W bibliotece Jadeitowego Pałacu powietrze pachniało starym papierem i drewnem. Przez okienka przy samym stropie wpadały snopy światła, oświetlając solidne biurko na środku pomieszczenia. Wokół niego leżały stosy zwojów, których Smoczy Wojownik nie zdołał jeszcze uprzątnąć po potyczce z Shandianem. Nie mógł jednak po prostu odstawić ich na półki. Znudzony panda otwierał każdą tubę, wyjmował rolkę papieru, zapisywał tytuł, z powrotem wkładał ją do tuby i dopiero wtedy odstawiał na odpowiednie miejsce na regałach, które pięły się pod sam sufit.

Shifu zlecił mu spisanie tytułów wszystkich zwojów i ich posegregowanie kilka dni temu. Nawet z bitwy w bibliotece mogą wyniknąć korzyści – powiedział wtedy. Na początku panda jak zwykle podszedł do zadania z entuzjazmem. Spodziewał się, że pozna sekretne techniki kung-fu czy przeczyta nieznane mu zapiski o mocarnych bohaterach. Szybko jednak się przekonał, że w bibliotece próżno było szukać podobnych informacji. Mijały dni, a przez jego łapy przewijały się zestawienia zbiorów ryżu w okolicznych wioskach czy zapiski o wydatkach na utrzymanie pałacu, które odkładał od razu po zobaczeniu tytułu. Czasem rozwijał zwój dalej, gdy dostawał w ręce dzieje poszczególnych szkół kung-fu, jednak zazwyczaj były to niezbyt ciekawe, suche treści z mnóstwem liczb i dat.

Dlaczego w ogóle je tu trzymano? Czy miały jakąkolwiek wartość?

Trafiały się też mniej lub bardziej wiarygodne opowieści Oogwaya z odbytych podróży. Przewijały się w nich armie, smoki czy nawet feniksy, jednak niemal zawsze, gdy już robiło się ciekawie, brakowało dalszej części zwojów. Albo uległy zniszczeniu, albo żółw zabrał je ze sobą do świata duchów. Smoczy Wojownik nie miał zamiaru się tam ponownie wybierać w najbliższym czasie.

Dzisiaj od rana trafiał na te nudniejsze zwoje, zresztą i tak nie mógłby się skupić na tyle, by je czytać. Cały czas wspominał ostatnią noc z Tygryską. Kilka razy tuby wypadły mu z rąk, gdy był już na drabinie, raz mało nie przewrócił się razem z nią i kilkoma regałami.

Przypomniał sobie pocałunek, moment, w którym pomyślał, że popełnił największą gafę w życiu, a potem to, co zrobiła kotka, by wyprowadzić go z błędu. Najlepiej jednak czuł się, gdy siedzieli razem na schodach i zwyczajnie się nie odzywali. Te kilkanaście sekund było naprawdę magiczne.

Po nie rozumiał dlaczego Tygrysica chciała ukryć ich związek, ale uszanował jej decyzję. Miał nadzieję, że to tymczasowe rozwiązanie, ponieważ trzymanie języka za zębami zawsze przychodziło mu z trudem. Już raz, gdy chciał jakoś rozchmurzyć nadąsanego Małpę, o mało mu wszystkiego nie wyjawił. Przecież nie od dziś wiadomo, że nic tak nie poprawia humoru jak dostanie się do grona powierników tajemnicy. Na szczęście Małpa okazał się dziś być już w całkiem niezłym humorze. Z jakiegoś powodu ciekawiło go nawet, czy Po dzisiejszej nocy dobrze się wyspał.

– Jak idą prace, Smoczy Wojowniku? – zapytał niespodziewanie Shifu.

Pojawił się w bibliotece, nie wydając przy tym nawet najcichszego dźwięku. Po wrócił do teraźniejszości, odstawił ostatnią tubę ze zwojem na półkę i zsunął się z drabiny. Mistrz skrzywił się, oczekując na głośne łupnięcie, ale panda wylądował lekko niczym płatek lotosu. Takie miał przynajmniej wrażenie, a trzask deski musiał dobiec z innego pomieszczenia.

– To chyba nie ma sensu, mistrzu – odrzekł Po, znużony do granic możliwości. – Dlaczego chcesz, żebym układał te zwoje? I tak już wiem, że nigdy tu nie zajrzę. Tylko rachunki, zestawienia, zawsze myślałem, że rzeczy tutaj są… – Zawahał się. Mistrz odkąd odzyskał spokój ducha nie unosił się łatwo, ale Po wolał być ostrożny.

– No jakie? – zapytał, ściągając brwi. Zbliżył głowę, nie ruszając się z miejsca.

– Ciekawsze? – rzucił niepewnie, kuląc się mimowolnie.

– Czasem musimy robić rzeczy, na które nie mam ochoty. – Shifu wyprostował się, a Po mimowolnie odetchnął, wiedząc, że nic mu już nie grozi. – Już samo w sobie jest to ważna lekcja. A wiedza o zwojach może ci się przydać. Kiedyś ktoś będzie musiał przejąć moją rolę i wszystko wskazuje na to, że wypadło na ciebie. Czasem będziesz musiał się zająć nudnymi rzeczami, jak liczeniem miedziaków, spotkaniami z urzędnikami, organizowaniem życia w pałacu. Nie wszystko ci powiem, niekiedy będziesz musiał tu przyjść i odnaleźć to, co będzie Ci potrzebne. Chciałbym, Po, żeby dzień, w którym mnie zastąpisz, był dla ciebie jak najmniejszym wyzwaniem.

Panda zacisnął usta w dziwnej niemocy. Musiał powiedzieć coś, co cisnęło się mu na usta od dłuższego czasu.

– A może wcale nie chcę nikogo zastępować? Shifu, ja nie zawsze potrafię ogarnąć piątkę na treningu, czy dzieciaków na podstawowych lekcjach. I miałbym opiekować się całym pałacem? Nie potrafiłem upilnować Auli Bohaterów przez jeden dzień kiedy cię nie było. Ja się do tego po prostu nie nadaję.

Shifu odetchnął i pokiwał głową z uśmiechem, zaskakując Po.

– Potrzeba było czterech dni, byś wreszcie powiedział, co leży ci na sercu. Mam wrażenie, że wcześniej byłeś bardziej gadatliwy. Nie zrozum mnie źle, wszystko co powiedziałem wcześniej to prawda, ale przecież wiem też, że biblioteka nie jest miejscem dla ciebie. Resztę zbioru spiszą gąsiory z obsługi.

– To wszystko było po to, bym powiedział, że nie nadaję się na mistrza Jadeitowego Pałacu?

– Tak. Co w tym dziwnego?

– Nie lepiej było po prostu zapytać?

– Może tak, może nie. Czasem lepiej poczekać, aż ktoś będzie gotowy powiedzieć, co myśli.

To była jeszcze jedna zmiana, która dokonała się w Shifu po pokonaniu przez Po Tai Lunga. Stał się tak podobny do Oogwaya, że czasem odróżniało go tylko to, że nie był żółwiem.

– No dobrze – rzekł ponuro Po. – Tylko co teraz, gdy już wiesz?

– Nic. – Wzruszył ramionami. – Poczekam aż zmienisz zdanie, nie mam innego kandydata. Zresztą, przerabialiśmy tę lekcję kilka razy. Nie nadawałeś się także na Smoczego Wojownika, pamiętasz? Nie potrafiłeś też rozliczyć się ze swoją przeszłością. Na nauczyciela oczywiście też nie rokowałeś. Mam kontynuować?

– Nie trzeba, chyba rozumiem o co chodzi – przyznał zawstydzony. – Może masz rację. Na szczęście mamy jeszcze czas – powiedział z nadzieją. – Nigdzie się przecież nie wybierasz, prawda mistrzu?

Przy ostatnich słowach głos mu mimo wszystko odrobinę zadrżał. Shifu już nie wspominał o jaskini, ale to w cale nie musiał być dobry znak.

– Nie znam przyszłości, a jest jeszcze wiele rzeczy, które powinienem ci przekazać. Na szczęście to, co najważniejsze, poznałeś już dawno.

– Masz na myśli, że wiem, gdzie jest biblioteka?

– Nie – odpowiedział rozbawiony. – Mam na myśli to, że kung-fu powstało, by chronić słabszych i stać na straży sprawiedliwości. Kierując się tym, nie będziesz gorszym mistrzem Jadeitowego Pałacu niż ja.

Po skinął głową w podziękowaniu i uśmiechnął się.

Wtedy drzwi do biblioteki uchyliły się z donośnym skrzypnięciem. Zeng wychylił głowę na długiej szyi, a po chwili przeszedł cały. Gąsior wyglądał na bardzo przejętego.

– Mistrzu Shifu, przybył posłaniec z Jinzhou – powiedział.

– Z Jinzhou? – zdziwił się mistrz. – Mówił czego chce?

– Nie. Chce rozmawiać z tobą i Smoczym Wojownikiem. Poleciłem mu zaczekać w sali obiadowej.

– Dobrze. Sprawdźmy więc, co ma do powiedzenia. Ty poprowadzisz rozmowę.

– Ja? – zdziwił się Zeng.

Shifu pokręcił głową.

– Nie, Po.

– Ja? – zapytał tym razem panda.

Tym razem mistrz pacnął się otwartą łapą w czoło. Przeszli przez korytarz i weszli do Auli Bohaterów. Część artefaktów, w tym Miecz Bohaterów i Szabla Shandiana ( oręż nosił roboczą nazwę zaproponowaną przez Po, ponieważ nie było wiadomo skąd pochodził ) znalazły się już na swoim miejscu. Nowy płyty jadeitu lśniły na paletach, robotnicy pracowali w pocie czoła przy ich obróbce, jednakże nie śpieszyli się. Można tu było znaleźć właściwie każde zwierzę, które zamieszkiwało Dolinę Spokoju – świnie, zające, owce czy kozły. Nie było tylko pand, ponieważ wszystkie pracowały przy budowie nowej wioski pand na wzgórzu przy samym miasteczku. I prawdopodobnie wszystko wskazywało na to, że zdążą ją skończyć przed remontem pałacu

– Przy okazji, mam jedną prośbę – powiedział cicho mistrz, by specjalnie nie zwracać uwagi robotników. – Wiem, że w tych spodenkach spotykałeś się już z królami i mistrzami kung-fu, ale może wreszcie rozważyłbyś choć przymierzenie stroju, który ci kupiłem? Nie musisz tego robić teraz, po prostu chcę żebyś wiedział, że dodałbyś trochę powagi nam wszystkim, chociażby w takich sytuacjach.

– Przemyślę to.

– To tylko strój. Co takiego jest tu do przemyślania?

– Umm, nieważne.

Po nie chciał powiedzieć dlaczego jeszcze nie przymierzył prezentu, Shifu mógłby nie zrozumieć jego obaw. To nie mógł być przypadek, że strój był taki sam jak we śnie, w którym walczył z armią dziesięciu tysięcy demonów. Tylko jeżeli bitwa była przeznaczona Po, to czy uniknie jej, jeżeli nie założy tego ubrania? Głupio było myśleć podobnie. Poza tym demony zostały już wygnane z góry, o ile w ogóle tam były. Tamtej nocy Po dokładnie przyjrzał się otwartej studni. Ciężko było o coś bardziej pustego.

Posłańcem okazał się sokół, który wydał się tak podobny do Gao, że Po mimowolnie się uśmiechnął. Siedział na krześle, a jego krótkie nogi ledwie wystawały poza siedzisko. Gdy zobaczył parę mistrzów kung-fu, wstał szybko i ukłonił się grzecznie. Po szybko zdał sobie sprawę, że gość był zdecydowanie starszy od jego niezbyt miłego znajomego z Jinzhou. Może starszy brat?

– Witamy w Jadeitowy Pałacu – powiedział Smoczy Wojownik, uważając na każde słowo. – Musiałeś przebyć długą podróż, może przygotować poczęstunek?

– Bardzo dziękuję, ale nie będzie mi dane skorzystać z waszej gościny. Jeszcze dziś będę chciał wrócić do mojego ojca, Suna, nestora sokolego rodu Jinzhou. Z jego polecenia też przybywam. Nazywam się Shu i pragnę prosić was, wielmożni mistrzowie, o udzielenie audiencji mojemu ojcu. Sprawa jest niezwykle pilna, zależałoby mu więc na tym, by przybyć jeszcze tej nocy.

Mówił gładko i z wielkim szacunkiem, a jednocześnie wydawał się Po bardzo pewny siebie. Panda chciał zapytać się jakim cudem sokół miałby przybyć do pałacu w mniej niż połowę dnia, skoro jemu zajęło to dwie noce i ponad jeden dzień. Na szczęście w porę ugryzł się w język.

– Skoro tak zależy mu na czasie, dlaczego nie przybył osobiście już teraz? – zapytał Shifu, najwyraźniej uznając, że sprawa jest ważna na tyle, by potrzebowała jego interwencji. Sokół nawet chwili nie wahał się z udzieleniem odpowiedzi. Dobrze wiedział kto był kim w pałacu, w przeciwieństwie do swego młodszego brata.

– Jego honor kazał mu się najpierw upewnić, że nie zostanie przez was wyrzucony. Ja na szczęście mógłbym przełknąć podobną odpowiedź.

Po nie mógł się zdecydować, czy sokół kpi z siebie czy ojca.

– Można wiedzieć, w jakiej sprawie do nas przybędzie? – zapytał tym razem on.

Ptak westchnął ciężko. Było w tym coś teatralnego.

– Nasz miłościwie panujący król nie żyje.

Zrobił pauzę, by pozwolić im odpowiednio zareagować. Przez chwilę Po i Shifu milczeli zszokowani. Dopiero po chwili złożyli kondolencje, choć panda miał wrażenie, że Shu niespecjalnie miał ochotę ich wysłuchiwać. Mistrz chciał dowiedzieć się czegoś więcej, jednak sokół wzbraniał się od przekazywania szczegółów. Szczegółów mieli dowiedzieć się od Suna, o śmierci nie zostali powiadomieni nawet mieszkańcy Jinzhou.

– Ojciec będzie chciał z wami omówić przyszłość miasta. Jak zapewne wiecie, król umarł bezdzietnie.

Ustalili, że spotkają się z Sunem jeszcze wieczorem, za co sokół serdecznie podziękował. Przeprosił za pośpiech i bez wysiłku wzniósł się w powietrze. Pożegnał się i przeleciał z pełną prędkością przez przejście do auli, a następnie na zewnątrz.

– Wiesz coś na ten temat, Po? – zapytał Shifu. – Rozmawiałeś z królem, prawda?

– Tak. Nie wyglądał na chorego, jeśli o to chodzi mistrzowi.

– Jakieś podejrzenia?

Po zdziwiło to pytanie. Miał wrażenie, że to kolejna lekcja, ale nie ośmielił się o tym wspomnieć.

– Albo sokoły, albo Su Wu. Ptakom mogłoby zależeć na przejęciu władzy, choć w takim wypadku nestor chyba by tu nie przylatywał. A Su Wu mogła chcieć się zemścić za lata uwięzienia.

– I wypuścić siostry – dodał Shifu. – Wiem, że król trzymał klucz do ich cel zawsze przy sobie. Na razie oba tropy są tak samo prawdopodobne.

– Jest też ktoś jeszcze – rzucił panda. – Mei Dao, lamparcica z areny, która mi pomogła. Pani Han była jej babcią. Ale w tę możliwość wierzę najmniej.