Kilka słów wyjaśnienia: nic co z BioWare nie należy do mnie. Postacie, wiersze, wydarzenia z gier i książek. Moja jest tylko koncepcja tej historii i postać Mahariel. Jak zapewne część z was zauważyła, posłużyłam się językiem elfów - tak właściwie jest to quenya wymyślona przez Tolkiena, a wykorzystana tylko do tego tekstu przez Ashę ;)
Życzę miłej lektury ;)
Cumberland
Kolejny przystanek w podróży. Była tu po raz drugi, pierwszy raz gdy śledziła swoją pierwszą ofiarę, a teraz mając nadzieję zobaczyć Wynne – starą czarodziejkę, przyjaciółkę. Wiedziała, że od jakiegoś czasu magini tam przebywa wykonując jakieś niezwykle ważne badanie. Nie miała jednak wcześniej okazji z nią porozmawiać więc tylko dyskretnie sprawdziła czy zaklinaczka dobrze się czuję i czy jest dobrze traktowana przez templariuszy.
Spokojnie odprowadziła swojego wierzchowca i zapłaciła za kolejny nocleg w jakiejś kolejnej podrzędnej tawernie. Nie chciała znowu zwrócić na siebie uwagi tak jak w Nevarze. Powolnym tempem przemierzyła miasto pogrążona w myślach. W końcu dotarła do Kręgu. Wejścia pilnowało kilku templariuszy, którzy nakazali oddać jej wszelką broń i dokładnie ją przeszukali. Mahariel następnie została doprowadzona do komtura, który niechętnie zaprowadził ją do Wynne i zostawił strażniczkę przed drzwiami do jej komnaty. Asha zapukała kołatką, ciężkich, mosiężnych drzwi. Odpowiedział jej dobrze znajomy głos:
-Proszę wejść.
Czarodziejka siedziała przy biurku skrobiąc jakieś notatki. Z początku nie spojrzała w stronę elfki, dopóki nie usłyszała jak drzwi się zamknęły. Wynne powoli uniosła głowę. Była niezwykle zszokowana przybyciem Ashy. Natychmiast wstała, następnie szybko podeszła do przyjaciółki by ją mocno uściskać.
-Asha… Moje drogie dziecko.
- Elen síla lúmenn' omentielvo. Mellonin. (Gwiazda przyświeca godzinie naszego spotkania. Przyjaciółko.)
Kobiety zwolniły swój uścisk i obie delikatnie się uśmiechnęły. Wynne odgarnęła włosy z czoła Ashy, tak jak często robią to matki.
-Asha…co się z Tobą działo? Od ponad roku wysyłam listy, na które nie odpowiadasz. Myślałam, że coś strasznego Ci się przydarzyło. Potem Stroud odpisał, że zniknęłaś bez słowa. Myślałam, że będę musiała zwrócić się do Leliany by Cię odszukała.
Mahariel posmutniała. Nie wiedziała jak wyjaśnić całą sytuację, tym bardziej, że miała świadomość iż przyjaciółka nie poprze jej działań.
-Wynne. Nie miałam wyjścia.
Elfka długo opowiadała zaklinaczce o tym co się działo, od momentu gdy ich kontakt się urwał. Czarodziejka uważnie słuchała opowiadania strażniczki z wyrozumiałą miną. Gdy Asha skończyła mówić, obie jeszcze przez trochę milczały. Ostatecznie Wynne dotknęła ramienia przyjaciółki i rzekła.
-Strażnicy nawet nie wiedzą, jaki skarb mieli i jak dobrą przywódczynią jesteś.
-Tak sądzisz? Pomimo tego, że ich opuściłam?
-Moja droga. Kiedy człowiek zostaje strażnikiem, przestaje być czymkolwiek innym. Ty jesteś tego najlepszym przykładem. Mimo tego, że eliminujesz swoich wrogów, nie robisz tego wyłącznie dla siebie. Nie myśl jednak, że popieram w całości Twoje działania.
-Tyle, że… obawiam się, że nie będę miała do czego wrócić.
-A co z tą elfią czarodziejką? Czy ona nie będzie na Ciebie czekać? –spytała troskliwie zaklinaczka.
-Obiecałam jej, że ją odnajdę, chyba że , któraś z nas pierwsza uda się do głębokich ścieżek.
Elfka zastanowiła się nad swoją wypowiedzią, uświadamiając sobie ważną rzecz i nagle powiedziała.
-Już od dawno nie miałam snu o pomiotach. Co prawda nadal mnie męczy sen o Tamlenie, mimo wszystko jest to moja perspektywa, nie żadnego mrocznego.
Wypowiedź Ashy zaskoczyła czarodziejkę. Kobieta wstała i zaczęła przeszukiwać jakieś papiery. Gdy odnalazła ten właściwy, przeczytała go uważnie i spojrzała na strażniczkę. Westchnęła odkładając świstek, spoglądając uważnie na Mahariel powiedziała.
- Zdaje się, że musisz koniecznie kogoś poznać. Jest to ważna osoba, jednak przybędzie dopiero pojutrze.
-Nie myślałam żeby tak długo tutaj zostać. Czy to nie może poczekać?
-A czy chcesz dowiedzieć się czegoś więcej o swoich snach? Jeśli tak to poczekasz. Nie martw się, jesteś tutaj bezpieczna. Templariusze nie wiedzą kim jesteś, a jeśli zachowasz ostrożność, to nikt nie zauważy, że do miasta przybyła dalijka. A teraz…nie masz może ochoty na jakiś mocniejszy trunek?
Dwa dni później
Kobiety udały się krętymi schodami prawie na sam szczyt budynku Kręgu. Na każdym korytarzu, kręcili się czujni templariusze. Mahariel wyczuwała napięcie bijące od nich, czuła jak wrogo nastawieni są do niej i do Wynne. Nie podobała jej się ta sytuacja.
Czyżby Dorian i Antos zdążyli ich zawiadomić? Nie to nie możliwe. Byłam naprawdę ostrożna, nikt nie wie dokładnie jak mam na imię ani nie wie jak dokładnie wyglądam.
W końcu Wynne się zatrzymała przed kolejnym pomieszczeniem i ostrożnie zapukała.
Ku zdziwieniu Ashy drzwi otworzyła drobna, starsza elfka. Nie miała na twarzy pisma krwi, więc Mahariel była pewna, iż zaklinaczka pochodziła z obcowiska.
-Zaklinaczko Wynne. Czy coś się stało? – elfka miała, już prawie znikomy Orlaisjaniski akcent.
-Wybacz mi, że przeszkadzam w Twojej pracy Pierwsza Zaklinaczko. Wiem także, że niedawno przybyłaś jednak… Chciałabym kogoś Ci przedstawić- powiedziała z delikatnym uśmiechem czarodziejka – To jest moja przyjaciółka- Szara Strażniczka z Fereldenu. Moja droga…poznaj Fionę. Pierwszą Zaklinaczkę i dawną Szarą Strażniczkę.
Wynne pozostawiła obie Szare by mogły spokojnie porozmawiać. Pierwsza jak na swój wiek była tak samo żwawa jak przyjaciółka Mahariel. Ciągle kręciła się po pokoju zanim zaczęła rozmawiać z komendantką. Gdy w końcu uporządkowała swoje rzeczy zasiadła przed swoim biurkiem i wskazała Ashy krzesło.
-Chyba nie zamierzasz tak stać nade mną? Siadaj.
Mahariel ciągle zszokowana faktem, że spotyka tak starą Strażniczkę nie mogła wymówić ani słowa. Posłusznie usiadła na krześle naprzeciwko Fiony.
-Nie rób tak wielkich oczu, jakbyś po raz pierwszy widziała elfa. Sama masz ten widok na co dzień. A więc jesteś Szarą Strażniczką z Fereldenu. Jak to możliwe, że przyjęli dalijkę do szeregów?
-Przeszkadza Ci moje pochodzenie?
-Ależ skąd. Po prostu wiem jacy potraficie być. Większość z was przyjmują z litości…albo dlatego, że nie ma żadnych konkretnych kandydatów.
-Duncan nie przyjął mnie z litości to Ci mogę zapewnić.
Na wspomniane przez Ashę imię Fiona lekko zdębiała. Wyprostowała się i położyła ręce na blacie.
-Dun..Duncan Cię zwerbował?
-Tak. Domyślam się, że to Ty jesteś jego towarzyszką jego wielu… „przygód". Opowiadał mi o Tobie, choć ani razu nie zdradził jak masz na imię.
-Musiał widzieć więc w Tobie coś więcej niż przypuszczam. Przepraszam za to co powiedziałam na początku. Wynne przyprowadziła Cię do mnie, więc jak sądzę, musi być to coś ważnego. Jednak zanim zacznę odpowiadać na wszelkie Twoje pytania, najpierw Ty musisz odpowiedzieć na kilka moich.
Asha chcąc, nie chcąc musiała jej zaufać. Powiedziała swoje prawdziwe imię i funkcję. Fionę interesowało przede wszystkim przebieg plagi, ucieczka z Ostagaru, sposób zdobywania sojuszników, bitwa w Denerim oraz historia o Architekcie i Matce. Po uważnym wysłuchaniu dalijki pozwoliła zadać Mahariel pierwsze pytanie.
-Jak to możliwe, że tak długo żyjesz? Przecież już dawno…
-Powinnam się udać na Głębokie Ścieżki. Tak. Już dawno powinnam leżeć gdzieś zapomniana w otchłaniach korytarzy wyrzeźbionych przez mroczne pomioty. Jednak jak widzisz ciągle tu jestem. Niestety sama nie rozumiem tego co się stało.
-Czy wyczuwasz więc jeszcze mroczne pomioty?
-Tego również nie wiem. Już dawno nie miałam styczności z tym paskudztwem. Przez długi czas również nie miałam snów, także tych o arcydemonie w czasie trwania plagi.
-Ja także dawno nie miałam snu o mrocznym pomiocie- odpowiedziała Asha spuszczając wzrok.-Znaczy mam sny. Tylko inne. A pomioty wyczuwam mimo wszystko. Wiem, gdzie są, wyczuwam także, skażenie w innych Strażnikach. W Tobie skażenia nie wyczuwam Fiono.
Czarodziejka uśmiechnęła się blado i pokiwała delikatnie głową. Po chwili znowu zaczęła znowu przeszukiwać swoje biurko by wyjąć brązowy dziennik.
-Tutaj zebrałam wszystkie zapiski dotyczące mojego pobytu wśród Strażników. Może znajdziesz w nich co Ci pomoże i rozwikłasz nasz problem. Jeśli nie… Cóż. Może po prostu okaże się ciekawą lekturą.
Zaklinaczka przekazała swoje zapiski w ręce Mahariel.
-Jest jeszcze jedna rzecz jaką chciałabym Ci pokazać. Udaj się po Wynne, powiedz jej, że idziemy na spacer. Niech staruszka zaczerpnie trochę świeżego powietrza i rozrusza swoje stare kości. Niedługo to nam całkowicie padnie od nadmiaru pracy.
Trójka kobiet udała się w sam środek miasta. Oczywiście nie obyło się bez towarzystwa jednego z templariuszy. Fiona przewodziła resztą członków ich małej eskapady. Okazało się, że zaprowadziła ich przed pomnik nieznanego Ashy rycerza. Jednak gdy mu się bliżej przyjrzała pod zaciśniętą pięścią, która zakrywała napierśnik zobaczyła wyrytego gryfa. Podeszła bliżej do rzeźby by odczytać pod nią napis.
„Wiatr co porusza ich płytkie mogiły.
Niesie ich pieśń po śród piasków morza.
Usłysz nasze słowa,
usłysz wołanie.
Szarości oddani tu leżymy,
spokojni o to, co się stanie.
Usłysz nasze słowa,
usłysz wołanie.
o naszych imionach pamięć nie zaginie,
nie dla nas śmierć i pożegnanie.
Gdy przyjdzie mrok,
gdy światło zgaśnie.
Zawołaj, a z grobu legion cały wstanie"
W hołdzie poległbym Szarym Strażnikom w bitwie pod Ayesleigh.
Obywatele.
Mahariel pogładziła granit gdy poczuła, że łzy napływają jej do oczu. Jeszcze bardziej poczuła, że tęskni za swoim domem. Nathaniel. Velanna. Singrun, Nawet Oghren. Alistair i Duncan. Pierwsi ze znanych strażników. Riordan, który zginął starając się ocalić młodych strażników. Teraz Fiona. Ona też straciła swoich towarzyszy. Odwróciła oczy pełne łez w stronę Pierwszej Zaklinaczki i podeszła do niej. Obie elfki złączyły się w pełnym serdeczności uścisku.
Tylko my obie wiemy jak to jest być Szarym Strażnikiem, który odszedł by chronić swoich. I tylko my będziemy pamiętać imiona swoich poległych przyjaciół.
-Dziękuję- Asha wyszeptała te słowa w ucho strażniczki.
-Nie masz za co. Nie masz za co dziecko.
