Dzisiejszy dzień to dobry dzień. Rano tak jak zdecydował Rin, zachowuje się całkowicie normalnie. Ubiera się w lekki uśmiech i pozory niewidzialności. Cały czas ukrywa swój ogon, ale tak naprawdę z nikim nie rozmawia. Nie szkodzi.
Prawie popełnia gafę na jednych zajęciach chcąc odpowiedzieć na pytanie, ale w porę się na tym łapie i jąkając duka niespójne bzdury. Zbiera bure od nauczyciela, choć uśmieszek, który powraca na jego twarz dwie sekundy później informuje wszystkich, że cały świat go nie obchodzi.
Nie dajmy się jednak nabrać. Rin może nie jest geniuszem. Jednak posiada trochę oleju w głowie. Porządnie wrzącego przez jego płomienie chcące uwolnienia. Chłopak tego nie okazuje, tak samo jak reszty trosk. Od lat nosi maskę. Co prawda kilkakrotnie już ewaluowała od niszczyciela po buntownika na razie na młodym niedoświadczonym wojowniku się zatrzymując. Z pozoru zbyt pewnym siebie by zauważyć własne niedoskonałości, tak naprawdę udającym by wpasować się do życia.
Kuro dołącza do niego na zajęciach egzorcystów i chłopak czuje jakby malutka część ciężaru zmartwień opuściła jego barki. Mogli pozbawić kota obowiązków strażniczych, przy czym nikt nie raczył go o tym nawet poinformować. Słysząc wiadomość z drugiej ręki ten tylko skwitował;
- mogą sobie decydować, co chcą to i tak nic nie zmienia.
Kuro przyjmował rozkazy tylko od staruszka, jeśli nie zdecyduje się oddać komuś swojej lojalności powinien może robić, co chce. Rin to jak najbardziej go popierał, dlatego kiedy kociak znikał na swój obchód i kontrole zabezpieczeń, martwił się. Lecz nie powstrzymywał. Mogli być oficjalnie połączeni a nawet trenować, jako partnerzy i przyjaciele, ale nie był naprawdę jego nowym mistrzem.
Kuro mu pomagał całkowicie z własnej woli. Rin nigdy nie zapytał, dlaczego, po prostu nie chciał znać odpowiedzi, lub co gorsza zrazić do siebie jedynego przyjaciela. Poznali się w skomplikowanych okolicznością, a połączył ich smutek po utraconym opiekunie.
- Kłamcy, wszyscy jesteście kłamcami!
- W porządku? Co się stało? – Zapytał Yukio, kiedy wbiegł z Rin'em przez bramę.
- Kuro nagle stał się olbrzymi i nas zaatakował. Przez przypadek wspomnieliśmy o śmierci Fujimoto i prawdopodobnie nas usłyszał.
- Przepraszam. Co się stanie z Kuro? – Odezwał się ranny strażnik.
- Będzie dobrze. Jesteśmy egzorcystami, więc przeprowadzimy na nim egzorcyzm.
- Egzorcyści?
- O co chodzi? Co to ma wspólnego ze staruszkiem? – Dopytywał, ale Yukio całkowicie zignorował brata.
- To... Kot Sidhe. – Oznajmił dramatycznie Mephisto pojawiając się znikąd. – Były podopieczny Fujimoto.
- Staruszka?! Czym jest Kot Sidhes?
- Najprościej ujmując to demon, który opętał kota, charakterystyczne są dla niego długie ogony jak i długie życie. – i nawet bez pytania dodał – Kuro był kiedyś patronem lokalnych farmerów jedwabiu. Od czasów antycznych w zamian za obronę upraw przed myszami odprawiano na jego cześć festiwale i żył w zgodzie z ludźmi.
- Czasy się zmieniły, jedwabne uprawy stały się przeżytkiem, ludzie zapomnieli o nim. Potem zniszczyli świątynie, przez to zmienił się w demona. – Wtrącił Yukio pośrednio sugerując, że powodem agresji kota była utrata dawnego statusu.
W tym czasie egzorcyści postrzelili kota pociskami usypiającymi, lecz o tylko się z nich otrząsnął. Ktoś rzucił granat dymny.
- Nic! To nie działa! – Kuro przewrócił stojącą nieopodal ciężarówkę.
- Kłamcy, wszyscy jesteście kłamcami! Kłamcy! – Biegł do przodu rozpędzając atakujących egzorcystów.
- Wszystko dobrze?
- Okumura!
- Próbowaliśmy święconej wody, srebra, wina i lekarstw. Ale nic nie działa! – Meldowała. - Ta strona kota Sidhe jest nam nieznana, więc Aria nic nie może wskórać. Wystrzeliliśmy w niego wiadro pocisków uspokajających, więc trochę spowolnił ruchy.
- Słyszałeś coś o Kuro od Fujimoto? – Pytał kolejny.
- Ty też brałeś udział w misji tamtego dnia?
- Tak.
- Tamtego dnia? – Dopytywał in bardzo cicho, tak, że usłyszał go tylko Mephisto i tym samym tonem odpowiedział.
- To się wydarzyło, gdy Yukio był jeszcze ExWire. Dziwne rzeczy zaczęły się dziać na budowie pewnej wiosce.
- Jak dziwne?
- Przewracane sprzęty, upadające rusztowania i ściany przez niewidzialną siłę. Ludzie z wioski sądzili, że miejsce zostało przeklęte, więc wezwali różnych ludzi, by poradzili sobie z tą sytuacją. – Zrobił dramatyczną pauzę. – Ale wszystko to sprawiło jedynie powstanie większego bałaganu. Miejscowi nie dawali sobie już rady i wezwali Akademie Prawdziwego Krzyża. A tym, który miał zabić boga, który stał się demonem, był Paladyn Shiro Fujimoto.
Ale Kuro żyje... Więc tata go nie zabił. Nie stosował się ściśle do morderczych metod egzorcystów. –Myślał Rin. Ponieważ, mimo że Shiro jego też uratował, zupełnie czymś innym było słuchanie o wielkim sercu jego taty nawet w stosunku do innych demonów, które nie były dziećmi.
- Powiedział ,,Co? Ja jeden jestem w zupełności wystarczający." Podszedł do kota, powiedział coś i wyciągną rękę.
- Jak? Skąd wiesz?
- Byłem tam Rin, oczywiście nieoficjalnie. – Czytaj w psiej formie. – To niesamowite, jak swoimi umiejętnościami uspokoił sytuacje bez rozlewu krwi.
- Staruszek.
- Potem nazwał go Kuro i oswoił przez zawarcie umowy, że będzie tutaj stróżem bramy.
W czasie ich rozmowy egzorcyści nadal próbowali rozwiązać sytuacje.
- To nadal demon. – Mówił Yukio. – Gdy stracił swojego pana, powrócił do swej niszczycielskiej demonicznej postaci. Ojciec przewidział taką możliwość i przygotował coś.
- Co? –Wyjąkał Rin.
- Wydaje się, że zrobił to przez przebudowanie granatu. To prawdopodobnie mikstura, która zabije Kuro.
- Uratowani!
- Ale ponieważ i tak nie znam siły tego specyfiku, a jego zakres jest niezmierzony, zostawcie mnie z tym samego, dobrze?
- Kłamcy! Kłamcy! Shiro jest najlepszy!
- Potrzebujesz pomocy?
- Tak długo, jak mam go w zasięgu jest dobrze. – Odpowiada Yukio.
-Więc powinniśmy się ewakuować. Wszyscy, odwrót pod bramę! – Krzyczy najbliższy egzorcysta, a reszta spełnia polecenie.
- Shiro nie umarł! On wróci do domu! On na pewno wróci do domu!
Rinn nie może dłużej tego słuchać. Nie wie jak inni moa nie zwracać uwagę na rozpaczliwe wołanie kota. Rozumie...
- Rin, powinieneś zostać z tyłu. –Upomina brat. – Jest szansa, że ta substancja zadziała również na ciebie.
- Masz zamiar go zabić?
- Tak. Nie ma innego wyjścia prócz zabicia go.
- Nie wierze. – A w duchu rozpaczliwie myśli jak Yukio może wypowiadać te słowa.
- W naszej szkole nie ma egzorcysty, który potrafiłby poskromić demona tej klasy.
- Shiro wróci! A do tego czasu, muszę żyć!
- Pośpiesz się i stań z tyłu.
- Czekaj!
- Co?!
- Pozwól mi z nim porozmawiać. – Chce krzyczeć, że on jest tylko samotny. Jednak tylko cicho i żałośnie protestuje. - Chcesz go zabić tylko, dlatego, że jest samotny. - Tak samotny jak ja.
- Skąd to wiesz?
- No cóż, to...
- Nie ma na to czasu.
- Mam przeczucie. – Wyrzuca z siebie jak błyskawica. Sam nie wie, dlaczego, jak Yukio może nie słyszeć bolesnego wołania Kuro.
- Nawet, jeśli to, co mówisz jest prawdą, nie możemy mu pozwolić na to, by dalej siał spustoszenie.
Rin spogląda ukradkiem na Mephisto, ale ten tylko kręci głową. Nie ma sposobu by mógł jawnie powstrzymać Kuro nie zabijając lub odsyłając go w procesie. A to równie dobrze mogą załatwić egzorcyści, nie ma powodu by miał sobie ubrudzić strój.
- Więc pozwól mi z nim porozmawiać, zanim go zabijesz!
- Porozmawiać?
- Nic mi nie będzie. – Błędnie interpretuje spojrzenie brata. - Nie wyjmę miecza. Jak mówiłeś, muszę nauczyć się polegać na własnych umiejętnościach – Szybo zapewnia próbując go przekonać. Ignoruje przy tym część świadomości mówiącą, że płomienie są jego nieodzowną częścią.
