Strzała obudził się w nocy. Odkąd przybyli na Północne Niebo nie mógł spać, dlatego jak zwykle ubrał się i wyszedł cicho z pokoju, po czym skierował się ku platformie obserwacyjnej. Z chwilą rozpoczęcia swoich przygód na Kondorze to miejsce stało się jego tajną kryjówką, gdzie przychodził zawsze, niezależnie od sytuacji. Nikt nigdy tam nie zaglądał.
Dopiero po kilku chwilach chłopak zorientował się, że jego ulubiona barierka była zajęta.
-Też nie możesz zasnąć?- spytał, stając obok. Gwiazdka uśmiechnęła się tylko.
-Za dużo emocji. Przez ostatnie kilka dni tyle się działo, że musiałam sobie wszystko poukładać.
Zaśmiał się cicho.
-Ciebie widać też życie nie rozpieszczało. Co robiłaś przez te trzy lata? Faja wspominała, że studiujesz medycynę.
-To prawda. Zaraz po tym, jak odeszliście, cała Atmosia starała się wrócić do starego porządku. Postanowiłam wtedy zrobić coś pożytecznego i zapisałam się na uczelnię. Przyjęli mnie tam z otwartymi ramionami, w końcu bardzo mało osób się zgłaszało. Nie przeszkadzał im nawet fakt, że wtedy miałam szesnaście lat. Teraz, po trzech latach zdążyłam już zrobić kurs podstawowy, zastanawiałam się, na jaką specjalizację pójść.
Strzała obrócił głowę w jej stronę.
-Jeszcze raz: ile masz lat?!
-W grudniu skończyłam dziewiętnaście- zachichotała, widząc jego minę. -A co myślałeś? Przecież musiałam w jakiś sposób być zarejestrowana.
-Czyli to oznacza, że do mojego zgłoszenia byłaś najmłodszym Podniebnym Rycerzem?
-Tak- ton jej głosu zmienił się.- Przyzwyczaiłam się do tego, że uważano mnie za starszą niż w rzeczywistości jestem, w dodatku po tym, jak straciłam moją załogę, musiałam radzić sobie sama- westchnęła, odchodząc od bariery.
Ruszyła w stronę drzwi. Strzała nie wiedział, jak miał zareagować. Gwiazdka rzadko otwierała się przed kimkolwiek, by nie przywiązać się bardziej i nie musieć później cierpieć tak samo, jak po stracie wszystkich towarzyszy ze szwadronu. W pewnym sensie rozumiał ją; podobnie do niej wychowywał się bez rodziców, lecz on zyskał wówczas pierwszych przyjaciół. Ona została już całkiem sama.
Podążył za nią, starając się stąpać jak najciszej. W głębi duszy czuł, że mogła to być ostatnia tego typu sytuacja. Poszukiwania Cyclonis miały się ku końcowi, a pracy było coraz więcej. Trzeba było przekonać miejscową ludność do buntu przeciwko złej władczyni.
Zatrzymał ją tuż przed tym, jak zatrzasnęła drzwi od kajuty.
-Zaczekaj- złapał ją delikatnie za ramię. Jej oliwkowe oczy zwróciły się ku niemu.
-O co chodzi?
-Pamiętaj, że teraz już nie jesteś sama, masz nas! Cała załoga zawsze będzie z tobą- odparł, nie wiedząc, co jeszcze dodać. Strzała poczuł, że Gwiazdka jest zmieszana jego zachowaniem, nie miał jednak pojęcia, dlaczego. Ach, te kobiety. Nigdy nie będzie mógł - ani chciał - ich zrozumieć. Dopiero po chwili zorientował się, że dziewczyna wtuliła się w niego, fioletowe włosy łaskotały jego podbródek. Odwzajemnił uścisk. Stali tak przez bardzo długi czas, nie ruszając się i nic nie mówiąc. Wydawało się, że nie chcieli, aby ta chwila się skończyła tak szybko.
W końcu rozłączyli się i każde z nich ruszyło w swoją stronę.
Strzała
Przez kilka następnych tygodni właściwie nic się szczególnego nie działo. Gwiazdka na dobre została szefem kuchni, więc codziennie jedliśmy coś innego i bardzo smacznego. Nie tęskniłem zbytnio za jedzeniem przygotowywanym przez Szmelca- choć trzeba było przyznać, było niezwykle oryginalne. W dodatku każdego wieczora chodziłem z dziewczyną na platformę obserwacyjną, gdzie całymi godzinami potrafiliśmy rozmawiać na wszelkie możliwe tematy.
Było nam razem dobrze. Brak tej drugiej osoby stawał się męką nie do zniesienia, obecność- wybawieniem. Nie mieliśmy przed sobą żadnych tajemnic, ufaliśmy sobie jak nigdy nikomu wcześniej. I chociaż moi przyjaciele byli niepowtarzalni i niezastąpieni, teraz nie mógłbym żyć ze świadomością, że purpurowłosej wojowniczki nie ma obok.
Kiedy jedliśmy śniadanie, rozległ się alarm.
-Znaleźliśmy jedną z baz Cyclonis!- usłyszeliśmy w radiu głos Keriana. Pomimo iż gość strasznie mnie irytował, bywał przydatny. Jaskółka była naszym przewodnikiem. Podnieśliśmy się szybko od stołu.
-Idziemy wszyscy. Może uda się nam w końcu ją złapać!- krzyknąłem, by podbudować moją załogę.
Po błyskawicznym zaopatrzeniu się w broń i miniaturowe zapasy, wskoczyliśmy na nasze pojazdy i ruszyliśmy śladem Keriana. Gwiazdka leciała tuż obok mnie. Uspokoiło mnie to nieco. Na plecach wisiały jej sejmitary, zaś gdzieś w rękawie ukryła nunczako. Podejrzewałem jednak, że miała przy sobie jeszcze więcej broni. Gdzie? Nie miałem zielonego pojęcia.
Po bardzo długim locie ujrzeliśmy ogromną fortecę, unoszącą się w powietrzu podobnie do Cyclonii (zanim jej nie zniszczyliśmy). Budowla przypominała w dużym stopniu gotycką katedrę, umocnioną magiczną barierą. Usłyszałem stłumione jęki Piątaka.
-Rany, i jak my się przez to przebijemy?!
-Na pewno jest jakieś miejsce, przez które muszą przechodzić żołnierze. Zaatakujemy właśnie tam- wskazałem ręką niewielki przesmyk w murze.
Zniżyliśmy lot i skierowaliśmy się ku wejściu. Dzięki temu, że Faja użyła kryształów, by uczynić nas niewidzialnymi, nie mieliśmy większych problemów z dostaniem się do środka. Przemierzaliśmy kolejne korytarze w poszukiwaniu jakiegoś śladu wiedźmy, przez większość czasu bezowocnie. Dopiero gdy zeszliśmy na najniższy poziom nasza magini namierzyła ją.
Celnym strzałem Piątak zniszczył pancerne drzwi. Przeszliśmy przez ich resztki.
Po środku komnaty stała Cyclonis. Uśmiechała się do nas, w miarę jak podchodziliśmy. Zmieniła się odkąd ją ostatnim razem widzieliśmy - coraz bardziej przypominała swoją babkę, z tą różnicą, iż jej oczy były jeszcze zimniejsze. Wyciągnąłem sztylety.
-Witajcie, Storm Hawks. Czekałam na was- jej głos jednocześnie ociekał słodyczą i jadem.
-Poddaj się, Cyclonis- powiedziała Faja, wyciągając przed siebie laskę. Ruchem dłoni oznajmiła mi, że zaraz da mi doładowanie.
-Co tak gwałtownie? Boicie się mnie?- droczyła się z nami. Musieliśmy trzymać nerwy na wodzy, inaczej wszystko się zacznie walić.
Niestety, kiedy zaczęła nas obrażać, Szmelc nie wytrzymał i rzucił się na nią z kryształowymi pięściami. Wtedy zaatakowało go kilka... stworów, które znokautowały go, zostawiając nieprzytomnego u stóp wiedźmy. Piątak zawył z wściekłości, a ja, również nie wytrzymując, krzyknąłem:
-Brać ją!
Zaczęła się ostra walka. Zewsząd atakowały nas mutanty Cyclonis. Mieliśmy z nimi wszyscy problemy, jednak ja skierowałem cały mój gniew przeciwko Cyclonis. Nasz pojedynek był najbardziej zażarty ze wszystkich, jednak widziałem, że czarownica nie wykorzystywała swojego potencjału. Wręcz mnie ignorowała! Skupiła swoją uwagę na kimś innym. Spróbowałem dowiedzieć się, o kogo chodzi.
Zrozumiałem to w chwili, kiedy Cyclonis przede mną rozpłynęła się ze śmiechem. Rozejrzałem się i spostrzegłem, że moi towarzysze leżeli bezwładnie na ziemi. Broniła ich Gwiazdka, zarówno magią, jak i sejmitarami, które co rusz pozbawiały wiedźmy kilku jej sług. Widziałem jednak, że jeśli jej nie ostrzegę, to będzie po niej. Stworów było zbyt dużo, a wojowniczka, mimo iż była niezwykle silna, nie miała nieskończonych zapasów energii. Rzuciłem się jej na pomoc.
Cyclonis znów pojawiła się przede mną.
-Martwisz się? Powiedz mi, proszę, o kogo?
Warknąłem w odpowiedzi.
-Nie chcesz mi powiedzieć? Trudno- rzuciła się w moją stronę, i cały spektakl rozpoczął się od nowa. Wymiana ciosów, uniki, kontratak.
Prawie mi się udało zranić wiedźmę. Mój sztylet prześlizgnął się przez lukę w jej obronie i już miał zadrasnąć jej plecy kiedy usłyszałem krzyk. Krzyk Gwiazdki. Obróciłem się na ułamek sekundy by zobaczyć, że trzymała się jedną ręką krawędzi podłogi. Górowały nad nią potwory i czułem, że spadnie beze mnie w przepaść.
Nagle poczułem, jak Cyclonis kopie mnie w brzuch. Odleciałem do tyłu, zachwiałem i zacząłem spadać. Pamiętam, że wiedźma poprawiła to jeszcze pociskiem z laski, i że Gwiazdka próbowała mnie złapać. Nie udało jej się to jednak i poleciałem w dół.
