- Sev? – na dźwięk kobiecego głosu Snape gwałtownie wciągnął powietrze. Zamknął oczy w przypływie ulgi.

Drzwi prowadzące na niewielki balkon zaskrzypiały i do pokoju weszła Lily. Severus mógłby cały dzień patrzeć na grę światła w jej włosach, kiedy zbliżała się niespiesznym krokiem. Mężczyzna poczuł, że nieświadomie odwzajemnia jej delikatny uśmiech. Po chwili przypomniał sobie o dobrych manierach.

- Dzień dobry. Jak się czujesz?

- Lepiej, choć wciąż jestem trochę skołowana – spojrzała na niego podejrzliwie – A ty gdzie spałeś tej nocy?

- Nigdzie – wzruszył ramionami – Jesteś głodna?

- Nawet nie wiesz, jak bardzo.

Severus szarmancko otworzył przed nią drzwi i przepuścił ją w progu. Jego serce zabiło gwałtowniej, gdy Lily zatrzymała się tuż obok.

- Czy… mogłabym najpierw wziąć prysznic? – spytała, nienaturalnym gestem obracając dłoń wewnątrz kieszeni szerokiej spódnicy.

- Oczywiście. Łazienka to drugie drzwi na lewo, czyste ręczniki znajdziesz w dolnej szufladzie.

- Dziękuję – uśmiechnęła się zniewalająco, a Severus na chwilę utonął w jej oczach. Ciekawe, czy stałaby tak blisko, gdyby była świadoma tego, jak na mnie działa. Po chwili odchrząknął.

- Za... zaczekam w kuchni.


Severus siedział na wysokim krześle, co chwilę wyglądając w kierunku schodów. Na stole za jego plecami czekało przygotowane śniadanie. Nagle coś zastukało w okno. Sowa od Dumbledore'a – domyślił się. List dyrektora był krótki: „Zjawię się dziś w porze herbaty. Poczekajcie na mnie, proszę, z wszelkimi wyjaśnieniami".

- Sev? – dźwięczny głos natychmiast odwrócił jego uwagę od świstka papieru w dłoniach.

- Tutaj.

W drzwiach pojawiła się Lily. Weszła do kuchni i klasnęła w dłonie jak mała dziewczynka, kiedy jej oczom ukazały się góra naleśników i parujące kakao. Spojrzenie Severusa momentalnie złagodniało. Teraz już wiedział, że pamiętała – takie śniadanie jedli zawsze, gdy pani Evans pozwalała córce na piknik z przyjacielem.

- Smacznego – zachęcił kobietę. Po chwili też usiadł za stołem i odezwał się znowu – Dziś po południu odwiedzi nas tutaj Dumbledore. Nalega, żebyś opowiedziała wszystko dopiero przy nim.

- Oczywiście – odpowiedziała poważnym głosem, a jej ręka znów powędrowała do kieszeni spódnicy. – Naprawdę dobrze cię widzieć – dodała po chwili milczenia.

- Wzajemnie – wykrztusił zaskoczony Snape.

Reszta śniadania upłynęła w milczeniu. Lily uparła się, by pomóc w zmywaniu, a potem nalegała, by Severus wrócił do swoich zajęć.

- Na pewno w czymś ci przeszkodziłam!

W żadnym razie. - Przydałby mi się odpoczynek. Co powiesz na krótki spacer?

- A dokąd pójdziemy?

- Myślę, że wiesz.


Severus mocno wciągnął w płuca powietrze. Pogoda była idealna – ciepło, ale nie upalnie, delikatny podmuch wiatru odgarniał mu co jakiś czas włosy z czoła. Snape leżał na plecach, obserwując kilka baranków leniwie płynących po niebie. Po jego prawej stronie, w identycznej pozycji, leżała Lily. Zamknęła oczy i powoli przesuwała bosą stopą po trawie. Severus powoli przyzwyczajał się do jej obecności, choć nadal bał się nagle obudzić w pustym domu.

- Wiem, kiedy mi się przyglądasz – odezwała się zaczepnie, nie otwierając oczu.

Nieprawda. Gdybyś wiedziała, ile tygodni obserwowałem jak przychodzisz tu z siostrą, zanim wreszcie zebrałem się na odwagę, by z tobą porozmawiać… Jak wiele razy wracałem do dormitorium okrężną drogą, żeby minąć boisko, bo wiedziałem, że będziesz kibicowała Potterowi…

- Myślałem o tym, że my się zmieniliśmy, ale nie nasza wierzba.

- To prawda – uśmiechnęła się – Tutaj wszystko wygląda tam samo.

Nagle usiadła.

- Sev?

- Tak? – odpowiedział niepewnie, zaalarmowany tonem jej głosu.

- Wiesz, że od razu ci wybaczyłam, prawda? Ten głupi incydent w szkole.

Severus raptownie się podniósł. Milczał, wpatrując się w nią intensywnie.

- Zraniłeś mnie, ale bardzo za tobą tęskniłam – ciągnęła – Nigdy nie myślałam na serio, że stracę mojego najlepszego przyjaciela. Tysiące razy zbierałam się, by do ciebie napisać. James widział, jak mi trudno i sam mi to doradzał – urwała na wspomnienie męża – Ale powtarzałam sobie, że to był też twój wybór. No wiesz, między mną a twoimi… przyjaciółmi.

- Nigdy nie wybrałem ich zamiast ciebie – Severus ze zdziwieniem usłyszał swój własny, stłumiony głos.

- Ależ to właśnie zrobiłeś. Nie zaprzeczaj, Sev. Czułeś pociąg do czarnej magii, bo dawała ci ona władzę, której zawsze tak pragnąłeś. Nie rozumiałam tego wtedy. Przepraszam, że cię zawiodłam.

Lily umilkła i Severus podążył ze jej wzrokiem. O nie. Poprzedni gwałtowny ruch mężczyzny spowodował przesunięcie się rękawa, odsłaniającego górną część Znaku. Snape błyskawicznie schował rękę za siebie. Siedział nieruchomo, nie śmiejąc podnieść wzroku na kobietę.

- Wiedziałam, Sev – odezwała się łagodnie – Ale czym innym jest zobaczyć to na własne oczy…

Wiedziałaś?! I mimo to do mnie przyszłaś?

- Lily, muszę o to zapytać. Dlaczego ja? Dlaczego…

- Sadzę, że powinniśmy poczekać z tym na Dumbledore'a.

- Rozumiem – westchnął – Chodźmy już. Nie można kazać mu czekać.


Dumbledore siedział w bujanym fotelu, w który chwilowo przeobraził krzesło Severusa. Dyrektor milczał od dłuższego czasu, bacznie obserwując Lily, przycupniętą na kanapie naprzeciw niego. Snape stał przy oknie, usiłując stłumić napięcie.

- Mówisz zatem, że ciężko ci racjonalnie zinterpretować te wszystkie wydarzenia? – odezwał się staruszek.

- Próbowałam, dyrektorze. Ale to bardzo trudne.

- Tak… tego się właśnie spodziewałem – podniósł się i wolnym krokiem zbliżył do drzwi - Całe szczęście, że mamy to.