W niektórych sytuacjach dane jednostki czasowe ciągnęły się niemiłosiernie długo, sekundy przechodziły w minuty, minuty w godziny, a dnie w tygodnie. Kagami po raz pierwszy w życiu świadomie doświadczył tego zjawiska, kolejną już godzinę spędzając w poczekalni w oczekiwaniu na bodziec, który pozwoliłby mu z pełną odwagą wejść do pokoju i wziąć na barki częściową odpowiedzialność za obecne samopoczucie osoby czekającej na niego w środku.

- No już, idź do niego...- wymamrotał pod nosem, trąc zmarzniętymi knykciami o siebie. To zadanie było o wiele trudniejsze niż mogłoby się wydawać, kiedy szedł do szpitala był całkiem pewny siebie i swojej odwagi, ale kiedy kierował się po schodach w górę, zostawał całą swoją odwagę na stopniach po których wchodził, a gdy dotarł już na miejsce mógł tylko gapić się w szybę i odwlekać swoje przybycie o kolejne godziny.

Odkąd wyrwał go z piekła jakie zgotował mu Kise, nie miał odwagi z nim porozmawiać. Dlatego właśnie już drugi dzień siedział bezczynnie w poczekalni i obserwował go zza szyby, zachowanie Kuroko w pewien sposób nie różniło się od jego własnego, zmieniał pozycję tylko wtedy kiedy wychodził za potrzebą, ale przez zdecydowaną większość czasu siedział na łóżku, przytulony do własnych kolan. I tak już od dwóch dni, a Kagami wciąż wyraźnie wahał się z wejściem. Nieco pogardliwe spojrzenia mijających go osób wcale mu nie pomagały wypchnąć go do pokoju, z każdą taką reakcją na jego przesiadywanie przed salą jakby kulił się w sobie i częściej spoglądał na koniec korytarza, na którym było zejście na parter.

- Cholera.

W końcu, po odczekaniu kolejnej, już czwartej godziny dnia następnego, zacisnął zęby i kilka razy klepnął się mocno w policzki, starając się nie wyglądać na zbytnio zatroskanego. W końcu pocieszyciel nie mógł wyglądać gorzej niż sam pocieszany, prawda? Niepewnie postąpił kilka kroków ku drzwiom i wyciągnął rękę, zaciskając lekko drżącą dłoń na klamce. Wiedział, że Kuroko w tej chwili go potrzebował, nie mógł go zostawić samego na tak długi czas, powinien wejść tam zdecydowanie wcześniej. Nacisnął klamkę i pchnął drzwi, jednocześnie odpychając od siebie myśli o ponownym przyciągnięciu ich do siebie i zamknięciu źródła problemu. Nawet w swoich myślach nie potrafił przestać być tchórzem i prostakiem.

- Cześć, mogę? - zapytał, siląc się na uśmiech. Przez chwilę stał w bezruchu, czekając aż Kuroko z opóźnieniem uniesie głowę i spojrzy na niego tak, jakby widział go po raz pierwszy w życiu. Po minucie jednak skinął lekko głową i czerwonowłosy wszedł do pomieszczenia, ostrożnie zamykając za sobą drzwi. Było blisko, prawie spanikował.

- Jak tam? Jak się czujesz? - zagadnął uprzejmie, siadając przy krześle postawionym przy łóżku.

Odpowiedziała mu cisza. Musiał przyznać, że niby nie spodziewał się niczego niezwykłego, ale jego reakcja, a raczej jej brak, jednak trochę zbiła go z tropu. Mimo wszystko postanowił się tym nie zrażać i ciągnąć dalej, Kuroko ogólnie niewiele mówił, więcej słuchał niż mówił, także najlepiej będzie jeśli ograniczy się tylko do swobodnego opowiadania, bez zmuszania go do odpowiedzi. Wziął głęboki wdech i zaczął opowiadać. Wszystko o czym mówił, starał się zawierać w błahych, luźnych tematach i nie schodzić na temat blondyna, pilnował się tego jak tylko mógł. Zwłaszcza, że wciąż był na niego nieco zły za tamte słowa, ale był stuprocentowo pewny, że to Kise namieszał mu w głowie, nie było nawet mowy, żeby były one prawdą, nie po tym co przeżył.

Podczas tego monologu miał wystarczająco dużo czasu na przyjrzenie się dokładniej jego twarzy, a raczej zmianom na niej. Był nieco bledszy niż zwykle, ale wyglądał zdecydowanie lepiej niż podczas pamiętnej akcji ratunkowej, nie był już taki wychudzony i zmęczony, o czym poprzednio sygnalizowały wyraźne cienie pod oczami i ciężkie powieki. Nie zauważył nawet momentu, kiedy się zagapił i przestał mówić . Do rzeczywistości przywrócił go krótki moment, kiedy ich oczy się spotkały. Wzdrygnął się i uciekł wzrokiem w bok, kontynuując nieco przyciszonym tonem.

- Dobrze, to ja może już pójdę... - stwierdził, powoli podnosząc się z miejsca. - Pamiętaj, że jak coś to dzwoń, będziesz miał ochotę na jakieś dobre jedzenie to ci przyniesiemy, podobno to szpitalne żarcie jest okropnie niesmaczne. To... do zobaczenia. - zakończył, pospiesznie odwracając się ku upragnionemu wyjściu.

- Ka...

Poczuł lekkie muśnięcie w okolicach ramienia i obrócił się ze strachem, podobny dostrzegając na jego twarzy. Dostrzegł ból w błękitnych oczach, który był odpowiedzią na jego zbyt gwałtowną reakcję, przez ten niespodziewany ruch stracił maskę w postaci łagodnego uśmiechu i pojawił się ten sam, paniczny strach.

- Przepraszam... wszystko będzie dobrze, obiecuję...- wymamrotał uspokajająco, odruchowo przyciągając go do siebie. Nie bardzo wiedział co ma z tym zrobić, ale Kuroko bezwiednie uniósł ręce i objął go w pasie, wtulając się twarzą w jego tors.


- Syndrom... co?

Kagami nie wiedział, dlaczego właściwie poprosili go na rozmowę z lekarzem nadzorującym leczenie Kuroko, ale nic nie rozumiał z tego za mądrego jak dla niego bełkotu. Pani w białym kitlu westchnęła i po raz czwarty zabrała się za wytłumaczenie mu postawionego problemu, starając się tym razem użyć jak najmniej skomplikowanych słów. Często się zdarzało, że rodzina niektórych pacjentów była tak przeraźliwie tępa, że trzeba było użyć nieco innego, bardziej zrozumiałego dla nich języka.

- Syndrom sztokholmski, miłość do oprawcy.

- On go... po tym co mu zrobił?! Jak?! - wybuchnął, podrywając się z krzesła. - Nie ma mowy żeby on...

- Najwidoczniej Kise-kun musiał go długo zapewniać, jak bardzo go kocha. - przerwała mu stanowczo, a Kagami opadł z powrotem na krzesło, krzyżując ręce na piersi. - On się tego boi, boi się go pokochać. Dlatego musimy objąć go wyjątkową opieką. Kuroko-kun czuje do ciebie wyjątkową sympatię, pomóż mu. - zakończyła, a Kagami zagryzł wargę i po krótkiej chwili pokiwał w milczeniu głową. Nie miał pojęcia, gdzie w tej chwili znajdował się Kise, ale oddałby nawet i nogę, żeby móc w tej chwili porządnie mu przywalić.


- Kise uciekł. Pewnie bał się konfrontacji z wami...

Jedynymi osobami jakie tym razem zastał w swoim domu, byli Aomine i Midorima, reszta najwyraźniej już działała w terenie. Odkąd tylko dowiedzieli się o brudnym wyczynie Kise, wszyscy jak jeden mąż dołączyli do poszukiwań blondyna, żeby na własną rękę wymierzyć mu nauczkę za tak karygodne potraktowanie ich najmniejszego kolegi. Kagami nawet nie protestował, kiedy jego dom jednogłośnie został wybrany na ich bazę.

- Niech ucieka, jebany tchórz... i tak go dorwę - warknął Aomine, nerwowo wyłamując palce. - Gdzie się podział Akashi? - zapytał, zerkając znacząco na fotel obok siebie. Kagami wzruszył ramionami, dziwiąc się nieco jego pytaniu, bo widział tylko na ich pierwszym spotkaniu. Wnioskując po pytaniu Aomine, jednak tutaj przebywał, i to z własnej woli, a przecież mógł równie dobrze zajmować się tą sprawą gdzieś indziej, w bardziej „królewskich" warunkach, niż w zaśmieconej pudełkami po pizzy kawalerce.

- Szuka go. Ma spore pole do popisu w tym zakresie, tyle znajomości... - odezwał się Midorima, przeglądając gazetę z nadzieją, że jakimś cudem natrafi na bladą twarz modela. Ostatnio chyba nie wyglądał zbyt dobrze, podpierając się oczywiście opisem Kagamiego...

- Łee, szkoda. Chciałem go w końcu zapytać, czy to przez to, że ciągle funduje nam żarcie nie ma później na fryzjera, takie postrzępione ma te kudły na czole. - powiedział Aomine, poprzedzając tym szerokie ziewnięcie.

- A tak właściwie… to jaki jest twój wkład w całą tą akcję poszukiwawczą? - zapytał z ciekawością Kagami, a Aomine mlasnął głośno i wywrócił oczami.

- Ja zawsze jestem zwarty i gotowy do obicia ryła temu zwyrolowi. - powiedział niemal wyniośle, zdejmując nogi ze stołu. - Za to Midorima regularnie sprawdza, czy w rejestrze nie pojawiła się nasza zguba, podobno w ostatnich czasach dość często się tam pojawiał. Starzy Midorina pracują w szpitalu, więc to dla niego dziecinnie proste - dodał, a Midorima z kwaśną miną pokiwał mu głową i wrócił do przeglądania gazety.

Kagami westchnął i opadł ze zrezygnowaniem na pusty fotel, do tej pory zwykle zajmowany przez Murasakibarę. Jeśli ich poszukiwania nie przyniosą żadnych efektów, to znowu będzie musiał biegać, a tego nie chciał. Tym razem zależało mu jedynie na bezpieczeństwie Kuroko i tego zamierzał bronić, nie zależało mu na odnalezieniu Kise, pragnął jedynie gwarancji, że już nigdy nie wróci i nikogo nie skrzywdzi, a zwłaszcza Kuroko.

Przez ostatni miesiąc, plan dnia Kagamiego przedstawiał jeden, określony schemat: kilka godzin spędzał na kanapie w poczekalni, śpiąc lub w inny sposób odpoczywając od postawionych mu obowiązków, następnie kierował się do swojego domu i dowiadywał się o postępach w ściganiu blondyna, później wracał do szpitala i zostawał tam już do rana, od południa do wieczora siedząc w towarzystwie Kuroko, a po tym wracał na kanapę i wszystko toczyło się od nowa. Dzisiaj był ostatni dzień tej udręki, pozostały im już tylko finalne formalności i mogli już wracać do domu.

- Czy chciałby pan zgłosić zawiadomienie o przestępstwie?

Kuroko milczał. Pytanie policjanta było kluczowe dla całej sprawy, ale chłopak wyraźnie się wahał.

- Zrób to, tak będzie lepiej. - powiedział Kagami. Prowadzenie czegoś takiego na własną rękę przez grupę nastolatków było niewystarczające, czasami mieli wrażenie, że to co robili było bardzo głupie, ale zdecydowanie lepsze niż bezczynne siedzenie i oczekiwanie na cud. Kuroko zacisnął blade ręce na kolanach i zawiesił głowę.

- …Nie, nie chcę. - powiedział cicho, a Kagami zaklął cicho pod nosem i odwrócił głowę do ściany. Z trudem powstrzymał wybuch emocji, ale grzecznie przetrzymał go pod zaciśniętymi wargami, drżąc z bezsilnej wściekłości. Funkcjonariusz pokiwał ze zrozumieniem głową i zaznaczył coś w notesie, jednocześnie dając im znak do wyjścia.


- Kuroko...

- Tak, Kagami-kun?

Siedzieli właśnie na ławce, świeżo po wyjściu ze szpitala. Terapia miała charakter dojazdowy, od czasu do czasu miał się stawić w szpitalu na kontroli i podczas każdej wizyty towarzyszył mu Kagami. Przez ten cały czas bardzo mu pomagał i wówczas bardzo się do siebie zbliżyli, dzięki temu dawny wyraz wracał na oczy Kuroko sprawiając, że zdawały się być nieco weselsze, pełniejsze życia.

- Ten... nie chciałbyś może ze mną cho... erm, może ze mną zamieszkać? Słyszałem, ze od jakiegoś czasu mieszkasz sam... - zaczął, a Kuroko z lekkim uśmiechem przytaknął mu wspólnie zaczęli omawiać jego przeprowadzkę.

Kuroko już od dawna wiedział, jakie uczucia żywił do niego Kagami, więc pozwolił sobie na chwilę zapomnienia i dał się ukoić ciepłym uśmiechem i równie ciepłymi dłońmi czerwonowłosego. Ale jego uczucia do niego były zupełnie inne, kochał go bardziej jak brata, najbliższego przyjaciela, dlatego nigdy nie posunęli się dalej niż do paru pocałunków. Zawsze odpychał jego dłonie, kiedy zawędrowały niżej niż powinny, na szczęście Kagami szanował jego wybór i nie zrażał się, kochając go tak samo jak w chwili wyznania mu swoich uczuć.

Słuchy o modelu zanikły, a Kuroko powoli zaczynał o nim zapominać. Jednakże...

Kiedy wracał ze sklepu, mijał się na ulicy z wieloma ludźmi i nieświadomy niczego, minął się również z blondynem. Gdy to nastąpiło, Kuroko mimowolnie zauważył dziwny uśmieszek wpływający na twarz nieznajomego a potem cichy szept:

- Nic się nie zmieniłeś, Kurokocchi...

Kuroko rzucał się w pościeli, wił się i jęczał przez sen, a Kagami zupełnie nie wiedział, co miał z tym zrobić, nigdy nie widział go takiego…

- Naprawdę do mnie wróciłeś…

Kise wyciągnął ramiona w jego stronę i przyciągnął do siebie jego wątłe ciało.

- Już zawsze będziemy razem…

Koszmar czy porażka? Kuroko doskonale wiedział, że jedno i drugie.