Rozdział 4. Wszyscy, tylko nie on!

Myślałam, że się przesłyszałam. Że co? Że tak po prostu ledwo się znając z dnia na dzień mieliśmy się stać trzema kochającymi się parami. To jest jakiś absurd.

Tylko Cullenowie mogli wpaść na taki pomysł.

-Dobrze, ale jak to sobie wyobrażacie? Mamy zrobić jakieś losowanie, że ja wybieram panią z numerkiem trzecim, Jazz z numerkiem drugim, a Ed z numerem jeden? –Prychnął Emmett.

-Nie, my już wybraliśmy, kto, z kim będzie. Przestudiowaliśmy wasze charaktery, a jeśli chodzi o nie i o wygląd to zdecydowaliśmy się postanowić na kontrast, bo to zawsze przemawia do odbiorców. –Powiedział Carlisle.

-Ok, więc co postanowiliście? –Spytała zaciekawiona, Rosalie.

-Alice, ty jesteś bardzo żywiołowa i spontaniczna. Za to ty Jasper jesteś spokojny i zanim coś postanowisz to zazwyczaj musisz się porządnie nad tym zastanowić. Do tego stanowicie przepiękny obrazek. Rosalie, ty jesteś elegancka i ułożona a Emmett jest wesoły i hmm… nieokiełznany. –W tym momencie wszyscy zachichotali. –I jak was zobaczyłam, nie miejcie mi za złe porównania, ale zobaczyłam parę niczym Barbie i Ken. On silny i twardy, a ona piękna i zdecydowanie mądra. I w końcu Isabella Edward –Tutaj westchnęła ciężko, w sumie to się jej nawet nie dziwię. Swoją drogą, jak oni mogli wpaść na taki głupi pomysł? Ja z NIM? Będzie ciekawie… -Zauważyliśmy teraz, podczas gdy rozmawialiście, że nie dogadujecie się ze sobą –Bardzo delikatnie powiedziane. –Ale spostrzegliśmy też, że tworzylibyście cudowną parę, bo jak wiadomo przeciwieństwa się przyciągają. Do tego dochodzą też częste pocałunki podczas waszych koncertów... –Że co? Teraz to mnie zatkało. -Teraz najważniejsze pytanie. Co wy na to? –Zapytała na koniec Esme.

Nie wiedziałam, co mam o tym wszystkim myśleć. Z jednej strony ten zespół jest spełnieniem moich marzeń. Czymś, co chciałam, żeby się wydarzyło odkąd pamiętam. Od zawsze chciałam móc zaistnieć na światowej scenie, ale i z drugiej strony, nie mogli nam przecież narzucić, abyśmy tworzyli pary, kiedy nawet nie tolerujemy się. I do tego jeszcze się całować? Przynajmniej tak było w przypadku moim i Edwarda.

-Co, jeśli się nie zgodzimy? –Zapytał Jasper.

-Jesteśmy przygotowani na każdą ewentualność, pamiętajcie, że to wszystko działo się przez casting, więc gdybyście się nie zgodzili mamy „zapasową" szóstkę, ale myślę, że każdy chciałby być na waszym miejscu za wszelką cenę. Pary będziecie udawać tylko publicznie… Prywatnie nadal wszystko pozostanie bez zmian –Odpowiedział Carlsile.

-Zgadzam się. –Powiedział bez żadnych ogródek Emmett.

-Ja też. –Rzekła Alice.

-I ja. –Dodała Rose.

-W takim razie to ja też –Powiedział Jasper.

Wszyscy spojrzeli na nas. A ja nie wiedziałam, co zrobić. Przecież to w sumie tylko jeden, maleńki szczegół. To tylko Edward. On nie może być aż takim snobem, prawda? Kogo ja próbuję oszukać, przecież on od samego początku zachowuje się jak jakiś cholerny pan i władca. Przecież to mógłby być każdy inny, Jasper, nawet Emmett, ale nie. To akurat musiał być ten bufon. Dlaczego mój pech mnie aż tak uwielbia? Dlaczego prześladuję biedną Bellę? Co ja takiego zrobiłam, żeby teraz musieć za to aż tak pokutować?

Patrzyłam na Edwarda, on tylko wzruszył ramionami, tak jakby go to zupełnie nie obchodziło. Jakby to była jakaś błahostka.

-A, co mi tak, wchodzę w to –Powiedział, więc wszystkie spojrzenia skierowały się na moją osobę. I co ja mam teraz zrobić? Myśl Bello, myśl! Tylko, co?

Wstałam i zaczęłam chodzić w tą i z powrotem. Jak zawsze, gdy się denerwowałam.

-Boże, nie wiem –Powiedziałam. –Z jednej strony to jest spełnienie moich marzeń, ale z drugiej nie chcę udawać, że coś jest piękne i kolorowe, skoro wszyscy wiemy, że tak nie jest. I nie oszukujmy się. Chyba wszyscy tutaj wiemy jak bardzo uwielbiamy się z bu… Edwardem –Poprawiłam się szybko. Chciałam powiedzieć z bufonem, dobrze, że się w porę opamiętałam.

-Bello, wiem, że postawiliśmy cię przed bardzo trudnym wyborem, ale wiedz, że zachwyciliśmy się twoimi zdolnościami wokalnymi i nie chcielibyśmy, abyśmy my i ty stracili taką szansę, bo ona może się już nigdy więcej nie powtórzyć. A co gorsze ty sama możesz do tego doprowadzić. Więc zrób tak jak uważasz, ale zapamiętaj moje słowa. To może się już nigdy nie powtórzyć. –Powiedziała Esme.

Tymi słowami nie powiem, ale przekonała mnie. To jedyna taka szansa dla mnie. On mają przecież w razie coś przygotowany „zapas", gdyby ktoś z nas się nie zgodził.

Westchnęłam i przełknęłam gulę, która urosła w moim gardle.

-Dobrze, zgadzam się –Powiedziałam, gdy to wszyscy usłyszeli od razu się uśmiechnęli, a Alice uściskała mnie radośnie.

-Wiedziałem, że to zrobisz. Możliwość pocałunku ze mną była dla ciebie zbyt kusząca –Powiedział Edward z tym swoim łobuzerskim uśmiechem.

-Daruj sobie powiedziałam trochę zirytowana. Czekają mnie ciężkie tygodnie, nawet miesiące z nim spędzone.

-Więc skoro najważniejszy punkt kontraktu mamy już omówiony, to możemy przejść dalej. Mianowicie teksty piosenek i muzyka na waszą debiutancką płytę są już napisane, dlatego od jutra zaczęlibyśmy nagrania. Co myślę powinno wam zająć około miesiąca, może nawet i mniej. W między czasie będzie występować w różnych porannych programach i w stacjach radiowych, gdzie będziecie śpiewać oczywiście na żywo. Dzisiaj zrobilibyśmy małą sesję zdjęciową, bo jak już wcześniej wspominałem zespół, mimo że nie istniał jest bardzo popularny. Zdjęcia trafią do większości czasopism w stanach. Resztę macie w treści kontraktu. –Kiedy Carlisle to mówił Esme podawała nam kontrakty. Od razu zaczęłam zaznajamiać się z jego treścią, która była dla nas bardzo korzystna. Proponowali nam bardzo wysokie wynagrodzenia, a to był przecież początek naszej kariery. Oprócz tego mieliśmy jeździć w trasy koncertowe na razie zaczynając w naszym rodzimym Seattle a kończąc nawet na Nowym Yorku. Po przeczytaniu wszystkiego złożyłam na nim swój podpis. To samo uczynili pozostali.

-Skoro wszystko już jasne to czas na sesję –Zaświergotała Esme.