Autor: LunaFromBakerStreet

Beta: sherlyimpala

04. Na randce (On a date)

Kolejny tydzień przyniósł ocieplenie i dwie nowe sprawy, co spowodowało więcej biegania po Londynie i mniej czasu na zajmowanie się domowymi obowiązkami. Sherlockowi to nie przeszkadzało, i tak nie lubił siedzieć w domu, ale John z przykrością stwierdził, że nikt nie poszedł do sklepu i lodówka świeci pustkami. Z cichym westchnieniem wyjął dwudniowy chleb i stary ser, a potem zrobił kanapkę, którą włożył do mikrofali.

- Naprawdę zamierzasz to jeść? – detektyw stał oparty o framugę i uważnie obserwował jego poczynania.

- Ja przynajmniej jem cokolwiek – odparł. Nie miał ochoty kłócić się o zakupy jak jakieś małżeństwo.

- Może i jadam mało, ale nie byle co – Sherlock sięgnął do wieszaka po kurtkę i rzucił nią w stronę Johna, a ten odruchowo ją chwycił.

- Ubieraj się, wychodzimy.

- Dokąd?

- Zabieram Cię na kolację.

Ku wielkiemu zdziwieniu Johna, Sherlock mówił poważnie. Złapał taksówkę i podał adres, który niestety nic doktorowi nie mówił. Mimo to nie protestował, choć cała ta nagła sytuacja wydawała mu się irracjonalna. Nie odzywali się do siebie przez całą drogę.

Gdy dotarli na miejsce, ich oczom ukazała się ogromna restauracja z czterema gwiazdkami przy nazwie, zdecydowanie jedna z tych bardziej eleganckich.

- Mogłeś mi powiedzieć, że masz na myśli coś wykwintnego – mężczyzna spojrzał na swój strój. Jeansy, sweter i kurtka ze sztucznej skóry raczej nie robiły wrażenia – Nie wpuszczą mnie tam.

- Dopóki jesteś ze mną, nie masz się o co martwić – Sherlock podszedł tak blisko, że dotknęli się ramionami. John nie rozumiał, co te wszystkie gesty i słowa mogą oznaczać, ale to nie pierwszy raz, gdy nie nadążał za rozumowaniem przyjaciela. Zdążył się już przyzwyczaić.

Drzwi otworzył im mężczyzna w garniturze, który przywitał się ze skinieniem głowy. Kolejny, podobnie ubrany, wskazał im dwuosobowy stolik i podał menu. Holmes miał rację, nikt nie zwrócił uwagi na ubiór jego towarzysza.

- Nie patrz na cenę, ja stawiam – powiedział, widząc, jak John zatrzymał się na przystawkach i bał się przewrócić stronę.

- Dlaczego miałbyś płacić za współlokatora? – mężczyzna nie chciał, aby ten wydawał na niego pieniądze. Co prawda zdarzało się, że John płacił sam za taksówkę, a Sherlock za ich wspólne zakupy, ale zawsze wychodziło mniej więcej po równo, a przyjaciele nie liczą drobnych. Jednak taka kolacja to co innego i Watson czuł się z tym trochę nieswojo. Holmes patrzył na niego spojrzeniem świadczącym, że właśnie przeprowadza jakąś dedukcję i w chwilę później doszedł do wniosków.

- Dobrze. W takim razie uznaj, że to randka i ja płacę, bo cię zaprosiłem. A teraz wybierz coś, na co masz ochotę.

John zamrugał oczami. Słyszał już od niego coś podobnego przy sprawie Briana Lukisa, ale wtedy nie brał tego na poważnie.

- Nie jestem gejem.

- Ja też nie – Sherlock podniósł wzrok i uśmiechnął się ironicznie. Trochę przypominał teraz Mycrofta. – Myślałem, że wyjaśniliśmy to sobie na naszej pierwszej kolacji.

- A ja myślałem, że jesteś poślubiony swojej pracy.

- Już od dawna jesteś jej częścią, John – znów wypowiedział to imię w sposób, przez który doktor aż się peszył. Sam nie wiedział co w tej chwili czuł i myślał, więc postanowił nie podejmować już tego tematu. Wybrał z karty coś, czego nazwa brzmiała znajomo i nie było warte miesięcznego czynszu, natomiast Sherlock zamówił jakieś francusko brzmiące danie. Ledwo kelner się oddalił, a jakaś kobieta siedząca kilka stolików dalej krzyknęła „tak!" i cała sala zaczęła bić brawo. Zaręczyny, świetnie. Teraz John poczuł się jeszcze bardziej niezręcznie.

- Rozstaną się – Sherlock nieoczekiwanie podjął temat, a przyjaciel spojrzał na niego, próbując wyczytać jakąś emocję z jego twarzy. Daremnie.

- No już, powiedz to. Przecież wiem, że chcesz się pochwalić dedukcją.

- Tu nie ma się czym chwalić, to oczywiste. Kobiety w ważnym dla nich dniu chcą wyglądać zjawiskowo. Domyśliła się, że chce się jej oświadczyć, a pomimo tego nie szykowała się długo, malowała się w pośpiechu i nierówno, nie ma wyregulowanych brwi, a sukienkę ubrała starą, wyblakłą. Przez całą kolację zerkała nerwowo na telefon, więc albo chce jak najszybciej wyjść i sprawdza godzinę, albo go zdradza i myśli o skontaktowaniu się z kochankiem.

- Może po prostu czeka na ważny telefon…

- Nie, kiedy się jej oświadczył, nie miała zmarszczek koło oczu, jej uśmiech był nieszczery, nie kocha go. Ale facet ewidentnie jest bogaty i kobieta nie chce go rzucić. Takie związki nie trwają długo.

John przyjrzał się parze. Nie musiał prosić o dodatkowe wytłumaczenie, rolex na ręce mężczyzny i szyty na miarę garnitur same rzucały się w oczy.

- Jednej rzeczy tylko nie rozumiem.

- Hmn?

- Skąd wniosek, że ona wiedziała o zaręczynach?

- A gdyby mężczyzna, z którym mieszkasz zaprosił cię na kolację do eleganckiej restauracji na swój koszt, to co byś pomyślał?

Dopiero po chwili dotarło do niego, co właśnie powiedział. I po raz pierwszy John miał okazję zobaczyć, jak Sherlock się zawstydził. Schował się za menu, jakby było tam coś interesującego i wyraźnie unikał kontaktu wzrokowego. Po chwili jakoś doszedł do siebie, ale do końca kolacji żaden z nich nie poruszył podobnych tematów.