Cz.4
Magię inkuba mistrz eliksirów odczuł na sobie niemal natychmiast, zwłaszcza, że wszelkie efekty ataku zniknęły w mgnieniu oka. Ale co z tego? Zaczynało to przypominać zakręcony kalejdoskop; jeśli nie on, to Potter padał wyczerpany. To musiało się skończyć, bo nigdy nie napisze tej rozprawy.
Obrócił się na bok i przygarnął Harry'ego bliżej, tak, że ten plecami opierał się o jego pierś. Chłopak wisiał gdzieś na granicy świadomości, ale tym razem Severus nie mógł mu pozwolić opanować się uczuciu głodu, bo naprawdę obaj gorzko tego pożałują. Przytrzymał go jedną ręką mocno, by w razie ataku szału nie mógł mu się wyrwać i zaczął go pobudzać.
Powoli, nie spieszył się. Pozwolił swojej magii otulać go tak, by demon mógł karmić się tą energią, ale jednocześnie by nie stał się zbyt zachłanny. Po kilku minutach Potter zaczął dochodzić do siebie, powoli kojarząc więcej z tego, co działo się wokół.
Harry najpierw poczuł ciepło, które otulało go, koiło głód i pachniało bardzo znajomo. Nadal nie rozumiał, co się dzieje i dopiero po pewnym czasie pojawiła się w miarę racjonalna myśl.
Wpadliśmy w bezsensowne, błędne koło. Severus znów pozwala mi się posilić, choć nie powinien. Zdecydowanie nie teraz!
Jednak z drugiej strony inkub, nawet kiedy już otrząsnął się z początkowego zamroczenia, nie mógł przestać ocierać się o biodra Snape'a. Ta słodycz upajała tak mocno. Ten spokojny, głęboki oddech muskał i łaskotał jego policzek. Z westchnieniem otarł się o mężczyznę pewniej. Kusząc i drażniąc.
Przymknął oczy, gdy Severus mruknął pod nosem coś, co z pewnością było jego typową, jadowitą uwagą. Po chwili jęknął i wciągnął głośniej powietrze, gdy Snape wszedł w niego niespodziewanie, z każdą sekundą poruszając się coraz mocniej, zapamiętalej. Magia smoka, która go otaczała, zgęstniała.
Jedno trzeba przyznać inkubom – są niezwykłymi kochankami. Wspaniale zbudowanymi i doskonale dopasowującymi się do swoich partnerów. Nie wiadomo, czy to za pomocą magii, czy po prostu zwyczajnie są idealni.
Harry był ciasny, jakby nikt nigdy wcześniej go nie posiadł. Severus zauważył to dużo wcześniej, ale nadal nie mógł się temu nadziwić. Poruszał się w nim mocno, choć początkowo wcale nie miał takiego zamiaru. Musiał jednak panować nad swoją magią. Wiedział, że tym razem nie mógł oddać jej za wiele, co wcale nie przeszkadzało mu w czerpaniu przyjemności.
Wyczuł moment, gdy jego penis otarł się o ten punkt w Harrym, a inkub zaczął głośniej jęczeć. Uśmiechnął się złośliwie. Teraz wystarczyło zająć się nim odpowiednio i będzie po sprawie.
Nie zmieniał nachylenia, by ciągle, z każdym pchnięciem, trafiać w prostatę. Wolną ręką objął jego członek i zaczął go dodatkowo stymulować. Najpierw otoczył palcami główkę i masował ją ostrożnie. Prawie natychmiast członek zaczął się sączyć. Rozsmarował ejakulat po całym trzonie i zaczął go intensywniej pieścić. Dół, góra, dół, góra.
Harry naprężył się, ściskając go w sobie i na moment Snape zapomniał, co powinien robić. Potter był taki cudownie ciasny. Doszli prawie jednocześnie. Snape w nim, Potter w jego dłoń.
Inkubowi nadal jednak było mało. Tym razem nie interesowało go pożywianie. Zupełnie. Nie pozwolił Severusowi, by się z niego wysunął, odwracając głowę w jego kierunku i muskając wargami kącik jego ust. Jednocześnie zaczął nieznacznie kołysać biodrami, pobudzając go na nowo.
Severus nagle przetoczył ich tak, że chłopak znalazł się brzuchu, a on przyciskał go nadzwyczaj delikatnie do łóżka swoim ciężarem, trzymając jego dłonie w swoich.
Coś mówił, jednak Potter nie był w stanie zrozumieć jego słów.
— Nie ma mowy! — warknął cicho mężczyzna, gdy inkub nadal chciał więcej.
Nie miał zamiaru robić mu krzywdy, zwłaszcza, że ciągle był ranny, ale podskakiwać mu też nie będzie. Teraz, gdy leżał na brzuchu, miał idealną okazję, by go unieruchomić.
Spokojnie i grzecznie sobie poczeka, a ja będę mógł pracować.
Severus był zmęczony, ale nie aż tak, by już iść spać. Uleczony nie odczuwał bólu, więc praca powinna się posunąć w miarę szybko. Opuścił pokój po założeniu zaklęcia wiążącego na ręce Harry'ego i zamknął drzwi za sobą.
Jego kochanek zamrugał zaskoczony tym, co się właśnie stało. Westchnął ciężko, unosząc głowę.
Dałem się wykiwać temu paskudnikowi. Jak dziecko.
Spróbował przełamać zaklęcie, które unieruchamiało mu nadgarstki, wiążąc je razem do ramy, choć od początku przypuszczał, że jego wysiłki będą daremne.
Czemu moja magia nie reaguje na smoczą?! Szlag!
Prychnął gniewnie i kopnął zmiętą pościel. Niewiele pomogło, poza tym, że teraz bolał go duży palec, bo przypadkiem trafił w ramę łóżka.
Nie poznawał sam siebie.
Po prostu nie do wiary!
— Severusie Snape! Wracaj tu! — zawołał.— Słyszysz?!
Do jego uszu dotarło ciche parsknięcie i nastała cisza. Zwyczajnie go zignorował.
Złośliwy, wredny drań!
Severus faktycznie prychnął, gdy usłyszał wołanie Harry'ego. Cóż, Potter musiał być nieźle wkurzony, skoro użył jego pełnego imienia i nazwiska. Ma za swoje. Miał słuchać. On był przyzwyczajony do bólu i nic wielkiego, by się nie stało. Zabrał się do pracy.
Cztery godziny później zesztywniały kark dał o sobie znać.
Rozmasował go trochę i naciągnął się, odkładając chwilowo kartki do notesu. Trochę się ich zebrało, więc mógł ten dzień uznać za udany. Przebywanie w pobliżu inkuba też trochę pomagało. Uśmiechnął się perfidnie. Gdyby ten tylko wiedział…
A właśnie inkub!
Wypadałoby jegomościa rozwiązać i sprawdzić jak jego rany. Wszedł cicho do sypialni, gdzie okazało się, że Harry zasnął. I dobrze. Sen to najlepszy środek na leczenie. I sposób na zabicie nudy.
Zdjął zaklęcie, po czym zaczął dokładnie sprawdzać opatrunki. Rany już nie krwawiły i wyraźnie zaczęły się zamykać. Maść nadal stała w sypialni, więc Severus zaczął nakładać kolejną warstwę.
Młody czuł, że ktoś go dotyka, metodycznie wcierając coś w skórę. Coś, co przyjemnie rozgrzewało i łagodziło, już nie tak wściekły, jak początkowo ból, a jedynie przykry dyskomfort. Uchylił powieki, obracając głowę na drugi bok. Zaraz! Już nic nie rozumiał.
Zasnąłem? Jak? Na jak długo? Severus? Co tu robi? Jednak przyszedł, Paskuda jeden! Ciekawe, co mnie ominęło.
Pomyślał, że zapewne nic ciekawego, skoro nie obudził się do tej pory. Nadal był zły na smoka, jednak od dawna nie czuł się tak wypoczęty. Zastanawiał się, czy Snape planował to, czy może zmuszenie go do snu było wygodnym dodatkiem do tego, by miał chwilę spokoju.
— Śpij dalej, za kilka minut przyjdę do ciebie. Uprzedzam jednak, że nie życzę sobie żadnych ekstrawagancji tej nocy. Mam zamiar odpocząć, a jeżeli coś będziesz kombinował to zaklnę cię i będziesz spał koło kaloryfera.
Wyszedł umyć ręce i po chwili wrócił już bez koszuli i spodni. Położył się plecami do inkuba i starał zasnąć.
Harry nie był pewien, czy coś Severusowi odpowiedział, czy też nie. Rozleniwienie, jakie się pojawiło po wtarciu tej maści w jego plecy, było zdecydowanie nienaturalne.
Ja cierpię na bezsenność!
A teraz oczy same mu się zamykały. Nie był w stanie powstrzymać zadowolonego pomruku, gdy na powrót zanurzył twarz w poduszkę i pogrążył się w drzemce. To było niezwykłe. Normalnie mógł funkcjonować bez snu przez bardzo długi czas, a kiedy w końcu zasypiał, padając z wyczerpania, zazwyczaj bardzo tego żałował. Być może Severus o tym pamiętał, przyrządzając maść.
Mężczyznę w środku nocy obudził cichy jęk. Z tego, co pamiętał, Harry często miewał koszmary. Nigdy mu nie powiedział, co było tego przyczyną, ale na pewno nie były to zwykłe złe sny. Nikt nie chce sobie wydrapać oczu, gdy śni zwykłą marę senną. Kiedy tylko jego umysł zarejestrował, co się dzieje, złapał inkuba za dłonie i przyciągnął go do siebie. Wtulenie w swoje ramiona uważał za najlepsze, co mógł teraz zrobić, nie budząc go przy tym jednocześnie. Jedną ręką przytrzymywał dłonie Pottera w nadgarstkach, tak by nie mógł zrobić sobie krzywdy, a drugą uspokajająco głaskał go po głowie, co jakiś czas całując spocone czoło.
— Już wszystko w porządku. Jesteś bezpieczny. Nikt nie zrobi ci krzywdy — szeptał cicho do jego ucha słowa pocieszenia i obserwował, jak Potter się uspokaja i na powrót odpręża.
W tej pozycji, po jakimś czasie i on zapadł znów w drzemkę.
Gdy Harry się ocknął, w sypialni już było jasno.
Przespałem dobrych kilka godzin pod rząd? Praktycznie całą noc? To mój nowy rekord.
Nie mógł uwierzyć, jak cudownie się czuł. Zrelaksowany i wypoczęty. Po raz pierwszy od kilku miesięcy. Zanim wpadł w łapska Rudolfa, sypiał mało, ale raczej regularnie, raz na parę dni. Po mało spektakularnej ucieczce, po prostu przestał. Oczywiście powodowało to, że musiał częściej znajdować sobie żywicieli, choć na początku nawet i na to przestał mieć chęć. On – inkub.
Westchnął cicho, ciesząc się, że trafił do tej rezydencji, inaczej faktycznie padłby gdzieś po drodze. Teraz leżał wtulony w ramiona Severusa. Uśmiechnął się lekko. Wredny smok czasem potrafił być naprawdę dobrym kompanem, który wiele rozumiał, nie zadając niewygodnych pytań. Tylko czasami.
Potter mruknął cicho i spoglądając na pogrążonego w głębokim śnie mężczyznę, postanowił go mile obudzić.
Przycisnął wargi do jego piersi, ostrożnie muskając i trącając sutek. Dłoń przesunął w dół brzucha, masując i pobudzając wrażliwą, choć nieco ospałą jeszcze erekcję przez bokserki, w których Severus musiał zasnąć. Stopniowo i powoli szczypał ustami jego brzuch oraz żebra, i kierował się w dół, zostawiając mokry ślad języka na skórze.
Wreszcie klęknął pomiędzy umięśnionymi udami i zerkając na zamknięte oczy Severusa, zabrał się do ostrożnego zsunięcia bielizny i dobrania się do organu, który wymagał jego atencji.
Nagle, czując silną dłoń na karku, uniósł głowę z wyrazem urażonej niewinności.
Severus przeszywał go wzrokiem na wylot.
— Powiedziałem ci coś wczoraj! — warknął naprawdę wściekły.
Wstał, zrzucając inkuba z łóżka i ciągnąc go za ramię w stronę najbliższego kaloryfera. Jedno zaklęcie później, Potter siedział na podłodze z przywiązanymi czarem rękami. Gdy zaczął się kłócić, Snape znalazł kawałek materiału, pewnie jeszcze z opatrunków, i zawiązał mu knebel na ustach.
— Ostrzegałem! — Odwrócił się do inkuba plecami i zaczął wracać do sypialni. — Czar zniknie za godzinę. Masz mi przynieść śniadanie i ogarnąć strych. I jeżeli wyczuję choć gram magii, gorzko tego pożałujesz. I wierz mi, Rudolf w porównaniu ze mną to łagodny człowiek.
Młody nawet nie zdążył zareagować, zanim zdał sobie sprawę, że jest związany i zakneblowany. Kiedy mistrz eliksirów chciał, potrafił działać porażająco szybko i precyzyjnie. Gdy Severus zniknął za drzwiami sypialni, Harry oparł się ostrożnie. Nie mógł się ruszyć. Przez jego głowę przelatywało mnóstwo myśli, a każda z nich podsycała tylko irytację. Smok potraktował go jak małe dziecko, które wymaga łagodnej, ale uciążliwej kary. Wiedział, że nie cierpi siedzieć bezczynnie w jednym miejscu. Zaczął się szarpać, ale nic mu to nie pomogło. Nie wiedział, jak zniósł tę godzinę, ale był wściekły. Z czystej przekory chciał ogarnąć strych przy użyciu magii.
Przypomniał sobie jednak minę i spojrzenie Snape'a. On nie żartował. On w ogóle mało kiedy to robił.
Westchnął i kiedy poczuł, że czar Severusa przestaje działać, natychmiast się zerwał i zrzucił knebel. Od razu zabrał się do porządkowania strychu. Nie należało to do jego ulubionych czynności, ale już wolał sprzątać, niż siedzieć związany w kącie.
Po pewnym czasie pomieszczenie wyglądało lepiej.
— Pora przynieść panu smokowi śniadanie — prychnął gniewnie.
Skąd miał wiedzieć, co ten chce? Nie znał się na smoczych i ludzkich gustach w tej kwestii, na ludzkich trochę, ale nie tych severusowych. Ubrał się i wyszedł na schody.
Może coś wykombinuję po drodze, a może spotkam kogoś, kto mi doradzi.
Po krótkiej chwili znalazł się w kuchni i bezradnie rozejrzał po pomieszczeniu. Niestety, nie spotkał nikogo, kto mógłby mu choć doradzić, co powinien przyrządzić. Błądząc od jednej szafki i szuflady do drugiej, zlokalizował najpierw lodówkę i wyjął z niej kilka produktów.
— Nienawidzę gotować, szykować ludzkiego żarcia, Cholero jedna! Dobrze o tym wiesz! — krzyknął rozzłoszczony, decydując się zrobić kanapki.
Po latach spędzonych u Dursleyów pewne rzeczy stały się dla niego przekleństwem, jednym z nich było gotowanie.
Przygotował dla pewności dwa talerze z rozmaitymi produktami na chlebie, które wiedział, że Severus lubi i dzbanek herbaty. Posprzątał po sobie, znalazł tacę i ruszył na strych.
Snape doszedł do wniosku, że wkurzony inkub to takie zabawne stworzonko. Przez lekko uchylone drzwi obserwował jego próby uwolnienia, a gdy minęła godzina, chaotyczne i mało zsynchronizowane próby posprzątania pokoju. W każdym ruchu widział jego wściekłość, ale jednocześnie posłuszeństwo.
Gdy demon wyszedł po śniadanie zdecydował się na mały plan.
W końcu Potter wgramolił się na strych z tą przeklętą tacą, na której stały talerze z kanapkami, dwa kubki i zaparzona herbata.
Kopniakiem zatrzasnął drzwi.
— Śniadanie dla jaśnie pana — oznajmił słodko, choć łatwo było dostrzec, że w środku gotował się z wściekłości.
Jego mina, gdy wpadł na strych, była przecudowna. Severus widział jak głośno przełyka i odkłada powoli tacę na najbliższy mebel. Bardzo powoli. Jakby się bał, że to, co widzi zaraz może zniknąć.
Mężczyzna powoli oblizał wargi językiem, a Harry podążał za nim wzrokiem. Severus uśmiechnął się do niego i powolnym ruchem polizał swoją dłoń, by potem skierować ją na swój naprężony niczym struna członek.
Inkub miał doskonały widok na wszystko, bo Snape siedział nagi z rozłożonymi na boki nogami na biurku, z którego usunął wszystkie swoje rzeczy.
— Chcę byś mnie wziął. Tu i teraz.
Rzadka prośba z jego strony, bo to on przeważnie był stroną dominującą, ale zdarzały mu się i takie zachcianki.
Nie trudno było dostrzec, że Harry się tego nie spodziewał. Zupełnie. Przez ułamek sekundy stał jak wryty, mając minę jak dziecko w sklepie ze słodyczami. Już sam widok wystarczył, by jego spodnie okazały się za ciasne. Rozpiął rozporek, podchodząc do smoka powoli, hamując tym samym chęć podbiegnięcia.
— Szaleję przez ciebie, Paskudo. — powiedział cicho, przysuwając się blisko i ocierając się o niego. Jego członek musnął wejście Severusa, kiedy nogi mężczyzny objęły go w pasie.
Gdy mnie nie było, musiał się przygotować. Sam... Nie do wiary! Kim ty jesteś i co zrobiłeś ze smokiem?!
Gdy wszedł w niego, Snape był ciasny i gorący. Cudowny. Zaczął wolno kołysać biodrami, dając kochankowi czas na przyzwyczajenie się i wkrótce nieznacznie przyspieszył. Sapnął, czując pulsujące mięśnie wokół swojego penisa, zaciskające się i pieszczące go tak cudownie...
Otworzył oczy, które nawet nie wiedział kiedy zamknął i spojrzał na Severusa. Przyspieszył ruchy bioder jeszcze bardziej, czując naglący ucisk nóg mężczyzny i starając się trafiać w czuły punkt raz za razem. Jednocześnie pochwycił jego rozchylone wargi w zachłannym pocałunku.
Harry, nawet jeśli zazwyczaj był zdominowanym partnerem w związku, wiedział też, jak być i tym drugim. Severus prawie ugryzł go w ramię, gdy w niego wszedł. Już miał na niego warknąć, że jest za szybki, uświadamiając sobie nieco boleśnie, że bycie dominującym stwarza pewne niedogodności, zwłaszcza, gdy chce się być czasem na dole.
Po kilku powolnych ruchach ból jednak przeminął zapomniany i wymazany przez całkiem inne uczucie. Przyciągnął inkuba nogami jeszcze bliżej, by ten wszedł w niego jak najgłębiej. Pocałunek prawie odebrał mu oddech, gdy w tym samym momencie młody trafił w jego prostatę. Wygiął się do tyłu, kładąc na blacie biurka i pozwolił Harry'emu, na co tylko ten chciał. Było mu tak dobrze.
Czuł dłonie demona, które błądziły nieśpiesznie po jego ciele. To zbliżenie było całkiem inne od wcześniejszych. Choć czuł jak magia zostaje pochłaniana przez Pottera, inkub nie robił nic szybko. Wręcz znęcał się nade nim, każdym gestem i pchnięciem doprowadzając go na skraj, ale jednocześnie nie pozwalając mu dojść. Kilkukrotnie poczuł jego dłoń u nasady swojego członka, gdy już prawie miał szczytować, ale zostało to powstrzymane i dalej trwał w tej słodkiej chwili tuż przed.
Oczy Harry'ego błysnęły złośliwie. Żaden demon nie rezygnuje z okazji do zemsty. Zwłaszcza, że jego była taka słodka. Wiedział, jak umiejętnie drażnić Severusa, by utrzymać go na skraju spełnienia i nie pozwolić na to, by zbliżył się do rozkoszy zbyt szybko. Zupełnie nie zwracał uwagi na jego pomruki i okrzyki. Snape był jego, przynajmniej w tej chwili, a kusząc inkuba, sam się prosił o odrobinę dręczenia.
Dobrze znał jego ciało i wiedział, jaki dotyk doprowadzi do tego, czego chciał. Jednak wkrótce magia mężczyzny była zbyt oszałamiająca. Z głośnym okrzykiem doszedł, w tym samym momencie czując na dłoni ciepło spermy Severusa.
Oparł się o niego, starając się uspokoić przyspieszony oddech.
— Ciężki jesteś — mruknął mistrz eliksirów, gdy ostatnie skurcze orgazmu minęły i zrobiło mu się odrobinę niewygodnie pod ciężarem inkuba.
Harry zsunął się posłusznie i pomógł Snape'owi się podnieść, wyciągając do niego rękę.
— Łazienka — polecił smok, wskazując dane miejsce.
I tym razem Potter posłusznie poszedł za nim. Pomógł mu zdjąć koszulę, jednocześnie dłonią musnął jego rany na plecach, sprawdzając ich stan.
— Zostaną paskudne blizny — szepnął, popychając go pod prysznic, gdy Potter drgnął na jego słowa. — Mężczyzna powinien mieć jakieś blizny, niektórzy to uwielbiają — dodał.
Młodzieniec uśmiechnął się i kiwnął głową. Przyznawał Severusowi rację, choć wiedział też, że będzie musiał ukrywać te blizny przy innych.
Nic nowego. A zmiana wyglądu, by dopasować się do potrzeb i fantazji żywiciela, była jednym z jego podstawowych zajęć, gdy wychodził na żer. Te lata na wolności wiele go nauczyły. Teraz już niewiele osób rozpoznałoby w nim Harry'ego Pottera, który uczęszczał do Hogwartu.
— Jaśnie pan życzy sobie prysznic? — spytał cicho, uśmiechając się figlarnie, a następnie mocując się z kurkami.
— Prysznic już mam, ale mycia nie odmówię — rzucił, jak zawsze złośliwie.
Harry prychnął na to złapanie za słowa i zaczął go namydlać. Ciepła woda ogrzewała chłodne powietrze pomieszczenia, otulając ich parą. Snape musiał go pilnować jak dziecka, bo znów zaczynał. Inkuby są wiecznie nienasycone, jeśli chodzi o seks, nawet jeżeli nie są głodne. Zbieranie magii na zapas jest u nich rozwinięte ponad przeciętną.
Potter nachylał się nad Severusem, masując jego ciało powolnymi ruchami. Westchnął ciężko, to było po prostu niezwykłe, w obecności Snape'a trudno mu było się powstrzymać, by nie działać instynktownie i nie uruchamiać swojej magii. Tak bardzo chciał ją uwolnić i zmusić go do…
Myśląc o tym, uniósł głowę i zobaczył uśmieszek na ustach smoka. Jego magia pachniała zachęcająco, choć teraz jedynie go drażniła.
Domyślał się. Paskuda.
Ktoś mu kiedyś powiedział, że zachłanność go zgubi. Może.
Wyrwał się z zamyślenia, kiedy nieznacznie otarł się o Severusa, kucając naprzeciw jego męskości.
Zerknął znacząco w górę, chcąc zaznaczyć, że naprawdę nie miał zamiaru...
Nie, zdecydowanie miał.
Czy już mówiłem, że inkuby są jak dzieci? Tak. To zachowanie pokazuje jednak, że są dużo gorsze. Normalne dziecko po karze słucha.
Widać Severus musiał zastosować coś dużo gorszego niż przywiązanie do kaloryfera.
Naprawdę był wściekły i Harry natychmiast to dostrzegł, cofając się przerażony.
Za późno.
— Teraz zobaczysz, dlaczego Rudolf się mnie boi.
Wytargał chłopaka do pokoju i złapał za lampę, wiszącą tuż nad nim. Ponieważ w wielu miejscach dach był pochylony, nie była zbyt wysoko. Przywiązał do niej czarem jego ręce i zostawił. Musiał znaleźć coś, co uzmysłowi inkubowi, że z nim się nie zaczyna.
— Severusie, na mroki piekielne, co znów zrobiłem nie tak? — jęknął płaczliwie Potter, gdy znów został sam, bezskutecznie próbując się uwolnić.
Drań zawiesił go na takiej wysokości, że ledwo dotykał stopami podłogi. Ręce powoli zaczynały mu drętwieć.
— Severusie! Proszę...
Harry naprawdę nie rozumiał, czym znowu rozzłościł smoka. A było tak przyjemnie...
To już zaczynało być nużące. Snape albo go karmił, tulił, albo wiązał i zostawiał na pastwę losu. Nie na długo, ale wystarczająco, by udowodnić swoją rację.
Miał nikłą nadzieję, że nie spełni swojej groźby i nie zrobi nic gorszego od Rudolfa. Problem w tym, że jak demon znał niektóre jego słabe strony, to smok znał go dużo lepiej. Niestety. Demon czasami myślał, że zdecydowanie za dobrze.
A dodatkowo niepokoił go fakt, że Severus nie groził, jedynie obiecywał. I obietnice te zawsze spełniał.
Co powinienem zrobić inkubowi, żeby zrozumiał, że jak mówię „nie", to „nie" oznacza?
Niestety do nich dociera tylko jeden sposób i choć osobiście Severus go nie lubił, coś musiał zrobić, albo to stworzenie zajeździ go na śmierć przez swój niepohamowany głód.
Przypomniał sobie, że jego śniadanie nadal czeka nietknięte, a na tacy zobaczył solniczkę. Cóż, to będzie bolesna kara. Z biurka wziął swój prywatny sztylet do otwierania listów.
Inkub bał się i dobrze.
Ignorując go zupełnie, Severus krążył po strychu, jakby zastanawiając się nad karą.
Harry'emu nie spodobała się jego mina, kiedy wyjął z biurka niewielki nożyk. Następnie mistrz eliksirów podszedł do szafki, na której leżała taca z jedzeniem i coś chłopakowi powiedziało, że mężczyzna właśnie wpadł na jakiś pomysł. Szczerze mówiąc, Potter nie chciał wiedzieć, na jaki.
Ten Severus, zastanawiający się, co zrobić teraz, zwyczajnie go przerażał. Nie był wrednym draniem, którego znał i potrafił przewidzieć jego ruchy czy tok myślenia. Kiedy Harry zobaczył jego uśmiech, po plecach przeszedł mu dreszcz.
Faktycznie teraz, w porównaniu ze Snape'em, Rudolf w swoim najgorszym wcieleniu, jawił mu się niczym niegroźny jegomość.
Cóż, nawarzyłem piwa, trzeba będzie je wypić, pomyślał.
Mężczyzna podszedł do wiszącego Harry'ego i przesunął wolno scyzorykiem po jego policzku.
— Wiesz, co jest najgorsze dla oczekującego na karę? — Potter pokiwał przecząco głową, więc kontynuował: — Wiedzieć, co go czeka.
Widział, jak grdyka młodego podskakuje w strachu, gdy przełykał ślinę.
— Mam zamiar naciąć na twojej piersi małe szramy. To nie będzie tak strasznie bolało. Gorsze będzie to, co zrobię potem. Każdą rankę, nawet tę najmniejszą, posolę. Co ty na to? Czy opłacało ci się nie słuchać moich poleceń?
Z początku Harry nie rozumiał, co mistrz eliksirów do niego mówi. Severus emanował tak silną, pełną gniewu i dziką energią, że gdy był tak blisko, zwyczajnie go zamroczyło.
Potem dotarło.
Zamknął oczy i zadrżał. Może dlatego, że nigdy nie pociągały go takie zabawy. Czasem po prostu znosił pewne rzeczy, starając się czerpać swoje korzyści. Tym razem to nie była zabawa. Odetchnął głęboko i zebrawszy całą swoją odwagę, której ostatnio nie miał za wiele, potrząsnął głową.
— Nie za bardzo, ale ktoś mi powiedział, że mężczyzna powinien mieć parę blizn — rzekł cicho, a jego głos drżał mimo, że starał się zapanować nad lękiem. — A te z pewnością będą mi o kimś przypominać.
Mężczyzna zaklął.
— Jesteś więcej niż głupi — warknął i jednym, szybkim ruchem naciął mu przedramię.
Rana nie była głęboka, więc krew zaczęła sączyć się powoli. Patrząc w oczy Harry'emu i przytrzymując mu cały czas mocno rękę, posypał nacięcie solą.
Krzyk musiał być słyszany i na niższym piętrze.
— Mam kontynuować, czy dotrze do ciebie wreszcie, że jak mówię „nie", to nie mam ochoty?
Ranę istotnie dało się znieść. Sól nie. Choć to było tylko jedno, płytkie, nieznacznie krwawiące przecięcie, ból był dla demona koszmarny. Do jego uszu doszedł zupełnie nierealny wrzask. Nagle do niego dotarło, że to jego własny krzyk. Gdy ucichł, jak przez mgłę usłyszał głos Severusa. Ledwo rozróżnił słowa, ale zrozumiał ich sens.
O to mu chodziło...
Powinien był się domyślić. Zresztą to nie było takie trudne do zauważenia.
Ale ze mnie idiota.
— W-wystarczy. Rozumiem — jęknął, opierając głowę o drugie ramię. Nacięta ręka pulsowała wściekle. Ostatnio nie reagował dobrze na zranienia i ból fizyczny. Już mu się kręciło w głowie, a język plątał. — N-naprawdę.
Severus zaśmiał się ponuro. Do Pottera wreszcie dotarło, że z nim się nie igra. Mógł teraz spokojnie zabrać się do dalszej pracy. Uwolnił go spod wpływu zaklęcia i na tym skończyła się jego uwaga poświęcona inkubowi. Zaczął przygotowywać się do dalszego pisania, gdy ktoś niespodziewanie zapukał do drzwi. Obsługi to miejsce nie miało, więc to z pewnością nie ona. Jedyną osobą, która wiedziała, że on tu jest, był Draco.
