Rozdział IV - Wielkie zakupy

Riza i Winry weszły do dużego, eleganckiego sklepu. Stylowy szyld nad drzwiami głosił „Melissa - suknie ślubne i wieczorowe". Ekspedientka powitała je bardzo uprzejmie.
- Panno Hawkeye, pani sukienka jest już gotowa - oznajmiła z uśmiechem.
- To dobrze - odparła Riza. - Ale potrzebujemy jeszcze czegoś na jutro dla mojej znajomej - skinieniem głowy wskazała Winry.
- Na jutro? To trochę mało czasu - zmartwiła się ekspedientka.
- Wierzę, że są państwo w stanie zrobić to dla mnie - pułkownik odpowiedziała idealnie spokojnym tonem.
- Ależ oczywiście, oczywiście - kobieta uśmiechnęła się jeszcze raz. - Proszę usiąść przy stoliku w głębi, a ja zaraz przyniosę paniom katalogi i coś do picia. Może kawę?
- Herbatę - Riza uśmiechnęła się, zdaniem Winry dość sztucznie.
Ekspedientka zniknęła w drzwiach (zapewne prowadzących na zaplecze) a Hawkeye poprowadziła mechaniczkę do pomieszczenia obok. Było ono, tak jak poprzednie, zastawione manekinami, przyobleczonymi w najróżniejsze fasony sukien, głównie ślubnych. Jakaś dziewczyna w towarzystwie dwóch przyjaciółek mierzyła białą suknię o dość prostym kroju, wyraźnie przeznaczoną na ślub. Rozmawiająca z nią ekspedientka, wysoka i koścista, grzecznie ukłoniła się Rizie.
Hawkeye wraz z Winry podeszła do małej ławy w rogu i usiadły na dwóch ze stojących przy nim foteli.
- Skąd cię tu znają? - spytała mechaniczka cicho.
- Muszę bywać na wszystkich balach organizowanych przez Roya. Od kiedy dwa lata temu został führerem było ich już chyba z dziewięć - odparła Riza szeptem i przez chwilę się zamyśliła. - Tak, to będzie dziesiąty. No i za każdym razem muszę kupić sobie nową sukienkę, bo nie wypada dwa razy pojawić się w tej samej. Pierwszą kupiłam tutaj, drugą też, a potem już nawet nie patrzyłam nigdzie indziej. Po tylu balach wszelkie przygotowania zaczynają cię nudzić.
Winry przez grzeczność skinęła głową. Dziwnie nie potrafiła uwierzyć, że przygotowania do balów mogą się komukolwiek znudzić. Jej na pewno nigdy by się nie znudziły.
Pierwsza z ekspedientek wróciła z naręczem katalogów i podała je Rizie. Pułkownik przekazała je Winry.
- Przejrzyj i wybierz coś - poleciła. - Ja w tym czasie zmierzę moją sukienkę, jeśli można.
- Musi pani chwileczkę poczekać, panno Hawkeye - wtrąciła się druga z ekspedientek, ta wysoka. - Nasza klientka właśnie się przebiera. Ja w tym czasie przyniosę pani sukienkę.
Faktycznie, dziewczyna w białej sukni zniknęła za zasłoną przebieralni. Jej koleżanki zaczęły o czymś między sobą konferować, rzucając co chwila ukradkowe spojrzenia w stronę Winry i Rizy. Ale mechaniczka nie miała czasu, by się im przyglądać. Utonęła w jednym z katalogów. Na każdej stronie widniała inna sukienka i wszystkie, co do jednej, były absolutnie piękne. Na co miała się zdecydować?
- Sukienkę możemy pani uszyć w dowolnym kolorze - powiedziała pierwsza z ekspedientek jakby odgadując nurtujące dziewczynę pytanie.
- O, spójrz na tę - Riza podsunęła Winry pod nos rysunek naprawdę ładnej sukienki. Złotozielonej, rozszerzanej u dołu a dopasowanej u góry.
- Taka sobie, ale ma śliczny kolor - przyznała Winry.
- Teraz może pani przymierzyć sukienkę - powiedziała druga ekspedientka, gdy dziewczyna od sukni ślubnej opuściła przymierzalnię w innym modelu sukienki.
Winry przyjrzała się jej bacznie, a tymczasem Riza zniknęła za zasłonką. Sukienka była biało-kremowa, również dopasowana u góry a rozszerzona u dołu. I zdecydowanie miała w sobie to „coś".
- Przepiękne - wyrwało się Winry.
- Prawda? - spytała ekspedientka. - Może właśnie coś takiego by pani chciała?
- Chciałabym, ale ten kolor nie pasuje - odparła mechaniczka.
- To akurat nie jest problemem - stwierdziła kobieta. - Jak już mówiłam, możemy uszyć pani sukienkę w dowolnym kolorze.
- Na przykład takim? - Winry pokazała miodowozłotą suknię w magazynie, który trzymała na kolanach.
- Jak najbardziej.
Dziewczyna zawahała się przez chwilę. Trochę bała się sama podejmować decyzję. Wolała poczekać na Hawkeye i się jej poradzić. Nie musiała czekać długo. Pułkownik wkrótce odsunęła zasłonkę.
- Dobrze leży? - spytała.
To pytanie nie wymagało odpowiedzi. Sukienka nie tylko dobrze leżała. Po prostu była idealna. Składała się z dwóch części, obu z gładkiej satyny. Część wewnętrzna była biała, idealnie dopasowana w biuście, niżej rozchodziła się tworząc białe falbany. Na nią nałożona była swoista tunika bez rękawów, czarna, rozcięta z przodu. W biuście była zasznurowana cieniutką, czarną wstążką, tak jak gorset, tyle że z przodu. Miała swoisty kołnierzyk, króciutki i stojący, przywodzący na myśl tradycyjne ubiory z Xing. Na dole natomiast była haftowany białą nicią. Haftowany w przepiękne, białe róże, które zdawały się piąć po materiale w górę, każda na inną wysokość a niektóre aż do podwyższonego stanu. Zdawały się wręcz żywe, a przynajmniej nie wyhaftowane a namalowane. Całości dopełniały rękawiczki, również z białej satyny. Sięgały do połowy ramienia, a u góry okolone były czarnym haftem z tym samym wzorem róż.
- Jest przepiękna - wyszeptała Winry.
Riza wyraźnie się speszyła.
- Dziękuję - powiedziała.
Panna młoda i jej dwie koleżanki pokiwały głowami, potakując w milczeniu.
- Leży idealnie - powiedziała wyższa z ekspedientek.
- To dobrze. W takim razie zaraz ją zdejmę, żeby się nie wygniotła do jutra. Wybrałaś coś? - spytała Winry.
- Tak - dziewczyna skinęła głową, budząc się jakby z odrętwienia. - Chciałam taką sukienkę jak teraz ta pani mierzy, tylko żeby wierzch był zielony a dół miodowy.
- Ciekawa kompozycja. Śliczny krój i jeszcze ładniejszy kolor - skinęła głową Riza. - Przebiorę się w moje rzeczy i możemy ustalić szczegóły.

Po ustaleniu szczegółów (Winry nie udało się usłyszeć ceny żadnej z dwóch sukienek) udały się na poszukiwanie dodatków.
- Musimy ci kupić buty i jakąś biżuterię. To jest chyba najgorsza część wszystkich możliwych przygotowań do balu - westchnęła Riza.
- Czemu? - spytała Winry zdziwiona.
- Żeby znaleźć odpowiednie kolczyki do sukienki trzeba przejść się zwykle po wszystkich jubilerach w Central City - wyjaśniła Hawkeye. - A i tak zazwyczaj dostajesz je dopiero u ostatniego.
Brosh zatrzymał właśnie samochód na sporym parkingu.
- Jesteśmy w handlowym centrum Cental City - powiedziała Riza otwierając drzwi samochodu. - Brosh, ty zostajesz i pilnujesz auta.
- Pani pułkownik… - wyrwało się sierżantowi. - Czy ja też mógłbym iść?
Obie pasażerki posłały mu zdziwione spojrzenia. Riza przez chwilę nie odpowiadała, czekając na dalsze wytłumaczenia.
- Ja… - zaczął Denny rumieniąc się - ja… chciałem kupić Marii jakiś drobiazg… pisała, że przyjeżdża razem z cesarzem…
Hawkeye uśmiechnęła się lekko. Większość oficerów znających Brosha wiedziała, że jest na zabój zakochany w dawnej major Marii Ross, obecnie ambasadorze Amestris w Ling.
- Dobrze, możesz iść z nami - odparła.
Oczy sierżanta rozjarzyły się dziwnym blaskiem, który Winry dostrzegła w lusterku. Wszyscy troje wysiedli z samochodu.
- Czy ma pan jakiś konkretny drobiazg na myśli, sierżancie Brosh? - spytała pułkownik, gdy szli przez parking w stronę sklepów. Śnieg zaczynał powoli padać.
- Nie - odpowiedział szczerze Brosh. - Miałem nadzieję, że pani mi coś doradzi…
Riza westchnęła i posłała Winry porozumiewawcze spojrzenie.
- Spróbujemy coś znaleźć, - odparła - ale sukcesu nie mogę zagwarantować.
W to jedno popołudnie obeszli niezliczoną wprost ilość sklepów jubilerskich i jeszcze więcej z obuwiem. Po dwóch godzinach mozolnego przemieszczania się od jednego do drugiego Winry wreszcie dostrzegła coś, co jej się naprawdę spodobało. W dodatku Riza stanowczo odradziła jej kupowanie szpilek, słusznie podejrzewając, że nigdy nie chodziła w takich butach. Dziewczyna zgodziła się z nią, nie mogąc jakoś przekonać samej siebie, że zdoła utrzymać równowagę z piętą podtrzymywaną tylko przez cieniusieńki słupek.
- Te są idealne - powiedziała, biorąc z półki gładkie, czarne pantofelki, zapinane na wysokości kostki.
Riza przyjrzała się butom uważnie. Wzięła je od mechaniczki i zlustrowała spojrzeniem obcas.
- Wydają się dobre - powiedziała. - Nie za wysoki obcas, więc nogi nie powinny cię boleć za bardzo. Przymierz.
Winry usiadła na jednym ze stołeczków i założyła pantofel, po czym wstała i przyjrzała się swojej nodze w lustrze.
- To znowu nie to - mruknęła zniechęcona.
Riza westchnęła i rozejrzała się po sklepie. Miała już naprawdę dość tego całego chodzenia, jutro i tak będzie musiała przestać całą noc. Dając Winry chwilę na włożenie kozaków podeszła do Brosha, który stał przy jednej z półek wyraźnie czymś zainteresowany.
- Niech pani spojrzy, pułkowniku - powiedział z nutą czegoś pomiędzy podziwem a przerażeniem w głosie. - Czego oni nie wymyślą.
Na półce stało kilka par butów, o wiele odmiennych od wszystkich innych. Niektóre były zrobione z dziwnych materiałów, jak biała koronka czy zielona (mająca chyba kojarzyć się ze smoczą) skóra. Inne miały nietypowy krój, czy też obcasy w najdziwniejszych kształtach. Wśród nich stały jedne, zupełnie wyjątkowe.
- Winry, chodź zobaczyć te - zawołała dziewczynę Riza.
Mechaniczka podeszła do półki i stanęła w osłupieniu. Pantofle, które właśnie trzymała w ręku Hawkeye zdawały się jakby stworzone do jej wymarzonej sukienki. Były zrobione z zielonego zamszu, idealnie w odcieniu, który wybrała do uszycia sukni. Na brzegach przetykane były złotą wstążką, która z przodu zawiązana była w kokardę. Co prawda były to szpilki, ale…
- Są piękne - westchnęła Winry, a Riza przytaknęła skinieniem głowy.
Tak, to były buty dla niej. Nie musiała ich mierzyć, po prostu wiedziała, że będą pasować. Mimo to włożyła je na stopy. Wydały się wygodne jak kapcie.
- Będziesz musiała w nich pochodzić trochę, aby przyzwyczaić się do tych obcasów - zauważyła Hawkeye.
I tak pierwszy z listy zakupów został poczyniony.

Następnym sklepem, który odwiedzili, był olbrzymi salon jubilerski. Podczas gdy Winry z zapałem oglądała wisiorki i kolczyki, Riza zaprowadziła Brosha do działu pierścionków.
- Sugerowałabym pierścionek albo jakiś łańcuszek - powiedziała. - Ale raczej to drugie, bo pierwsze jest dość dwuznaczne.
Sierżant przez chwilę patrzył na nią uważnie. Potem zerknął na zdeponowane w szklanej ladzie pierścionki.
- Czy myśli pani, że jakby to zostało opacznie zrozumiane to czy… czy jest szansa, że ambasador zgodziłaby się?
Hawkeye uśmiechnęła się lekko.
- Nie znam Marii na tyle dobrze, żeby móc wydać w tym temacie wartościową opinię - odparła. - Chyba musi pan zaryzykować, sierżancie, jeśli chce pan poznać odpowiedź na to pytanie.
Denny milcząco skinął głową.
- Który w takim razie by mi pani radziła?
Przez chwilę jeszcze stali przy gablocie, przebierając i wybierając, angażując do pomocy jednego ze sprzedawców. Riza sugerowała coś z brylantem, ale Brosh z rumieńcem wstydu powiedział, że nie stać go na taki luksus. W końcu osiągnęli consensus, w postaci złotego pierścionka z naprawdę maleńkim diamencikiem otoczonym masą perłową. W tym samym czasie Winry zdołała znaleźć coś dla siebie. Z dumą pokazała oficerom wypatrzony przez siebie komplet biżuterii.
- Nie wiem, co się stało, ale chyba przeżywam jakąś dziwną fascynację kokardami - szepnęła do Rizy, pokazując jej znalezisko.
Komplet składał się z kolczków, łańcuszka z zawieszką i bransoletki. Wykonane były ze złota, uformowanego właśnie na kształt kokardy, kształt dość kołczański z pozoru, ale wzór ten był tak delikatny i taki dziwnie ulotny… Riza nie mogła nie powstrzymać myśli, że mechaniczka naprawdę ma dziś szczęście w dziedzinie zakupów.
- Podoba mi się - pochwaliła wybór.
Podczas gdy jej towarzystwo płaciło za zakupy Hawkeye znalazła chwilę, by samej rozejrzeć się po sklepie. Jej uwagę przyciągnął przepiękny komplet wystawiony w jednej z gablotek. Był w rzeczy samej dość unikalny. Srebrny, wysadzany błyszczącymi kamieniami, które zapewne były diamentami. Składał się z diademu, długich kolczyków (wyglądało na to, że sięgają prawie do ramion) i bransoletki. Wszystkie zdobione były delikatnym, kwiatowym motywem, który przypominał Rizie ten na jej własnej sukience.
- Śliczne, prawda? - spytała Winry, chowając swoje zakupy do torebki. - Białe złoto z brylantami i cyrkoniami. Pytałam ekspedientki z ciekawości, tak mi się podobało.
- Musi kosztować fortunę - zauważył Brosh, pojawiając się nagle tuż za plecami dziewczyn.
- Tego mi nie chcieli powiedzieć - zmarszczyła czoło Winry. - Dowiedziałam się tylko, że zostało zrobione na czyjeś specjalne zamówienie. Ale nawet nie powiedzieli, na czyje.
- No dobrze - weschnęła Riza odrywając oczy od niewątpliwego arcydzieła sztuki jubilerskiej. - Została nam jeszcze jedna rzecz do kupienia.
- Co takiego? - zainteresował się sierżant, gdy wyszli ze sklepu.
- Pończochy - odparła Hawkeye. - Chyba będzie lepiej, jeśli tego konkretnego zakupu dokonamy bez pana towarzystwa.
Brosh najpierw skinął głową, a potem zasalutował i ruszył w kierunku parkingu.
- Czemu bez niego? - spytała lekko zdziwiona Winry.
- Bo najlepsze pończochy są w sklepach z damską bielizną - usta Rizy rozszerzyły się w uśmiechu - a wątpię, by sierżant miał ochotę się tam z nami wybrać.
Winry trochę się zdziwiła. Zawsze do tej pory kupowała pończochy, czy raczej jak je nazywała, rajstopy, w kioskach czy zwykłych sklepach. Okazało się jednak, że mówiąc „pończochy" Riza naprawdę ma na myśli pończochy.
- Samonośne - poprosiła sprzedawczynię.
- Właściwie dlaczego pończochy samonośne a nie zwykłe rajstopy? - spytała Winry z ciekawością, przyglądając się bacznie wywieszonym modelom staników.
- Z doświadczenia wiem, że takie są o wiele wygodniejsze. Zsuwają się rzadziej niż rajstopy - wyjaśniła Riza. - I w razie czego łatwiej jest je poprawić, gdy ma się na sobie kilka warstw sięgającej do ziemi sukienki. Dziękuję - wzięła podaną jej resztę.
Winry przesunęła się kawałek dalej i zaczęła teraz podziwiać koszule nocne.
- Zawsze chciałam mieć coś takiego - westchnęła biorąc do ręki jedwabną, niebieską koszulę. - Ale mam dziwne wrażenie, że babcia by mnie zabiła za samą myśl o kupieniu czegoś takiego.
- Nie musi wiedzieć - powiedziała Riza, biorąc od niej ten fragment nocnego ubioru. - Który kolor podoba ci się najbardziej?
- Ten, który trzymasz - odparła mechaniczka.
Hawkeye przyłożyła koszulę do niej i przyjrzała się z uwagą. Była całkiem ładna, bardziej niebieska niż błękitna, na jedwabnych ramiączkach i sięgała gdzieś do kolan.
- To zostawisz to u mnie i będziesz w tym spała ilekroć mnie odwiedzisz - zaproponowała. - Co ty na to?
Winry skinęła głową w osłupieniu. Riza podała jej znowu koszulę i sama zaczęła przeglądać zawartość wieszaków.
- Sobie też powinnam coś takiego kupić, bo w gruncie rzeczy zawsze miałam ochotę mieć chociaż jedną taką - westchnęła. - Czasem moja szafa jest aż za praktyczna i zbyt zasobna we flanelę. To jest całkiem ładne.
Wyciągnęła z wieszaka kremową koszulę, również jedwabną, ale trochę krótszą. Winry przyjrzała się jej z uwagą i pokręciła głową. Przez chwilę sama grzebała między koszulami aż w końcu wyciągnęła jedną. Ta wykonana była z ciemnoczerwonego tiulu z jedwabną podszewką i na jedwabnych ramiączkach, ozdobiona tuż przy dekolcie koronką. Podszewka sięgała gdzieś do połowy uda, tiul natomiast był trochę dłuższy.
- Jak dla ciebie, to ta będzie idealna - mechaniczka uśmiechnęła się triumfalnie.
Riza przez chwilę przyglądała się koszuli z pewnym wahaniem, aż w końcu wzięła wszystkie trzy (niebieską dla Winry, kremową i czerwoną dla siebie) i zaniosła do kasy.