Chciałabym was serdecznie zaprosić na moje kolejne tłumaczenie tym razem ficka Yogogal (Lawn Gril) – Little Plastic Castle. Cały pomysł tego opowiadania należy do niej ja go tylko przekładam na nasz język, natomiast wszystkie postacie należą do Stephenie Meyer. Pozdrawiam i zapraszam do czytania.

Rozdział 4

Bella

Skończyłam z kolejką klientów i wzięłam głęboki oddech, zanim przeszukałam pomieszczenie. Nigdzie go nie widziałam. Panika zaczęła narastać, kiedy myślałam, że przegapiłam swoją okazję i wyszedł zanim miałam szansę naprawdę z nim porozmawiać, być blisko niego. Mój oddech przyśpieszył, a moja klatka zacieśniła się, uczucie strachu i samotności przechodziły przeze mnie. Zastanawiałam się nad wybiegnięciem na zewnątrz i zobaczeniem czy wciąż mogłabym go złapać idącego chodnikiem, kiedy Alice podeszła i złapała moją rękę.

- W porządku, Bello – zapewniła mnie.

- Nie, nie jest w porządku – powiedziałam, potrząsając głową, powoli stając się histeryczna. - Nie jest dobrze i nie będzie.

Alice przyciągnęła mnie do ciepłego uścisku i powoli kreśliła kółka na dole moich pleców, uspokajając mnie najlepiej jak potrafiła.

- Jest z tyłu przy zdjęciach – powiedziała mi, a ja wypuściłam powietrze, które wstrzymywałam.

Podając mi filiżankę herbaty, Alice rozwiązała mój fartuch i wypchnęła mnie zza lady.

- Idź – poleciła, a ja nie potrzebowałam by mówić mi dwa razy.

Nie popędziłam od razu, nie chciałam, żeby zobaczył mnie z zaszklonymi i czerwonymi oczami. Oparłam się o ścianę i wzięłam łyk herbaty, wzdychając na zapach rumianku, który przenikał moje nozdrza. Parę łyków i kilka głębokich oddechów później, jestem wystarczająco spokojna, aby udało się. Przeczesując włosy, idę powoli i zatrzymuję się, kiedy zauważam, co robi.

Edward stoi przy ścianie z fotografiami, które zrobiłam i uważnie przygląda się jednej z polany. Moje palce swędziały mnie, chciały tylko sięgnąć i dotknąć go, potrząsnąć nim, aby mógł zobaczyć, co robię. Ale nie mogłam. W zamian, czekałam cierpliwie, obserwując go, gdy to wszystko robi, ciekawa by zobaczyć czy cokolwiek szarpnie nim.

Pojawiła się iskierka nadziei, kiedy obserwowałam go, gdy przymykał oczy, a uśmiech zagościł na jego twarzy, ale wkrótce został zastąpiony przez niespokojny, drażliwy wygląd. Nie pasował mu. Cicho podeszłam i stanęłam zaraz za nim. Zwalczając potrzebę złapania go w moje ramiona, umieściłam dłoń na jego ramieniu.

- Jest to moje ulubione – powiedziałam, mój głos, który wyszedł był tylko lekkim szeptem.

Gdyby tylko uświadomił sobie, dlaczego to moje ulubione.

- Jest przepiękne – odpowiedział, a ja potwierdziłam kiwnięciem głowy nawet, jeśli nie mógł mnie zobaczyć.

- Przyłączysz się do mnie na herbatę? - zapytałam, gdy weszłam w jego pole widzenia. Trzymałam mój kubek przyjaźnie oferując, mając nadzieję, że skorzysta z mojej propozycji.

Jąkał się przez chwilę, zanim potwierdził.

- Proszę.

Poszłam za nim do stolika, przy którym siedział i wśliznęłam się na krzesło na wprost niego.

- Kto jest artystą? - zapytał, wskazując w kierunku zdjęć.

Zarumieniłam się, zanim odpowiedziałam.

Ja.

Uśmiechnął się, przyjmując to.

- Wiedziałem, że są piękne z jakiegoś powodu.

Rozpłynęłam się na jego słowa, naturalny flirciarz w nim, wypływał na powierzchnię. Niesamowite są rzeczy, które są w nas wrodzone. Wydają się nigdy nie znikać. Zacisnęłam ciaśniej filiżankę, którą trzymałem i odwróciłam wzrok, niepewna, czy dam radę to wszystko wytrzymać czy rozpadnę się pod jego wzrokiem.

- Dziękuje – wyszeptałam.

Wypiłam ostatki mojej herbaty, zanim odstawiłam kubek. Rozmawialiśmy i to było takie łatwe i wygodne, a jednocześnie podniecało mnie i sprawiało, że moje serce ściskało się. W czasie przerwy w rozmowie, odnalazłam się bawiącą brzegiem filiżanki i kreślącą kółka palcem wokół niego. Czułam ciepło z jego spojrzenia i spojrzałam do góry, aby zobaczyć Edwarda patrzącego się w moją obrączkę. Moje serce natychmiast opadło do żołądka.

Uświadomił sobie, że został złapany, jego twarz zarumieniła się ze wstydu, ale nie powstrzymało go to, przed zadaniem pytania.

- Jesteś, um... mężatką?

Zwalczyłam łzy, które kuły w rogu moich oczu, kiedy odpowiedziałam.

- Tak.

Nie podałam szczegółów, a on nie pytał mnie o to. Natomiast jego oczy powędrowały do jego, gołej ręki.

- Och – powiedział, gdy mieszanina smutku i ulgi wstąpiła na jego twarz. - Ja nie.