│ Rozdział 4 – Dog day are over

│ Autor: aleksandra006

│ Beta: mała_nessi

Gdyby ktoś tydzień temu powiedział Belli, że spędzi noc w tym samym budynku co Edward Cullen, popukała by się w czoło i nazwała tę osobę wariatem. A jakby jeszcze ktoś dodał, że przez kilka minut będzie tkwić w jego ramionach, pocieszana i przytulana, sama została by wzięta za wariatkę, bo nie potrafiłaby powstrzymać histerycznego śmiechu.

Ale tego zimowego wieczora, wszystko to miało miejsce – znajdowała się z Edwardem w Forks, w jej domu, a ich sypialnie znajdują się ściana w ścianę. No i ten drań, na krótki czas zmienił się w czułą i współczującą osobę, przytulał ją, szeptał miłe i czułe słowa.

Jednak Cullen nie mógł wyrzec się swojej prawdziwej natury, już godzinę po całym, jakże wstydliwym dla niej zdarzeniu, pokazał na co go stać.

- Czy ty zawsze w ten sposób szufladkujesz ludzi? – podniesionym głosem zapytała Bella, kiedy Edward zaczął opasywać krótkimi komentarzami wszystkich byłych narzeczonych Alice. – Nie twierdzę, że wszyscy z nich byli święci, ale większość to porządni, młodzi ludzie.

- Mówisz jak stara matrona. – zaszydził z niej. -…to porządni, młodzi ludzie. Boże, jakiego słownictwa ty używasz.

- O co ci chodzi? Co ci się znowu we mnie nie podoba? Zresztą…nie ważne, wróćmy do tematu. Czy w ogóle na tym świecie istnieje facet, który według ciebie byłby idealny dla Alice. – Edward przybrał minę, jakby poważnie zastanawiał się nad zadanym mu pytaniem. Po kilku chwilach, odpowiedział szczerze.

- Oczywiście. Tylko Alice jest naprawdę konsekwentna w wybieraniu sobie takich pacanów i kombinatorów. Sama przyznaj, chociażby ten Jacob. Wcale bym się nie zdziwił, gdyby okazało się że jest gejem, całymi godzinami gadał o kosmetykach i balsamach… - Edward skrzywił się śmiesznie. – Kiedyś nawet próbował wcinać mi jakiś lakier do włosów. Mnie! Czy ja wyglądam na osobę metroseksualną.

- Z tego co pamiętam, Jake jest modelem. – Bella nie mogła powstrzymać śmiechu. Mina Edwarda, w tym momencie, była bezcenna. – Był zabawny, ale rzeczywiście jego zainteresowania były dosyć…płytkie.

- A ten, jak mu tam…Emil, Ebro…Ebru…

- Embry. Nazywał się Embry. – podpowiedziała mu.

- Kto mu dał takie śmieszne imię?- żachnął się.- Zresztą, pamiętam że na pierwszej wspólnej kolacji, wypytywał mnie o mój majątek i ile Alice dostanie, jak ukończy 28 lat. Był nie tylko pazerny ale i bezczelny.

- Rzeczywiście, tego typka nie lubiłam od początku. Ale większość naprawdę była niegroźna.

- Ale Hunter nie jest nie groźny. To najgorsza szuja, jaką moja siostra kiedykolwiek sobie adoptowała. Nie wiem gdzie tkwi błąd, wychowali nas ci sami ludzie, dorastaliśmy w tych samych warunkach, a ten przeklęty chochlik zachowuje się, jakby nadal miał 16, a nie 26 lat. Powinna coś robić w życiu, mieć jakieś cele, plany na przyszłość. A ona? Wydaje tylko takie sumy, że aż mi czasami oczy wychodzą na wierzch. Owszem, mamy pieniądze i możemy sobie pozwolić na pewne luksusowe towary, ale bez przesady. Czasami zastanawiam, się czy Alice zdaje sobie sprawę, że karty kredytowe nie rosną na drzewach. – Emocje coraz bardziej brały górę. Mężczyzna kochał swoją siostrę, ale naprawdę nie potrafił zrozumieć jej zachowania. – Jestem tylko pięć lat od niej starszy, nie dzielą nas pokolenia, a jednak mam wrażenie, jakbyśmy żyli na zupełnie innej planecie.

- Ona jest uparta. Zupełnie nie reaguje na niczyje uwagi, nawet na moje. – Bella rozumiała złość i frustracje Edwarda, Alice jej również czasami działała na nerwy. – Naprawdę próbowałam, wierz mi. Jednak jest głucha na wszelkie argumenty. Każdy kolejny mężczyzna jest jej jedyną miłością. Nieważnie że tych jedynych było już kilkanaście.

- Tak bardzo różnicie się między sobą. Nie wydajesz nałogowo kasy, nie prowadzisz nocnego życia i praktycznie jesteś jak mniszka. Zawsze zastanawiałem się, jakim cudem wasza przyjaźń nadal trwa? – Zaskoczył ją tym pytaniem, nigdy nie wpadłaby na to, że Cullen analizował moją przyjaźń z jego siostrą.

- Może dlatego, że tak bardzo się różnimy. Nie wydaję pieniędzy, bo po prostu ich nie mam. Nim zacznę na dobrze funkcjonować w branży fotograficznej, muszę najpierw zainwestować. Nie baluje po nocach z tego samego powodu, dużo pracy i mało forsy. Nie mam czasu na przelotne znajomości, nie spieszy mi się. – cichym głosem przyznała Bella. – Alice nie musi się bać, że odbije jej faceta.

- Rzeczywiście nie jesteś w typie facetów mojej siostry. – spokojnie stwierdził Edward. Dziewczyna poczuła upokarzający smutek, z grzeczności mógł chociaż zaprzeczyć, powiedzieć że się myli. Ale nie zrobił tego.

- Czemu tak nagle umilkłaś? Czyżby to koniec debaty? – głęboki głos wyrwał ją z nieprzyjemnych myśli.

- Nie ma sensu z tobą rozmawiać, i tak zawsze przekabacisz wszystko na swoją modłę. Jest dość późno, kończą się już świece, nie wiem jak ty, ale ja idę spać. Twój pokój jest już przygotowany, odkręciłam zawór w piwnicy, więc w zlewie jest zimna woda. Nie przestrasz się jednak jej rdzawego koloru, rury nie są już pierwszej młodości. – Chęć ucieczki z kuchni, a przy okazji od Cullena, nadała jej wigoru. Nie dała mu dojść do słowa, zaraz po tym jak wyrzuciła z siebie potok słów, pobiegła do swojej dawnej, dziecięcej sypialni.

Pokój wyglądał tak, jak go zostawiła osiem lat temu. Na ścianach nadal wisiały plakaty przedstawiające jej dawnych idoli, na półkach stały stare, ale jakże ulubione książki, a w szufladach biurka znajdowały się jakieś papiery i notatki, jeszcze z czasów szkolnych.

Bella nabrała potrzeby, aby poprzeglądać zapomniane przez nią rzeczy.

Przeszukując jedno z pudełek, znalazła album z fotografiami. Żołądek ścisną jej się gwałtownie, a ciało zalała fala uczuć i wspomnień. Nie potrafiła opanować emocji, jakie zawładnęły nią. Drżącymi rękoma, otworzyła go.

Na pierwszej stronie widniała fotografia jej i rodziców. Miała wtedy może z pięć lat, cała trójka stała przed domem, rodzice uśmiechali się promiennie, a z ich oczu biła wzajemna miłość. Sielski obrazek idealniej rodzimy.

Reszta stron albumu, zapełniona była zdjęciami z różnych faz jej życia, od niemowlęcia aż do osiemnastych urodzin.

Jedno zdjęcie miało dla niej szczególne znaczenie. Wykonano je kiedy miała 15 lat. Radość biła z jej oczu, co była u niej raczej rzadkością.

Ale to był szczególny dzień, wtedy po raz pierwszy spotkała Alice.

Forks, 11 lat temu

Cała szkoła huczała od plotek, do miasta sprowadziła się nowa rodzina. Ale nie byle jaka. Była bogata z koneksjami. Już od dwóch dni rozmawiało się tylko o tym. Jessica i Angela, no i oczywiście Lauren zachwycały się synem państwa Cullen, którego przez przypadek spotkały razem w mieście.

- Jest już dorosły, podobno studiuje w Seattle. Ale on jest przystojny! – Bez przerwy powtarzała się Lauren. – A te jego włosy, marzenie. Szkoda, że nie będzie chodził z nami do liceum.

- Podobno ma 20 lat. Mam nadzieję, że będzie często przyjeżdżał do Forks. – Jessica również wtrąciła swoje trzy grosze.

Bella przysłuchiwała się im z zainteresowaniem z pobliskiego stolika.

Zawsze siedziała sama w stołówce, dzieciaki ze szkoły uważały ją za lekko dziwną, więc raczej nie kolegowała się z nikim blisko. Nikt jej nigdy szczególnie nie dokuczał, po prostu była z reguły ignorowana.

- Ale jego siostra jest w naszym wieku. Wiem, bo mama podsłuchała rozmowę dyrektorki z panią Cullen. To znaczy, że będzie chodzić z nami do szkoły. Musimy koniecznie się z nią zaprzyjaźnić, na pewno będziemy w tedy najpopularniejsze w szkole. Zobaczycie! – Dziewczyny były coraz bardziej podekscytowane.

Dla Belli był to fakt raczej obojętny, nie było, według niej, nawet możliwości, aby ta nowa zwróciła na nią uwagę. Ot, kolejna dziewczyna w szkole. Tyle że, wszyscy będą bili się o jej aprobatę.

Następnego dnia wszyscy czekali, aż nowa dziewczyna pojawi się w murach liceum. Bo poszła plotka, że właśnie dzisiaj będzie jej pierwszy dzień w szkole.

Wszyscy obserwowali, jak elegancki samochód podjeżdża na szkolny parking i jak dziewczyna żegna się z matką. Nikt nie spuścił z niej oka, nawet wtedy, gdy wchodziła do szkoły.

Nie można jej było odmówić urody, była niziutka ale ekstra szczupła. Jej czarne, krótkie włosy ułożone były w fantazyjną, rozwichrzoną fryzurę. Ubrana była w modne i drogie ciuchy. Nie było nawet możliwości, żeby nie zwracała na siebie uwagi.

Już na korytarzu zaatakowała ją szkolna elita, zaproponowali miejsce koło nich w stołówce i wspólny popołudniowy wypad.

Alice, bo tak nazywała się dziewczyna, wydawała się Belli miła. Uśmiechała się do wszystkich, nie zachowywała się wyniośle, mimo że można by było się tego po niej spodziewać. Dziewczynę ogarną nieopisany żal, bo od razu polubiła Alice, lecz wiedziała, że raczej nie będą koleżankami, a co dopiero przyjaciółkami.

Przerwa na lunch, była momentem kulminacyjnym każdego dnia w szkole. Wszyscy znajdowali się w jednym miejscu, gdzie mogli bez przeszkód plotkować, obmawiać innych czy kłócić się.

Bella siedziała samotnie przy małym stoliku niedaleko okna. Jadła w milczeniu, zastanawiając się nad pracą domową z biologii. Nie spodziewała się, że ktoś się do niej dosiądzie, a tym bardziej ktoś taki jak Alice.

- Można? – dobiegł ją radosny i dźwięczny głos.

- Pewnie. – Bella odpowiedziała drżącym głosem. Była totalnie zaskoczona, zresztą jak reszta szkoły, która w tym momencie obserwowała je obie.

- Jestem Alice i jak zapewne wiesz, jestem tu nowa. Czy oni zawsze są tacy przytłaczający? Chodzą za mną cały dzień, zapraszają wszędzie, po prostu nie dają mi chwili spokoju. – Alice trajkotała radośnie, nie zwracając uwagi na zdziwienie dziewczyny.

- Wiesz, jesteś nowością w szkole i mieście. Rzadko dzieje się tutaj coś ciekawego. – odpowiedziała brązowowłosa na wcześniejsze zadane jej pytanie. – A tak w ogóle jestem Bella.

- Wiem, Isabella. Śliczne imię, ładniejsze niż moje. Masz może ochotę, pokazać mi co i gdzie jest w Forks. Macie może tu jakieś ciekawe sklepy? Kocham zakupy, ale podejrzewam, że będę musiała jeździć na nie do innych miast. – W tym momencie, Alice przypominała Belli chochlika. Biła z niej radość, była tak podekscytowana, że wydawało się, iż zaraz podskoczy na krzesełku.

- Ja? – bezwiednie wyrwało się dziewczynie.

- Tak. Lubię cię, wiem że się jeszcze nie znamy, ale już cię lubię. Na pewno będziemy przyjaciółkami. Wiem co mówię, znam się na tym. – chochlik roześmiał się serdecznie – To co dzisiaj po południu?

To był naprawdę przełomowy dzień. Od tamtej pory wszystko się zmieniło, Alice Cullen została jej najlepszą przyjaciółką. Życie nabrało kolorowych barw, stało się bardziej radosne.

Do dzisiaj, kiedy przypomina sobie tamten dzień, uśmiech wykwita na jej ustach.

Od tamtego wydarzenia minęło prawie 12 lat.

Dziewczyna nawet się nie obejrzała, a już dochodziła godzina 11 wieczorem. Przygotowała się do snu, ubrała grube skarpety i długą flanelową koszule nocną, którą znalazła w szufladzie szafy. W całym domu panowało przeraźliwe zimno, więc nie było nawet możliwości, żeby poszła spać w samym podkoszulku i bieliźnie.

Przed snem postanowiła jeszcze napić się trochę wody, by później nie chodzić w nocy po domu. Bella był pewna, że Edward już śpi spokojnie w pokoju jej rodziców, więc nie przejmowała się w ogóle swoim wyglądem. Zapewne gdyby zobaczył w co jest ubrana, wyśmiał by ją w żywe oczy i przez dobrych kilka dni wypominał to na każdym kroku.

- Przyzwyczajony jest do kobiet, które śpią raczej w zwiewnych, jedwabnych szmatkach albo nago. Dla niego jestem emanacją całkowitego braku kobiecości. – Bella nie wiedziała, dlaczego nachodzą ją takie myśli. Była na siebie wściekła, uważała się za kobietę mądrą i wykształconą, dlaczego jest więc taką masochistką i przejmuje się każdym jego krytycznym słowem?

Wchodząc do salonu, gdzie powinno znaleźć się coś do picia, przeżyła szok. Na krześle, przy dogasającym kominku, spał Edward.

Sen wyłagodził mu rysy twarzy, całe jego ciało wydawało się odprężone, co niewątpliwe sprawiało, że wyglądał dużo młodziej. Zapewne było mu niewygodnie. Stare, rozpadające się krzesło nie było najlepszym miejscem do spokojnego i wygodnego snu. Po za tym, kiedy kominek całkowicie zgaśnie, będzie tu lodowato. Bella nie była w stanie oderwać od niego oczu. Po raz pierwszy mogła bezwstydnie przyglądnąć się jego przystojnej twarzy, rozwichrzonym, miedzianym włosom i szczuplej, ale umięśnionej sylwetce. Bez wątpienia mogła przyznać, że był najprzystojniejszym mężczyzną, jakiego kiedykolwiek widziała.

Nie chcąc, aby spędził noc w tak niewygodnej pozycji, postanowiła go obudzić .

- Edward, obudź się. – Dziewczyna nachyliła się nad nieruchomym ciałem mężczyzny i lekko potrzasnęła jego ramieniem. Ale on spał snem głębokim. Kilkudniowy jego brak i zmęczenie, dały o sobie znać.

- Edward, proszę obudź się. W łóżku będzie ci wygodniej i cieplej. – Dopiero głośniejszy głos i mocniejsze szarpnięcie dały radę wyrwać go z objęć Morfeusza. Po przebudzeniu Edward był tak bezbronny i zdezorientowany, że wzbudziło to w Belli silne odruchy opiekuńcze.

- To ja Bella. Jesteśmy w Forks, zaraz położysz się do łóżka i wyśpisz się.

Cullen patrzył na nią nieprzytomnych wzrokiem, jakby zupełnie nie rozumiał słów jakie do niego skierowała. Isabella miała już zamiar się odezwać, ale silne ramiona otoczyły ją w talii i przyciągnęły do siebie. Jej twarz wylądowała na wysokości jego ust, intensywnie zielone oczy przyglądały się jej z błyskiem. Nim jej umysł zdążył zareagować, ciało poddało się. Kiedy usta Edwarda łapczywie zagarnęły jej wargi, nie było już ratunku. Pocałunki były słodkie, głębokie, namiętne. Jego usta powoli delektowały się smakiem dziewczyny, ssąc, gryząc i liżąc. Bella czuła jak jej ciało mięknie i coraz bardziej opiera się na twardym torsie. Chciała być jak najbliżej niego, chciała zostać w jego ramionach na zawsze. Jej doświadczenie było marne, ale i bez niego wiedziała, że to najlepsze pocałunki w jej życiu. Nie miała siły, aby wyrzekną się tej przyjemności.

Pierwszy odzyskał świadomość Edward. Był w szoku, kiedy zdał sobie sprawę, że namiętnie całuje świętoszkowata Bellę Swan.

- O cholera. – Wymknęło mu się z ust, kiedy w końcu oderwał od niej wargi. Ten ni to krzyk, ni to jęk, przywrócił dziewczynie rozum. Całkowicie nie wiedziała co ma z sobą zrobić, najlepiej to schowała by się w mysiej dziurze i nie wychodziła z niej przez wieki. Całowała się bezwstydnie z Edwardem Cullenem!

- Nigdy więcej tego nie rób szaraczku. – wymamrotał w końcu ochrypłym głosem. – To bardzo niebezpieczne, szczególnie kiedy nie jestem w stanie nad sobą panować.

Policzki Belli nabrały purpurowego koloru, jej usta były nabrzmiałe i opuchnięte od jego pocałunków. Choć bardzo by chciał, aby nie była to prawda, jej obecny widok sprawiał mu nieskłamaną radość. Nawet fakt, że miała na sobie jakiś bezkształtny worek, nie przeszkadzał mu tak bardzo, jak powinien.

- Ja…ja…ja, zapomnijmy o tym. Dobrze? Twoje łóżko już jest gotowe….Więc, dobranoc. – Bella nie był w stanie wydusić z siebie żadnego logicznego zdania. Udając się szybkim krokiem do swojego pokoju, marzyła tylko o tym, aby okazało się, że ta cała sytuacja była tylko strasznym koszmarem. Że nie działa się naprawdę. Była przerażona, oszołomiona i zawstydzona.

- Jak ja mu teraz zajrzę w oczy…Boże, dlaczego? – kładąc się do łóżka, nie była w stanie powstrzymać łez.

Edward był równie zaskoczony co Bella. Chciał zwalić winę na dziewczynę albo na własny, zamroczony stan, ale nie był w stanie się oszukiwać. To stało by się prędzej czy później. Nie spodziewał się jednak, że jej usta będą tak miękkie, a skóra tak pachnąca. Nie mógł zapomnieć, że jej ciało idealnie pasowało do niego, i że nawet gdy była ubrana w dziwne szkaradztwo, pociągała go. Cholernie go pociągała.

Mężczyzna zaklął siarczyście pod nosem, jeszcze tego mu brakowało. Pożądać 25 letnią, słodką dziewicę. Bo tego był stu procentowo pewnym, że Isabella nie miała jeszcze w swoim życiu mężczyzny.

Z opowieści Alice wiedział, że szaraczek na serio umawiał się tylko z jednym chłopakiem, Mikem Netwonem, który zresztą okazał się wielką szują. Zostawił ją dla innej kobiety w sposób uwłaczający godności każdemu mężczyźnie.

Bella była ostrożna jeżeli chodzi o płeć przeciwną, a po tym wydarzeniu wręcz chorobliwie starała się unikać wszelkich mężczyzn.

Jednak jej ciało, było stworzone do kochani i wielbienia.

- O czym ty Cullen, do kurwy jasnej myślisz? - szepnął sam do siebie Edward. I z tą myślą poszedł spać.

│ Rozdział 5 : Syrup and Honey

│ Autor : aleksandra006

│ Beta: mala_nessi

Ranek był niezwykle słoneczny, jak na Forks. Promienie przenikały przez brudne okna i szare firanki, budząc przy tym Bellę. Te kilka godzin snu nie dały jej tak wymarzonego ukojenia i zapomnienia. Dziewczyna nie mogła sobie wybaczyć wczorajszego zachowania. Całowała Edwarda Cullena, tego Edwarda, który bez przerwy nazywał ją szaraczkiem, uważał że ma małe piersi i nabijał się z każdej decyzji życiowej, którą podjęła.

I nie pomogło jej to, że to on zainicjował to wszystko, nie mogła zrzucić odpowiedzialności na niego. Był zamroczony, zbudzony z głębokiego snu, nie kontrolował ani siebie ani swoich odruchów. To ona, jako ta trzeźwo myśląca, mogła przejąć inicjatywę i przerwać ten niefortunny pocałunek. Ale nie zrobiła tego!

Wystarczył jeden dotyk, a ona po sekundzie przestała się opierać.

- Boże, jaka ja jestem słaba. Co ja teraz zrobię, nie jestem w stanie spojrzeć mu w oczy. – mamrotała z paniką w głosie Bella. – Dlaczego…dlaczego ja? Co ja takiego zrobiłam? Czemu los tak mnie karze?

Wiedziała, że nie może tkwić w sypialni cały dzien. Nie jest smarkulą, powinna do tego podejść jak dorosła kobieta. Zejdzie na dół, przywita się z nim i będzie udawać że nic się nie stało. Tak, to najlepsza taktyka. A gdyby rzucał jakieś aluzje, będzie go ignorować. Przecież nikt nie powiedział, że muszą wracać do Nowego Jorku razem. Wymyśli jakąś wymówkę i wykręci się od wspólnej podróży.

Z duszą na ramieniu, zeszła do salonu. Edward już tak na nią czekał. Na stole stał dzbanek z sokiem pomarańczowym i świeże bułki. Dziewczyna spojrzała na niego z niemym zapytaniem:

- Poszedłem rano na zakupy. – pospieszył z wyjaśnieniem mężczyzna. – Wzbudziłem przy tym niemałe zainteresowanie. Chyba już wszyscy wiedzą, że tu jesteśmy.

- Jak to my? Przecież widzieli tylko ciebie? – Bella przyjrzała mu się uważnie, niepokoiła ją jego dziwnie spokojna twarz.

- Och, znasz Forks. Ta kobieta z motelu, jak tam jej było pani Cope, zwierzyła się koleżanką, że widziała nas razem. No i ludzie złożyli sobie jeden fakt do drugiego.– Edward był za bardzo spokojny. Coś było by nie tak.

- Nie jestem pewna, czy podoba mi się to, że wszyscy mają mnie na językach. – dziewczyna westchnęła przeciągle i usiadła na najbliższym krześle. Cała ta śmieszna sytuacja pozwoliła jej na moment zapomnieć o upokorzeniu, jakiego zaznała.

- Nie zgadniesz, kogo spotkałem w markecie. Tą smarkule, która tak dokuczała tobie i Alice, no wiesz tę blondynkę z wysokim czołem. – Machając rękami, próbował nakreślić jej o kogo mu chodzi.

- Lauren Malory? Żartujesz, ona nadal tu mieszka?

- Właśnie, Lauren. Kurcze wiesz jak ona przytyła, no i za nią już wlekło się dwoje szkrabów. Nie ma co, pośpieszyła się. Do dzisiaj nie zapomnę, jak próbowała uwieść mnie któregoś lata. Pewnie złapała jakiegoś idiotę na ciążę. – Edward chichotał pod nosem, opowiadając jej jak jeszcze spotkał kilka osób z jej rocznika. Widocznie większość z nich, została jednak w tym ponurym, zapomnianym przez czas mieście.

Był odprężony i to dało Belli nadzieje, że może jakimś cudem nie pamiętał wczorajszego wydarzenia. Może w tym momencie do końca się nie obudził. Ta myśl pozwoliła odprężyć się jej i śmiać z opowiastek, jakimi uraczał ją Cullen.

- Dobrze że mnie tam nie było. Umarła bym chyba z zażenowania.

- Bez przesady Swan. Nic by ci się nie stało, gdybyś w końcu podjęła wyzwanie i stanęła z podniesioną głową przed tymi wszystkimi ludźmi. – Edward spojrzał na nią wymownie. Taktyka z udawaniem całkowitej amnezji, okazała się sukcesem. Isabella w końcu odprężyła się. Jej sińce pod oczami dały mu do zrozumienia, że ona również kiepsko spała. Tak jak on. Całą noc nie mógł zapomnieć jej pocałunku. A kiedy w końcu nad ranem pochłonął go sen, nawiedziły go namiętne, erotyczne sny z Bellą w roli głównej.

Śniło mu się, że rozbiera ją z purytańskich koszul. Pokazywał jej, jak mężczyzna powinien wielbić swoją kobietę ustami, oczami i rękoma. Nawe teraz pamiętał, jak jęczała pod jego dotykiem i jak oddawała mu samą siebie. Całą. Sen był tak realny, że wręcz czuł jej zapach i smak. Pieścił ją na wszystkie znane mu sposoby. Przypominała mu syrop i miód – była słodka, jedwabista i gorąca i była tylko jego. Obudził się z bolącą i twardą erekcją, jak jakiś cholerny nastolatek.

Nawet teraz, kiedy siedział z nią przy śniadaniu, przed oczami miał jej nagie ciało. A raczej wyobrażenie jej nagiego ciała.

- Chyba czas się zbierać, nie ma sensu, żebyśmy dłużej zostali w Forks.- Bella w końcu napomknęła o wyjeździe. Szczerze mówiąc, to pragnęła wrócić już do swojego małego i ciasnego mieszkanka, wziąć odświeżającą kąpiel.

- Masz rację, to nie ma sensu. – westchnął Edward.- Zadzwonię zaraz do biura w Seattle, żeby przysłali po nas samochód.

- Ciekawe, czy znów wyślą tego wpatrzonego w ciebie chłopaka? Chyba nazywał się Alvin? – dziewczyna zaśmiała się szczerze, widząc zakłopotanie na twarzy towarzysza. Chyba jednak uwielbienie tego młodzieńca bardziej go krępowało niż przypuszczała.

- Nie wyśmiewaj się ze mnie Swan! Jestem niebezpiecznym wrogiem, zawsze się mszczę.

- Tak, wiem. Przeżyłam to na własnej skórze Cullen.

- Dobra, skończmy ten temat… – Edward nie skończył nawet swojej wypowiedzi, kiedy głośny dzwonek jego telefonu komórkowego wydobył się z kieszeni marynarki. Szybkim ruchem odebrał połączenie, nie patrząc nawet kto tak bardzo próbuje się z nim skontaktować. –Tak słucham. – mężczyzna przyjął oficjalny, chłodny ton. Bella aż się wzdrygnęła słysząc ten nieprzyjemny głos.

- Cześć braciszku to ja. Czemu tak bardzo dobijałeś się na mój telefon, coś się stało? A przy okazji, nie podoba mi się że odwiedzasz mój dom kiedy mnie nie ma, mogłeś chociaż mnie uprzedzić że masz zamiar zrobić tam przeszukanie. Posprzątała bym. – Alice rozmawiała jakby nic się nie stało. To rozłościło jej brata.

- Alice, cholera, gdzie jesteś? A może raczej z kim? Szukam cię o dwóch dni. Czy ty zdajesz sobie sprawę co ty robisz? – Edward prawie krzyczał do słuchawki.

- Przesadzasz braciszku. Jestem w domu, sama, jeżeli tak bardzo się ty interesujesz. Czy wiesz może gdzie jest Belli? Po co się pytam, na pewno nie wiesz…W każdym razie, nie będę ci przeszkadzać, idę na zakupy...- Alice mówiła ze śmiechem w głosie, przyzwyczaiła się do nadopiekuńczości z jego strony. Jednak tym razem nie zdawała sobie sprawy, jak bardzo dotknął Edwarda jej kolejny wyskok.

- Cholera jasna, ty jesteś jeszcze bardziej zdziecinniała niż myślałem. Wyjeżdżasz niewiadomo gdzie, z kryminalistą o czarnej jak noc przeszłości. Kurwa, nie spałem przez 48 godzin martwiąc się o twój chudy tyłek, a ty mówisz mi że przesadzam? – Emocje brały nad nim górę, coraz bardziej się rozkręcał.

- Mów ciszej i nie denerwuj się tak. Znasz Alice, zaraz odłoży słuchawkę i znów zniknie na kilka dni. Na złość tobie. – Bella próbowała go uspokoić. Doskonale widziała, że zastosowanie tej metody nie daje na tym zadziornym chochliku żadnych skutków.

- Nie wtrącaj się Swan. – zimny głos Edwarda dał jej jednak do zrozumienia, że jej uwagi jeszcze bardziej go rozdrażniają.

- O mój Boże! Bella jest z tobą? Naprawdę? Super że się spotykacie. – Śmiech czarnowłosej zatamował zapowiadającą się między nimi kolejną kłótnie.

- Nie spotykamy się! – warknął głośnie.- Masz teraz zostać tam gdzie jesteś, jak tylko wrócę z Forks będziemy musieli przeprowadzić poważną rozmowę.

- Jesteście razem w Forks, czyli Belli uwierzyła że pojadę odwiedzić rodzinne strony…A tak w ogóle nie traktuj mnie jak dziecko, sama sobie poradzę. Chociaż teraz potrzebuje mojej przyjaciółki, kilka godzin temu przeżyłam kolejne rozstanie i muszę mieć kogoś z kim pogadam i zjem kilogram lodów czekoladowych. A niestety ty Eddie, nie nadajesz się do tego.

- Czyli się rozstałaś się z Hunterem. To jedyna dobra wiadomość. Straciłem wiele bezcennego czasu na szukanie ciebie, zresztą szaraczek też. Nie spodziewaj się więc wiwatów na swój widok. – Edward powoli się uspokajał, fakt że jego siostra rzuciła Jamesa był naprawdę powodem do radości.

Przez całą rozmowę z Alice, przyglądał się siedzącej naprzeciwko Belli. Dziewczyna bardzo denerwowała się jego rozmową z siostrą. Mimo iż wiedział, że jest zła na tego chochlika, to i tak na jej widok zapewne rzucą się nawzajem w ramiona i będą się cieszyć swoim widokiem. A potem będą plotkować przez całą noc. Tylko w odróżnieniu do Alice, która będzie spała do południa, Isabella wczesnym rankiem zacznie pracę.

- Dobra Alice, wieczorem powinniśmy być z powrotem w NY. Masz się nigdzie nie ruszać, zrozumiano?

- Dobra, nie rób awantur. – Chochlik zaśmiał się do słuchawki, nic nie robił sobie ze złości brata – Nadal nie mogę uwierzyć, że jesteście z Bellą w Forks. Zapewne wyciągnąłeś ją tam na siłę, mam nadzieje że zrobiłeś jej znów jakiejś przykrość?

- Spokojnie, nie masz co się martwić. Zdrowie psychiczne Isabelli jest nienaruszone. W takim razie do zobaczenia i nie rób mi więcej takich niemiłych niespodzianek. – Edward westchnął głęboko i przerwał połączenie.

- Przynajmniej jeden kłopot z głowy.

- Czego się dowiedziałeś? – Bella od razu chciała znać szczegóły rozmowy, na razie zrozumiała tylko tyle że Alice zerwała z Jamesem i jest teraz w domu.

- No cóż, moja siostrzyczka znów odwaliła nieźle przedstawienie. Zerwała z Hunterem i to jest ta dobra wiadomość, ale oczywiście zupełnie nie rozumie, dlaczego tak się wściekam. Boże, palnę jej kolejne kazanie a ona i tak to zignoruje. – pożalił się.

- Rzeczywiście, ona nigdy nie bierze twoich słów do siebie. Ta metoda jest bezskuteczna. Nadal sądzę, że zamiast trzymać ją pod kloszem, trzeba dać jej szanse aby sama ponosiła konsekwencje swoich działań i zachowań. – Dziewczyna próbowała dać mu co nieco do myślenia, Alice jest w końcu dorosła i powinna wziąć w końcu życie w swoje ręce.

- Wiesz co Swan, w teorii to może i dobre rozwiązanie, ale w praktyce się nie sprawdza. A w szczególności jeżeli chodzi o moją siostrę, jeżeli nie będę jej pilnował to stanie się prawdziwa katastrofa. Wyjdzie za mąż za pierwszego oszusta, jaki się jej nawinie albo co gorsza zrobi sobie jakąś krzywdę. – Edward nie popierał pomysłu dziewczyny, nie do pomyślenia dla niego było aby zostawić jedynego członka rodziny samego sobie.

- To twoja decyzja Cullen. Kocham Alice, jest moją jedyną rodziną, a przynajmniej uważam ją za moją rodzinę. Nie mam na nią wystarczającego wpływu, aby ukierunkować ją we właściwym kierunku, ale ty możesz. Tylko twoje metody są nieskuteczne. – Postanowiła w końcu zakończyć ten temat, i tak była pewna że zaneguje on wszystko co powie.

- Czy mnie też uważasz za swoją rodzinę, Swan? – Edward spojrzał jej głęboko w oczy, chcą zobaczyć dokładnie jej reakcję.

- Do czego zmierzasz? – Bella postanowiła podjąć tę grę i tym razem zamierzała wygrać. Nie da się sprowokować.

- Skoro uważasz Alice za siostrę, to automatycznie ja również się łapię, prawda? – na ustach mężczyzny wykwitł szeroki uśmiech, wiedział że zapowiada się kolejna słowna walka a on je wprost uwielbiał.

- Muszę cię rozczarować, jakoś nie widzę cię w roli kochającego brata. Szczerze mówiąc, to nie widzę cię nawet w roli kochającego wujka. – Irytowało ją, że tak dobrze się bawi jej kosztem, przeczuwała że ma on w zanadrzu jakiś chwyt na nią.

- A dlaczego? Skoro ty masz tyle ciepłych uczuć dla mnie, to w zupełności wystarczy.

- Skąd ci to przyszło do głowy, to że nie rzucam się na ciebie z pazurami, nie znaczy że cię lubię. – Frustracja coraz bardziej narastała.

- Ty mnie nie lubisz Swan, ty mnie uwielbiasz. Tylko nie chcesz się do tego przyznać. Nie muszę daleko szukać przykładów, dajmy na to ostatni wieczór. Całowałaś mnie. Z własnej inicjatywy. Zapewne już od dawna szukałaś okazji aby się na mnie rzucić. – Edward próbował wykpić, to wszystko co zdarzyło poprzedniego dnia. Tak było łatwiej, wyprzeć się tych wszystkich uczuć jakie kłębiły się w nim. Przecież nie powie jej, że mu się podobało i chętnie by to powtórzył.

- Ty…draniu…wcale się nie ciebie nie rzuciłam. – Isabella aż kipiał zarówno ze złości jak i zażenowania. – To wszystko twoja wina, to ty mnie złapałeś i…

- Dobra, dobra, mogłabyś już wymyślić lepszą wymówkę. – Śmiech mężczyzny rozniósł się po całym pomieszczeniu. Mina szaraczka w tym momencie była dla niego bezcenna.

- Wiesz co? Ja stąd spadam. Z tego co pamiętam, powinien zaraz odjeżdżać autobus do Seattle. Zostawię ci kluczę, zapewne uczynisz mi ten zaszczyt i dopilnujesz aby dom był zamknięty. Nie mam zamiaru zostawać w twoim towarzystwie ani minuty dłużej. – Bella była wściekła, jak on śmiał zarzucić jej, że to ona próbowała go uwieść. Ona! To chyba jakiś żart. Z szybkością błyskawicy chwyciła za torebkę i szybkim krokiem skierowała się w kierunku drzwi. Ale Edward nie miał zamiaru jej puścić.

- Nie ma mowy Swan, zawsze uciekasz a to nie jest rozwiązanie. Za 20 minut będzie tu limuzyna, która zabierze nas na lotnisko a tam już jest przygotowany samolot. Nie ma potrzeby, żebyś wydawała krocie na lot no Nowego Jorku, tym bardzie że nie jest konieczne. – Jego ciało całkowicie zasłaniało jej wyjście na korytarz. Podjęła kilka prób, aby przecisnąć się na drugą stronę, ale Cullen za każdym razem ją łapał. – Teraz usiądź szaraczku na swoich czterech literach i spokojnie poczekaj.

- Nie nazywaj mnie szaraczkiem – warknęła wściekle. – Mam serdecznie dosyć zarówno twojej osoby jak i tych wszystkich insynuacji jakie wysuwasz. Nie potrzebuje twojej łaski, stać mnie jeszcze aby wrócić do domu.

- A później będziesz martwić się z czego zapłacić rachunki. Nie ma mowy Swan, wracasz ze mną i koniec dyskusji. – Tym razem to Edward furknął.

- Od kiedy to się martwisz moją sytuacją finansową i niezapłaconymi rachunkami? – zapytała zjadliwie Bella.

- Znam cię od dobrych 11 lat, to logiczne że nie chcę abyś klepała biedę tylko dlatego że wyciągnąłem cię sam na te cholerne poszukiwania Alice. A zresztą czemu się tobie tłumaczę, to chyba logiczne, że zależy mi aby dobrze ci się powodził. – Roznosiły go emocje. Nerwowym krokiem przemierzał salon w tą i z powrotem, raz na jakiś czas przeczesując rękami swoje miedziane włosy.

- Nie poznaję cię. Przecież przez ostatnie dwa lata widzieliśmy się zaledwie parę razy a oprócz zdawkowych powitań nie zamieniliśmy ze sobą ani słowa. I ja mam uwierzyć… - Dziewczyna nie zdążyła skończyć, Cullen gwałtownym ruchem przybliżył się do niej tak, że ich twarze znajdowały się naprzeciwko siebie

- Przestań chrzanić Bells, może rzeczywiście za sobą nie przepadamy i nie szczędzimy sobie gorzkich słów, ale żadne z nas nie chciało by aby któremukolwiek stała się jakaś krzywda czy też nie powodziło się. – Mówił cichym głosem, który stał się jakby intensywniejszy i bardziej skupiony. Bella nie miała pojęcia co mu odpowiedzieć. Jego wzrok ją hipnotyzował. Atmosfera coraz bardziej się zagęszczała i wkoło dało się czuć dziwne elektryczne napięcie. Nagle zza okna rozległ się dźwięk samochodowego klaksonu. Oboje odskoczyli gwałtownie od siebie.

- Uratowana przez kierowcę. – szepnął sam do siebie Edward, widząc w jakim pośpiechu Bella opuszcza dom.

Był coraz bardziej zdezorientowany. Nie wiedział co się dzieje z jego ciałem i umysłem. Był trzydziesto-jedno letnim mężczyzną, który przestał panować nad uczuciami, jakie odczuwał do tej drobnej kobiety.

│ Rozdział 6 : Mercy

│ Autor : aleksandra006

│ Beta: mala_nessi

Podróż powrotna do Nowego Jorku przebiegła spokojnie, chociaż atmosfera miedzy nimi była napięta. Rozmawiali, jednak poruszali tylko neutralne tematy: pogoda, sytuacja polityczna na świecie, nowe wiadomości o dziurze ozonowej nad biegunem. Desperacko milczeli na temat Forks i wszystkiego tego, co się tam wydarzyło. Edward nie wspominał więcej o pocałunku, a Bella próbowała zapomnieć o tej dziwnej chwili, która nastąpiła przed ich wyjazdem. Byli blisko, niezwykle blisko jak na ich normalne stosunki. I choć ktoś z boku mógł by powiedzieć, że to nic niezwykłego, w końcu do niczego nie doszło, to oni wiedzieli, że to miało znaczenie. Bo napięcie jakie się między nimi wytworzyło, nie opiewało już atmosferą gniewu, złości, ale miało w sobie posmak czułości, delikatności i zażyłości.

I to właśnie najbardziej przeraziło Edwarda i to oszołomiło Bellę. Nigdy wcześniej, nawet podczas tego niefortunnego pocałunku, nie byli sobie tak bliscy.

Po wylądowaniu na lotnisku JFK1 oboje rozeszli się, każdy w swoja stronę, mówiąc sobie tylko zdawkowe ,,do widzenia".

Słońce już dawno schowało się za horyzontem, kiedy Bella w końcu dotarła do swojego małego mieszkanka. Była wykończona nie tyko fizycznie, ale i psychicznie.
Przebywanie z Edwardem Cullenem zawsze tak na nią wpływało. Marzyła tylko o długiej, gorącej kąpieli, a później o orzeźwiającym śnie. Jednak nie było jej prawie dwa dni i narobiła sobie mnóstwo zaległości. Tak więc po rozpakowaniu się i wypiciu szklanki mleka, bo tylko to miała w lodówce, zabrała się do segregowania już skończonych projektów, a później do wywoływania tych zdjęć, których nie zdążyła zrobić z powodu wtargnięcia Cullena do jej domu.

Sytuacja materialna Belli nie była za dobra i dziewczyna doskonale zdawała sobie z tego sprawę. Te dwa małe zlecenia, które ją ominęły z powodu wyjazdu do Forks, dość znacznie podreperowały by jej, i tak skromny budżet.

Wątpiła, czy właścicielka tych pudli, którym miała robić zdjęcia, zgodziłaby się kiedykolwiek później z nią współpracować. Była oburzona, kiedy Bella zadzwoniła do niej, aby odwołać spotkanie.

- I masz mały problem, Swan. – mruknęła sama do siebie. – Trzeba będzie poszukać jakiejś pracy, chociaż na pół etatu, bo nie pociągnę tak dalej.

Smutek powoli opanowywał jej umysł. Bardzo jej zależało, aby utrzymać się w tym interesie, pracując na własna rękę. Zdawała sobie sprawę, że to dziedzina, w której utrzymuje się duża konkurencja, a ona jeszcze nie jest na tyle doświadczona, aby powierzano jej wielkie projekty.

Na tym etapie zaczęła nawet wątpić w swój talent, z którego tak dumni byli jej rodzice. Z nostalgią spojrzała na zdjęcie mamy i taty stojące na komodzie w salonie. Zawsze tak mocno w nią wierzyli i zachęcali do rozwijania swojej pasji.

A teraz wszystko układa się nie tak, jak to sobie zaplanowała. Żyje z dnia na dzień, ledwo wiążąc koniec z końcem. Odczynniki i materiały potrzebne do pracy fotografa są drogie i jak tak dalej pójdzie, nie będzie ją na nie stać.

Rozmyślając o swojej niepewnej przyszłości, Bella w końcu położyła się spać. Mimo iż była zmęczona, nie mogła zasnąć. Nawiedzały ją wspomnienia, które nie pozwalały się jej odprężyć. W końcu jednak uległa ramionom Morfeusza i zasnęła twardym i mocnym snem.

Po opuszczeniu lotniska Edward udał się prosto do mieszkania Alice. Miał co nieco do powiedzenia swojej niemądrej, roztrzepanej i nieodpowiedzialnej siostrze. Naraziła go nie tylko na stres, ale też zmusiła do przebywania z Bellą Swan.

Choć Edward sukcesywnie wypierał ze swojego umysłu wszelkie myśli związane z tą dziewczyną, zdawał sobie sprawę, że Forks na zawsze zmieniło to, co między nimi zawsze się działo. Nie wiedział co dokładnie ulęgło zmianie, nie był w stanie zdefiniować tego słowa, ani nawet go nazwać. W każdym razie jego oczy inaczej postrzegały tą osóbkę, wszystkie jego zmysły reagowały intensywniej i mocniej na jej obecność.

Nie podobało mu się to. Ma trzydzieści jeden lat, posiadł niejedną kobietę, mógł o sobie powiedzieć, że był doświadczony w relacjach damsko-męskich, a jednak nie rozumiał reakcji swojego ciała i umysłu na osobę szaraczka.

- Bello szaraczku Swan, co ty ze mną robisz? – powtarzał sam do siebie, prowadząc swoje Volvo.

Kiedy dotarł do mieszkania Alice, słońce już zaszło. Pewnym krokiem wszedł do widny, niecierpliwie wciskając guzik, układał sobie w głowie to, co musi wygarnąć swojemu chochlikowi.

Jednak jak zwykle jego plan spalił na panewce, bo gdy tylko przekroczył drzwi, Alice rzuciła mu się na szyję i ściskała mocno.

- Edward, jak dobrze cię widzieć. Już się zastanawiałam, gdzie się podziewasz, według moich obliczeń już dawno powinieneś być w NY.

Zawsze rozbrajała go swoją spontanicznością, której on nie posiadał. Odwzajemnił uścisk, ściskając ja mocno.

- Było małe opóźnienie na lotnisku w Seattle. Wylecieliśmy godzinę później niż planowano.- odpowiedział uśmiechając się pod nosem. Ta mała wiedziała, jak rozbroić jego złość. W tym momencie nie miał już ochoty, by prawić jej kazanie, co jednak nie znaczyło, że nie będą rozmawiać na ten temat.

- Choć, zrobię ci kawę. Pewnie jesteś prosto z lotniska, jesteś głodny? Mam w zamrażarce kurczaka, już przypawanego, wystarczy go tylko upiec. – Alice skakała kolo niego, jakby był chory albo stało się coś złego.

- Ty masz już przyprawionego kurczaka? W zamrażarce? – Edward był szczerze zdziwiony, Alice nie posiadała ani krzty talentu kulinarnego i stołowała się zwykle na mieście. Jeżeli już coś posiadała w lodówce, to pudełko lodów i czerwone wino.

- Bella mi kiedyś przyniosła, na wszelki wypadek, tak powiedziała. Teraz się cieszę, że go mam. Zaraz go wstawię. Zaraz, zaraz, Bella gdzieś zostawiła mi karteczkę, jak długo mam go piec. – Nim się obejrzał, Alice wyjęła kawałki kurczaka, położyła ja na blachę i wnikliwie czytając jakiś skrawek papieru, ustawiała piekarnik.

- Zadziwiasz mnie siostrzyczko. Ale rzeczywiście jestem głodny, chętnie coś przekąszę. – Rozsadowił się na kanapie w salonie, zdjął buty i krawat. Czuł się w końcu odprężony. – Ale nie ominie cię rozmowa, Alice. Siadaj, musimy pogadać.

Z kuchni dobiegł go głośny jęk. Zaśmiał się pod nosem.

- Czemu mi to robisz Eddie, jestem dorosła. Nie potrzebuję twojej ciągłej i nieustającej kontroli.

Alice usiadła naprzeciwko niego, w dużym, nowoczesnym fotelu, projektu znanego designera. Kosztował krocie.

- Nie chcę ci prawić kazań, po prostu martwię się o ciebie. Tym razem przeszłaś samą siebie. Hunter to twój najgorszy wybór, kryminalista i to jeszcze karierowicz szukający łatwego sposobu zdobycia pieniędzy. Wiem, że jesteś dorosła, ale jestem twoim starszym bratem. To zrozumiałem, że mam obawy. – Edward mówił spokojnie, nie krzyczał, nie wymądrzał się. Zdziwiło to chochlika niezmiernie. Nie pamiętała, kiedy pouczał ją w taki miły i przystępny sposób. Intuicja mówiła jej, że ma to związek z Forks i jej przyjaciółką.

- Wiem, muszę przyznać że James to nie był najlepszy wybór. Ale widzisz, ja sama to zrozumiałam. Sama zauważyłam, że coś jest nie tak. Nie potrzebowałam twoich akt z inwigilacji, ani ciebie u boku. Doceniam to, że się o mnie martwisz i w każdej chwili gotowy jesteś mi pomóc. Kiedy będę jej potrzebować, możesz być pewny, że będziesz pierwszą osobą, do której się zgłoszę. Zerwałam z Jamesem. Definitywnie. - Dostrzegła ulgę na jego twarzy.

- Wiem, że czasami wydaję ci się nachalny. I przepraszam. Postaram się być bardziej asertywny. – Wydusił z siebie. Widać było że ta deklaracja z trudem wyszła mu z ust. Alice, jak to Alice, rzuciła mu się na szyję i jawnie okazywała swoje zadowolenie z jego decyzji.

- Tak się cieszę, naprawdę. Wiedziałam, że w końcu to zrozumiesz. – ściskała go i tuliła. – Wiesz, że jesteś moim ukochanym braciszkiem?,

- W drodze przypomnienia, jestem twoim jedynym bratem. –zaśmiał się. – Dobrze, koniec tych czułości, zadusisz mnie za chwilę.

- A teraz opowiadaj jak tam twoja mała wyprawa do Forks. Do teraz nie mogę uwierzyć, że Bella naprawdę myślała, że wróciłam do tej dziury. Rzeczywiście ostatnio wspominałam, że fajnie byłoby odwiedzić stare kąty, ale na pewno nie planowałam tego w najbliższym czasie. - czarnowłosa wróciła na swoje miejsce w fotelu i uważnie przyjrzała się bratu. Czekała na jego reakcję.

- Nic szczególnego, większość czasu spędziłem w samolocie.

- Daj spokój. Nie wierze, że nic się tam nie działo. Zapewne użyłeś jakiejś groźby, żeby wyciągnąć Bellę na tą wyprawę. Tak po prostu nie zostawiłaby pracy, ostatnio nie najlepiej jej się wiedzie. Każde zlecenie traktuje jak nagrodę. Nie odwołałaby ich, gdybyś nie zastosował jakiegoś szantażu.- Alice nie ustępowała, wrodzona ciekawość dawała o sobie znać. Wyciągnie co się da z Edwarda, a później popracuje z Bellą.

- Isabella ma kłopoty? – zainteresował się Edward.- Nie wspominała nic o tym!

- Znasz ją, nigdy nie zwierza się ze swoich problemów. A szczególnie tobie. Proponowałam jej pomoc, ale tylko strasznie mnie skrzyczała, no wiesz, że nie będzie brała ode mnie pieniędzy i tak dalej. Nie rozumiem jej, jestem jej przyjaciółką, a przyjaciele sobie pomagają. A ona nie chcę nawet o tym słyszeć. Wiem, że boi się, iż będzie musiała zamknąć studio. – Dziewczyna czuła, że warto było przekazać bratu te informację. Edward nawet nie zdawał sobie sprawy, jak na jego twarzy odbijają się dręczące go emocję. Przed nią nic nie ukryje.

- Nie zdawałem sobie sprawy, że ma takie kłopoty. Sprawia wrażenie, jakby jej życie zawodowe było idealne. – wykrztusił w końcu zszokowany.

Naprawdę nie domyślał się, że Bella ma problemy w pracy. W prawdzie wiedział, że nie zarabia kroci, ale był pewny, że wystarcza jej na wszystko, co potrzebne jest do wygodnego życia. Wstydził się teraz swoich uwag na temat jej ciuchów i mieszkania, nie przyszło mu do głowy, że odpowiadają za to kłopoty finansowe.

- Ode mnie tym bardziej nie przyjmie pomocy.- mruknął cicho pod nosem. Jego uwaga nie uszła jednak Alice. Dziewczyna zaczynała powoli zastanawiać się, czy jej braciszek przypadkiem nie zaczyna darzyć Isabelli Swan cieplejszym uczuciem. Była jednak na tyle taktowna, żeby nie poruszać tego tematu. Jeszcze by coś zepsuła.

- Właśnie. Mam nadzieję, że w najbliższym czasie znajdzie jakieś zlecenia. Pieniądze są jej naprawdę potrzebne. – powiedziała tylko, przybierając lekko dramatyczny ton. Czekała na reakcję Edwarda. Mężczyzna siedząc w milczeniu, zastanawiał się, jak pomóc przyjaciółce siostry. Rzeczywiście przez tyle lat nie szczędził jej drwin i przykrych słów, ale w końcu łączyły ich jakieś więzi – tak przynajmniej tłumaczył sobie swoje zainteresowanie tą sprawą.

- Słuchaj, mam pomysł. Kilka miesięcy temu przejąłem pewien miesięcznik, ostatnimi czasy ledwo ciągnie. Od jakiegoś czasu planowałem zatrudnić nowego fotografa, aby trochę odświeżył jego szatę graficzną. To niezła praca, no i nieźle płatna. Jeżeli Bella by się zgodziła, podreperowałaby swój budżet.

- Nie boisz się, że nie da sobie rady, albo że nie jest wystarczająco utalentowana? To odpowiedzialna praca. – zapytała tylko czarnowłosa.

Edward rozglądnął się po pokoju, jedną ścianę dekorowały przeróżne fotografię Belli, podarowane Alice z różnych okazji. Choć nigdy nie powiedział tego na głos, uważał szaraczka za cholernie utalentowanego fotografa.

- Zaryzykuje. Ta gazeta i tak nie przynosi mi na razie jakiś zysków, więc nie mam tak naprawdę nic do stracenia.

- Uważam, że to świetny pomysł. Teraz tylko postaraj się, aby przyjęła tę pracę…- Alice chichotała zadowolona, to by rozwiązało wiele problemów Isabelli.

- Myślałem, że ty się tym zajmiesz. – Edward był lekko zakłopotany, tego jego plan nie przewidywał.

- Nie ma takiej możliwości. Zarzuci mi, że wybłagałam u ciebie pracę dla niej. Jeżeli nie wygadasz się, że wiesz o jej problemach finansowych, powinna przyjąć tą pracę. Ja mogę ją jedynie utwierdzić w tej decyzji. Bierz się do roboty braciszku, teraz wszystko zależy od ciebie. Wiem, że dasz sobie radę. Jesteś w stanie namówić łysego do kupna grzebienia. Urodziłeś się biznesmenem.- Obdarzyła go olśniewającym uśmiechem i ponownie rzuciła się mu na szyję.

- Czy mówiłam ci już, że za tobą tęskniłam?

Następnego ranka Bella wstała wczesnym rankiem, aby zawieść gotowe projekty zleceniodawcom. Mimo iż cena była już dawno ustalona, liczyła na małe dodatki za dobrze wykonaną pracę. Przeliczyła się jednak, nikt nie pomyślał o tym, aby wynagrodzić jej pracę jakąś premią. Z ciężkim sercem wróciła d domu, aby dokończyć papierkową robotę. Każde spojrzenie na rachunki i rozliczenia tylko wzmacniały jej strach przed przyszłością.

Z tej smutnej zadumy wyrwał ją dźwięk telefonu, nie patrząc nawet kto dzwoni, odebrała połączenie.

- Tak, słucham.

- Witaj, szaraczku. – Ten głos mógł należeć tylko do jednej osoby.

- Tym razem naprawdę nie wiem gdzie jest Alice, Cullen. – Dlaczego on dzwoni, dlaczego nie zostawi jej w spokoju?

- Spokojnie, tym razem dzwonię w innej sprawie.

- To znaczy? – Bella była szczerze zainteresowana.

- Podczas wczorajszej wizyty u Alice, zwróciłem uwagę na twoje fotografie. Są niezłe, choć musisz się jeszcze wiele nauczyć. – Nie mógł się powstrzymać od lekkiego sarkazmu.

- Zastanawiam się, co ma to wspólnego z powodem tego, dlaczego do mnie dzwonisz.- Bella również nie potrafiła powstrzymać się od drwiny.

- Nie rozkręcaj się szaraczku, daj mi dojść do sedna sprawy. Tak więc, zwróciłem uwagę na twoje prace i przyszedł mi do głowy pewien pomysł. Mam czasopismo podróżnicze, któremu przydał by się nowy fotograf. Główne założenie gazety pokrywa się z twoim stylem. Nie miałabyś ochoty przyjąć tego zlecenia?

Bella był w szoku. Edward Cullen zaproponował jej pracę.

- Nie wiem czy dobrze zrozumiałam, proponujesz mi stanowisko fotografa w twojej gazecie?

- Dokładnie tak.

- A mogę wiedzieć, dlaczego tak nagle pomyślałeś o mnie?

- No cóż, ostatnimi czasy te piśmidło sprawia mi same kłopoty, tak jak ty zresztą.-rzucił.- Załatwiłem więc sesje zdjęciową z dość znanymi modelkami na Trynidadzie. Niestety fotograf ma inną wizję i nie podoba mu się ta interwencja. Niestety jego poczucie artyzmu nie dodało pismu czytelników. Aby zrobić mi na złość wziął półroczny bezpłatny urlop. Za tydzień zaczyna się sesja, a ja nie mam fotografa. Lubisz fotografować ludzi, a w czasie sesji na Trynidadzie zaczyna się karnawał. – Edward rzeczowym głosem wyjaśniał jej swoje argumenty. – Tak więc, byłbym zobowiązany, gdybyś wzięła pod uwagę moją ofertę.

- Muszę przyznać, że jestem w szoku.

- To się otrząśnij! Masz czas o 15? Spotkalibyśmy się w kawiarni Golden Moonlight i porozmawiali o tym. Nie martw się, to biznesowe spotkanie. Byłbym wdzięczny gdybyś wzięła swoje port folio.

- Niech będzie, ale jeszcze się nie zdecydowałam, Cullen. Muszę przejrzeć swój kalendarz.- rzuciła do słuchawki Bella, próbując zamaskować swój entuzjazm. Ta praca wybawiła by ją z nie lada opresji.

- Spokojnie, zdaje sobie sprawę że musisz dokładnie przejrzeć swój terminarz. Tak więc oczekuję cię o 15, szaraczku. – dodał na koniec.

Po zakończeniu rozmowy, Bella usiadła na łóżku w sypialni i intensywnie zastanawiała się nad zaistniałą sytuacją. Ta praca naprawdę była jej potrzebna, nie było co do tego wątpliwości, jednak nie cieszyła ją perspektywa bycia podwładną Cullena.

- Nie czas na wybrzydzania, Swan. Bądź szczera, ta praca spadła ci z nieba. Ubierz się więc porządnie, wyglądaj na profesjonalistkę i ze spokojem przyjmij tę cholerną robotę – mówiła sama do siebie. Nie wiedzieć czemu, przeszedł ją dreszcz podniecenia. Zdała sobie w tym momencie sprawę, że to przełomowy moment w jej życiu.

- O czym ty myślisz? Po skończeniu tego projektu, grzecznie podziękujesz i znów zaczniesz zajmować się swoim studio.

Jednak ekscytacja nie ustępowała. Nawet ona nie wiedziała jednak, czy to za sprawą sesji zdjęciowe na słonecznym Trynidadzie, czy też Edwarda Cullena.

1 port lotniczy im. Johna F. Kennedy'ego