Potter, zdenerwowany, miętolił w dłoniach kawałek szaty. Był środek nocy, ale nie mógł zasnąć na samą myśl, że już za parę godzin znajdzie się w Gryfindorze. Zazwyczaj w dormitorium czuł się jak w domu, ale doskonale zdawał sobie sprawę, że zmiany, jakie zaszły tego wieczoru, zweryfikują ten pogląd.
Nie martwiło go co prawda samo mieszkanie z Malfoyem, ale w ciągu tych kilku dni w siedzibie Zakonu odkrył, że gdy nie mieszają się ze Ślizgonem błotem, nie mają o czym rozmawiać. Potter najnormalniej w świecie obawiał się ciszy, która nieprzyjemnie wypełniała pustkę pomiędzy nimi. Nie wiedział, jak będzie wyglądać kolejny miesiąc, podczas którego przymusowo zostali współlokatorami, ale pocieszał się, że trzydzieści dni to niewiele, a większość czasu spędzał będzie na normalnych zajęciach. Zaledwie kilka godzin temu nakreślili plan działania i ochrony dla nich obu, a Dumbledore zapewnił, że dokładnie sprawdzi pokój i zamieści kilka dodatkowych zaklęć ochronnych.
Potter chwilę zastanawiał się nawet, czy Malfoy nie jest dla nich ważniejszy niż on sam. W końcu mieszkał w niechronionym dormitorium z czterema osobami, ale szybko odgonił od siebie podobne myśli.
Harry założył okulary i sięgnął ręką po różdżkę. Ukojenie przyszło niemal od razu.

Przemycenie Dracona do sypialni prefektów nie było trudne. Peleryna spisała się idealnie do tego celu i choć musiał ujawnić jej istnienie, wiedział, że zrobił to w dobrej wierze. Kiedy w końcu po tysiącach słów gratulacji wypowiedzianych przez resztę prefektów wszedł do pokoju, Draco siedział na jednym z dwóch łóżek i czytał książkę. Odłożył ją jednak natychmiast, gdy Potter zaczął się rozpakowywać.
- Musimy porozmawiać – zaczął Malfoy.
Harry zesztywniał i powoli wyprostował się znad torby wypełnionej książkami z domu Blacka. – Nie musisz ze mną rozmawiać, rozumiem, że nie jest to dla ciebie żadna przyjemność – ciągnął dalej blondyn.
- To nie tak – mruknął Harry.
- Nie przerywaj – zganił go Draco. – Zbierałem się na to od dobrych kilku dni, więc nie przerywaj. – Wziął głęboki oddech. – Postaram się nie przeszkadzać. Nie mogę chodzić na zajęcia, nawet wychodzić z tego pokoju, ale prócz tych bezsensów Hogwart to faktycznie najbezpieczniejsze miejsce w Anglii i będę musiał tu na razie zostać. Nie chcę, żebyś czuł się niekomfortowo w moim towarzystwie, ale nie potrafię zmienić tego, co było… - urwał.
Wpatrywał się w niego w napięciu i czekał na jakąkolwiek reakcję. Ściągnięte rysy twarzy najlepiej świadczyły o zburzonym spokoju, który Malfoy budował latami.
- Chrapiesz? – zapytał Potter.
- Co? – blondyn nie zrozumiał.
- Pytałem, czy chrapiesz. Jeśli nie, myślę, że się dogadamy – dodał zaskoczony własnymi słowami.
I co jeszcze bardziej dziwne – sam zaczynał w to wierzyć.

Przez kilka pierwszych dni widywali się tylko wieczorami, gdy Harry wracał na noc do pokoju, a Draco jeszcze nie spał. Witali się skinieniem głowy i powracali do własnego życia. Potter kąpał się i odrabiał lekcje, a Malfoy czytał.
O dziwo, wytłumaczenie nagłego zniknięcia z Pokątnej nie było najtrudniejsze. Gorzej przyszło mu udobruchanie Hermiony, która nie dostała żadnej informacji od niego przez następny tydzień i zamierzała wszcząć poważne dochodzenie. Harry nie wspomniał im o powodach, dla których został najmłodszych prefektem ani o tym, kto mieszka razem z nim – to był jedyny warunek, jaki postawił Dumbledore'owi i dyrektor zdawał się rozumieć, że dla przyjaciół Pottera byłby to dość duży szok.
Sam nie ufał Malfoyowi i choć nie przyznałby się do tego otwarcie – sypiał z różdżką pod poduszką. Draco odmówił oddania własnej i wydało się to być zrozumiałe, dopóki Harry nie zamieszkał z nim i nie przypomniał sobie wszystkich gróźb, które płynęły w jego stronę przez ostatnie pięć lat.
Jak co wieczór wszedł do pokoju i zamknął zaraz za sobą drzwi. Pierwszy raz wrócił wcześniej, bo Snape w końcu nie zdążył mu dać szlabanu, choć Potter wcale nie twierdził, że Mistrz Eliksirów się nie starał. Westchnął z rezygnacją i wyjął pergaminy, na których zanotował pracę domową. Odrobinę poirytowany zdał sobie sprawę, że aby zostać aurorem, takich jak on musiałoby by być trzech, a wcale nie zamierzał się rozdrabniać. Nie pierwszy raz zadał sobie pytanie, co zrobiła Tonks i najważniejsze – jak to zrobiła.
Jego rozmyślania przerwał dźwięk prysznica i wygwizdywana melodyjka, której nie znał. Zanim zdążył zareagować do pokoju wtargnął Malfoy owinięty jedynie wokół bioder krótkim ręcznikiem. Blada skóra wyglądała nieziemsko na tle przygaszonego światła.
Niesamowite – pomyślał Potter, ale zaraz potem irytacja wzięła nad nim władzę.
- Czy ty kiedykolwiek coś jesz? – zapytał, może trochę zbyt ostro.
Malfoy zniknął szybko w łazience, by po chwili pojawić się w szkolnej szacie. Przytrzymywał jej rąbek, by nie potknąć się o za długi koniec.
- O co ci chodzi? – odparował pytaniem.
- Jesteś taki chudy – mruknął Potter, trochę bardziej do siebie.
- Taka przemiana materii – urwał Malfoy. – Podobno kobiety na to lecą – dodał bez przekonania.
- Nigdy nie widziałem, żebyś się z kimś umawiał…
- Bo się nie umawiałem.
Malfoy obrócił się na pięcie i zabrał ze sobą szarą koszulkę i spodenki. Zniknął ponownie w łazience, a gdy wyszedł, Potter od razu zauważył, że coś tu nie pasuje.
Dotąd nie przyglądał się tak bacznie Ślizgonowi. Zazwyczaj rzucali sobie ukradkowe spojrzenia na dzień dobry i na dobranoc. Teraz natomiast, gdy Draco wędrował do łóżka, Harry pomyślał, że szary to najgorszy kolor dla chłopaka. Wyglądał w nim mdło, zbyt chorobliwie blado i niewyraźnie.
Już wiem, dlaczego zawsze ubiera się w czerń.
Koszulka zwisała luźno na szczupłej sylwetce i nie podkreślała mięśni, które Potter zauważył tydzień temu. Zresztą te subtelne linie na ciele Malfoya sygnalizowały tylko zwinność chłopaka, a nie siłę, którą sugerują zazwyczaj. Jednak w przypadku Ślizgona nie psuło to całego wizerunku, ale nadawało mu charakter. Malfoy zawsze kojarzył się Potterowi z kotem i, widząc jak ten układa się pod kołdrą, znów o tym pomyślał.
Napotkał zdumiony wzrok Ślizgona i zanim doczekał się nieprzyjemnego komentarza na temat własnego gapiostwa, wparował do łazienki.
Dziś się obejdzie bez lekcji – pomyślał, gdy ciepła woda obmywała jego ciało.
Nie wiedział nawet, kiedy przed oczami znów pojawił mu się Malfoy, w czerwonym kocu, który okrywał go od pasa w dół.
- Stary, wariujesz – mruknął do siebie i wody.

Obudził go krzyk, zanim zorientował się w sytuacji, sięgnął po różdżkę i z napięciem obserwował ciemność. Nie wiedział, kiedy usnął, ale był pewien, że zamknął drzwi na noc, tak jak polecił Dumbledore, więc jeśli ktoś znajduje się w środku, nie jest to przypadkiem. Dwa niewielkie okna nie wpuszczały zbyt wiele światła, ale i tak zauważył, że Malfoy miota się we własnym łóżku. Prócz ich dwóch pokój był pusty.
Westchnął z ulgą, ale słysząc kolejny przepełniony bólem krzyk Ślizgona, spiął się w sobie. Odłożył różdżkę pod poduszkę i podszedł do łóżka Draco. Złapał chłopaka za ramię i potrząsnął nim, mając nadzieję, że ten wybudzi się z koszmaru.
- Draco – szepnął do niego uspokajająco.
Blondyn przez chwilę się nie ruszał, choć mięśnie twarzy wciąż były napięte do granic wytrzymałości.
- Nie, ojcze – szepnął i spiął się, a kilka łez popłynęło po jego policzku.
Potter złapał go mocniej i potrząsnął.
- Obudź się – krzyknął, wiedząc, że pomieszczenie wyciszyła parę dni wcześniej McGonagall.
Malfoy otworzył oczy, wciąż z wyrazem przerażenia wymalowanym na twarzy.
- Harry? – zapytał ochrypniętym od krzyku głosem.
- Cii, to był tylko koszmar.
Malfoy nie odezwał się. Złapał tylko Pottera za rękę i przymknął oczy.

Harry obudził się rano, a zapach pomarańczy uderzył mu do głowy. Mocniej wciągnął powietrze do płuc i odkrył, że cytrusy, pieprz i miód to wspaniała kombinacja. Próbował się poruszyć, ale coś skutecznie zablokowało mu ręce. Westchnął i ziewnął. Leżał tak kilka minut, czując przyjemne ciepło, gdy nagle doszły do niego wydarzenia zeszłej nocy. Niemal natychmiast otworzył oczy i prawie krzyknął.
Draco Malfoy leżał na nim, przytulając się mocno do jego klatki piersiowej, a jedna z jego dłoni, zagubiona gdzieś pod koszulką Harry'ego, wysłała przyjemne mrowienie wzdłuż kręgosłupa. Blondyn był parę centymetrów niższy od Pottera i idealnie mieścił się mu tuż pod brodą tak, że czupryna jasnych włosów łaskotała go w nos, a biodra stykały się ze sobą na całej powierzchni.
Harry rozważał przez chwilę czy nie spanikować, ale musiał przyznać przed samym sobą, że było mu wygodnie.
Gdyby to tylko nie był Malfoy – przemknęło mu przez myśl i uśmiechnął się nawet.
Malfoy poruszył ręką i Harry poczuł napięcie własnych mięśni. Pod własnymi palcami czuł delikatną fakturę skóry blondyna, który nie był nawet ciężki.
On chyba faktycznie nie je.
Nie wiedział, jak wybrnąć z niezręcznej sytuacji, pozostało mu tylko obudzić Malfoya i czekać na jego reakcję – w końcu ewidentnie leżeli w jego łóżku i blondyn miał pewne prawo się wściec.
- Draco – szepnął mu do ucha.
Blondyn poruszył się nieznacznie i wywołał bardzo pożądane/niepożądane tarcie w okolicy bioder.
- Draco, obudź się – mruknął odrobinę głośniej Potter, mając nadzieję, że Malfoy przestanie się wiercić.
- Harry? – usłyszał zaskoczony głos i przygotował się na najgorsze.
Zapadła niezręczna cisza.
- Możesz ze mnie zejść? – zapytał z nadzieją Potter.
- Jasne, już – usłyszał w odpowiedzi.
Poczuł, jak ten niewielki ciężar znika z jego klatki piersiowej, a zimne powietrze niemal od razu owiało skórę.
- Przepraszam – mruknął Harry, schodząc z łóżka.
Doskonale wiedział, że czerwieni się teraz wściekle i nie miał ochoty pokazywać tego Malfoyowi. Odwrócił się do niego tyłem i podszedł do szafy.
- Nic się nie stało – usłyszał w odpowiedzi i po raz kolejny w ciągu dwóch tygodni zadał sobie pytanie, jak bardzo zmienił się Ślizgon.

- O czym rozmawiacie? – zapytał Snape, gdy Harry wszedł do jego gabinetu jak każdego popołudnia.
- Nie rozmawiamy – odburknął Potter.
Mistrz Eliksirów pokiwał głową ze zrozumieniem i oparł się wygodniej na fotelu obitym ciemnozielonym suknem.
- Jak skomentował to, że zostawiliśmy mu różdżkę – podjął ponownie.
- Nie skomentował – odpowiedział od razu Potter. – Ja za to z chęcią to z tobą omówię – zaczął głosem opływającym w sarkazm.
- Niekoniecznie. Zawsze mogę zapytać, jak się spało – odparł złowrogo Snape.
Potterowi odebrało mowę. Patrzył na czarnowłosego, czekając na jego kolejny ruch i myślał tylko o tym, jak bardzo niecierpi tego człowieka.
- Pamiętaj, że jest twoim gościem, Harry. Ale nie przesadzaj z gościnnością – dodał na zakończenie i Potter nie bardzo wiedział, jak ma to zinterpretować.

Kiedy wrócił do pokoju, niemal natychmiast wyciągnął różdżkę. Popatrzył na zaskoczonego Malfoya, ale zamiast odpowiedzi z ust wyrwało mu się zbyt głośne westchnienie.
Co chciałem osiągnąć? – zapytał sam siebie.
Przecież nie wiedział nawet, jakie zaklęcie nałożono na ten pokój. Wyczuwał magię, która pulsowała na każdym centymetrze pomieszczenia, ale żadne ze słów, które przychodziły mu na myśl, nie mogły odkryć użytej klątwy.
Spytam jutro Hermiony – pomyślał i zanim Draco zdążył zapytać, zniknął w drzwiach łazienki.