Od tłumaczki: Akcja rozpędza się. Przed nami dwa ważne spotkania: Syriusza z Zakonem i Syriusza z Harrym. Język Syriusza, standardowo, zasługuje na kategorię M, ale poza tym żadnych drażliwych treści w tym rozdziale nie ma. Miłego czytania i do zobaczenia w przyszły wtorek.

ROZDZIAŁ 4 – PRZYJĘCIE POWITALNE

23 lipca 1997

Nora – dom rodziny Weasley'ów

Późnym popołudniem członkowie Zakonu Feniksa zebrali się w salonie Weasley'ów. Przybywali pojedynczo, za pośrednictwem sieci Fiu, którą pan Weasley zabezpieczył na ten wieczór. Za każdym razem obecni członkowie Zakonu zadawali nowoprzybyłym pytania, aby potwierdzić ich tożsamość. A biorąc pod uwagę to, że za kilka dni chcieli wykonać plan oparty przede wszystkim na Eliksirze Wielosokowym, wiedzieli, że ostrożności nigdy za wiele.

Pani Weasley przygotowała wystawną kolację, ale nikt nie usiadł przy stole. Wszyscy woleli nałożyć sobie na talerz przysmaków i swobodnie przechodzili z jednego końca salonu na drugi, włączając się w interesujące ich rozmowy. Wszyscy poza Hermioną głośno dawali wyraz swojemu zaciekawieniu powodem zwołania spotkania.

Płomienie zazieleniły się i wszyscy jak jeden mąż odwrócili się w stronę kominka, z którego wypadła bardzo podekscytowana Tonks. Bardzo szybko doskoczył do niej Alastor Moody.

- Podczas swojego pierwszego dnia w pracy weszłaś do mojego gabinetu i się potknęłaś. Co zniszczyłaś? – Burknął.

- Dwa fałszoskopy – uśmiechnęła się szeroko. – Jedno lustro na wrogów i nowiutki wykrywacz tajemnic.

- I nadal mi ich nie odkupiłaś – wymamrotał. – Gdzie jest twój mąż i po co zwołaliście pełne zebranie?

- Cierpliwości – fuknęła. Spojrzała na Hermionę, która była tak zielona, jak płomienie w kominku. – Przestań się tak bardzo martwić. Wszystko jest w porządku. Wszyscy czują się dobrze.

- Naprawdę? – Zapytała nerwowo młoda czarownica. – Jest dobrze?

- Irytująco – Metamorfomag zaśmiała się. – Ale czy tak nie było zawsze?

Sieć Fiu ponownie zmieniła kolor i ze szmaragdowych płomieni wyszedł Remus, natychmiast odnajdując wzrokiem Hermionę. Skinął jej uspokajająco głową, pokazując wszystkim, że czarownica ma jego pełne poparcie.

- Remus! – Zawołał Bill, kierując się w stronę swojego Alfy. – Jeśli to na pewno ty…

Dwaj mężczyźni uważnie się sobie przyjrzeli. Między nimi, obarczonymi piętnem lykantropii, nie trzeba było zadawać żadnych pytań, bo nikt nie mógł się pod nich podszyć. Jednak aby uspokoić zgromadzonych, Bill zadał Remusowi pytanie.

- Kiedy miesiąc temu obudziłem się w Skrzydle Szpitalnym, zadałeś mi pytanie. Jakie?

- Wyraziłem nadzieję, że lubisz krwiste steki – Remus uściskał po męsku najstarszego z braci Weasley. – Pozostając w temacie, jak sobie radzisz?

- Lepiej niż myślisz – zapewnił Bill. – Kilka nocy temu byłem bardzo niespokojny, z powodu księżyca, oczywiście. Ale poradziłem sobie.

Remus poklepał Billa po plecach, ciesząc się, że Fenrir Greyback nie zrujnował kolejnego życia.

- A teraz, skoro wszystkie szczeniaki się przywitały, - Moody przerwał młodszym mężczyznom ich krótką pogawędkę. – Czy ktoś mi wyjaśni, dlaczego ryzykujemy spotkanie w pełnym gronie na kilka dni przed misją odbicia Pottera?

Moody znajdował się na granicy furii. Hermiona zaczęła nerwowo dygotać. Remus, słysząc doskonale, że jej serce bije jak oszalałe, położył ciepłą, dużą dłoń na jej ramieniu. Zignorował obraźliwe komentarze starego Aurora.

- W rzeczywistości, nie znajdujemy się w pełnym gronie – oznajmił Remus. – Zanim zaproszę ostatniego członka Zakonu do Nory, chciałbym poprosić was o spokój. Miejcie otwarte umysły. Możecie zadawać dowolne pytania, żeby potwierdzić jego tożsamość, ale różdżki zostają na swoich miejscach. Zadaliście swoje pytania Tonks i mi. Wiecie, że nikt się pod nas nie podszywa. Musicie nam teraz zaufać.

Większość członków Zakonu była podobnie podekscytowana, jak Tonks, ale kilkoro, włączając w to Moody'ego, wyglądało na wściekłych. Nie podobało im się, że zostali wyłączeni z jakiegoś przedsięwzięcia Zakonu. Instynktownie, Hermiona złapała mocno ramię Rona, a drugą dłoń zacisnęła na szatach Tonks.

Remus podszedł do kominka i wrzucił w płomienie Proszek Fiu.

- Legowisko! – Następnie włożył głowę w ogień i powiedział do kogoś po drugiej stronie sieci: - Możesz przechodzić!

Lupin cofnął się, robiąc miejsce dla podróżującego siecią Fiu. Zielone płomienie buchnęły z kominka, a kiedy w końcu opadły, szare oczy Syriusza Blacka ujrzały wszystkich członków Zakonu Feniksa, trzymających w drżących dłoniach różdżki.

- Niezłe przyjęcie powitalne – zadrwił, przyglądając się każdej różdżce po kolei. – Myślę, że wystarczyłaby jedna albo dwie.

Black spojrzał na Remusa, który wydawał się bardzo zirytowany nagłym poruszeniem Zakonu.

- Co by się stało, gdyby każdy nagle rzucił na mnie jakąś paskudną klątwę? Cały dom wyleciałby w powietrze – odpowiedział na swoje pytanie, cały czas tym samym, drwiącym tonem. Zauważył panią domu i posłał jej swój najszczerszy uśmiech. – Molly, cudownie wyglądasz!

- Ty żyjesz! – Zaskrzeczała, w jednej trzęsącej dłoni nadal trzymając różdżkę, a drugą chwytając Artura.

- Jestem młody, piękny i jak najbardziej żywy – zgodził się z nią. – No, dobrze. Remus mówił, że weryfikujecie tożsamość pytaniami bezpieczeństwa. Im szybciej zaczniemy, tym szybciej skończymy. Minęły wieki, odkąd coś jadłem, a tartę melasową czuję od wejścia.

- Jak to możliwe? – Zapytał Artur.

- To – Syriusz wycelował palec w patriarchę Weasley'ów. – Jest najgorsze pytanie bezpieczeństwa, jakie słyszałem. Spróbuj jeszcze raz.

- Dobrze… Jaką kolędę śpiewałeś przez całe święta bożonarodzeniowe, jakie spędziliśmy z tobą na Grimmauld? – Myśli Artura pędziły i nie był w stanie wymyślić konkretnego pytania.

- Odpoczywajcie z Bogiem, wesołe Hipogryfy – odpowiedział Black, uśmiechając się szeroko. – Dobrze cię widzieć, przyjacielu. Powiedziano mi, że przetrzymujesz mój motocykl. Zabiorę go kiedyś.

Artur roześmiał się głośno po potwierdzeniu odpowiedzi Syriusza. Nadal był w głębokim szoku.

- Następny? – Syriusz odwrócił się do Moody'ego.

- Kiedy odeskortowaliśmy Harry'ego Pottera na Dworzec Kings Cross, jak się z nim pożegnałeś, zanim zostawiliśmy cię na Grimmauld? – Stary Auror ostrożnie skonstruował swoje pytanie, mrużąc jedno sprawne oko.

- Trudne pytanie! Przede wszystkim, nie zostawiliście mnie na Grimmauld. Poszedłem z wami na Kings Cross, co nie dodało mi popularności – Black uśmiechnął się arogancko. – Nie do końca rozumiem, dlaczego. Jestem grzecznym pieskiem i umiem różne sztuczki.

Kilka osób zaśmiało się, Moody warknął.

- Dobrze, już dobrze – Auror poddał się. – Teraz odpowiedz na pytanie Artura. Jak wróciłeś do życia, Black?

- Magicznie? – Syriusz mrugnął łobuzersko.

- Nie przeginaj – ostrzegł Remus.

- A co mam powiedzieć, do cholery? – Syriusz spojrzał gniewnie na wilkołaka. – Obudziłem się na twojej cholernie niewygodnej kanapie, nie wiedząc, co się stało i jak się tam znalazłem, a twoja żona nawet nie chciała mi zaproponować drinka!

Mężczyzna spojrzał na swoją kuzynkę i dopiero wtedy zauważył czarownicę trzymającą w mocno zaciśniętej dłoni szaty Tonks. Syriusz uśmiechnął się do niej słodko, jakby nagle stała się centrum jego wszechświata. Zwrócił uwagę, że się zarumieniła.

- Ty sam nie wiesz, w jaki sposób powróciłeś? – Pani Weasley podeszła bliżej. – Byłeś w ogóle martwy? Jeśli nie, to gdzie się podziewałeś?

- Nie wiem. Byłem martwy, więc nie mam pojęcia, gdzie byłem – odpowiedział na wszystkie pytania, po czym pochylił się nad Molly i cmoknął ją w policzek. – Jesteś tak urocza, jak zawsze. Fantastycznie, móc cię zobaczyć.

- Syriuszu! – Syknęła przez zaciśnięte zęby. – Nie możesz tak po prostu wejść do mojego domu po roku bycia nieżywym i zbyć to, jakby nic się nie stało. Bądź poważny!

Wycelowała w niego palec i jej oczy się zwęziły, gdy zauważyła, że chciał coś powiedzieć.

- Nie waż się!

Syriusz zachwiał się na piętach, rozkoszując graniem na nerwach pani domu. I właśnie wtedy Moody zepsuł nastrój wesołego powitania. Przeczyścił głośno gardło, na co kilka osób uniosło różdżki.

- Skąd możemy wiedzieć, że to nie Sam-Wiesz-Kto jest odpowiedzialny za powrót Syriusza? Że nie wysłał go do nas na przeszpiegi?

- No, do kurwy nędzy! – Przeklął Syriusz.

- Syriusz nie jest niczemu winny – krzyknęła Hermiona i jednym susem znalazła się przed Blackiem. Nerwowo bawiła się swoimi drżącymi dłońmi. – Ja to zrobiłam. Znalazłam sposób, żeby sprowadzić go z powrotem.

- I na zawsze będę ci za to wdzięczny, kotku – Syriusz uśmiechnął się i złożył leciutki pocałunek na jej skroni.

Hermiona zarumieniła się. Stała przed tłumem ludzi, z których większość była zszokowana, część była przerażona, część wściekła. I byli tam też Fred i George, którzy cicho jej kibicowali.

- Powiedz mi, jak to zrobiłaś? – Moody zbliżał się do niej, a jego postawa emanowała agresją. Jednak zanim zdążył podejść wystarczająco blisko, żeby zrobić jej krzywdę, Remus i Syriusz stanęli przed Hermioną. Z ich gardeł wydobyły się niskie, groźne pomruki.

Oczy czarownicy rozszerzyły się ze zdumienia, gdy zarejestrowała ruchy Huncwotów. Spojrzała na Tonks, która wydawała się dumna z ich postawy. Podczas gdy dwa mężczyźni stali naprzeciw Aurora i mierzyli się z nim na spojrzenia, Hermiona wyjrzała ponad ich ramionami i zerknęła na reakcje pozostałych członków Zakonu. Kingsley wyglądał na odprężonego, ale zaciekawionego rozwojem sytuacji. Państwo Weasley dygotali w oczekiwaniu, ale raczej mieli nadzieję, że nie dojdzie do poważniejszej walki. Bracia Weasley, poza Ronem, chcieli dołączyć do którejś ze stron pod wodzą Billa, który tylko czekał na rozkaz Alfy. Z kolei Ron tylko gapił się z otwartymi ustami, nie mogąc uwierzyć w to, co widział: żyjącego Syriusza Blacka.

- Nie jest ważne, jak to zrobiłam. Ważne jest, że to zrobiłam. Natknęłam się na to zaklęcie podczas przygotowań do misji zleconej nam przez Dumbledore'a. W jego własnych książkach – wytłumaczyła dobitnie, mając nadzieję, że wspomnienie nazwiska Dumbledore'a przekona opornych, że nie skorzystała z Czarnej Magii. Bo, w rzeczywistości, nie skorzystała. Magia Krwi nie była mroczna, chociaż na pewno nie do końca legalna. Dlatego nie chciała o niej opowiadać w obecności Aurorów.

- Byłem z Hermioną podczas sprowadzania Syriusza z powrotem. Widziałem i słyszałem zaklęcia, z jakich korzystała. Widziałem, jak Syriusz wypadł zza Zasłony i jak się obudził – poparł ją Remus, ostrożnie patrząc na Moody'ego. – Syriusz żyje, Hermiona go sprowadziła. Teraz się od nich odwal.

- Nie podoba mi się to – wymamrotał Auror.

- Przyjęliśmy do wiadomości - odparł Syriusz. – A skoro skończyliśmy już mierzenie naszych…

- Syriusz! – Warknął Lupin.

- Umieram z głodu! Molly? – Black odwrócił się do matrony Weasley'ów. – Nie chcę się narzucać, ale coś bym przekąsił. Tonks i Remus nie potrafią nawet zaparzyć herbaty. Jestem zdumiony, że jeszcze się nawzajem nie zagłodzili, skoro nie pozwalają się nikomu karmić.

Przeszedł za plecami Remusa w stronę kobiety, pozwalając przyjacielowi pilnować Hermiony. Szare oczy Animaga spoczęły na młodej czarownicy i mężczyzna wyciągnął ku niej dłoń, aby odgarnąć kosmyk włosów i założyć za jej ucho. Hermiona uśmiechnęła się, zachwycona, że Syriusz tak szybko doszedł do siebie.

Członkowie Zakonu po kolei przechodzili z salonu do kuchni, żeby za przykładem Syriusza nałożyć sobie talerz pełen pyszności. W salonie zostali wyłącznie Moody, Remus, Hermiona i Ron. Wilkołak nadal stał przed Hermioną, najwyraźniej uważając starego Aurora za zagrożenie.

Hermiona położyła dłoń na ramieniu Remusa, który zesztywniał pod jej dotykiem.

- Remusie? Remusie, wszystko w porządku. Wiedziałam, że tak to może wyglądać. Że będą pytania – skierowała wzrok na mamroczącego Moody'ego. – Pytania, na które nie mam zamiaru nigdy odpowiedzieć.

Szalonooki spojrzał na nią spode łba i przez chwilę mierzyli granice swoich kompetencji. Następnie Auror szybko skinął głową i wycofał się z salonu.

Remus zaczekał, aż Moody opuści pomieszczenie i dopiero wtedy przeniósł uwagę na młodą czarownicę, czekającą za jego plecami.

- Czy uda mi się ciebie przekonać, żebyś zaczekała w Norze, podczas gdy my wyruszymy po Harry'ego? – Zapytał, a w jego łagodnych, zielonych oczach pojawiły się złote i bursztynowe plamki.

- Nie – odpowiedziała. – Idę z wami.

- No, dobrze – Remus pokręcił nosem nad jej uporem, ale ugiął się i poklepał ją po ramieniu. – Upewnię się w takim razie, że Molly da sobie radę sama z Syriuszem. Nie poradzimy sobie z Harrym, jeśli chłopak będzie wiedział, że Syriusz żyje. Dlatego dowie się dopiero na miejscu.

- Ginny pomoże – pokiwała głową i zaśmiała się pod nosem. – A teraz koniecznie coś zjedz. I upilnuj swojego przyjaciela. Mam wrażenie, że zaraz kogoś wkurzy i cały mój trud związany z przywróceniem go do życia pójdzie na marne.

Remus roześmiał się i utorował sobie drogę przez mały tłumek, który zdążył się zebrać wokół Syriusza.

- Coś ty, do cholery, zrobiła? – Hermiona odwróciła się w stronę głosu i zobaczyła Rona, gapiącego się na nią szeroko otwartymi oczami.

- Przypominam, że miałeś stać po mojej stronie.

- Jestem po twojej stronie – zapewnił, kiedy zbliżyła się do niego. – Ale nie wiedziałem, że potrafisz wyciągnąć martwego z jego cholernego grobu!

- Język! – Upomniała go. – I mów ciszej. Nie potrafię sprowadzić każdego. Nikt nie może odwrócić efektów Avada Kedavra. Ale, gdy na prośbę Harry'ego szukałam sposobu, by wskrzesić Dumbledore'a, natknęłam się na pewne zaklęcie. Oczywiście, wiedziałam, że nie ma sposobu, żeby odwrócić działanie Klątwy, ale chciałam w książkach Dumbledore'a znaleźć sposoby, żeby chronić się podczas misji. Gdy znalazłam zaklęcie, które sprowadziło Syriusza, poszłam do Tonks i Remusa, poprosiłam ich o pomoc w wejściu do Ministerstwa.

- Do diabła!

- Język! – Hermiona uderzyła Rona w ramię.

- Potrafisz sobie wyobrazić reakcję Harry'ego? – Weasley uśmiechnął się szeroko.

- W tym momencie nie myślę o niczym innym – przyznała. – Jeżeli wyruszymy na tą misję, zrobi się źle. Zbliżamy się do końca naszej przygody, czuję to. Harry niedługo się z nim zmierzy. Dlatego musiałam dać mu coś… Coś, czego potrzebuje. Rodzinę. Harry musi mieć dla kogo walczyć.

Otarła łzę, która spłynęła po jej policzku.

wWwWwWwWwWwWw

27 lipca 1997

Nora – dom rodziny Weasley'ów

- Siad! Zostań – Ginny Weasley z wesołym uśmieszkiem skierowała różdżkę w stronę czarnowłosego czarodzieja.

- Nie jestem psem – Syriusz spojrzał na dziewczyną, która prychnęła. Doprecyzował. – W tym momencie nie jestem psem. I już obiecałem, że będę zachowywał się grzecznie, dopóki wszyscy nie wrócą. A już dawno powinni wrócić!

- Mamy świstoklik! – Krzyknęła pani Weasley, stojąc przy oknie i pilnując nerwowo podwórza. Wybiegła przez drzwi.

Syriusz wstał i chciał podążyć w jej ślady, ale Ginny zablokowała mu drogę.

- Nie, Syriuszu. Obiecałeś. Jeżeli coś poszło nie tak, najpierw musimy się dowiedzieć, co. I udzielić pomocy rannym. Harry nie będzie mógł się skupić, jeśli będzie wiedział, że tu jesteś – głos rudowłosej czarownicy przypomniał Syriuszowi inny głos, innego rudzielca, którego bardzo dobrze znał w przeszłości. Wycofał się.

- Jasne – powiedział zmęczonym tonem. – Pomóż swojej mamie.

Ginny spojrzała na niego podejrzliwie, ale pokiwała głową na zgodę i wybiegła za matką na podwórze. Gdy tylko zniknęła, Syriusz przybrał postać psa i wymknął się z kuchni. Ukrył się w cieniu za Norą i uważnym wzrokiem obserwował z oddali sytuację.

Gdy tylko spojrzał na Harry'ego, coś ścisnęło go w piersi. Łapy wyrwały do przodu, ale powstrzymał się siłą woli. Za pierwszym razem zginął przez swoją bezmyślność. Jeżeli znowu będzie się tak zachowywał, nie tylko przysporzy Harry'emu więcej bólu, ale też pokaże Hermionie, że w ogóle nie liczy się z trudem, jaki sobie zadała, sprowadzając go z powrotem.

- Czekali na nas Śmierciożercy – wyjaśnił Harry. – Otoczyli nas, jak tylko padły osłony. Wiedzieli, że dzisiaj odchodzę od Dursley'ów. Nie mam pojęcia, co się stało z resztą. Czwórka Śmierciożerców popędziła za nami, ale udało nam się wymknąć… I wtedy pojawił się Voldemort.

Syriusz zawarczał, gdy Harry wspomniał Voldemorta. Jego ogromne, psie ciało trzęsło się na myśl, że czarodziej, który zabił jego najlepszego przyjaciela, ojca jego chrześniaka, zaatakował tej nocy właśnie Harry'ego.

W oddali pojawiło się błękitne światło. Ludzie odwrócili się ku nadchodzącym, ale Syriusz wyczuł słaby zapach krwi. Oczy Animaga rozszerzyły się, gdy zobaczył wściekłego Remusa, niosącego nieprzytomnego, rannego George'a Weasley'a. Był gotowy do biegu, chciał coś zrobić, cokolwiek, ale wszyscy mu przypominali: Zaczekaj, aż wrócą. Wtedy idź do Harry'ego.

Skierowali się do domu i Syriusz zorientował się, że Ginny i Molly zauważą jego zniknięcie. Przysłuchiwał się rozmowom toczony w głębi domu. Molly zakładała opatrunek na głowę swojego syna, którego życiu nic nie zagrażało, jak się domyślił. Poczuł smutek, gdy zrozumiał, że Huncwot stracił coś w swoim życiu – nie będzie już identycznych bliźniaków Weasley.

- Jakie stworzenie siedziało w rogu mojego gabinetu, kiedy Harry Potter odwiedził mnie po raz pierwszy w Hogwarcie? – Zapytał Remus, kierując różdżkę w stronę Harry'ego. – Odpowiedz mi!

- Chyba… Druzgotek w akwarium.

- Co to ma znaczyć? – Zagrzmiał Hagrid.

- Przepraszam, Harry, ale musiałem się upewnić – odpowiedział Remus zrezygnowanym tonem. – Ktoś nas zdradził. Musiałem wiedzieć, że to naprawdę ty.

Na zewnątrz, Syriusz nadal strzegł Nory, rozglądając się uważnie, czekając na nowoprzybyłych. Jego uszy nastawiły się na wychwytywanie najcichszych szmerów. Remus powiedział, że zostali zdradzeni. Black przypomniał sobie nazwiska wszystkich członków Zakonu i zawarczał cicho, gdy dotarł do Mundungusa Fletchera. Remus mówił, że to Dung zaproponował Eliksir Wielosokowy. Ale Syriusz wiedział, że złodziej był zbyt głupi na wymyślenie takiego planu. To śmierdziało pułapką na kilometr.

Animag słuchał, jak Remus krzyczy na Harry'ego. Chociaż nie podobał mu się ton i głośność przyjaciela, musiał przyznać, że Harry potrzebuje to usłyszeć.

- Harry, skończyły się czasy, kiedy możesz rozbroić przeciwnika. Ci ludzie chcieli cię złapać i zabić. Jeżeli ty nie jesteś w stanie ich zabić, przynajmniej ich oszołom!

- Lecieliśmy kilkaset metrów nad ziemią. Stan nie jest w tym momencie sobą i gdybym go oszołomił, spadłby z miotły i zabił się! Dwa lata temu Zaklęcie Rozbrajające uratowało mnie przed Voldemortem!

- To prawda, Harry – cierpliwość Remusa była na wyczerpaniu. – I widzieli to wszyscy Śmierciożercy. Wybacz, że to mówię, ale nawet wtedy był to bardzo dziwny ruch. Może podyktowany niezdrowym przypływem adrenaliny podczas walki na śmierć i życie. Powtórzenie tego dzisiaj było próbą samobójczą!

Na podwórzu pojawiło się kolejne błękitne światło. Syriusz natychmiast złapał zapach osoby, która się pojawiła, osoby, do której wyrywała jego dusza. Siłował się sam ze sobą, żeby nie ruszyć się z miejsca. Dopiero obecność Remusa i Harry'ego, którzy wybiegli z Nory, żeby pomóc Hermionie i Kingsley'owi, zatrzymała Syriusza w miejscu. Animag obserwował, jak Harry mocno objął Hermionę, zaś czarownica spojrzała ponad jego ramieniem dokładnie w miejsce, gdzie ukrywał się czarny pies. Wyglądała na wyczerpaną, ale żywą. Zatańczył niecierpliwie na czterech łapach, ale dziewczyna potrząsnęła głową, niemo prosząc, by jeszcze poczekał. Jęknął, czując fizyczny ból spowodowany odległością od nich obojga, ale tym razem posłuchał.

- Gdzie jest George?

- Stracił ucho – odpowiedział Remus.

- Stracił…? – Powtórzyła głucho Hermiona.

- Zaklęcie Snape'a.

- Snape'a? – Wykrzyknął Harry. – Nie mówiliście, że…

- Kaptur spadł z głowy Severusa podczas pościgu. Sectumsempra to jego własne zaklęcie. Chciałbym móc powiedzieć, że odpłaciłem mu pięknym za nadobne, ale cała moja uwaga była skupiona na utrzymaniu George'a na miotle.

Gdy Syriusz pomyślał o Snapie, nie mógł się dłużej powstrzymywać i z jego gardła wydarł się niski, groźny pomruk. Widział kiedyś to zaklęcie w użyciu i wspomnienie tamtego dnia spowodowało, że pies zatrząsł się z gniewu. Zabicie Dumbledore'a nie wystarczyło temu cholernemu Ślizgonowi, więc teraz używał swojego ulubionego zaklęcia na członkach Zakonu.

Harry obrócił się na pięcie.

- Słyszeliście? – Wycelował różdżką w miejsce, gdzie krył się Syriusz.

- Harry, musimy zaczekać na Rona i pozostałych – Hermiona próbowała odwrócić uwagę przyjaciela. Na nic się to nie zdało i chłopak uparcie szedł w stronę odgłosu z jaśniejącą różdżką. Syriusz zadrżał, przypominając sobie pogadankę Remusa o bardziej ofensywnych zaklęciach.

- Harry! – Hermiona stanęła na drodze przyjaciela.

- Odsuń się, Hermiono – wrzasnął chłopak. – Tam ktoś jest!

- Harry – wykrzyknął Kingsley i rzucił się w pościg za Potterem, ale Hermiona ze smutkiem pokręciła głową. Spojrzała tylko na Remusa, który tylko rzucił krzywym uśmiechem w cień, gdzie krył się Łapa.

- Wszyscy do środka! – Zawołała pani Weasley, zaganiając do Nory wszystkich członków Zakonu poza Remusem, Harrym i Hermioną.

Hermiona położyła dłonie na piersi Harry'ego.

- Zaczekaj – poprosiła. – Pozwól mi najpierw wyjaśnić.

- Co chcesz wyjaśniać? – Zielone oczy Harry'ego błysnęły paniką. – Hermiono, co się dzieje? Kto tam jest?

Syriusz, widząc, że nie ma wyjścia, bo sam spektakularnie wszystko spieprzył, zmienił się ponownie w człowieka i powoli wyszedł z cienia, unosząc w górę puste ręce. Rzucił przepraszające spojrzenie Hermionie, która nie wiedziała, czy wściekać się na Blacka za jego niecierpliwość, czy może cieszyć z jego ponownego spotkania z chrześniakiem.

- Harry – Syriusz uśmiechnął się ciepło.

- Co…? Ale jak…? Syriusz?

- To naprawdę on – Remus położył dłoń na ramieniu młodego czarodzieja.

- Nie – Harry potrząsnął głową, a w jego oczach pojawiły się łzy błyszczące nienaturalnie w sztucznym świetle padającym z wnętrza domu. – Syriusz zginął. Sam na to patrzyłem. Remusie, ty potwierdziłeś, że Syriusz nie żyje!

Black zrobił jeden niepewny krok do przodu, ale zatrzymał się, gdy różdżka Harry'ego ponownie spoczęła na nim.

- Pytaj – powiedział miękko. – Pytaj, o co tylko chcesz, żeby potwierdzić moją tożsamość. Z tego, co słyszałem, właśnie tak teraz postępuje Zakon.

- Ja… Ja… - Harry otarł łzy rękawem i drżącym głosem zapytał: - Jakie były twoje pierwsze słowa do mnie?

- Masz na myśli Wrzeszczącą Chatę? Powiedziałem, że spodziewałem się po tobie tego, że przybiegniesz na pomoc przyjaciołom, bo twój ojciec zrobiłby to samo dla mnie – Syriusz zaśmiał się. – Ale jeśli chcesz być bardzo dokładny, moje pierwsze słowa do ciebie brzmiały „Na Merlina, ile włosów na tej małej główce".

Harry opuścił różdżkę.

- Syriusz?

- To naprawdę ja, mały – mężczyzna zbliżył się do chrześniaka.

Hermiona puściła Harry'ego i ze łzami w oczach patrzyła, jak mężczyźni wpadają sobie w ramiona. Syriusz mocno objął chłopaka, klepiąc go po plecach i mierzwiąc włosy. Czarownica jednocześnie śmiała się i płakała. Otarła łzy i poczuła, jak na jej ramionach spoczęły dwie duże, ciepłe dłonie. Natychmiast rozpoznała obecność Remusa.

- Dobrze się spisałaś – wyszeptał jej do ucha, a Hermiona tylko pokiwała głową, unosząc jedną dłoń do jego ręki.

- Zaczekaj w domu na Tonks – popatrzyła na niego przez ramię. – Ja zostanę z tą dwójką.

Lupin odwrócił się i z spiętymi plecami przemaszerował na podwórze przed Norą, gdzie spodziewał się przybycia kolejnych członków Zakonu.

- Nie rozumiem – wymamrotał Harry, gdy już przywitał się ze swoim ojcem chrzestnym. Nadal jednak nie chciał puścić jego szat, jakby miał za chwilę rozwiać się w siwy dym. – Ja to możliwe?

- Masz po swojej stronie bardzo inteligentną czarownicę, synu – Syriusz uśmiechnął się ponad ramieniem Harry'ego do stojącej nieopodal Hermiony.

- Hermiona? Ty go sprowadziłaś? – Zaczekał, aż przyjaciółka skinie głową. – Jak? Przecież mówiłaś, że…

- Nie mogłam sprowadzić Dumbledore'a – przypomniała. – Ale szukałam sposobu. I znalazłam zaklęcie.

Uśmiechała się, mając nadzieję, że Harry nie będzie chciał poznać szczegółów.

Nie chciał. Puścił Syriusza i pospieszył do swojej przyjaciółki. Wtulił się w nią, ukrył twarz na jej ramieniu. Zamknęła oczy i przywarła do chłopaka, uciszając jego bełkotliwe podziękowania.

- Tyle już zrobiłeś, Harry – powiedziała. – Tak dużo straciłeś. Gdy tylko zauważyłam, że jest szansa, aby coś ci oddać, wykorzystałam ją. Chciałam, żebyś odzyskał coś ważnego dla ciebie. Szczególnie, że mamy dużo do zrobienia.

- A tak z ciekawości zapytam – Syriusz przerwał ich czuły moment. – Co mamy do zrobienia?

Harry puścił Hermionę i odwrócił się do swojego ojca chrzestnego z szerokim, zaraźliwym uśmiechem.

- Mamy wojnę do wygrania.