chcę jeszcze iść do łóżka. Skryła twarz w szyję Edwarda i dotknęła je ustami. Na ten kontakt oczy Edwarda powiększyły się.

- Um - jęknął patrząc na Emmetta, który machał głową.

- Staję się trochę … agresywna, kiedy za dużo wypije. - Emmett mówiąc to parzył na Alice.

- Czy coś wydarzyło się w klubie? Alice potrzęsła głową.

- Byłyśmy w barze dla gejów - Emmett pokazał znak ulgi. Potem odwrócił się w stronę siostry.

- Dalej, Bells. Jestem pewien, że Edward ma już dość.

Bella jedną ręką trzymała we włosach Edwarda a drugą chwyciła pasek od jego dżinsów. Przycisnęła siebie do niego

- Nie, chcę zostać z Edwardem.

- Um - Edward ciężko przełykał. Patrzył na Alice, która gapiła się na nich i Rosalie, która trzymała dłoń przy ustach podtrzymując wybuch śmiechu. Emmett pocierał się po karku. Wyglądał bardziej na zażenowanego niż wściekłego. Kiedy Edward poczuł palce uczepione jego zapięcia od paska i drugą dłoń, która wcisnęła pod rąbek jego koszuli, siłą woli powstrzymał się by zamknąć, gdy dziewczyna położyła ręce na jego torsie. Chciał zaprowadzić Bellę do pokoju by poszła spać. To nie tak, że nie cieszył się jej zainteresowaniem, ale jej stan ducha był zachwiany. Jeśli cokolwiek zdarzyłoby się między nimi, Edward chciał by była trzeźwa i świadoma tego. Edward pochylił się i wyszeptał coś na ucho Belli. W ostatnich sekundach, odsunęła się od niego z szerokim uśmiechem na twarzy.

- Okey - powiedziała i pobiegła na górę po drodze potrącając Alice i Rosalie. Edward podążył za Bellą na górę. Kiedy Edward stał na szczycie schodów, Emmett zapytał go.

- Coś ty jej powiedział? - Obojętnie wzruszył ramionami - powiedziałem jej, że ją zabiorę do

sypialni i utulę spać. Alice i Rosalie zeszły ze schodów i dołączył do Emmetta w kuchni by napić się kawy. Podczas gdy, czekali na Edwarda w kuchni, Rosalie zadała kilka pytań o pracę Emmetta. Emmett był zadowolony móc opowiedzieć o jego ostatnim przypadku w którym próbował złapać bandytów od papieru toaletowego.

- Czy często zdarzają się takie sytuację z papierem toaletowym? - zapytała rozbawiona Rosalie.

- Nie, ale myślę, że sprawcy są determinowani by to powtórzyć. - Na usta Emmetta skradł się mały uśmiech zanim powiedział.

- Ale wszystko zdążyliśmy uprzątnąć, zanim ktokolwiek mógł to zobaczyć.

- Więc, ktokolwiek to jest, jest jeszcze bardziej zdecydowany niż był przed tym jak obrzucił

papierem toaletowym drzewa w parku.

Emmett zaczął mówić o możliwościach schwytania ich, ale przerwał nagle i powiedział

- Nie chcesz o tym słuchać. - Rosalie poprawiła się na krześle - Oczywiście, że chcę. – Emmett spojrzał na nią ostrzegawczym spojrzeniem i powiedział.

- Nie musisz udawać. - Położyła rękę na jego ramieniu. - Nie udaję, lubię cię słuchać, gdy coś

opowiadasz. Emmett zmarszczył w zamyśleniu brwi.

- No cóż, gdybym mówił o czymkolwiek, słuchałabyś? - Uśmiechnęła się i przytaknęła.

Myślał przez minutę i powiedział.

- Dobrze, to dzisiaj wyniosłem śmieci.

- Oh - uniosła brew.- I wtedy oblałem wężem ogrodowym meble, które stały za domem.

- Brzmi ekscytująco. - zachichotała Rosalie. Emmett potrząsnął głową.

- Jeśli to dla ciebie brzmi ekscytująco, poczekaj aż usłyszysz to.-Pochylił się i zniżył głos.

- I także wyładowałem zmywarkę i włożyłam do niej brudne naczynia dzisiaj rano.

- Jesteś człowiekiem od przygód i intryg. - Zaśmiała się Rosalie.

- Teraz się ze mnie śmiejesz. - Udawał zbolałą minę.

- Nie, - poklepała go po ramieniu. - lubię mężczyzn, którzy mają wydzielone obowiązki w domu. Mam na myśli to, że nie muszę się przejmować tego typu sprawami. - Emmett uniósł głowę i się zaśmiał. W trakcie całej rozmowy, Alice przyglądała się Rosalie i Emmettowi. Była oszołomiona tym jak dobrze wydawali się przy tym wyglądać, choć nie wyglądali by byli sobą zainteresowani. Znała na tyle dobrze Rosalie by wiedzieć, że nie podtrzymywała ona własne go uroku. W końcu gdy zauważyli obecność Alice, Rose spojrzała na nią. Zauważyła spojrzenie Alice w który było pełno zdumienia i błędnie zinterpretowała jej upominające spojrzenie. Rosalie wyprostowała się i usiadła daleko od Emmetta.

Zdając sobie sprawę z tego, że Edward jeszcze nie zszedł z góry.

- Powinienem położyć Bellę do łóżka - powiedział Emmett.

- Jestem pewna, że zejdzie za chwilę. Bella była... dość kłopotliwa. - Emmett napił się kawy i

oznajmił.

- Lepiej dla niego niż dla mnie. Ona robi się naprawdę sentymentalna względem mnie.

- Co? Nie lubisz imienia Em – niedźwiedź - dokuczała mu Rosalie. Skrzywił się na czułe słówko, którym nazywała go Bella, kiedy miała dziewięć lat. Zanim mogli bardziej rozwinąć ten temat, Edward wszedł do kuchni. Jego włosy były w nieładzie a t-shirt był pognieciony. Wyglądał na człowieka, który właśnie testował własne ograniczenia. Alice w zdziwieniu uniosła brwi, zamierzała coś powiedzieć, ale Edward uniósł ręce.

- Jadę do domu - stwierdził.

- Co się stało? - dopytywała się Alice.

- Co tak długo? - zapytała Rose. Edward już był przy drzwiach wyjściowych. Pozostali poszli za nim. Zgarnął płaszcz z poręczy.

- Przepraszam Edward, sam powinienem położyć Bellę spać. - Wtrącił Emmett.

- W porządku - założył płaszcz, pożegnał się i wyszedł na zewnątrz.

- Edward, poczekaj! - Alice poszła za nim. Rosalie odwróciła się w stronę Emmetta.

- Dzięki za kawę. -Emmett uśmiechną się- To była dla mnie przyjemność. Stali w holu przez

minutę, zanim usłyszeli wołanie Alice.

- Dobranoc Emmett - pożegnała się Rosalie i wyszła. Emmett stał w przejściu.

- Dobranoc. - Przyglądał się jak Rose wchodzi do samochodu Alice i kiedy była w środku,

odjechały.

Zamknął drzwi i zgasił światło na ganku. Wspiął się na górę do swojego pokoju. Kiedy sięgał po klamkę od swojej sypialni, zerknął na drzwi Belli, które były zamknięte. Myślał o tym by sprawdzić co u niej, ale zrezygnował z tego. Był pewien, że Edward zadbał o to by z jego siostrą wszystko było dobrze. Wszedł do pokoju i usiadł na łóżku. Potarł dłońmi twarz i palcami przejechał po włosach. To był długi wieczór, ale przyjemnie się skończył. Przebrał się i wskoczył do łóżka, śnił o tym, że częściej rozmawiał z Rosalie.

1 Uniwersytet Waszyktoński