,,Mijający się o krok, w jednym tyle życia, drugie takie zgasłe, mijający się o krok, spotkają się kiedyś"
Remus zeskoczył z parapetu zwinnie lądując na ugiętych nogach, czasami cieszył się ze swoich umiejętności. Mimo wszystko przez resztę czasu uważał je za przekleństwo. Tuż obok niego wylądował James, chichocząc cicho i ściągając z siebie pelerynę niewidkę puścił oko niewidocznemu Łapie. Blondyn podał rękę Peterowi i pomógł mu zeskoczyć z niewysokiego okna, mały chłopak lękliwie popatrzył na te kilka centymetrów pod stopami.
-Szybciej-syknął przyczajony w ciemnościach Black tak blisko Remusa, że ten poczuł na karku jego ciepły oddech.
-Nie denerwuj się złotko-mruknął Lunatyk podciągając spodnie i marszcząc nos pod wpływem nieprzyjemnego zapachu-Już idziemy.
-Zaraz nam zwieje-zmartwił się James wlepiając wzrok w dobrze odcinające się od mroku włosy Malfoya.
-Nie przejmuj się Rogaś-pocieszył go Syriusz chichocząc cicho-Lucek zawsze łazi wolno bo myśli, że to godnie wygląda.
Cała czwórka podreptała za starszym Ślizgonem bezskutecznie usiłując powstrzymać śmiech, na szczęście Lucjusz nie słyszał zduszonych chichotów za plecami, za bardzo skupił się na myśli o czekającej na niego Narcyzie. Syriusz poniuchał powietrze a potem stuknął Remusa w ramię, wilkołak wyciągnął różdżkę i mruknął zaklęcie. Wysokiego blondyna zmiotło ze ścieżki tak jak wiatr zgarnia liście, James parsknął z niekrytym rozbawieniem.
-Ładna robota Rem-pochwalił go Syriusz podchodząc do ogłuszonego kuzyna i przypatrzył mu się z obrzydzeniem.-Jak myślicie chłopaki, może na początek zetniemy mu kłaki?
-Twoje rymy są jak miód na me uszy-zaśmiał się James wyciągając spod kurtki różową szminkę i kolczyki-Ja bym jednak zdecydował się na zmianę płci, wiem, że Lucek chciałby być dziewczynką, raz mi to wyznał po pijaku.
-On? Przecież on z tobą nie rozmawia od czasu jak mu wrzasnąłeś, że nie gadasz z gejami-blondyn popatrzył z powątpiewaniem na Pottera.
-Mówiłem, że był pijany-uparł się okularnik-Pod wpływem wody ognistej ludzie łatwo przebaczają sobie grzechy, zresztą kto by mnie nie kochał?
-Lily Evans-zgasił go szarooki kucając przy Malfoyu-Peter będziesz czynił honory.
Pettigrew wziął od Jamesa różową szminkę i przejechał nią solidnie po wargach Ślizgona, Syriusz zapiął mu na uszach klipsy a Remus zaklęciem zaplótł włosy w dwa warkoczyki i związał je olbrzymimi, różowymi kokardami.
-Ostatnie poprawki-James uniósł różdżkę i z zamachem zmienił czarny, elegancki płaszcz kuzyna na czerwoną, falbaniastą sukienkę.
Peter wcisnął na nogi Ślizgona różowe szpilki a potem dołączył do przyjaciół aby podziwiać wykonane przez nich dzieło. Żaden z chłopców nie mógł powstrzymać głośnego rechotu, w oczach Remusa pojawiły się nieproszone łzy kiedy z uciechy łapał gwałtownie powietrze. Złotowłosy wyjął z kieszonki na piersi małą flaszeczkę i wlał jej zawartość w rozchylone usta blondyna.
-Ile to działa?-zapytał go Syriusz odbierając od niego pusty flakonik.
-Jakieś dziesięć, piętnaście minut, potem odzyska świadomość.
-Pośpieszmy się, Narcyza czeka pod wierzbą-szepnął Peter naciągając na dłonie rękawiczki.
-Wingardium Leviosa-mruknął Black i bezwładne ciało Malfoya uniosło się w powietrze.
Mały orszak zatrzymał się kilka metrów przed drzewem, Narcyza już tam stała chodząc w miejscu aby się rozgrzać.
-Trzeba go ocudzić-zawyrokował Remus patrząc na wymalowaną twarz Lucjusza.
-Daj mu w twarz-zaproponował Syriusz ale napotykając karcący wzrok blondyna trochę się speszył-No co będzie wyglądało na rumieńce.
Ich problem rozwiązał się jednak sam bo Lucjusz jęknął coś i zaczął podnosić na szpilkach, Peter przytrzymał go ramieniem. Potter i Black mrugnęli do siebie konspiracyjnie i skierowali przebranego za kobietę kuzyna w kierunku czekającej Narcyzy. Cała czwórka schowała się za drzewem pękając ze śmiechu na widok chwiejącego sie na szpilkach Lucjusza podchodzącego do drobnej blondynki.
-Takie upokorzenie!
Bellatrix spojrzała na siostrę i zaraz opuściła wzrok bojąc się, że jeśli Narcyza skupi na niej rozbiegane spojrzenie zobaczy wyraz niekrytego rozbawienia. Andromeda siedząca w fotelu naprzeciwko chichotała w poduszkę i obie siostry mogły obserwować jedynie jej czerwone czoło. Bella westchnęła ponownie leniwie sięgając po kolejną czekoladkę i obserwując przesuwające się wskazówki zegara. Stopniowo zaczynała tracić cierpliwość mimo, że historia opowiadana przez siostrę była arcyciekawa. Black nie mogła się już doczekać aż zobaczy Lucjusza, takiej wpadki nie zapomni mu do końca życia, była też ciekawa jak egoistyczny Ślizgon znosi takie upokorzenie. Bywały chwile kiedy naprawdę lubiła swojego durnowatego kuzyna Syriusza, a ta była jedną z nich. Czarnowłosa podniosła się gwałtownie przerywając w pół wypowiedz Cyzi i sprawiając, że obie siostry spojrzały na nią zdumione.
-Muszę do łazienki-usprawiedliwiła się Bella wypadając na chłodny korytarz i odreagowując sytuację głośnym wybuchem śmiechu.
Siedzący na parapecie Lupin obrzucił ją zaciekawionym spojrzeniem, jego bursztynowe oczy napotkały jej roześmiane spojrzenie. Oboje odwrócili wzrok zakłopotani swoim towarzystwem, dziewczyna zaczęła bawić się palcami nie wiedząc co powiedzieć. Idiotyczną sytuację przerwało nadejście Rabastana, chłopak pomachał do niej gwałtownie więc ruszyła w jego stronę. Kiedy obejrzała się za ramię pożegnał ją smutny wzrok Lupina. Szczerze mówiąc zastanawiało ją co przygnało tego Huncwota aż do lochów.
-Bella musisz mi pomóc. Slughorn przyłapał Alecto na tym jak brała z jego zapasów skórkę tego pomarańczowego węża, chce ją wywalić ze szkoły!
Czarnowłosa prychnęła gwałtownie z ponurym rozbawieniem.
-Ta idiotka jest żałosna, dobrze wiedziała, że Slughorn zawsze wraca do gabinetu na flaszkę.
-I tak musimy jej pomóc-wydyszał Rabastan ciągnąc ją za rękę w kierunku lochów.
-Dlaczego?-Bella zatrzymała się zmuszając do tego samego chłopaka.-Sama się w to wpakowała.
-To nasza przyjaciółka-mruknął Lestrange patrząc na nią dziwnie tak, że poczuła w żołądku nieprzyjemne uczucie.
Lustrowała wzrokiem twarz chłopaka aż wreszcie skinęła głową dając się pociągnąć w kierunku gabinetu profesora. Kiedy tam dotarli zapłakana Alecto właśnie wychodziła prowadzona za rękę przez Ślimaka. Bellatrix wyciągnęła różdżkę kierując ją w twarz Slughorna.
-Oblivate!
-Im sexy and i know it!-wrzasnął Remus wieszając się na Syriuszu który tańczył na stole coś przypominającego makarenę.
Po przeciwnej stronie Potter zadławił się sokiem, który trysnął mu nosem ku uciesze reszty Gryfonów balujących w pokoju wspólnym. Peter prowadzony w tańcu przez Franka Longbottoma przechylił się właśnie wdzięcznie i wywalił swój garnitur zębów do zaczerwienionego Lupina.
-Dalej ludziska, robimy meksykańską falę-wrzasnął James wskakując na stół obok przyjaciół i uniósł do góry zaciśnięte pięści-Gryfoni królami! Kto wygrał mecz? Kto wygrał mecz?
-Potter, Potter i reszta też!-ryknęli jednym głosem przedstawiciele domu lwa.
James otworzył szampana w asyście wrzasków swoich fanów i po chwili spieniona struga wytrysnęła radośnie na roześmianych ludzi. Pijana szczęściem drużyna Gryffindoru chwyciła Jamesa i Syriusza na ramiona, właśnie mieli zamiar ich podrzucać kiedy do salonu wparowała profesor McGonagall. Wraz z przybyciem tej ludzkiej córki Cerbera w salonie zapanowała taka cisza, że jedynym słyszalnym dźwiękiem było ciche stukanie w okno sowy, która wybrała sobie niezbyt dobry czas na przyniesienie listu. Oczy Minewry zwęziły się niebezpiecznie kiedy zlustrowała ona wygląd pokoju wspólnego i mokrych od szampana uczniów.
-Wiecie która jest godzina?-w spokojnym głosie profesorki czaiła się groźba.-Pierwsza w nocy, rozumiem, że wygrana domu to wielkie przeżycie ale to co tu wyprawiacie to hańba.
-Rozpusta-zgodził się Peter wyglądając spod ramienia Eleanor Patil.
-Orgia-pokiwał głową w geście zrozumienia Syriusz siedzący na obitym pluszem fotelu.
-Świętokradztwo-wychlipał Potter gładząc z udawanym zażenowaniem rączkę swojej miotły.
-Sodoma i Gomora-dorzucił Remus znikąd pojawiając się za plecami McGonagall.
-Dlatego w ramach zadośćuczynienia kochani podrzućmy naszą ukochaną profesor pod sufit-zapiał z entuzjazmem okularnik i rozbawiona młodzież złapała Minerwę na ramiona.
-Ona nas zabije-mruknął ubawiony Remus stając obok Blacka.
-Eh Luniek, ciesz się chwilą-mruknął Syriusz patrząc jak profesorka wzlatuje pod sufit.
Bella ze znudzeniem pogmerała w groszku i wzięła jeden w palce. Był okrągły, zielony i nie smaczny, położyła go więc na łyżce i wycelowała w Rudolfusa. Okrągła kuleczka poleciała pięknym łukiem trafiając chłopaka prosto w czoło, Black pochyliła się nad talerzem udając całkowitą niewinność. Była znudzona, koszmarnie, już nawet Gryfoni lepiej się bawili. Po wygranej domu lwa w Hogwarcie zapanował chaos nie do opisania, profesor McGonagall nigdy nie była tak wkurzona jak teraz. Bellatrix odsunęła od siebie miskę z groszkiem i wstała z godnością mijając po drodze szepczących coś do siebie Lupina z Blackiem. Blondyn jak zawsze obejrzał się za nią a ona jak zawsze zignorowała jego spojrzenie. To było dobijające, nie chciała go ignorować. Wychodząc z Wielkiej Sali skierowała się w stronę Wieży Zachodniej, tam czekał na nią Snape z listem od Czarnego Pana.
/ Początkowe rozdziały są wrzucane z bloga znajdującego się na innej stronie, dlatego będą pojawiać się w miarę szybko. Później, z uwagi na moje studia, czas pojawiania się nowych rozdziałów będzie niesprecyzowany. Dzięki każdemu kto to czyta :D
N.C.
