II
– Tata, musimy porozmawiać – powiedziała Jasna poważnym tonem, dość komicznie brzmiącym w ustach siedmiolatki. Luka był jednak dostatecznie zaintrygowany, by powstrzymać się od uśmiechu.
– O co chodzi? – zapytał, naśladując ton córki. Dziewczynka zastanawiała się przez chwilkę.
– O pana Kosticia. – Kosticiowie byli starszym małżeństwem, mieszkającym dokładnie pod nimi. Nie mieli własnych dzieci, za to natychmiast zaskarbili sobie sympatię zarówno Jasnej i Marka, jak i ich rodziców. Pani Kostić, nie nazywana przez nikogo inaczej niż pani Petra, nieraz opiekowała się dwójką małych Kovačów, kiedy Luka miał dyżur, a Danijela swoje lekcje.
– Słyszałam dziś, jak Ivan spod trójki mówił, że pan Kostić jest serbska świnia i że takich jak on powinno się powystrzelać, zanim całkiem się rozpanoszą w tym mieście. – Dziewczynka podniosła swoje wielkie zielone oczy i spojrzała wyczekująco na ojca. Luka westchnął w duchu i przysiadł na krześle, sadzając sobie małą na kolanach.
– A co ty myślisz o panu Kostciu? – zapytał ją.
Jasna wzruszyła ramionami.
– Jest fajny. Daje nam cukierki i obiecał, że nauczy mnie grać w szachy, jak będę trochę starsza.
– A o Ivanie?
Tu mała myślała nieco dłużej.
– Wiecznie krzyczy i mówi dużo brzydkich słów. Poza tym lubi chodzić do fryzjera.
– Do fryzjera? – Luka przywołał w pamięci strzechę wiecznie przetłuszczonych kudłów sąsiada.
– No, mama często mówi, że Ivan jest podcięty.
Ojciec z trudem powstrzymał się przed parsknięciem śmiechem. Ostatecznie uznał jednak, że lepiej nie tłumaczyć małej błędu w jej rozumowaniu.
– Ale Ivan jest Chorwatem, tak mówiła Marina od Jovanoviciów – dorzuciła Jasna ostatni argument.
– I co z tego? Sama sobie odpowiedziałaś na swoje pytanie. Pana Kosticia lubisz, a Ivana nie. Ludzie nie dzielą się na Chorwatów, Serbów i tak dalej. Ludzie powinni się dzielić jedynie na dobrych i złych. – Przez głowę Luki przebiegła myśl, że zaczyna brzmieć zupełnie jak jego matka. Jasna jednak uśmiechnęła się promiennie i objęła go za szyję.
– Masz rację, tatusiu. To Ivan jest zły i trzeba go powystrzelać!
– Słucham? – Luka nawet nie usłyszał, kiedy jego żona weszła do pokoju. – Czego ty uczysz dziecko? – oburzyła się Danijela. – Jasna, idź pomóż Markowi posprzątać zabawki, czas się zbierać do spania.
Dziewczynka posłusznie zsunęła się z kolan ojca, ale jeszcze na odchodnym odwróciła się na moment i puściła do niego oczko. Luka ze śmiechem potrząsnął głową.
– Nie słyszałaś początku rozmowy. Otóż zdaniem kochanego Ivicy należałoby wystrzelać wszystkich Serbów w Vukovarze. Zastanawiam się, czy wymyślił to na trzeźwo czy po paru głębszych – prychnął.
Mina Danijeli złagodniała nieco.
– Podejrzewam, że szybciej ktoś mu to podsunął. W tym mieście jest coraz więcej ludzi myślących podobnie. Na odwrót zresztą też.
– Przecież to szaleństwo! – Luka wstał i przeczesał włosy palcami. – Jeszcze niedawno wszyscy mieszkali tu obok siebie, niezależnie od pochodzenia, żenili się ze sobą, jak Kosticiowie, a teraz nagle chcą do siebie strzelać?
– Wiem, polityka jest do dupy. – Danijela podeszła bliżej o objęła go w pasie.
Luka uśmiechnął się lekko.
– Tylko nie powtarzaj tego przy Jasnej. Z niej się robi coraz większy chochlik.
– Ma to po tatusiu – zażartowała Danijela, ale zaraz znów spoważniała. – Nie lubię Vukovaru – przyznała.
– Wiem – odpowiedział Luka cicho. – Niech tylko skończę staż, zrobię specjalizację i wrócimy na południe. Znajdę porządną pracę za porządne pieniądze, wybudujemy sobie dom nad Adriatykiem. Kupię ci pianino, będziesz mogła dawać lekcje u siebie. Albo w ogóle nie będziesz musiała uczyć...
– Taaak, a potem postawisz drugi dom na Księżycu i przywieziesz mi gwiazdkę z nieba. – Danijela zadarła głowę, by spojrzeć w oczy mężowi, który był od niej wyższy o prawie trzydzieści centymetrów. – Luka, ja nie oczekuję cudów. Nie muszę się pławić w luksusie, poza tym ja naprawdę lubię uczyć. – Przytuliła się mocniej do niego. – Ja tylko chcę, żebyśmy byli bezpieczni, ty, ja, dzieciaki...
– I będziecie – zapewnił ją mąż. – To tylko przejściowe niepokoje, wszystko się jakoś ułoży. Za parę tygodni będzie referendum, wyrazimy swoją wolę w pokojowy sposób i jakoś to dalej pójdzie. – Luka sam czuł, jak idiotycznie to zabrzmiało.
– Mhmm, lud zdecyduje, że chce niepodległej Chorwacji, a Belgrad na to pogłaszcze nas po główkach i powie ależ proszę bardzo – prychnęła Danijela ironicznie.
– No przecież nie ruszą na nas z czołgami – Luka roześmiał się, choć nieco wymuszenie. – Dość tego spuszczania nosa na kwintę. – Na poparcie tych słów pocałował żonę we wspomnianą część ciała. – Dzieci idą spać, niedługo zostaniemy sami. Nie sądzisz, że możnaby było postarać się o trzecie? – Jego głos obniżył się sugestywnie.
Danijela zachichotała cicho.
– Nie ma mowy, ja już z dwójką dostaję fioła. Poza tym czy nie mieliśmy przypadkiem oszczędzać na pianino?
– Racja – zgodził się Luka. – A potem będziemy mogli tak jak w filmach robić to na pianinie...
– Idiota! – Danijela rzuciła w niego poduszką z wytartego fotela. – Idę położyć Marka spać. Jak poczytasz Jasnej bajkę na dobranoc, to może zastanowię się nad małą nagrodą.
