Livia była szczęśliwa, że udało się ewakuować większość mieszkańców elfiego obozowiska. Kiedy wraz z towarzyszami przybyła na miejsce, znalazła mniej trupów niż obawiała się ujrzeć. Czuła też gorzką satysfakcję widząc płomienie pożerające obozowisko. Może w końcu w Denerim nastąpią jakieś zmiany? Skończą się te durne podziały, może wprowadzą lepsze warunki bytowe dla elfów, zaczną traktować ich z szacunkiem...

Strażniczka wyciągnęła ostrza, które zawsze czekały w gotowości na jej plecach i siekła dwa pierwsze pomioty, które urządziły sobie ucztę na ciele jakiegoś starszego elfa, który widocznie nie zdążył uciec.

- Musimy się pospieszyć. Widzę, że mamy tam kilku niezłych sukinsynów.- mruknkął Oghren, wskazując dłonią przed siebie. Livia powiodła wzrokiem we wskazanym kierunku i bez trudu dostrzegła dwa wielkie ogry i generała hurloków w towarzystwie wrzaskliwych, mniejszych, ale bardzo zajadłych osobników.

- Generał jest mój.- oznajmiła zdecydowanym głosem.- Morrigan uważaj na łuczników. Zevran, osłaniaj mnie. Wynne, kontroluj parametry życiowe nas wszystkich, a Oghren...

W tym momencie krasnolud rozpłatał wpół łeb nadbiegającego pomiota, zupełnie jakby był zrobiony z plasteliny.

- A ty, po prostu bądź sobą.- dokończyła klepiąc z uśmiechem przyjaciela po ramieniu. Odpowiedział jej tylko charakterystyczny rechot, który dodał jej otuchy.

- Trochę ich spowolnię, możemy ruszać.- Morrigan wyciągnęła kostur i rozpoczęła proces przyzywania nawałnicy. Oghren jęknął z niezadowoleniem. Zawsze uważał, że chodzenie po zamarzniętym podłożu zmniejsza jego wydajność w bitwie... Ubierał to tylko w nieco inne słowa.

Livia zakręciła sztyletami w dłoniach i nieśpiesznie potruchtała w stronę grupy pomiotów, nie spuszczając wzroku ze swojego głównego celu. Biegła twardym traktem, a spływająca po nim czarna posoka zamarzała na jej oczach. Kątem oka dostrzegała błękitną poświatę, a całym ciałem wyczuła, że temperatura raptownie spadła. Uczucie towarzyszyło jej jedynie przez kilka sekund, ponieważ Wynne wykonała szybkie, skomplikowane ruchy palcami, zakręciła kosturem i ochronna fala ciepła okryła ją i jej przyjaciół, niczym futra najlepszego gatunku, chroniąc przed zabójczym mrozem.

Generał hurloków stał tak dumnie, jak tylko dumnie może stać kalekie i obrzydliwe dziecko zrodzone przez plagę. Wielka kupa mięcha, z paskudną gębą, w której wystające dolne kły i zapuchnięte, świńskie ślepia, tworzyły efekt niemalże groteskowy. W prawej łapie, zakończonej połamanymi, brudnymi pazurami, dzierżył wielki, powykrzywiany kostur.

Postanowiła nie dawać mu czasu na wykonanie pierwszego ciosu. Kiedy poczuła, jak kolejna magiczna aura Wynne wypełnia jej ciało, wykonała kilka szybkich kroków i momentalnie znalazła się za plecami wroga. Wypatrzyła szczelinę w zbroi, przez widoczna była pulsująca tętnica. Wystarczy jedno, szybkie pchnięcie i będzie po wszystkim...

Nie zdążyła nawet podnieść sztyletu, kiedy jakaś potężna moc odrzuciła ją kilka ładnych metrów w tył. Elfka przygrzmociła z pełnym impetem w kamienną ścianę i osunęła się na piaszczysty grunt. Poczuła metaliczny posmak w ustach, splunęła na ziemię, ale już podnosiła się na nogi. Właśnie wtedy kolejny pocisk uderzył ją prosto w klatkę piersiową odbierając oddech.

- Livia!- usłyszała krzyk Morrigan, która walczyła w pewnej odległości ze sporą grupką hurloków i nie mogła ruszyć jej na pomoc. Chciała odkrzyknąć, że wszystko w porządku, że da sobie radę, ale ten ogromny drań nie przestawał ładować w nią kolejnymi pociskami.

Nie ból był najgorszy. O nie, zdecydowanie nie. Nawet nie bardzo odczuwała jakikolwiek ból. Raczej wszechobecną wściekłość, że w takim momencie miałaby zostać zabita i to tylko dlatego, że niewłaściwie oceniła przeciwnika. Kiedy tak po raz enty podnosiła się z kurzawy, jak żywy stanął jej przed oczami obraz, który ujrzała przed wyruszeniem do obozowiska.

- Poczekaj.- rzekł Alistair, chwytając ją mocno za przegub.

- Nie mam teraz czasu.- odparła nie patrząc mu w oczy.- Poza tym, to chyba nie najlepsze miejsce ani moment na robienie scen, nie uważasz?

- Robienie scen?!- syknął przez zęby, a uścisk jego palców znacznie wzrósł.- A jak nazwiesz swój wybór? Chcesz mnie ukarać? Brawo! Nie mogłaś wymyślić sobie lepszej metody! Podczas gdy ty będziesz pruć do przodu, i to jeszcze z tym płatnym mordercą przy boku, ja będę się zastanawiał czy nadal żyjesz!

Elfka zaśmiała się histerycznie, złowieszczo. Zupełnie jak istota, która nie ma już nawet nadziei.

- Nad czym się tu zastanawiać? Doskonale wiesz, że stamtąd nie wrócę! Ja się z tym pogodziłam, tobie radzę to samo...

Alistair zaciskał mocno szczęki. Livia czuła, że potraktowała go zbyt ostro, ale ciężko było jej nad sobą panować w takiej chwili. Zastanawiała się jakiej reakcji się doczeka, ale na pewno nie spodziewała się czegoś takiego...

- A Zevran się przyda. Był płatnym mordercą, bo jest w tym dobry. Potrzebuję kogoś zwinnego żeby załatwić to jak najszybciej .- dodała po chwili, łagodniejąc nieco.- Poza tym osłanianie Eamona to równie ważne zadanie. Skoro ja nie wrócę, potrzebuję, by inny Szary Strażnik walczył w pierwszej linii i pokazał ludziom, że Zakon nadal istnieje i dba o ich dobro .

Alistair prychnął zły i nieprzekonany.

- Zobaczymy.- wyszeptał, a kiedy rozluźnił palce, Livia z radością powitała krew z powrotem wpływającą do jej dłoni. Odwrócił się na pięcie i odmaszerował przed siebie.- Jeszcze zobaczymy...

Livia upadła po raz kolejny. Zamiast strachu czuła ogromną frustrację.

Jakim cudem to draństwo atakuje w tak szybkim tempie?! Przecież i jemu musi kiedyś kończyć się mana!

Nic na to jednak nie wskazywało.

Na jej napierśniku zrobiło się wklęśnięcie, które uciskało na pierś i utrudniało oddychanie. Dyszała spazmatycznie, czując, jak energia powoli ucieka z jej rąk, nóg, a stopniowo z całego ciała. Powieki ciążyły jej coraz bardziej. Patrzyła, jak kolejna, wielka kula energii leci w jej stronę i miała wrażenie, że będzie to ostatni widok jakiego doświadczy w tym życiu. Przepraszam...

Poczuła mocne szarpnięcie i ciężar przygniatający całe jej ciało. Kątem oka dostrzegła elektryzująco błękitne iskry. Wszystko to działo się w ułamku sekundy. Następne co dotarło do jej świadomości to obrzydliwy charkot i bulgotanie śmierdzącej krwi. Leżała obok miejsca, od którego odbił się magiczny pocisk. Ogromna, zwęglona dziura zdobiąca kamienną ścianę cały czas jeszcze dymiła.

Magia Wynne musi być jeszcze potężniejsza niż przypuszczałam, skoro cała seria tych błyszczących kulek nie zabiła mnie na miejscu... Bo wszystko wskazuje na to, że jednak żyję.

Oddychając z trudem, spojrzała w stronę, z której dochodziły rzężące dźwięki. Zevran stał nad zwłokami generała, ze sztyletami całymi skąpanymi w czarnej, lepkiej krwi. Miał uchylone usta, jego klatka piersiowa w przyspieszonym tempie wznosiła się i opadała, a jego oczy... Nigdy wcześniej nie widziała swego przyjaciela z takim wyrazem twarzy. Były to oczy drapieżnika, zabójcy, osoby siejącej mord i zniszczenie. Nie było w nich ani śladu śmiechu, drwiny, nieodłącznej, zdawałoby się, ironii. Gdy stał tak, w kompletnej ciszy, zakłócanej jedynie miarowym kapaniem z jego ostrzy, wyglądał jak bestia. Wynne, Oghren, Morrigan, wszyscy stali oniemiali, wpatrzeni w elfa w oczekiwaniu na dalszy rozwój wypadków, niepewni czego spodziewać się w tak niecodziennej sytuacji.

- Zev?- Livia zadrżała słysząc swój zachrypnięty głos, tnący ciszę jak zardzewiała brzytwa.

Zevran momentalnie się zmienił. Spojrzał w jej stronę wzrokiem zaszczutego zwierzęcia, upuścił sztylety i podbiegł do niej szybko. Jego twarz nabrała łagodności, a miejsce furii zastąpiła troska. Reszta towarzyszy także podeszła bliżej, a zaskoczenie walczyło w nich o lepsze ze zmartwieniem.

- Jestem tu, już dobrze, moja droga.- powiedział zakrwawioną dłonią podtrzymując jej głowę.

Wynne wyciągała nad nią dłonie, a Morrigan próbowała swoimi sztuczkami naprawić wklęśnięty napierśnik. Kiedy skończyła Livia od razu odetchnęła pełną piersią i poczuła się lepiej.

- Dziękuję, gdyby nie ty...- zaczęła patrząc mu głęboko w błyszczące złotem oczy, które cały czas uważnie oceniały stan jej zdrowia.

- Cii... nie mów nic. Żyjesz, piękna Strażniczko i to się liczy. Nie chcę myśleć o tym co by było gdyby nie ja.

Wydawał jej się inny. Poważny. Zevran Aranai, kruk zabójca, miłośnik życia, pięknych kobiet i skóry, z troską i wyrazem zmartwienia na twarzy wycierał jej krew z kącika ust, nie robiąc przy tym ani jednej dowcipnej uwagi.

Wynne zachrząkała znacząco.

- Zevranie, zrób, proszę, trochę miejsca abym mogła lepiej opatrzyć jej rany.

Skinął tylko niechętnie głową i wolno odsunął się na bok. Wynne przesuwała dłonie wzdłuż jej ciała, a Livia delektowała się błogim ciepłem magii. Odwróciła oczy, udając, że jest zmęczona. Tak naprawdę nie chciała dłużej zastanawiać się nad wymownym spojrzeniem Maginki. Po kilku minutach Strażniczka stała już o własnych siłach i była gotowa do dalszej drogi. Dobrze jest mieć Wynne ze sobą. Nawet jeśli czasami prawi morały albo patrzy srogim wzrokiem.

- Na pewno wszystko w porządku? Nieźle tobą gruchnął o tę ścianę...- Oghren miał zmarszczone brwi i ręce skrzyżowane na piersiach.

- Na pewno, nie martwcie się o mnie. Tak się kończy gdy podejmuje się pochopne decyzje, będę miała nauczkę.

- Z grzeczności nie zaprzeczę. Bylibyśmy wdzięczni gdybyś darowała sobie w przyszłości podobną brawurę.- wtrąciła się Morrigan, nerwowo szarpiąc swój naszyjnik i wbijając czujne spojrzenie w przyjaciółkę.

- Będę o tym pamiętać, a teraz ruszajmy dalej, nie ma co się nad tym rozwodzić. Już i tak straciliśmy przeze mnie sporo cennego czasu.

Livia strzepała kurz ze spodni i sprawdziła stan swoich sztyletów, później odchrząknęła nieznacznie i starała się nie zaprzątać sobie głowy niczym innym, jak tylko zadaniem, które miała do wykonania. Starała się odtrącać uporczywą myśl, że już na tym etapie mogła być martwa, że tak mało brakowało, by zaprzepaścić wszystko, na co pracowała od kiedy została Szarą Strażniczką.

Idę niczym samobójca, który nie może pozwolić mordercy wyprzedzić się w zamiarach. Tak trudno jest chronić życie, którego już zdążyłam się wyrzec.

Dyskretnie rzuciła okiem w stronę elfa, który szedł tuż za nią z nieobecnym wyrazem twarzy. Kiedy poczuł na sobie jej wzrok, wykrzywił usta w mało przekonującym uśmiechu, czoło miał zmarszczone, zatroskane.

Elfka potrząsnęła głową i ruszyła energicznie przed siebie. Nie miała ochoty zagłębiać się w sprawy świata, do którego lada moment nie będzie należała.