-Martwią mnie te skrzydła.- powiedział krzyżując ręce na klatce piersiowej.
-Znajdę kogoś zaufanego.- zapewnił Rudolphus.
-Nie musisz.- odpowiedział Lucjusz.- Ja i Draco jesteśmy willami, nie będzie z tym problemu.
-A powiesz mi, czemu dopiero dzisiaj się o tym dowiedziałem?- Spytał Tom unosząc brew. Nienawidził, gdy ktoś coś przed nim ukrywał. Jego magia chciała się wyrwać i ukatrupić mężczyznę, jednak się powstrzymał.
-Nie chciałem narażać Draco na wychodzenie ze śmierciożercami. Miał udawać tchórza. Wile przyciągają ludzi, a nie chce, żeby coś mu się stało.- Powiedział krzywiąc się. Jego syn mógłby być w niebezpieczeństwie. Poza tym magiczne stworzenia nie miały takich praw jak czarodzieje. Nakładano na nie wiele restrykcji, jeśli chciały wśród nich żyć.
-Rozumiem, ale to może być przydatne. Może nawet wygralibyśmy poprzednią wojnę.- Powiedział Tom niechętnie wstając.
-Przepraszam, ale pytam się regularnie wili o zdanie i wszyscy od początku chcieli pozostać neutralni.- Tom uśmiechnął się lekko. Wiedział, że Lucjusz zawsze by mu pomógł, ale gdyby podpadli willom mieliby jeszcze gorzej.
-Rudolphusie, co z twoją żoną?- Mężczyzna prychnął, a Lucjusz uśmiechnął się drwiąco.
-Jeśli mógłbyś jej tak nie nazywać.- Lestrange skrzywił się.- Totalnie jej odbiło. To już nie jest Bella.
-Mi?- usłyszeli na korytarzu.-To-Miiiii~!
Lucjusz i Rudolphus zakryli usta dłońmi, a czarny pan rzucił im tylko spojrzenie bazyliszka. Otworzył drzwi i spojrzał na siedzącego po turecku Harry'ego. Chłopak miał na sobie tylko przydużą koszulkę Toma.
-Co ty tu robisz?- Voldemort ustawił go w pionie i pogłaskał po głowie. Zastanawiało go też skąd wziął jego ubranie.
-Mi!- pisnął chłopak, przytulając się do niego. Rzeczywiście lubił się łasić.
-Może ty mnie rozumiesz, ale ja ciebie nie.- powiedział czarnoksiężnik. Chłopak posmutniał słysząc ostry ton Riddla. Mężczyzna zreflektował się natychmiast.- Powinieneś się cieplej ubrać albo przynajmniej założyć buty.
-Miiiii.- pisnął cicho Harry. Był przybity. Tom przeklął w myślach.
-Chodź tu mały.- Lucjusz zdjął koc z fotela i założył na chłopaka.- Ciepło ci?
-Mi.- Harry przytulił się, a Lucjusz pogłaskał go po głowie tak jakby to było normalne. Pozostała dwójka patrzyła się na nich zdziwiona.- Miiiiii~!
-U wili to normalne.- stwierdził spokojnie blondyn.- Jestem zaborczym stworzeniem. Myślisz, że dlaczego Draco jest taki ostrożny? Na pewno nie dlatego, że ma samozaparcie.
-Będziesz jego tatusiem.- Tom i Rudolphus wybuchli śmiechem. Tom musiał oprzeć się o framugę.
-Uuuuuu.- Harry zasłonił uszy i skrzywił się.
-Ciszej.- syknął Lucjusz i pogłaskał po głowie młodego Hobita. Wile musiały być z nimi spokrewnione, skoro zachowywał się tak otwarcie. Albo wyczuwał to, że nie chcą go skrzywdzić.
-Mi?- chłopak rozejrzał się niepewnie.- Mi?- skierował wielkie oczy na Lucjusza. Ten uśmiechnął się do niego.
Harry okręcił się dookoła własnej osi i ruszył w dół korytarza. Tom chciał iść za nim, ale Malfoy zatrzymał go.
-Musi poznać otoczenie. Jeśli będzie chciał towarzystwo to cię zawoła.- Podejrzewał, że poszedł zbadać teren.
-Tam są niebezpieczne rzeczy.- Zaprotestował Tom martwiąc się o chłopaka. Zachowywał się jak pięciolatek.
-Będzie wiedział.- widząc jak Tom stara się ukryć swoja dezorientacje udał, ze tłumaczy to głowie rodu Lestrange.-Jeśli nie rozróżnia willi i hobita, to musimy być bardzo blisko spokrewnieni. Sądzę, że tak jak ja rozpoznaje aurę przedmiotu.- wyjaśnił krótko.
-Więc, co powiecie na herbatę?- mężczyźni skinęli głowami i ruszyli za gospodarzem do salonu, a potem do okalających dom ogrodów. Podał herbatę na ganku. Lucjusz poczuł jak coś dźgnęło go w nogę. Spojrzał na zaabsorbowanych rozmową towarzyszy. Podniósł obrus i niemal zakrztusił się herbatą.
