Rozdział 4

Gdy Severus wlewał do ust Gryfonki Eliksir Spokojnego Snu, do jego kwater wszedł Dumbledore z Potterem i Weasley'em depczącymi mu po piętach.

- Natychmiast wyjdźcie z moich komnat!- warknął do dwóch Gryfonów.

- Nie wyjdziemy, póki się nie dowiemy, co się dzieje z Hermioną!- krzyknął Harry, dając ujście całemu zdenerwowaniu.

Albus zobaczył jak Mistrz Eliksirów jest na skraju wytrzymania i, że jak czegoś nie zrobi, to ten zaraz wybuchnie, więc się odezwał.

- Chłopcy, proszę wyjdźcie, jeśli tak życzy sobie profesor Snape i poczekajcie na zewnątrz.- gdy zobaczył, że Harry chce zaprotestować, dodał.- Poinformuje was o wszystkim.

Dwójka Gryfonów, w tym jeden strasznie wściekły, wyszła i zostali sami.

- Jak ona się czuje Severusie?

- Odzyskuje siły, ale nie mam pojęcia, co się z nią stało. Odwróciłem wzrok tylko na chwilę i widziałem ją dopiero, jak upada na podłogę.

- Harry opowiedział mi wszystko. Podobno cała się spięła, a gdy on na nią spojrzał, miała nieobecny wzrok. Myślisz, Severusie, że to sprawka Voldmorta?

- Na to wychodzi. Teraz rozumiem jego słowa…

- Jakie słowa?- zdziwił się dyrektor.

- Kiedy kazał mi zabrać dziewczynę, zapytałem się, czemu jej nie zabije. On powiedział, że będzie przypomnieniem dla Pottera o tym, co się stanie z tymi, którzy mu się sprzeciwią. Albusie… Myślę, że On coś namieszał w umyśle Granger i przez to ona, nie wiem czy świadomie, czy nie, chce popełnić samobójstwo.

- To niedobrze. To bardzo niedobrze, ale Harry nie może się o tym dowiedzieć, dla własnego dobra.

- Powiedz mu, że dziewczyna jest w szoku pourazowym, a ja się nią zajmę. Zobaczę, co konkretnie się z nią dzieje i spróbuję coś wymyślić.

- Dziękuję chłopcze. Do odwołania Hermiona zostaje pod twoją opieką.

Z tymi słowami Dumbledore wyszedł, a on wrócił do sypialni. Spojrzał na Gryfonkę. Była blada jak ściana, a jej loki próbowały się wydostać z gumki i pojedyncze rozsypały się na poduszce. Wrócił do salonu i wziął książkę. Wyczarował w sypialni fotel, po czym w nim usiadł i czekając, aż dziewczyna się obudzi, zagłębił się w lekturze. Po kilku godzinach usłyszał ciche jęki. Odłożył książkę i wpatrywał się ze spokojem w budzącą się dziewczynę. Otworzyła lekko oczy, lecz gdy jej wzrok natrafił na Snape'a podniosła się gwałtownie do pozycji siedzącej. Rozejrzała się po pokoju i skrzywiła, gdy nie rozpoznała otoczenia. Potem znów spojrzała na Mistrza Eliksirów.

- Profesorze, gdzie ja jestem?- zapytała nieśmiało.

- W moich prywatnych kwaterach, a konkretnie w mojej sypialni.- odparł spokojnie i zobaczył jak na twarz dziewczyn wdziera się przerażenie.

- A można wiedzieć, dlaczego?

- A można wiedzieć, dlaczego chciałaś się zabić?

Dziewczyna zamarła, a jej oczy wypełniły łzy.

- Tylko mi tu nie becz.- powiedział ostro Snape, co spowodowało, że dziewczyna się rozpłakała i ukryła twarz w dłoniach. Nauczyciel pokręcił tylko głową nad takim mazgajstwem i powiedział spokojnie.- Panno Granger. Jestem tutaj, aby Pani pomóc, ale nie zrobię tego, jeśli nie dowiem się, o co chodzi.

Hermiona wytarła rękawem łzy i ze spuszczoną głową powiedziała:

- Ale ja nie mam pojęcia… Jest tak od kiedy mnie Pan znalazł… Nie czuję się kompletnie sobą… Nie panuję nad tym…

- Czyli te wszystkie rzeczy robisz nieświadomie?- chciał się upewnić.

- Nie do końca. To przez ten ból…

- Jaki ból?- przerwał jej Snape.

- Czasami odczuwam taki, no właściwie to nie ból, tylko ucisk wewnątrz mojej głowy. Nie mogę opanować myśli i to okropnie boli. Jakby ktoś mi podsuwał, co mam robić… No i wtedy przychodzą te myśli, że jeśli umrę to, to minie i wtedy właśnie robię coś takiego…

- Hmm… Ale przez całe Eliksiry nie miałaś czegoś takiego prawda? Dopiero jak się odwróciłem?

- Tak… Profesorze, co się ze mną dzieję?- zapytała, patrząc mu w oczy.

- Nie wiem, ale się dowiem. Do tego czasu zostajesz tutaj pod moją opieką.

- Jak to tutaj? A co z lekcjami? Co z Harry'm i Ronem? Co oni zrobią, jak się dowiedzą, że…- i tutaj zamilkła, a w myślach dodała: Że mieszkam chwilowo u Dupka Z Lochów.

- Uwierz mi Granger, że mi to też nie jest na rękę, ale takie jest zarządzenie dyrektora i zarówno ty, jak i ja, musimy się do niego stosować.- syknął, a ona odwróciła wzrok.- Co do twoich lekcji, to dzisiaj jest piątek, więc jutro masz wolne. Poza tym powinno cię bardziej obchodzić utrzymanie cię przy życiu, a nie jakieś durne lekcje.

W Hermionie się zagotowało. Jak ona niby ma wytrzymać choć chwilę w towarzystwie tego zimnego drania? Ale chyba nie ma za dużego wyboru. Popatrzyła na Snape wyczekującym wzrokiem, a kiedy on się nie odezwał, zapytała:

- A co ja mam tu robić przez cały ten czas?- skrzyżowała ręce na piersi i czekała na odpowiedź.

Mistrz Eliksirów natomiast już jej nie słuchał. Pogrążony był we własnych myślach. Jeśli dziewczyna ma tutaj mieszkać przez nie wiadomo ile, musi mieć jakiś pokój. Muszą także ustalić jakieś zasady, bo za kilka godzin się nawzajem pozabijają. Niestety on nie może spuścić jej z oczu nawet na chwilę, bo jeszcze coś sobie zrobi. Trzeba także przetransportować jej rzeczy, co już nie wspomnę o tym, że powinienem powiedzieć jej chociaż o moich przypuszczeniach. Ale to może poczekać. No i jak ja będę prowadzić lekcje? Wyszedł z pokoju, nie zwracając uwagi na jej zdziwione i zbulwersowane spojrzenie. Stanął w salonie w kierunku jedynej pustej ściany obok kominka. Wyczarował drzwi i otworzył je. Mały pokoik tak, by zmieściło się tylko łóżko i szafa. Machnął różdżką jeszcze dwa razy i wyczarował miejsce do spania takie samo, jak w dormitoriach uczniów i niewielką szafę tuż obok. Już chciał wrócić do dziewczyny, kiedy wpadł na genialny pomysł. Wziął do ręki dwie świeczki stojące na gzymsie kominka i transmutował je w dwie identyczne srebrne bransoletki. Poszukał na biblioteczce odpowiedniej książki z zaklęciami, a gdy ją znalazł, przejrzał spis treści. Odszukał to, co go interesowało i nauczył się inkantacji. Podniósł różdżkę i machnął w kierunku nowopowstałych bransoletek. Obie zamigotały niebieskim światłem, które po chwili zniknęło. Wziął je i skierował się znowu do sypialni. W drzwiach powiedział do Hermiony:

- Chodź Granger.- i zniknął. Gryfonka wstała i podążyła za profesorem.

Czekał na nią w salonie. Zdziwiła się wyglądem pomieszczenia, gdyż inaczej wyobrażała sobie mieszkanie największego Ślizgona w szkole. Podłogi były z ciemnego drewna, a ściany koloru kawy z mlekiem. Na środku był wielki biały puchaty dywan, na którym stały meble. W ścianę naprzeciwko sypialni wbudowany był kominek z jasnego marmuru. Przed kominkiem natomiast stała skórzana ciemnobrązowa kanapa i dwa fotele w tym samym kolorze, a pomiędzy nimi stolik do kawy. Dwie z czterech ścian były od góry do dołu zastawione biblioteczkami z najróżniejszymi książkami. Gryfonka stanęła zszokowana, przyglądając się wszystkim detalom z otwartą buzią, kiedy Snape odchrząknął.

- Będziesz tak stała i się gapiła, czy raczysz mnie wysłuchać?

- Przepraszam.- speszyła się lekko.- Ma Pan bardzo ładne mieszkanie.

Mistrz Eliksirów tylko parsknął.

- A czego się spodziewałaś, że mieszkam w lochu i śpię, zwisając z sufitu?

Na ten komentarz Hermiona wybuchła śmiechem, ale od razu się uspokoiła, gdy Snape zmroził ją wzrokiem.

- Przepraszam.

- Przestań wreszcie przepraszać i chodź.

Wszedł przez drzwi, które znajdowały się tuż koło kominka, a dziewczyna podążyła za nim. Jej oczom ukazała się prawie identyczna sypialnia jak dormitorium, tyle że jednoosobowa.

- Możesz tutaj pozmieniać, jeśli chcesz. Zrobiłem tą sypialnie dla twojego użytku. Będziesz tu mieszkać, kiedy ja będę próbował odkryć, co się z tobą dzieje. I jeszcze coś… Załóż tę bransoletkę i nigdy nie ściągaj. Będę mieć identyczną i, jeśli coś się zacznie z tobą dziać, ja się o tym dowiem.

- Profesorze, jak ona działa?

- Wysyła uczucia, które w danej chwili czujesz do jej bliźniaczki.

- Nie mogę na to pozwolić! To zbyt intymne!

- To jedyny sposób, jeśli nie chcesz, żebym wszędzie za tobą chodził. Nawet do łazienki…- uśmiechnął się w ten swój specyficzny snape'owy sposób, a Hermiona się zarumieniła i wzięła bransoletkę z jego dłoni.

- Uwierz lub nie, ale mnie nie podoba się to tak samo jak tobie, gdyż to działa również w drugą stronę.

Oboje założyli bransoletki.

- Przetestujmy.- powiedział Snape.- Granger, wiesz, że to, co się z tobą dzieje, to sprawka Czarnego Pana?

Hermiona zbladła, a Mistrz Eliksirów stwierdził:

- Strach, a więc działa… Dzisiaj skrzaty przyniosą twoje rzeczy. Nie dotykaj żadnej mojej własności. Po prawej stronie od mojej sypialni jest łazienka. Muszę iść na kolację. Ty zamów coś u skrzatów przez kominek.- wyszedł, a Gryfonka została z mieszaniną myśli w głowie i nie usłyszała, jak Snape wychodząc powiedział:

- Zdezorientowanie. Hmm… Ciekawe.

Hermiona zmieniła swój pokój, aby był bardziej w jej stylu. Ściany pomalowała na błękitno, a podłogę zrobiła jasną. Nie lubiła, gdy łóżko miało baldachim, więc go usunęła, a drewno zmieniła z mahoniu na odcień brzozy. Szafa jej kompletnie nie pasowała. Zamiast niej wstawiła komodę z szufladami. Położyła się na łóżku, machnęła różdżką i na suficie pojawiło się nocne niebo, takie jak w Wielkiej Sali. Leżąc i patrząc na gwiazdy, rozmyślała. Ciekawe, jakie znowu kłamstwo wymyślą, żeby ukryć jej nieobecność. Pewnie powiedzą, że jest chora… Ale jak wytłumaczą to co widzieli uczniowie w klasie? Wszyscy pomyślą, że zwariowała i teraz leży w Mungu na oddziale psychiatrycznym. A co z Harry'm, Ronem i Ginny? Oni na pewno w to nie uwierzą. Poczuła, jak burczy jej w brzuchu, więc wstała i wyszła z pokoju. Na kominku zobaczyła miseczkę z proszkiem Fiuu. Nabrała go trochę na dłoń i wrzuciła w płomienie, które natychmiast zrobiły się zielone. Poprosiła skrzaty o jedną porcję kolacji do komnat profesora Snape'a i usiadła na jednym z foteli. Po chwili przed nią na stoliku pojawiła się wielka taca z jedzeniem i butelka soku z dyni. Zabrała się za jedzenie, a gdy skończyła, wszystkie naczynia zniknęły. Rozejrzała się po salonie, a jej wzrok spoczął na biblioteczkach. Snape powiedział, że mam niczego nie dotykać, ale nie mówił nic o patrzeniu. Uśmiechnęła się do siebie i podeszła do jednego z regałów. Mistrz Eliksirów miał imponujący księgozbiór. Książki były podzielone tematami i ułożone alfabetycznie, a każda z nich kusiła, aby Hermiona ją wzięła i przeczytała. Nie chciała jednak narazić się na gniew nauczyciela, więc oglądała tylko tytuły. Na pierwszy rzut oka było widać, że jest to kolekcja Mistrza Eliksirów, gdyż z tej dziedziny książek było najwięcej.

- Jeśli chcesz, możesz wziąć jakąś do poczytania, ale muszę wiedzieć którą i wyrazić na to zgodę.

Gryfonka podskoczyła, gdy usłyszała głos Snape'a. Nie zauważyła, kiedy wszedł, ale on w końcu był szpiegiem, więc musiał umieć poruszać się bezszelestnie.

- Naprawdę?

- Nie, na żarty.- odparł i wywrócił oczami.

- Mogę tę?- zapytała dziewczyna i wskazała gruby wolumin o tytule „Najważniejsze eliksiry w życiu czarodzieja".

- Tak, ale jak będziesz czytać, to nie pytaj mnie o żadne głupoty.- powiedział i sam wziął jedną z książek, po czym usiadł w fotelu. Hermiona zadowolona z sytuacji zajęła drugi wraz ze swoją nową zdobyczą i zagłębiła się w lekturze.

Snape delektował się nową książką, którą niedawno kupił od niemieckiego Mistrza Eliksirów, gdy kątem oka spojrzał, że dziewczyna coraz częściej zerka na niego sponad książki i walczy z sobą, żeby go o coś nie zapytać. Westchnął i powiedział:

- Wyduś to z siebie, bo nie mogę się skupić, gdy się tak wiercisz…

- Profesorze, po co komu eliksir wywołujący wymioty?

- No proszę… Niby taka jest Pani wszystkowiedząca, a tego nie wie?- Snape zobaczył, jak dziewczyna się czerwieni, a przez bransoletkę poczuł, że robi się nerwowa, ale nic nie powiedziała.- Wyobraź sobie, Granger, że dzieci, gdy są jeszcze małe, wkładają sobie do buzi różne rzeczy, które czasem połykają. Ciekawe, jak ty byś sobie poradziła z takim problemem?

- Hmm… W sumie to racja… Ale czy wymioty nie odwadniają? Przecież to może zaszkodzić takiemu maleństwu.

- Gdybyś jednak myślała o miksturach jak Mistrz Eliksirów, nie zadawałabyś tak głupiego pytania.- z rozkoszą patrzył, jak dziewczyna analizuję jego słowa, lecz w dalszym ciągu nie rozumie. Pokręcił głową, odłożył swoją książkę na stolik i wstał. Podszedł do dziewczyny, stanął za nią i pochylił się, pokazując coś w książce. Gryfonka zamarła, gdyż nigdy nie była tak blisko Snape'a. Mogła nawet wyczuć jego zapach, ale skupiła się na tym, co mówił.

- Popatrz. Tu masz listę składników, z których składa się ten eliksir.

- Liście skrzypu polnego, sok z wyciągu z wodnorodków, sproszkowany kamień północny i kilka kropel krwi z salamandry…

- I co one ci mówią, Panno Granger?- słysząc jego spokojny głos tuż obok siebie, Hermiona zadrżała, ale on nic nie zauważył, wpatrując się w książkę. Musiała się bardzo wysilić, by odpowiedzieć, bo nagle zaschło jej strasznie w gardle. Nie wiedziała, czy ze strachu, że on jest tak blisko, czy ze zdziwienia, że na nią nie krzyczy, tylko spokojnie tłumaczy.

- Eee… Liście skrzypu polnego wywołują skurcze mięśni przepony i żołądka, sok z wyciągu z wodnorodków jest często wykorzystywany w specjalnych napojach dla zawodników Quiditcha, sproszkowany…- i nagle ją olśniło.- No tak, dzięki wodnorodkom organizm się nie odwadnia.- powiedziała, rumieniąc się z zawstydzenia, że sama na to nie wpadła. Snape wrócił na swoje poprzednie miejsce ze swoim sarkastycznym uśmieszkiem na ustach, a ona poczuła przez bransoletkę jakieś dziwne uczucie. Na początku nie mogła go sprecyzować, ale gdy odkryła, co to za uczucie, poderwała do góry głowę i spojrzała z niedowierzaniem na nauczyciela.

- Coś jeszcze, Panno Granger?- zapytał, nie obdarzając ją nawet jednym spojrzeniem, tylko z powrotem zaczął czytać swoją książkę.

- Nie, panie profesorze…

O Merlinie! O Merlinie! O Merlinie! On był ze mnie dumny! Snape! Dupek Z Lochów i Naczelny Postrach Hogwartu! Był dumny! Ze mnie! Jej myśli pędziły jak szalone, ale gdy zorientowała się, że Snape się krzywi, próbowała się uspokoić. No tak. Nie może się podniecać, bo on to wszystko czuje. Nie może także mu tego wypomnieć, bo i tak zaprzeczy. Przecież on nigdy nie pochwali Gryfona. Poczuła się trochę zawiedzona i zobaczyła, jak kąciki jego ust podjechały nieznacznie do góry. Przecież to też poczuł! Zrobiła się zła. Co za drań! I jeszcze czuję, jak się cieszy! Zamknęła książkę, odłożyła ją na miejsce i wychodząc, powiedziała wściekła „dobranoc", po czym położyła się na łóżku. Jutro będzie dłuuuugi dzień...