Nie wiem, jak długo spałam. Kiedy się obudziłam, byłam sama pośród drzew. Nadal w postaci wilka. Usiadłam, patrząc w górę na baldachim utworzony z drzew, zza którego wychylała się złota, okrągła tarcza księżyca. Była pełnia.

„Ech, co za ironia…", zaśmiałam się w duchu. Nikt nie odpowiedział, więc musiałam mieć teraz swoją głowę tylko dla siebie. W skupieniu zamknęłam oczy, próbując się uspokoić, ale nie mogłam.

„Po prostu nie mogę. Będę uwięziona w tej postaci na wieki", pomyślałam z goryczą.

„Nie, nie będziesz."

Ta nagła myśl zaskoczyła mnie. Sam podszedł i usiadł obok mnie. W pysku miał koc, który położył na ziemi. W myślach wyjaśnił, że będzie mi potrzebny po przemianie.

„Dzięki, Sam", westchnęłam. Nie wierzyłam, że ten potwór przede mną kiedyś byłmoim Samem. Moim Samem…

Mogłam powiedzieć, że Sam nie czuł się zbyt komfortowo, ale jego myśli wypełniły się wspomnieniami z naszych wspólnie spędzonych chwil. Tymi leniwymi, spokojnymi, letnimi dniami spędzonymi na plaży, mną zasypiającą na jego piersi…

Uspokoiłam się i pozwoliłam mojemu ciału się zmieniać. To było jak proces odwrotny do przemiany w wilka, tylko że w miejscu niewiarygodnego gorąca pojawiło się zimno. Moje ciało połyskiwało, dopóki nie stałam się na powrót sobą. Szybko podniosłam koc i się nim owinęłam.

Sam odszedł na chwilę i powrócił jako człowiek. Zaskoczył mnie tym, że miał na sobie spodnie. Podał mi kawałek skórzanego rzemyka i wskazał na swoją nogę, wokół której opleciony był taki sam sznurek.

- Owiń go dookoła łydki, będziesz mogła ściągać ubrania i wkładać je tam przed przemianą.

- Dzięki. – Uśmiechnęłam się – I dzięki za pomoc w przemianie w człowieka. – Poczułam, że moje oczy robią się mokre od łez. Przełknęłam ciężko ślinę.

Sam westchnął.

- Chodź, zabiorę cię do domu.

Przez chwilę żadne z nas nic nie mówiło. Milczenie przerwał Sam.

- Jest coś jeszcze, co muszę ci powiedzieć o byciu wilkiem. Określamy to mianem wpojenia. To się dzieje wtedy…, kiedy jedno z nas zakocha się od pierwszego wejrzenia w człowieku. Nic nie może temu zaradzić, a po wpojeniu nawet nikt nie chce temu zaradzać. To właśnie stało się ze mną i Emily. – Wzięłam niepewnie oddech. – To nie tak, że już cię nie kocham Leah. Wpoiłem sobie Emily i nie mam wyboru. Nie znoszę cię ranić, więc proszę, zrozum to.

Skinęłam głową, przygryzając wargę. Zrozumiałam. To nie była wina Sama, tylko tego głupiego przekleństwa wilkołaków, spowodowanego przez Cullenów i Bellę Swan. Poczułam, że cała moja złość wraca…

- Leah, spokojnie. Tak się składa, że lubię ten samochód. – Zaśmiał się. Po kilku wdechach uspokoiłam się.

- Która godzina? – zapytałam drżącym głosem

- Koło północy – odparł. – Jutro spotykamy się wszyscy ze starszyzną plemienia na klifie. Zdecydowanie też powinnaś tam być.

Kiwnęłam głową. Miałam teraz nowe obowiązki. Byłam „obrońcą".

Sam skręcił w moją ulicę.

- Więc widzimy się jutro na klifie. Dobranoc. – Na jego twarzy pojawił się uśmiech, który odwzajemniłam.

- Dobranoc, Sam, dzięki za wszystko.

Przyspieszyłam kroku i po chwili zniknęłam w domu. Pobiegłam do swojego pokoju. Tam szybko ubrałam się i leżąc na łóżku, płakałam aż do nadejścia snu.

Nie wiem, jak długo spałam. Kiedy się obudziłam, byłam sama wśród drzew, ale dalej w wilczej formie. Usiadłam patrząc w górę. Była pełnia. Ech, co za ironia, zaśmiałam się do siebie. Nikt nie odpowiedział. Musiałam być sama w swojej głowie. Zamknęłam oczy skupiając się na spokoju, ale nie mogłam. Nie mogę. Będę zablokowana w tym na wieki, pomyślałam zgorzkniała.

„Nie, nie będziesz." myśl zaskoczyła mnie. Sam podszedł i usiadł przede mną. Miał w pysku koc. Kładąc go koło mnie jego powiedział, że będzie mi potrzebny po przemianie.

„Dzięki Sam." westchnęłam. Nie mogłam uwierzyć, że ten potwór przede mną kiedyś był moim Samem. Moim Samem. Mogłam powiedzieć że Sam był w mniej komfortowej sytuacji, ale jego myśli również były wypełnione nami. Tymi leniwymi, spokojnymi, letnimi dniami, spędzonymi na plaży, mną zasypiającą na jego piersi. Uspokoiłam się i pozwoliłam mojemu ciału się zmieniać. To było jak etap odwrotny, w miejscu gorąca pojawiło się zimno. Moje ciało lśniło dopóki nie stało się człowiecze. Szybko podniosłam koc i owinęłam go dookoła siebie.

Sam odszedł na chwilę i powrócił jako człowiek. Byłam zaskoczona, że miał na sobie spodnie. Podał mi kawałek skórzanego rzemyka. Pokazał na swoją nogę , miał taki sam, opleciony dookoła niej.

- Owiń ją dookoła łydki, będziesz mogła ściągać ubrania i wkładać je tam przed przemianą. –

- Dzięki – uśmiechnęłam się – i dzięki za pomoc – poczułam że moje oczy robią się mokre od łez. Przełknęłam ciężko ślinę.

Sam westchnął.

- Chodź, zabiorę Cię do domu –

Przez chwilę oboje byliśmy cicho. To Sam zaczął mówić pierwszy.

- Jest coś jeszcze w byciu wilkiem o czym muszę ci powiedzieć. Jest coś nazwanego wpojenie. To wtedy… kiedy jedno z nas zakocha się od pierwszego wejrzenia w człowieku. Nic nie może temu zaradzić, a po wpojeniu nikt nie chce temu zaradzić. To stało się ze mną i Emily – wzięłam niepewnie oddech – To nie tak, że już cię nie kocham Leah. Wpoiłem sobie Emily i nie mam wyboru. Nie znoszę cię ranić, więc proszę, zrozum to –

Skinęłam, przygryzając wargę. Zrozumiałam, to nie była wina Sama tylko te głupie przekleństwo wilkołaków, spowodowane przez Cullenów i Bellę Swan. Pozwoliłam mojej złości wrócić.

- Leah, spokojnie, lubię ten samochód – zaśmiał się. Po kilku wdechach spokój powrócił.

- Która godzina? – zapytałam drżącym głosem

- Koło północy – odparł – jutro wszyscy spotykamy się przy klifie ze starszyzną. Powinnaś też tam być.

Kiwnęłam głową. Miałam nowe obowiązki, byłam „obrońcą".

Sam skręcił w moją ulicę.

- Więc widzimy się przy klifie, dobranoc – uśmiechnął się.

- Dobranoc Sam, dzięki za wszystko – odpowiedziałam uśmiechem. Przyspieszyłam krok i po chwili zniknęłam w domu biegnąc do swojego pokoju. Tam szybko ubrałam się i leżąc na łóżku płakałam do nadejścia snu.