Wiem, czego chcę.

Letni deszcz, który po południu padał ciężkimi kroplami, tworząc szarą zasłonę, przesłaniającą obraz na dalej niż kilkanaście metrów, teraz zmienił się w uporczywe drobne mżawki, chwilami zanikające, chwilami przybierające na sile.

Pogoda zniechęcała do jakichkolwiek zajęć, poza siedzeniem w fotelu z filiżanką ciepłej herbaty - albo jak w przypadku Harry'ego kawy...

Tom głęboko westchnął: to właśnie myśli o Harrym a nie ponura pogoda były przyczyną jego podłego nastroju.

Jeszcze dwa dni temu uważał się za najszczęśliwszego czarodzieja w Brytanii, o ile nie na całym świecie. Był najpotężniejszy magicznie, miał największą władzę i majątek a co najważniejsze - zdobył najbardziej pożądanego czarodzieja - jego Harry'ego, jedynego odpowiedniego dla niego partnera. Nawzajem się uzupełniali tworząc parę doskonałą.

Miał wszystko a zamiast to doceniać narzekał: że Harry za często wyjeżdża, że zaprasza tego rudego idiotę. Chociaż w tym akurat miał rację...

Gdyby mógł cofnąć czas o te dwa dni...

Głupie życzenia, kiedy czas rzeczywiście się cofnął, tylko że o dziesięć lat... i tylko dla Harry'ego. Odbierając mu go.

Jego nastrój pogarszał się z każdą sekundą, jaka mijała od tego feralnego wypadku. Z każdą chwilą był coraz bardziej zraniony, rozżalony i wściekły. Najchętniej zapoznałby tego cholernego Weasleya z każdą klątwą torturującą - nie dając mu wytchnienia, dopóki Harry do niego nie wróci.

Niestety nie mógł, ten idiota i dziesięć lat temu i teraz wciąż był najlepszym przyjacielem jego męża i nic w oczach Harry'ego nie usprawiedliwi takiego postępowania.

Na Salazara! Mógł tylko spalać się od środka i czekać…

czekać…

czekać...

Patrzył na pochylone pod wiatrem i deszczem krzewy, ledwo widoczne w mrocznym, pomimo że było dopiero popołudnie, ogrodzie. Nie było nawet skrawka czystego nieba, nawet jednego promyka słońca.

Tak jak i w jego myślach.

Po niezbyt dobrze zaczętym dniu a jeżeli miałby być ze sobą szczery - tu spojrzał na swoje nadgarstki - po kompletnie katastrofalnym poranku, także i po reszcie dnia nie spodziewał się zbyt wiele. Niestety, jego oczekiwania sprawdziły się.

Z braku innych zajęć, jakimi zwykle oddawał się wraz z mężem całą niedzielę spędził na pracy i nie tylko zapoznał się z wszystkimi dotychczasowymi ustaleniami i zapiskami Harry'ego do negocjacji z Francuzami, ale przejrzał wszystkie pozostałe sprawy oczekujące na jego decyzję. Wieczorem miał wszystko gotowe i każdego innego dnia byłyby to powody do zadowolenia i dumy z siebie.

Gdyby nie to, że mimo wysiłków młodego Malfoya nie udało mu się pomóc Harry'emu w odzyskaniu pamięci a z tego, co potem mu opowiedział o odkryciach w obrazie jego umysłu nie będzie to łatwe. Nie wiedzieć czemu Harry postawił zapory akurat przed tymi wspomnieniami i nie tylko jego brat, ale także on sam nie potrafił ich sforsować.

Oczywiście wiara w umiejętności Draco i jego rodziny nie oznaczała, że miał zamiar zostawić wszystko w ich rękach, czy też różdżkach - sam Tom także wziął się za badania i nie znalazł wiele o takich przypadkach a to co znalazł wcale nie pomagało...

Był tak zmęczony i zniechęcony, że nie miał nawet siły na kolację, więc polecił skrzatom Harry'ego zanieść mu coś do pokoju a sam w ogóle odpuścił posiłek. Miał za to ochotę na gorącą kąpiel, zatem zarządził jej przygotowanie a sam usiadł na kanapie, by chwilę odpocząć. Zamknął oczy i nawet nie zauważył, kiedy ogarnął go sen.

Stał sam w pustym pokoju patrząc przez okno na pogrążone w mroku ogrody, jeszcze nigdy w życiu nie czuł się tak samotny. Zanim nie poznał swojego Harry'ego nikogo nie potrzebował a potem zawsze już byli razem, oczywiście nie fizycznie, bo nawet jako Szef Biura Aurorów nie zrezygnował z pracy w terenie i często znikał na dni a nawet tygodnie...

Ale zawsze czuł, że Harry gdzieś tam jest, jeżeli nie mógł tradycyjnie to kontaktował się z jego myślami. Teraz był w pokoju obok, ale równie dobrze mógłby być na drugim końcu wszechświata i tym razem wcale nie było pewności, że wróci...

Draco mówił, że powinien o niego walczyć, tylko jak? Owszem Harry był od niego wiele młodszy, ale kiedy zaczynali swoja znajomość był już prawie pełnoletni i wiedział, czego chciał, a teraz...

Teraz myślał, że nie ma nawet piętnastu lat i nawet gdyby, jak twierdzi jego brat faktycznie go nie nienawidził to i tak... Nie był gotowy do prawdziwego związku. Jak miał walczyć o uczucia dziecka?

To nie był jego mąż, nawet jeżeli wciąż tak samo wyglądał i to właśnie było w tym najgorsze, że jego ukochany był na wyciągnięcie ręki a jemu nie wolno było go dotknąć.

Minęły tylko dwa dni a już czuł się jakby minęły wieki a jeżeli to będzie trwać dłużej, albo jeżeli Harry nigdy nie odzyska pamięci. Nawet jeżeli go nie odrzuci to jak długo będzie musiał czekać, zanim chłopiec będzie gotowy?

Oparł czoło o szybę i usłyszał jak ktoś otwiera drzwi i wchodzi do pokoju. Nie potrzebował odbicia w oknie, by wiedzieć, kto to. Czuł go każdą cząstką ciała... Harry...

Słyszał powoli, ale pewnie zbliżające się do niego kroki, a potem mężczyzna przylgnął do niego opierając głowę o jego ramię, patrząc w szybę i prosto w jego oczy. Jego dłonie wślizgnęły się pod koszulę, by położyć na biodrach, tuż nad spodniami, nie poruszał nimi, po prostu trzymał je tam, ciepłe i miękkie.

Tom patrzył w rozświetlone uśmiechem oczy Harry'ego - tym specjalnym uśmiechem, przeznaczonym tylko dla niego, a ciepło jego dłoni, jego ciała przenikało go odpędzając smutek i zmęczenie.

Odwrócił się opierając dłonie na jego biodrach, a ręce Harry'ego przesunęły się na jego, by potem podążyć się w górę i zapleść na karku, wciąż patrząc mu w oczy, teraz bez pośrednictwa szyby, otworzył usta i oblizał wargi, a Tom zrobił to samo i pochylił się, zatapiając w pocałunkach, których tak mu brakowało.

Podświadomie czuł, że coś jest nie tak, ale nie wnikał w to. Cieszył się chwilą a łagodnie ciepło w jego żyłach zmieniło się w płonącą lawę. Przyciągnął go jeszcze bliżej do siebie, chcąc czuć więcej, więcej ciepła, więcej Harry'ego.

Przesuwał dłonie po znajomym ciele, paznokciami przesuwał w dół jego brzucha, wywołując gardłowy jęk, ale kiedy sięgnął do jego spodni, nagle zachwiał się i poleciał do przodu, opadając na kolana i uderzając mocno o podłogę.

Harry zniknął. To był tylko sen, głupi naiwny sen, który właśnie się skończył.

Tom leżał na podłodze obok kanapy, z której przed chwilą spadł. Na chwilę zamknął oczy i zaklął w duchu, czując w głębi więzi łączącej go z mężem echo strachu i obrzydzenia. Nie była to niespodzianka, ale i tak zabolało.

Szybko zatrzasnął swój umysł. Najwyraźniej - nie pierwszy już raz - dzielił swój sen z Harrym a ta reakcja oznaczała, że wbrew twierdzeniom jego brata chłopak wcale nie zmienił swoich odczuć wobec niego.

Zaklął tym razem głośno: takim snem na pewno udało mu się chłopaka ostatecznie odstraszyć...

Z ponurego zamyślenia wyrwał go trzask pękającego szkła i bez zastanowienia wybiegł na korytarz i prosto do drzwi Harry'ego. Zatrzymał się w ostatniej chwili, cofając uniesioną dłoń i oparł się ciężko o ścianę, wpadanie teraz do jego pokoju nie byłoby dobrym pomysłem, dlatego zamiast nacisnąć klamkę wysłał dyskretne zaklęcie monitorujące.

Na szczęście Harry był cały, tylko zdenerwowany i już zajmował się naprawą pękniętej szyby w oknie. Dobrze, że się powstrzymał, gdyby tak nagle wpadł do jego pokoju, po tym śnie - chłopak na pewno by pomyślał, że chce go napastować i od razu by uciekł albo do Malfoyów, albo do Weasleyów.

Musi nad sobą zapanować, zanim go straci. Tom wziął głęboki oddech, wracając do swojego pokoju i idąc do łazienki. Zamiast zaplanowanej gorącej kąpieli wybierając zimny prysznic.


Harry obudził się, dysząc ciężko, dłonie zaciskał kurczowo na kołdrze, a całe ciało miał napięte jak struna, do bólu. Chciał przymknąć oczy, ale szybko je otworzył, bo gdy je zamykał pod powiekami znowu widział płonące spojrzenie Voldemorta.

Wciągał głęboko powietrze, by się uspokoić, ale to nie pomagało. Zerwał się i przywołał sobie szklankę wody, z którą podszedł do okna. Wypił łyk i oparł czoło o szybę.

Nic nie pomagało, wciąż czuł na sobie te chłodne ręce... I usta, najpierw łagodnie, delikatne a potem chciwe, gwałtowne, zagarniające go całego, ostro, brutalnie. Cały drżał z pożądania, Uderzył głową w szybę, aby ból przegnał podniecenie, ale nie pomogło. Uderzył jeszcze raz i jeszcze, coraz szybciej, zagryzając usta, by nie krzyczeć.

Nagle szyba pękła, i słysząc ten trzask oprzytomniał. Szybko naprawił okno i opadł na łóżko. Wplótł dłonie we włosy, zaciskając mocno palce i przyciskając dłonie do głowy.

Co do cholery się z nim działo, miał już co prawda kilka takich snów, ale tak intensywnych - nigdy. Nie tylko fizycznie, ale przede wszystkim emocjonalnie, bardziej niż prawdziwe. I to jeszcze o kim - Voldemort? Bogowie, gdyby ktoś mu coś takiego przepowiedział, to by go wyśmiał.

Lord Voldemort: czarodziej, który zabił jego rodziców, którego złowrogi cień wisiał nad nim przez całe życie... Dziwaczny stwór, jakiego widział na cmentarzu... Chociaż nie, wcale taki nie był... Jego ciało było silne i umięśnione.

Harry poczuł, jak znów się napina na myśl o tym ciele, przyciśniętym do jego, tej porcelanowo gładkiej i chłodnej skórze, przyciśniętej do jego, ujrzał te błyszczące czerwienią oczy, spalane pragnieniem, na które odpowiadał równie silnie.

W tym śnie to nie miało znaczenia, kim byli. Nie pamiętał o całym tym bałaganie, liczył się tylko mężczyzna przy nim i to ja jak na niego działał. Nic nie mogło równać się z czystą męską energią Voldemorta, podsycaną aurą władzy i mocy.

Co się z nim do cholery, działo? Przecież - nie był gejem... Chyba że po prostu nie spotkał jeszcze tego jedynego... Chociaż nie - teraz najwyraźniej już tak.

Czując znowu dreszcze w dole brzucha Harry zerwał się i pobiegł do łazienki, słyszał że zimny prysznic pomaga, a nie mógł, nie chciał... Nie myśląc o Nim...

Gwałtownie otworzył drzwi i spojrzał w lustro. O cholera, zdenerwowany swoim snem znowu zapomniał, że nie ma już czternastu lat...

Ale skoro tak, to może...? Wziął głęboki wdech powoli opadając na szafkę obok zlewu, pochylił się chowając twarz w dłoniach: może to wcale nie był sen - może to wspomnienie?

I nagle przerażenie odeszło, zostawiając tylko pragnienie. Bo jeżeli to był jego mąż, to miał prawo tego chcieć, miał prawo z nim być. Nie do końca przytomnie coraz szybszym krokiem, zanim zdąży pomyśleć i zatrzymać się, podszedł do drzwi i otworzył, stając w progu, by ujrzeć idącego ciężkim krokiem do swojego pokoju Voldemorta.

Mężczyzna nawet nie zauważył, nie usłyszał go, wszedł do swojej komnaty, nie oglądając się i drzwi cicho kliknęły zamykając się za nim.

Harry wrócił do sypialni, położył się na plecach i zamknął oczy, czuł jak jego ciało wibruje, znowu czul się te same głodne usta i ręce. Jęknął przekręcając się na bok, mocno przyciskając do siebie poduszkę i zaczął liczyć w myślach, zdesperowany, zdeterminowany, by nie poddać się pragnieniu i znowu zasnąć.


- To wcale nie jest śmieszne. - Harry był śmiertelnie oburzony, gdy zapytany przez Draco skąd ma dzisiaj tyle determinacji, by ćwiczyć magię umysłu i jak najszybciej spróbować otworzyć swoje wspomnienia, opisał mu nocne przeżycia a ten usłyszawszy jego opowieść wybuchnął śmiechem.

- Owszem, jest. - Jego brat nawet nie próbował ukrywać rozbawienia. - Z tego co wiem twoje pierwsze słowa po usłyszeniu co się stało były, że: „po pierwsze - nie jesteś gejem. A po drugie, no przecież nie możesz być z Voldemortem." Przez dwa dni denerwowałeś się, nie wiedząc co masz robić. A wystarczył tylko jeden sen, lekkie wspomnienie o seksie i już wszystkie wątpliwości zniknęły.

Chłopak jeszcze bardziej się zdenerwował, gdy Draco swobodnie kontynuował:

- Szkoda, że Tom od razu się tego nie domyślił. Może gdyby zamiast zastanawiać się nad twoją reakcją dwa dni temu zaciągnął cię od razu do łóżka, to nie musielibyśmy się wcale przejmować amnezją.

- Przestań. - Czerwony jak piwonia Harry rzucił w niego kanapką. - To wcale nie jest zabawne! Przestań. - Powtórzył po raz kolejny, tym razem już cicho i nie wyglądał wściekle, raczej nieszczęśliwie. - A ten sen... To było takie naturalne, takie właściwe, jakbym dobrze go znał, jakbym... - Choć wydawało się to niemożliwe, zaczerwienił się jeszcze bardziej. - Jakbym nie był cholerną dziewicą.

Draco roześmiał się jeszcze głośniej i jeszcze bardziej złośliwie:

- Zapewniam cię, że daleko ci od tego. Jesteście razem ponad sześć lat, razy 365 dni, powiedzmy minimum dwa razy dziennie.

- Bogowie, przestań. - Czerwień na twarzy Harry'ego przekraczała alarmującą granice. Niemal było widać parę z gwizdem uderzającą mu z uszu.

Draco wykrzywił się wrednie:

- Faktycznie na pewno dwa razy to za mało, ale w końcu tak często wyjeżdżasz, że średnia pasuje... - Niezrażony wyliczał. - Zatem sześć i pół roku razy trzysta sześćdziesiąt pięć dni razy dwa - to będzie... Gdzieś do pięciu tysięcy. - Pokręcił głową ze złośliwym uśmieszkiem. - Jestem pewien, że twoje ciało dobrze wie, co robić.

Harry przekroczył już granice zażenowania i rzuciwszy mu wściekłe spojrzenie wrócił do śniadania i do głównego tematu:

- Na początku podejrzewałem, że ta cała historia z amnezją to jakaś jego gra. Że bawi się moim umysłem, nawet kiedy pojawiało się tyle szczegółów i tak długo to trwało...

Na chwilę zamilkł, ale widać było, że jeszcze nad czymś myśli, zatem uspokoiwszy się wreszcie Draco cierpliwie czekał na jakąś konkluzję.

- Gdyby to była jakąś intryga czy gra to by nie odpuszczał i naciskał a on... Unika mnie, daje mi czas...

- Którego ty jednak wcale nie chcesz, - Domyślnie stwierdził jego brat, bez problemu odgadując jego uczucia. Nie potrzebował do tego żadnych więzi. Emocje na twarzy chłopaka były tak wyraźne, jak kiedy miał czternaście lat.

Harry wreszcie przestał być tak skoncentrowany na swoich myślach i słowach i spojrzał wprost na niego.
- To może głupie, ale ja już wiem, co czuję i wiem, że to było prawdziwe. Czułem jakby naprawdę był obok i chciałem tego - chciałem jego... I nie uśmiechaj się tak wrednie, to jest moje życie i mam do niego prawo. Chcę je odzyskać, jego odzyskać...

Ale mężczyzna wcale się nie uśmiechał przeciwnie, po jego słowach spoważniał. Zamyślił się.

- Może masz rację i ten sen był prawda. To jest bardzo prawdopodobne... - Postukał palcem w dolną wargę, patrząc nieobecnie w przestrzeń. Dopiero chrząknięcie wpatrzonego w niego z niepokojem brata wyrwało go z myśli. Uśmiechnął się do niego wyjaśniając, co mu przyszło do głowy.

- Wiesz, że łączy was ta więź? - Harry skinął głową, tak, już o tym słyszał i czuł czasami to połączenie. Tej nocy był zbyt podniecony i zdenerwowany, ale gdyby się zastanowił, to było zbyt intensywne, zbyt pełne uczuć jak na sen...

- Czasami zdarzało się już wam łączyć we śnie. Tak, także w takich snach. - Zapewnił, złośliwie marszcząc twarz. - Kiedy nie mogliście się fizycznie spotkać, a tęskniliście za sobą. To nic nowego... - Spoważniał. - A jak Tom na to zareagował? Powiedział coś dzisiaj rano?

Harry pochylił głowę i pociągnął nosem.

- Nic. Kiedy wstałem to już go nie było. Skrzaty powiedziały, że bardzo wcześnie udał się do Ministerstwa... I mówił, że ma dużo zajęć i późno wróci. - Uniósł smutną twarz. - Jak mam do niego wrócić, jak mam odnaleźć to coś, kiedy on cały czas znika?...

I nagle uświadomił sobie coś innego i wszystko, co mówił Draco o więzi straciło sens.

- To nie mógł być wspólny sen, bo nie mogłem znowu zasnąć i chciałem iść do niego, ale on właśnie dopiero skądś wracał, wchodząc do pokoju i nawet nie zauważył, że ja otworzyłem drzwi i że tam stoję.

- Merlinie, Harry! Zawsze lubiłeś się zadręczać, ale to już przesada, nawet jak na ciebie. Facet szaleje za tobą, od waszego pierwszego spotkania kompletnie stracił głowę. To dla ciebie zmienił całe swoje życie. - Trochę naginał fakty, bo Voldemort zmienił metody po śmierci Dumbledore'a ale to dzięki Harry'emu i dla niego zmienił siebie.

- A nie pomyślałeś, że może on też chciał iść do ciebie i właśnie wracał - spod twojego pokoju, do którego nie odważył się wejść? - Był tego pewien i ta pewność była słyszalna w jego głosie.

Jednak Harry i tak musiał zapytać:
- Poważnie tak myślisz?

- Poważnie! Tak wiem! Merlinie, to kompletne szaleństwo: Tom się boi do ciebie zbliżyć, bo wierzy, że się go boisz i nienawidzisz a ty się wycofujesz, myśląc że on cię nie chce?! - Westchnął i wzniósł oczy do nieba, przecierając twarz zmęczonym gestem - Dobra, zostawmy to, to nie na moje nerwy. Obaj jesteście przewrażliwieni i żadnego nie przekonam. Wracajmy do rzeczy.

Harry skinął głową, zagryzając wargę i ponownie pociągając nosem. Draco udał, że tego nie zauważył.

- Jak mówiłem, na razie nie mamy konkretów, ale moja matka i ciotka wzięły się za sprawdzanie w księgach i ćwiczą różne podejścia. Ja na dzisiaj powinienem iść do pracy. Ten traktat jest bardzo ważny a ponieważ ty nie możesz w niczym pomóc, to przynajmniej ja muszę tam być i pomóc ojcu i Voldemortowi zapanować nad papierami. Masz jakieś pytania?

Harry pokręcił przecząco głową.

- W porządku, to ty dalej czytaj Proroki, jak będziesz miał wątpliwości zapisz to sobie, albo odłóż gazety. Wrócę, gdy tylko będę mógł i postaram się też ściągnąć Toma do domu, żeby z tobą porozmawiał. A na razie spróbuj może pogadać z Severusem. - Na osłupiałe spojrzenie Harry'ego zaśmiał się. - Wiem, że ty go pamiętasz, jako wrednego Mistrza Eliksirów, ale kiedy został twoim opiekunem bardzo się zbliżyliście.

Porozumiewawcze uniesienie brwi, gdy sięgał po poważniejszy argument:

- To on najlepiej zna twojego Toma: mój ojciec jest jego najbliższym współpracownikiem, ale to Severus zawsze był dla niego czymś w rodzaju przyjaciela, zwłaszcza, gdy został twoim opiekunem i to właśnie z nim mógł o tobie rozmawiać i wypytywać.

Nie mogąc się powstrzymać zmierzwił włosy brata, jakby faktycznie był czternastolatkiem.

- Pomyśl o tym mały a ja naprawdę muszę już lecieć.

- Hej... - Harry zmarszczył się strząsając jego rękę, ale potem uśmiechnął się: pierwszy raz tego dnia.

To dobrze. Nie powinien się wciąż zamartwiać. Optymizm i wiara to połowa sukcesu.

- Nie martw się. Będzie dobrze. Na pewno coś wymyślimy i wszystko wróci do normy. - Draco uśmiechnął się unosząc kciuk nim aportował się z domu.


Po odejściu brata Harry wziął ze stołu niemal nieruszony przez nich przygotowany przez skrzaty talerz z kanapkami i dzbanek z kawą. Po porannej porcji ćwiczeń obaj byli głodni, ale zajęci rozmową zapomnieli o śniadaniu.

Za to teraz zdecydowanie potrzebował energii: nie spał wiele a przed nim sporo intensywnej i nużącej pracy. Wczoraj udało mu się przebrnąć przez wszystkie informacje i spekulacje o i po śmierci Dumbledore'a a potem jeszcze wywiad - "spowiedź" Lorda Voldemorta i późniejsze kwestie procesu i jego zamiarów i ruchów politycznych.

Dotarł do zapowiedzi o ich spotkaniu, ale był już tak zmęczony, że niemal zasnął nad gazetą a potem zasnął naprawdę. Zdecydowanie potrząsnął głową wyrzucając z myśli ten sen.

Teraz miał wreszcie się dowiedzieć, jak się to wszystko między nimi naprawdę zaczęło...

W miarę mijających minut jego mina z zaciekawionej zmieniała się w coraz bardziej zaskoczoną. Gdy w końcu odłożył Proroka rozumiał jeszcze mniej niż na początku. Według Draco to spotkanie miało wszystko zmienić a nie było w nim nic - NIC, co by na to wskazywało.

Może gdy ktoś nie znał wężomowy, ale nie - nawet gdyby nie rozumiał tej rozmowy i tak go nie przekonywała. Voldemort miał tyle czasu by się do niej przygotować a zachowywał się, jakby nie wiedział, co robi a Harry... Tamten Harry był zdecydowanie nadpobudliwy i wyglądał jakby go to bawiło...

Nie rozumiał go - siebie. Przeczytał już wczoraj wszystkie informacje, do których miał wtedy dostęp i nie widział powodu do takiego zachowania... Tyle że on miał na to jeden dzień, może przez rok faktycznie mógł zrozumieć i zaakceptować tę zmianę Voldemorta i zmienić swoją o nim opinię.

Z westchnieniem wziął łyk kawy i szybko rzucił na nią zaklęcie ogrzewające przed kolejnym. Z westchnieniem przeczytał komentarze redakcji a potem przywołał kolejną gazetę ze stosu i kolejne opinie, z których wynikało, że był to przełom.

Świetnie, najwyraźniej jest jedynym idiotą, który tego nie zrozumiał...

Bez pośpiechu przerzucał kolejne numery nie znajdując w nich nic interesującego: kolejne prezentacje teraz już coraz bardziej konkretne Voldemorta i jego zwolenników. Zachwyty nad fantastycznymi wynikami SUM-ów Harry'ego Pottera i Draco Malfoya, którzy mieli spędzić wakacje w Malfoy Manor na nauce, aby po nich przenieść się na siódmy, ostatni rok nauki.

Proszę: kolejna rzecz, której absolutnie nie mógł pojąć. Nie uważał się za głupka, ale w życiu by nie pomyślał, że może być geniuszem i jeszcze zgodzić się na ślęczenie nad nauką w wakacje, żeby wcześniej skończyć szkołę?!

Nie poznawał tego Harry'ego: może ktoś go podmienił, albo zrobił mu pranie mózgu?

Zniesmaczony porzucił Proroki i skorzystawszy z okazji do przerwy, usiadł na fotelu przy oknie, odpocząć od tych rewelacji spokojnie dokończyć swoje śniadanie, a właściwie o tej porze to już był prawie lunch, spoglądając na ogród.

Uliczka, przy której stał ich dom była ledwie widoczna zza ściany deszczu, ale i tak kusiło go, by włożyć płaszcz i wybrać się na spacer. Może trochę ruchu pobudzi jego umysł i zacznie widzieć to coś, co dotąd mu umykało?

Co prawda teoretycznie miał smoczą ospę, ale małe glamour na pewno wystarczy, by mógł spokojnie przejść się po mieście, zresztą nie musi iść na Pokątną, mógłby pozwiedzać najbliższą okolicę.

Leniwie przywołał do siebie kolejną gazetę i znieruchomiał: to już było COŚ: on sam i Voldemort… w gryfońskich uniformach do quidditcha! A myślał, że nic go nie zdziwi. I zmarszczył brwi, przypominając sobie takie samo zdjęcie zauważone w ich domku w górach. Super, teraz dowie się, co za nim stoi. Zachłannie przeczytał podpisy i zauważył małe zdjęcie Syriusza.

Syriusz! Tego mu było trzeba, kompletnie zapomniał o swoim ojcu chrzestnym. Draco miał rację, powinien jeszcze z kimś porozmawiać i na pewno nie będzie to Snape, jakkolwiek teraz wyglądały ich stosunki. Musi skontaktować się z Syriuszem.

Szybko przeczytał wszystkie artykuły i komentarze, utwierdzając się w przekonaniu, że absolutnie nic nie wie i nie rozumie, po czym odrzucił gazetę i przeszedł do biblioteki, gdzie jak pamiętał był jeden z kominków.

Wywołał najpierw Zamek Black, o którym była mowa w artykułach a wobec braku odzewu dom przy Grimauld Place 10 i tam sieć się otworzyła, przenosząc go do salonu, gdzie siedział jego ojciec chrzestny... Zupełnie inny niż go pamiętał. Zamiast zaszczutego i na pewno nielekko szalonego zbiega widział poważnego, pewnego siebie Lorda Black.

Zresztą i sam dom wyglądał zupełnie inaczej, czysty, odnowiony – prawdziwa siedziba godna dziedzica szacownego rodu. Nawet trochę przypominała dom, w którym on sam teraz mieszkał. Może to na rezydencji przy Grimauld Place się wzorowali przy jego wykańczaniu? Ale to nieważne. Przyszedł tu po rozmowę o sobie a nie o domach.

Czarodziej na jego widok natychmiast odłożył dzisiejszą gazetę i przyjrzał mu się uważnie.

- Ponoć leżysz w domu ze smoczą ospą? - Stwierdził, lustrując go. - Nie wyglądasz na chorego.

Harry powstrzymał się od podbiegnięcia i uściśnięcia go, jak miał ochotę. Zamiast tego podszedł i opadł na fotel obok Syriusza.

- Jest gorzej. - Mężczyzna wyprostował się, poważnie zaniepokojony. - Harry krzywiąc usta wyjaśnił. - Miałem wypadek i nie pamiętam nic. Po moim czwartym roku w Hogwarcie. - Doprecyzował.

Syriusza zareagował dokładnie tak samo, jak każdy do tej pory: przerażeniem, zrozumieniem i jeszcze większym przerażeniem.

- Po czwartym roku?! O, cholera, przecież...

- Przecież to wtedy wszystko się zmieniło. - Dokończył za niego. - Wiem, słyszałem i od dwóch dni czytam Proroki ale kompletnie nic nie rozumiem. Może mi pomożesz, bo Draco nie ma za bardzo czasu...

- A Tom? - Zapytał niepewnie Syriusz, nie wiedząc jak ten Harry reaguje na swojego męża.

Jego chrześniak jeszcze bardziej się skrzywił:

- A Tom cały czas siedzi w Ministerstwie.

Czarodziej pokiwał głową ze zrozumieniem.

- No tak, musi przecież dokończyć ten traktat, a to ty go przygotowywałeś i negocjowałeś.

- A teraz zostawiłem go z tym całym bałaganem i to przeze mnie musi całe dnie ślęczeć nad pergaminami. Wiem o tym! - Chłopak miał już dość tej sytuacji. Wszyscy rozumieli Voldemorta oprócz niego.

- Merlinie, spokojnie, Harry. Nie mówię, że to twoja wina. Przecież specjalnie nie zachorowałeś. A właśnie, co to był za wypadek? - Zainteresował się.

- Ron chciał polatać, a że po smoczej ospie nie był w formie, kiedy uniósł się za wysoko zleciał z miotły. Ja go uratowałem, ale że musiałem mocno przyspieszyć, żeby go złapać, to sam huknąłem o ziemię i porządnie się potłukłem, wstrząśnienie mózgu i takie tam. A-ha i przede wszystkim amnezja. - Obojętnym tonem wyrecytował Harry, po czym na zdumione spojrzenie chrzestnego, wzruszając ramionami wyjaśnił. - Nie pamiętam tego, tak mi powiedziano.

- A z Ronem wszystko w porządku? – Padło kolejne pytanie.

Harry zdziwiony zmarszczył brwi, bo przecież dopiero co to powiedział, ale wyjaśnił jeszcze raz.
- No tak, mówiłem, że go złapałem i to ja uderzyłem w ziemię.

- Owszem, ale przez niego. Naraził twoje zdrowie… i życie. – Syriusz wciąż patrzył na niego pytająco i Harry przez chwilę próbował zrozumieć o co mu chodzi. W końcu dotarło.

- Myślisz, że… Że on… - Wciąż był bardzo zmieszany.

- Myślę, że gdybym widział taki wypadek, a zwłaszcza jego konsekwencje - to sam miałbym ochotę go przekląć. A twój mąż zawsze był bardzo przewrażliwiony na twoim punkcie. – Syriusz mówił jak najbardziej poważnie i Harry trochę się przestraszył, ale też ucieszył że jego zdaniem Violdemort mógłby tak zareagować.

Jednak tego nie zrobił - i chłopak nie był pewien, czy to akurat go pociesza – oczywiście nie życzył źle Ronowi, ale taka reakcja byłaby potwierdzeniem, że faktycznie ten związek jest tak silny, jak wszyscy mówią. Pewno to było dziwaczne ale kiedy już uwierzył, że to wszystko jest prawdą to jednocześnie zaczął wątpić…

- Dobrze... - Syriusz przerwał jego rozmyślania, kiwając głową i przeszedł do konkretów. - No to, czego aż tak nie rozumiesz?

- Draco mówi, że wszystko zaczęło się od tej naszej pierwszej rozmowy, ale dokładnie ją obejrzałem w Proroku i tam nic nie było...

- Bo to nie o tą rozmowę chodzi. - Podrapał się po głowie. – Ale jak reszta świata, nie rozumiałem, o czym wtedy mówiliście w wężomowie. Ty za to mogłeś przesłuchać całość - nie umówiliście się wtedy na prywatne spotkanie?

Harry aż rozszerzył oczy, zaskoczony kręcąc głową. Powoli niemal wyszeptał.

- Nie.

- Hmm. Ale spotkaliście się jeszcze raz na innej rozmowie i to zaraz po tej oficjalnej. - Uniósł palec uciszając chcącego coś wtrącić chłopaka. – Wiem co mówię, bo niedługo potem, gdy pojawiliście się z Draco w Malfoy Manor mówiłeś do niego po imieniu i zachowywaliście się jak dobrzy starzy znajomi, a wręcz przyjaciele. Czyli coś musiało zajść w międzyczasie, nie wiem co, bo nie pytałem i nikt inny też. To było tylko między wami, jak większość z waszych relacji… - Bezradnie rozłożył ręce. - Dlatego nikt ci nie pomoże ich wyjaśnić…

- Poza nim. - Dokończył Harry. - Świetnie. - Stwierdził z goryczą. - Tylko że on nie chce mnie widzieć, nawet jak jest w domu to zamyka się u siebie i nie schodzi ani do salonu, ani na posiłki. Zresztą skrzatom polecił, żeby mi też zanosiły jedzenie do pokoju, więc nawet nie mam okazji żeby na niego czekać.

- To dziwne. - Syriusz znowu zacmokał kręcąc głową. - Zwykle trudno mu się od ciebie oderwać. Od samego początku, chociaż byłeś niesamowicie bezczelny i arogancki, kpiąc z niego niemiłosiernie zamiast przywalić ci klątwą, to był cały zachwycony: wgapiał się w ciebie jak w ósmy cud świata i starał się absorbować całą twoją uwagę. Każdy widział i wiedział, jak to się skończy.

Harry zamyślił się: a może to o to chodzi? Tamten Harry był przebojowy i pewien siebie, jeżeli Voldemort go pokochał to nic dziwnego, że nie chce mieć do czynienia z taką żałosną i wystraszoną ofiarą jak on.

- Skoro w gazetach i tak nic nie będzie, nie ma sensu żebym w nich grzebał, wezmę się za te ćwiczenia umysłu, które Draco mi pokazał... - Stwierdził stanowczo. I za Voldemorta - Toma, jak wszyscy o nim mówią. Jeżeli tylko on wie wszystko to nie ma prawa przed nim uciekać i chować się za pracą.

- Dzięki Syriuszu. Chyba będzie lepiej, jak wrócę do domu. Nikomu nie mówiłem, że wychodzę. - Zerknął za okno, ulewa zmieniła się w mżawkę. Świeże wilgotne powietrze powinno go orzeźwić i pomóc w ruszeniu umysłu.- Może zamiast fiuu przejdę się przez miasto. Czy mieszkamy daleko od ciebie?

- Piętnaście minut drogi. Odprowadzę cię. - Syriusz wstał kierując się do korytarza a Harry za nim. - Masz tutaj pelerynę. - Mężczyzna podał mu okrycie, bo chłopak przeniósł się przez kominek tak jak stał: w dżinsach i koszuli i otworzył drzwi przepuszczając go na zewnątrz.

W ostatniej chwili Harry przypomniał sobie, że leży w domu ciężko chory i szybko rzucił na siebie kamuflaż. Nie był gotowy na spotykanie innych czarodziejów, który mogli go znać i przede wszystkim nie chciał, by ktokolwiek wiedział, co go spotkało.

To tylko chwilowa niedogodność, która wkrótce zniknie. Nie ma o czym mówić.

Chciał - musiał i odzyska swoje wspomnienia i swoje życie. Nie było innej opcji.