„Początek podróży"

7 lat w przyszłość od dnia dzisiejszego

Świat bywa okrutnym miejscem i czasami masz wrażenie, iż istnieje na nim tylko zło i ból.
Jednak ja wierzę w dobro.
Wierzę w magię.
Lubię sobie wyobrażać, iż magia którą czuje każdego dnia pochodzi od mojego ojca i matki.
Magia życia, magia przeznaczenia.
Wierzę, iż kiedyś, dawno, dawno temu poczuli tą magię i podążyli za nią .Może właśnie tak się odnaleźli?

Może tak odnajdą mnie…?

5 lat w przyszłość od dnia dzisiejszego

Czerwone oczy objęły ogrom zniszczenia. Na twarzy dziewczyny widoczny był ogromny smutek.
Była jeszcze za młoda by mianować się kobietą, ale przeszła zbyt dużo, aby być dzieckiem.
Zakryła swą subtelną dłonią różowe usta, a do jej cynamonowych orbit napłynęły łzy.
Nie wiedziała czemu przeżywa to tak bardzo. Spodziewała się, iż zobaczy ruiny, bez duszne miasto, ale to…

Zamknęła oczy mając nadzieję, iż wymaże ten obraz z pamięci, razem z bólem, który czuła w sercu. Niestety kiedy ponownie spojrzała na świat wcale się nie zmienił.
Był zniszczony, popsuty i martwy.
Kryształowe Tokio ….nie było nawet cieniem miasta, dawnej siedziby największych władców świata.
Zostało doszczętnie zniszczone, zrównane z zmienią. Jedyny dowód, iż istniała tu kiedyś wspaniała cywilizacja, to resztki ongiś wspaniałego pałacu, który jakby na przekór stał i krzyczał o swojej tragedii.
Różowe włosy Senshi rozwiał wiatr.
-ChibiMoon?- podszedł do niej białowłosy mężczyzna- Wszystko w porządku?

Obróciła się i spojrzała w jego złote oczy.- Tak Eliosie, tylko nie sądziłam, iż kiedyś tu trafię…- wyszeptała i znów spojrzała na Kryształowy Pałac , po raz kolejny powracając wspomnieniami do dnia, który sprowadził ją w to właśnie miejsce.

-
Czas teraźniejszy
Chibiusa siedziała przed lustrem z rozpuszczonymi włosami. Sięgały teraz ramion, gdyż zaraz po tym jak trafiła do Ambulatorium zostały jej obcięte. Jej piękne długie loki. Złapała za nie nieprzyzwyczajona, iż ma ich tak … mało.
Nadal nie dochodziło do niej to co się ostatnio stało.
Najpierw okazało się, iż jej rodzice nie są jej biologicznymi rodzicami. Potem ta przedziwna szkatułka z pozytywką, broszką i listem bez sensu, a na sam koniec…
Chibiusa znów załkała, a przez ciało przeszły jej dreszcze.

Zupełnie jakby to było przed chwilą znów usłyszała w głowie ten dźwięk.

3 tygodnie temu.
Chibiusa siedziała na łóżku, nie wiedząc co zrobić z sobą, ani z informacjami, które właśnie powzięła.
Nagle wszędzie rozległy się syreny, a niebo rozjaśniało blaskiem nieznanego pochodzenia. Zaciekawiona podeszła do okna.
Rozległ się kolejny huk jednak, nie na zewnątrz, a w jej pokoju. Królowa Leya wpadła do niego z przerażeniem.
-ChibiUso, odsuń się od okien!- krzyknęła i rzuciła się w stronę córki.
-Mamo, co się dzieje? - zapytała zmieszana.
-Szybko, chodź ze mną…- zignorowała dziewczynkę i złapała ją za dłoń ciągnąc w stronę wyjścia.
-Mamo, ał ,co robisz?
W tym samym momencie do jej komnaty wpadła Diana- Wasza Wysokość, wszystko gotowe!
W tym momencie pałac zatrząsł się i cała trójka upadła na podłogę.
-Mamo!-krzyknęła przerażona dziewczynka.
Królowa milczała chwilę, po czym przytuliła dziewczynkę- Kocham cię, kocham cię, kocham cię- wyszeptała w jej włosy . Po czym gwałtownie wstała i zaczęła biec przez pokój i hole, które zaczęły się rozwalać pod wpływem wstrząsów.
Chibiusa, którą Królowa ciągnęła za sobą, była tak przerażona, iż nie zadawała więcej pytań.
Była w takim szoku, iż naprawdę nie zdawała sobie sprawy co się dzieje, do póki ktoś z impetem nie usadowił jej na fotelu małej kapsuły.
-Mamo?- zapytała przerażona. W czerwonych oczach Olderanki były łzy…- Bądź bezpieczna moja córeczko…
-Co, mamo, co robisz?
Królowa jednak już jej nie odpowiedziała
-Diano, powierzam wam ją- zwróciła się do szarowłosej, która usiadła za sterami małego pojazdu. Ta, obróciła się i kiwnęła do kobiety głową.
W tym momencie drzwi kapsuły się zamknęły. ChibiUsa rzuciła się na nie i zaczęła krzyczeć
- Mamo, nie mamo…błagam mamo nie zostawiaj mnie. Kocham cię!
Królowa przyłożyła dłoń do małego okienka kapsuły i kiedy dziewczynka chciała odwzajemnić ten gest…kapsuła wystrzeliła.
-!
Nie minęła nawet minuta, a znalazły się na orbicie Olderanu.

-Usiądź teraz będzie trzęsło- oznajmiła Diana. Różowowłosa obróciła się i spojrzała na nią jakby zwariowałą. Jednak kiedy zobaczyła widok z przedniej szyby kapsuły od razu opadła na fotel i się zapięła.
Przed nimi był mur Imperialnych frachtowców, wraz z największym statkiem kosmicznym jaki ChibiUsa widziała w życiu. W jego centrum była wielka głowica, składając się z trzech gigantycznych prętów. Dziewczynka przyjrzała się im, w jakiś niespokojny sposób przypominały jej…- Zrzut neutronowy- wyszeptała.
Zrzut była to broń służąca do neutralizacji obiektów, dosłownie…powodował, iż przestawały istnieć. Chibiusa nie znała się za dobrze na technice ani batalistyce, ale z tego co wiedziała, zrzut mógł spowodować zniknięcie obiektu wielkości pestki od dyni, niczego większego.
Jednak ten zrzut…był tak wielki, iż wyglądał jakby miał zneutralizować coś o wiele większego niż pestka.
-Po co im tak wielki Zrzut?

-Nie wiem- odpowiedziała Diana.- Teraz mamy ważniejszy problem, aby nas nie zauważ…- przerwała, gdyż zrzut zaczął emanować typowym światłem, które oznaczało, iż kumuluje energię.
Obie dziewczyny wstrzymały oddech, chyba nie chcą w nie w tym wcelować? –pomyślały jednocześnie.
Nie to by nie miało sensu.
Zrzut napełnił się energią i obie podążyły wzrokiem za strumieniem światła, który uderzył prosto w Olderan.

ChibiUsa otarła łzy z policzków. Nie było huku. Tylko jasność i fala uderzeniowa, która wyrzuciła małą kapsułę w przestrzeń kosmiczną. I zanim zdążyła cokolwiek powiedzieć Olderan stał się pyłem…
Co działo się potem nie było dla niej ważne…zresztą nie pamiętała za dużo. Tylko to, że wpadła w histerię, że chciała wyjść z kapsuły, bo miała wrażenie, że ta ją dusi.
Potem Diana zaaplikowała jej coś strzykawką i opadła na fotel zasypiając.
Ocknęła się dopiero kiedy podchodziły do lądowania w ukrytym w górze hangarze, na jakieś nieznanej planecie.
Pamiętała, iż została zabrana do Ambulatorium, ponoć głowa jej krwawiła, gdyż uderzyła się w panel sterujący. Nie miało to jednak dla niej większego znaczenia.
Jedyne o czym mogła myśleć to Olderan i jej piękna mama.
Za każdym razem kiedy ta myśl pojawiała się w jej głowie płakała, a jako, iż zdarzało się to bardzo często, płakała nieustannie.
Była przemęczona i słaba, ale mimo wszystko odmawiała jedzenia. Aż w końcu Sasain-san , jak nazywały ją inne dzieci, podłączyła ją do jakieś rurki, która miała ją karmić.
To ChibiUsę też nie interesowało.
Chciała wrócić na Olderan i przytulić się do swojej mamy i usłyszeć od niej, iż ta ją kocha.

W tym letargu była przez niemal 3 tygodnie. Kiedy rany jej się zagoiły trafiła do miejsca, które nazywano – sierocińcem.
ChibiUsa nie wiedziała co to oznacza, ale wiedziała, iż nie lubi tego słowa. Nie było tu ciszy i nie miała okazji być sama. A za każdym razem kiedy chciała popłakać ktoś zwracał na nią uwagę i pytał, co się dzieje.
Początkowo ignorowała te zapytania, ale w końcu jedna dziewczyna, młodsza od niej, zapytała czy też straciła rodziców.
-Jak to?- zapytała, sądziła, iż tylko ona tu tak cierpi.
-My wszyscy tu nie mamy mamuś i tatusiów.- wyjaśniła Chio. Jak się potem okazało miała 5 lat, a jej rodzice zginęli podczas tortur zleconych przez jednego z Lordów, Imperatora.
-Moi rodzice umarli od ran miotacza laserów- wyznał chłopiec z dużą szramą na buzi.
-Ja mam gdzieś, chyba tatę…ale mama zginęła podczas szturmu armii Czarnego Lorda na nasz dom.

Takich historii ChibiUsa usłyszała wiele.- A jak zginęli twoi rodzice?- zapytał ją ktoś w końcu.
-Nasza planeta wybuchła- wybełkotała przez łzy.
Grupka dzieci, która ją otaczała milczała przez chwilę.- To powinnaś się cieszyć, iż zginęli szybką śmiercią- zakwitował jakiś starszy chłopak o zielonych oczach i szpiczastych uszach.
Nie wiedziała, co na to odpowiedzieć, ale im dłużej o tym myślała tym bardziej się z nim zgadzała.
Dziewczynka, Rio, która miała posłanie zaraz obok niej, opowiedziała jej jednej nocy, jak jej mama konała w męczarniach, a ona musiała siedzieć cicho pod podłogą. Mama Rio była Senshi.
-Może ja też się nią okaże.- wyznała pewnego popołudnia na obiedzie, podekscytowana.

-Jak to?- zapytała ChibiUsa odbierając swoją porcję obiadową od robota.
-No, co jakiś czas przychodzi tu taka Pani, która rozdziela nas po odpowiednich poziomach…
-Poziomach?
-Tak, każdy tu coś robi… niektórzy dbają o to, aby siedziba działa, inni o bezpieczeństwo, a wybrani…- zamilkła i zniżyła się do niej szepcząc konspiracyjnie- walczą.
-Ja nie chce walczyć.- oznajmiła przerażona Olderanka.
Rio usiadła przy małym metalowym stoliku, a jej rude włosy opadły przez ramię.

Rio była trochę starsza od ChibiUsy. Pochodziła z rodu Sailor Senshi Lead Crow. Jej mama była Senshi planetarną. ChibiUsa nie wiedziała, iż są rodzaje Senshi. Jak twierdziła Rio są trzy. Planetarne, które z matki na córkę przekazują swoją moc. Jednak czasami się zdarza, iż córki umierają albo mają za słabe Gwiezdne Ziarna (czymkolwiek by to było), aby zostać Senshi. Wówczas Senshi mianuje się dziewczynkę o najpotężniejszej aurze na danej planecie. Nie ma ona takich mocy jak planetarna Senshi (jej córka może mieć, ale nie zawsze), potrzebuje ona różnych magicznych przedmiotów, aby walczyć. W odróżnieniu od Senshi planetarnej, która też ich używa, ale równie dobrze może walczyć bez nich. No i jest jeszcze trzeci tym Senshi…boginie, niestety Rio nie wiedziała dokładnie czym są i jaką mają moc, ale wiedziała, iż zdarzają się bardzo rzadko.
Rio jak prawdziwa Leadocrownianka miała niemal czekoladową karnację i czarne oczy…(tak bynajmniej twierdziła, iż powinno być). Była też niezwykle szczupła i wysoka, co powodowało, iż wydawała się dużo starsza ,od niskiej Chibiusy.

-Cieszę się, iż moje rany się już zagoiły- odezwała się nagle Rio. Różowowłosa spojrzała na nią zaskoczona.
-To chyba oczywiste- stwierdziła wkładając do ust bezsmakową papkę. Początkowo nie mogła się przyzwyczaić do tego jedzenia, ale głód w końcu okazał się silniejszy.
-Oj, nie dlatego, iż już nie bolą…to znaczy dlatego też. Jednak w pełni zdrowym możesz brać udział w przydziale do Poziomów.
ChibiUsa skrzywiła się.- Chcesz dostać się do Poziomu dla Senshi.- stwierdziła.
Rio pokiwała energicznie głową. – Tak, w rezultacie, bo najpierw szkolą przyszłe Senshi. Jesteś ChibiSenshi, a dopiero kiedy jesteś gotowa stajesz się Senshi. Czasem może to trwać całe życie…
Różowowłosa chłonęła te wiadomości, wkładając kolejną łyżkę papki do buzi.
-Hej ChibiUso, mam pomysł- oznajmiła nagle Rio. Zaadresowana podniosła głowę i spojrzała w czarne oczy swej nowej koleżanki.
-Może ty też postarasz się o przydział Senshi. No wiesz byłaś w końcu córką Królowej, co czyni cię księżniczką…- ChibiUsa zakrztusiła się na tą propozycję. Popiła szybko mykę (niebieski płyn).
-No co źle mówię, byłoby super gdybyśmy obie zostały Senshi.
ChibiUsa spojrzała na Rio i przez chwilę się zastanawiała jak można być tak radosnym po tak strasznych przejściach.
-Twoja mama zginęła, bo była Senshi- zaczęła i od razu pożałowała swych słów, gdyż oczy Rio napełnił smutek- Ja…to znaczy…przepraszam…
-Moja mama zginęła, bo wierzyła, że jesteśmy w stanie pokonać Imperatora.- wyszeptała po chwili Rio, sięgnęła po Myrę i zasłoniła szklanką twarz.- Jeśli ja nie będę próbować walczyć, to tak jakby ona zginęła na próżno.- dodała w końcu.
Chibiusa siedziała i milczała, a przed oczami stanął jej obraz matki, która wpycha ją do małej kapsuły i przykłada do szyby dłoń. Miała wówczas takie smutne oczy, jakby wiedziała, że zaraz zginie i już się więcej nie zobaczą.
ChibiUsa nienawidziła Imperatora, nigdy wcześniej o nim nie myślała. Słyszała szepty dorosłych, opowieści o brutalnym Czarnym Lordzie. Jednak były to tylko posłyszane historie, mało realne, jej niedotyczące.
Teraz wszystko się zmieniło.
Coś jej podpowiadało, że straciła dwie rodziny przez Imperatora i za to nienawidziła go całym sercem.
-Ja chyba nie jestem Senshi, Rio- powiedziała w końcu. Jej koleżanka spojrzała na nią.
-Jak to, przecież jesteś księżniczką…yyy, skąd pochodzisz?
-Olderan- wyszeptała ze smutkiem.
-No, właśnie. Twoja mama była Senshi Olderanu?- zapytała, a do jej głosu powrócił ten typowy pogodny ton.
ChibiUsa westchnęła i odłożyła łyżkę na stół.- Nie wiem- powiedziała w końcu- Nawet jeśli, to ja i tak nie byłabym Senshi.
-Nie rozumiem? Ja też byłam księżniczką Lead crow i chyba jestem Senshi, to znaczy tak mi się zdaje.
Cynamonowe oczy spojrzały na nią- Królowa Leya, nie była moją mamą Rio.
Czarne oczy zrobiły się dwa razy większe- Oj, ChibiUso…-wyszeptała ze współczuciem.
-W dzień kiedy Imperator nas zaatakował…mama, powiedziała mi, że mnie zaadoptowali.
-Och…
-No, „och"
Wśród dziewczynek znów zapanowała cisza. Chibiusa popatrzyła po bokach, hangar który był jednocześnie stołówką był olbrzymi. Nie jadały w nim tylko dzieci, ale też dorośli, żołnierze, piloci, mechanicy i inne osoby które mieszkały w ukrytej siedzibie rebelii. Jego ściany były białe, zresztą jak większa część pomieszczeń rebelii. Gdzieniegdzie przemykały roboty, służące Rebelii.
-A wiesz, kim byli twoi prawdziwi rodzice?- zapytała w końcu Rio. ChibiUsa pokręciła głową.
-Mama pokazała mi szka….-zamilkła, gdyż uświadomiła sobie, iż szkatułka została na łóżku w jej sypialni, czyli zapewne tez była gwiezdnym pyłem.' Nie płacz, nie płacz' powtórzyła sobie.'Obiecałaś sobie, iż nie będziesz już więcej płakać'
Otarła szybko łzy.- Mama, dała mi list od mojej prawdziwej mamy.
-Naprawdę? I co było w tym liście?- zapytała z nieudawaną ciekawością.
-W sumie to nie wiem- wybełkotała.- Moja … biologiczna …mama nie powiedziała mi za dużo. W sumie trochę się nim rozczarowałam.-przyznała .
Rio, która wychyliła się z ciekawości przysłuchując historii ChibiUsy opadła z powrotem na krzesło.- Kurcze, nie powiedziała w nim kim jest i dlaczego cię oddała?
ChibiUsa spojrzała na nią- Powiedziała, że zrobiła to, aby mnie chronić- wyznała.
-Ojej, naprawdę? Ciekawe czemu- odrzekła rudowłosa i przyłożyła palec do ust.
-No. Zdaje mi się, że moja mam znała Senshi i…- zamilkła, nie wiedząc czy powinna mówić, o fragmencie z Czarnym Lordem.
-Naprawdę, a powiedziała, które?- wtrąciła Rio- Dzieli nas nie dużo lat, może twoja mama, znała moją mamę. – Rio aż podskoczyła z radości.- Ojej, może ja spotkałam twoją mamę kiedyś, jeśli znała moją mamę. Może znała Senshi dowodzące Rebelią?
ChibiUsa gwałtownie podniosła głowę i spojrzała na leadcrowniankę. Nie przeszło jej nawet przez głowę, że ktoś mógł znać jej prawdziwą mamę, ktoś kto znajdował się- TU.
- Jak to? Wszystkie Senshi, się znają?
-YY, no nie. Wiesz prawie każda planeta ma swoją Senshi, a jak wiesz Galaktyka jest dość spora. –ChibiUsa pokiwała głową- Jednak mogły się na jakieś misji spotkać. Kto wie, może twoja mama jest tu.
ChibiUsa gwałtownie wstała i spojrzała na Rio jakby oświadczyła jej, iż jest królową świata.
-Senshi są TU!- krzyknęła, kilka osób z okolicznych stolików spojrzało na nią dziwnie.
-Ci, usiądź i nie ekscytuj się tak bardzo.- Rudowłosa pomachała rękami, rozglądając się dookoła.
Usiadła- Mów.- zażądała.
Rio, przez chwilę milczała, gdyż ton jaki użyła Chibiusa był niezwykle władczy.
-No oczywiście, że Senshi są tu.- odpowiedziała w końcu.- Dowodzą przecież rebelią.- oświadczyła Rio.- No wiesz Merkury, Wenus, Jowisz, Saturn, Uran, Pluton, Neptun i inne.
Chibiusie coś zaświeciło w głowie- Zaraz czy to nie Senshi Kryształowego Tokio?

- No oczywiście, że tak.- rzekła z uśmiechem, po czym zdziwiona zapytała. Znasz historie Kryształowego Tokio?
ChibiUsa wzruszły ramionami – Miałam nauczycielkę, która ją ciągle wałkoniła. Bardzo mnie nudziły te lek…- przerwała, gdy nagle coś sobie uświadomiła.
-Rio?
-No?
-A czy jest Senshi, która ma znak półksiężyca?
Teraz Rio zamurowało i nie mrugała przez chwilę. Kiedy oprzytomniała obejrzała się dookoła czy aby nikt ich nie podsłuchuje- Ciiii- skarciła młodszą koleżankę.
-Yy, nie rozumiem- wyszeptała ChibiUsa.
-ChibiUso. Nie ma i już nigdy nie będzie tej Senshi.- odrzekła z dziwnym smutkiem w głosie
-Jak to?
Rudowłosa westchnęła- Ostatnią Senshi posługującą się tym symbolem, była Neo Queen Serenity, Eternal Sailor Moon…
-

By misako