Pierwotnie ten rozdział był zdecydowanie krótszy, ale zdecydowałam się, że powinniście wiedzieć, jakie będą konsekwencje niektórych wydarzeń i że rozdział kończył się w środku akcji.


Loki spał jeszcze, kiedy Sygin wymknęła się z celi i zaczęła ćwiczenia z szablami. Tak się w tym zapamiętała, że nie zauważyła, że jej przyjaciel wstał już i przyglądał się jej wysiłkom. O tym, że jest obserwowana dowiedziała się dopiero, kiedy Loki zaczął bić jej brawo. Dygnęła, schowała szable do pochew i ukryła w swoim posłaniu. Chwilę później była już w celi Lokiego.

- Wcale nieźle sobie z nimi radzisz - pochwalił ją Loki.

- Regularnie ćwiczę. Ale nawet to nie pomoże mi, jeśli Sif zechce mnie wyzwać na pojedynek - powiedziała ze smutnym uśmiechem Sygin.

- Opowiesz mi o tym przy posiłku. Po ćwiczeniach musisz być głodna - gestem zaprosił ją do stołu.

W przeciwieństwie do poprzedniego dnia Loki nie zasiadł po przeciwnej stronie stołu - przysunął krzesło na tyle blisko Sygin, by było im obojgu wygodnie. Tym razem miodu nalał tylko sobie - jego towarzyszka dostała mocno rozcieńczone wino, idealnie gaszące pragnienie.

- A więc... - spojrzał na Sygin z zaciekawieniem - co to za historia z Sif?

- Och, to zaczęło się dawno temu. Nigdy za sobą nie przepadałyśmy, a od tej afery z Jotunheimem, zepsutym triumfem Thora i jego wygnaniem do Midgardu tylko się pogorszyło. Jest zazdrosna o tę śmiertelniczkę, którą przygruchał sobie tam twój gromowładny braciszek, a całą winę zrzuca na ciebie. I na mnie przy okazji - wyrzuciła z siebie Sygin. - Nie patrz tak, wiem że to nielogiczne, ale Sif nigdy logicznie nie myślała. No, ale wracając do tematu: ta idiotka, twierdzi, że mogłam na ciebie wpłynąć, przekonać cię do wybaczenia Thorowi, bla, bla, bla. Zwykły bełkot bez cienia sensu. Kiedy spadłeś z Bifrostu, zostałam jedyną winną tego, że Thor nie zapomniał o swojej śmiertelnej przyjaciółce. Och, ciekawych rzeczy się wtedy dowiedziałam na nasz temat. Ignorowałam ją, aż wreszcie się znudziła - Sygin zrobiła przerwę i upiła łyk wina. - Przez długi czas w ogóle nie miałyśmy styczności ze sobą, bo ja rzadko opuszczałam swoją komnatę. Wczoraj pierwszy raz po prawie półrocznej przerwie, natknęłam się na nią wracając tutaj. Próbowała mnie zatrzymać, choć kulturalnie tłumaczyłam jej, że mam na wizytę u ciebie zgodę Odyna. Doszło między nami do szarpaniny, wyrwała mi zawiniątko z szablami i... Przekonała się, że coś potrafię. To musiało ją zaboleć - ona, największa wojowniczka Asgardu tak upokorzona i to przez kogo? Przez Sygin, kochankę potwora - wycedziła. Opróżniła kielich i spokojnie dodała: - Mam przeczucie, że jej duma jest tak urażona, że zechce mnie wyzwać na pojedynek. Nie wiem kiedy, znam jednak miejsce - tu, na twoich oczach, mojego, jak twierdzi, kochanka.

- No cóż Sif nigdy nie należała do bystrych osób. Z resztą tak samo jak Thor i pod tym względem pasowali do siebie - uśmiechnął się Loki. - Jakiej pomocy ode mnie wymagasz, moja kochanko?

- Naucz mnie wszystkiego, co potrafisz - powiedziała Sygin, a w jej głosie zabrzmiała determinacja. - Wszystkiego, Loki. Muszę ją pokonać.

Takiej Sygin Loki nie znał - oczy miała pociemniałe, na twarzy pojawił się wyraz zacięcia.

- Zdajesz się traktować szalenie poważnie swoje przeczucie - Loki uśmiechnął się łagodnie do Sygin.

- Nigdy mnie nie zawiodły. Czasami są bardzo mgliste, jak w sprawie zabrania ze sobą broni, czasami bardziej precyzyjne. To do takich należy - powiedziała. - Kiedy spadłeś z Bifrostu, wiedziałam, że żyjesz. Przeczuwałam też, że wrócisz. Ostatnie kilka tygodni potęgowało to wrażenie, więc co dnia spoglądałam w dal, szukając ciebie. I oto pojawiłeś się w Midgardzie - w oczach Sygin zalśniły łzy, nie spłynęły jednak po jej policzkach. - Widzisz, moje przeczucie się spełniają. I wiem z całą pewnością, że Sif wyzwie mnie na pojedynek. Kwestią otwartą pozostaje, kiedy to nastąpi.

- Mam nadzieję, że niezbyt szybko, bo to czego chcesz się nauczyć wymaga naprawdę długich miesięcy a nawet lat ćwiczeń - poważnie rzekł Loki. - Zaczniemy, jak tylko coś zjesz, bo widzę, że jedzenia nie tknęłaś. Jedz, Sygin, głodna nie będziesz w stanie się skupić.

Loki był taki troskliwy. Nikt kto nie znał go tak dobrze jak Sygin, nie uwierzyłby, że jego intencje są szczere. Asgardczycy nie byli wcale lepsi od ludzi w swoich uprzedzeniach.

Po posiłku wzięli się za ćwiczenia - Loki przekonał Sygin, że powinna zacząć od czegoś w miarę prostego - znikania. Mimo wszystko okazało się, że to też wcale do najłatwiejszych nie należy.

Zniknięcie wymagało naprawdę dużego skupienia i ogromnej koncentracji na swoim ciele.

Kilkukrotnie robili przerwy, żeby odpocząć i posilić się, a potem wracali do ćwiczeń. Sygin była na siebie zła, bo nie zrobiła żadnego postępu przez co bardzo mocno się rozproszyła. Loki przerwał ćwiczenia. I zrobił dobrze, bo Azyna była wycieńczona i gdy tylko skończyli - zasnęła. Delikatnie i tak by jej nie obudzić Loki przeniósł ją na łóżko. Sam również odczuwał zmęczenie, więc ułożył się obok, otaczając Sygin ramieniem i zasnął.

Obudzili się niemal równocześnie, co skwitowali wybuchem śmiechu. Azyna szybko wyswobodziła się z objęć Lokiego i opuściła jego celę, żeby poćwiczyć z szablami. Przychodziło jej to lekko i swobodnie, jakgdyby nie trenowała walki, a taniec. Poruszała się z gracją, szable cięły powietrze i mknęły niczym smugi. Piękne i zabójcze.

- Byłaś w trakcie ćwiczeń taka rozluźniona, swobodna - skomentował Loki przy śniadaniu.

- To efekt przebudzenia w ramionach największego, jak twierdzą niektórzy, potwora w Asgardzie - uśmiechnęła się Sygin. - Chyba mnie też wkrótce będą tak określać, skoro z tobą przestaję.

- Od dawna jesteś potworem - uśmiechnął się Loki, dolewając wina do kielichów - i to znacznie gorszym ode mnie.

- Jak możesz tak o mnie mówić?! - powiedziała z udawanym oburzeniem Azyna.

Po posiłku tak jak poprzedniego dnia zajęli się ćwiczeniami. Szło im nieco lepiej i Sygin zaczęła robić postępy.

- To efekt tego, że nie jesteś taka spięta - powiedział jej na koniec Loki, kiedy oboje siedzieli pogrążeni w lekturze.

Sygin nie odpowiedziała, posyłając mu delikatny uśmiech. Jednocześnie zlustrowała twarz swojego towarzysza. Ślady po walkach, jakie Loki stoczył w Midgardzie zniknęły całkowicie.

- I znowu mi się przyglądasz - mruknął Loki.

- Bo patrzenie na ciebie sprawia mi przyjemność - szepnęła Sygin. - Zwłaszcza, że nie wyglądasz tak żałośnie, jak w momencie powrotu z Midgardu. Ślady po walkach, które tam stoczyłeś zniknęły całkowicie i wyglądasz na wypoczętego.

- Jak wiele widziałaś z tego, co się tam działo? - zapytał, spoglądając na przyjaciółkę z ciekawością.

- Wszystko Loki, wszystko. To było bolesne przeżycie, zwłaszcza, że byłeś o włos... - Sygin nie dokończyła, bo Loki przyłożył jej palec do ust, gestem nakazując ciszę.

- Nie mówmy o tym - szepnął jej do ucha - to nie jest odpowiednia pora. A teraz, jeśli nie masz nic przeciwko chętnie bym się położył.

Położyli się oboje, choć Sygin wcale nie była śpiąca. Loki zasnął szybko, ale sen miał niespokojny i przerywany. Jakby wspomnienie o Midgardzie naruszyło jakąś czułą strunę, albo przypomniało coś niepokojącego.

Sygin leżąc na boku, głaskała delikatnie Lokiego, szepcząc uspokajające słowa, ale niewiele mogła poradzić, bo nawet nie wiedziała przeciw czemu walczy. Wyraźnie przegrywała tę walkę, bo sen Lokiego był coraz bardziej niespokojny, a twarz wykrzywiał mu wyraz cierpienia.

- Loki - szepcząc jego imię, chciała przywołać go do świadomości. - Loki! - już nie szeptała. - LOKI! - krzyknęła rozpaczliwie.

Loki powoli otworzył oczy, pociemniałe z bólu.

- Nie przejmuj się tym, czasem tak mam - powiedział przepraszającym tonem. - Przestraszyłem cię, prawda? Przepraszam, naprawdę nie masz się czym przejmować - powiedział lekko, udając że nic się nie stało.

- Loki - szepnęła czule Sygin, delikatnie muskając jego włosy. Wpatrywała się w niego intensywnie, jakby miała wypatrzeć przyczynę tego, co się z nim działo. - Bałam się, nadal się boję.

- Nie ma czego, Sygin, nie ma czego - powiedział Loki, usiłując dotknąć ręką policzka przyjaciółki. Ledwo udało mu się nieznacznie unieść dłoń, a jego twarz wykrzywiło cierpienie. Zacisnął zęby, jakby walcząc z czymś, oczy mu pociemniały jeszcze bardziej, ale kiedy ponownie spojrzał na przyjaciółkę, były z powrotem jasne. I co ważne, uśmiechał się z lekkim zakłopotaniem. - Już dobrze, Sygin, już ze mną w porządku - aby jej to udowodnić wyciągnął rękę i dotknął jej policzka.

- Auć, jest lodowata - powiedziała Sygin.

- W końcu to dłoń Jotuna - szepnął. Zreflektował się jednak i gdy znowu jej dotknął, była zaledwie chłodna. - Jeśli to możliwe, chętnie bym się czegoś napił - dodał nieco głośniej.

Sygin przyniosła Lokiemu kielich z winem. Sobie nalała wody. Uważnie obserwowała czy z półleżącym na łożu mężczyzną wszystko w porządku.

- Czym spowodowane bylo to... coś? Ten atak? - spytała łagodnie.

- To długa i skomplikowana historia, która zaczyna się upadkiem z Bifrostu, a kończy tu, w tej celi. Ale to nie czas na nią. Śpijmy, obiecuję, że tej nocy nic się już nie wydarzy - powiedział Loki, przyciągając Sygin do siebie i wtulając się w nią.

I rzeczywiście, przytulony do przyjaciółki spał spokojnie. Sygin za to w ogóle prawie nie zmrużyła oka, to zapadając w niespokojny półsen, to budząc się, by sprawdzić, czy Loki miewa się dobrze.

Po upływie kilku godzin, Azyna zdecydowała, że nie ma sensu dłużej próbować zasnąć. Z resztą Loki też się już obudził, więc uznała, że mogliby spożyć wspólny posiłek.

- Nie spałaś - stwierdził Loki, patrząc na przyjaciółkę z naganą - mimo że zapewniłem cię, że już wszystko dobrze.

- Chciałam mieć pewność, że nic złego się z tobą nie dzieje. Czy to źle? - spytała.

- Nie, ale musisz też myśleć trochę o sobie.

Przy posiłku Sygin uparła się by obsługiwać Lokiego, choć twierdził, że naprawdę nie ma takiej potrzeby.

- Wprawiasz mnie w zakłopotanie - powiedział w końcu. - Czuję się dobrze i nie ma potrzeby, żebyś skakała wokół mnie, jakbym był co najmniej umierający.

Podziałało - Sygin uśmiechnęła się przepraszająco i starała się zachowywać najnormalniej w świecie. Ale jej myśli wciąż wracały do tego, co działo się w nocy (tak ciężko było jej oduczyć się myślenia schematem dzień-noc), więc nic dziwnego, że nie mogła się powstrzymać od pytań:

- To nie był pierwszy taki... atak?

- Nie, odkąd tu jestem miały miejsce dwa.

- Kiedy?

- Sygin to...

- ...nieistotne - przerwała mu. - To chciałeś powiedzieć? Dla mnie jest to istotne.

- Pierwszy, kiedy zasnęłaś niemal przytulona do bariery.

- A drugi?

- Wyszłaś się przebrać. Powinienem Sif wysłać podziękowanie, że cię zatrzymała, bo byłem wtedy w naprawdę fatalnym stanie i nie chciałbym, żebyś mnie takiego widziała.

- Och, Loki - szepnęła - gdybym wiedziała...

- Gdybyś wiedziała, to czy cokolwiek by to zmieniło? - spytał ponuro Loki. - Co byś zrobiła? Zabiłabyś Sif?

- Jeśli nie pozostawiłaby mi wyboru...

- Nie, Sygin nie jestem tego wart, byś niszczyła swoje życie. I tak wiele poświęcasz dla mnie, ale śmierci Sif Thor by ci nie zapomniał. Zabiłby cię. A martwa nie byłabyś tak atrakcyjna - uśmiechnął się na koniec Loki, obracając wszystko w żart.

Sygin nie uśmiechnęła się w odpowiedzi, cały czas była poważna.

- Loki, to nie jest temat do żartów - powiedziała. Po czym wróciła do wypytywania: - Kiedy to się zaczęło?

- A ty znowu... - upór i troska w spojrzeniu Sygin sprawiła jednak, że nie dokończył. - Jakiś czas temu. Tam, gdzie bywałem czas płynął inaczej, ciężko jest mi określić to za pomocą tutejszej rachuby. To taki rodzaj zapłaty. Nie mówmy o tym.

- Zapłaty? - Sygin była zaniepokojona.

Loki ostentacyjnie przewrócił oczami.

- Opowiem ci w stosownym czasie. Sygin, błagam, nie pytaj o nic więcej, bo czuję się, jakbyś mnie przesłuchiwała. A to mnie irytuje - choć na twarzy wciąż miał uśmiech, to w jego oczach czaił się chłód.

Śniadanie dokończyli w milczeniu, a potem Sygin pod czujnym okiem Lokiego ćwiczyła. Musiała się skupić na tym co robiła, więc nie mogła myśleć o nocy.

W końcu osiągnęła jakieś efekty i choć jej znikanie trwało krótko, Loki zawyrokował, że jest na dobrej drodze do opanowania tej umiejętności.

Zrobili przerwę, żeby Sygin mogła odpocząć przed nowymi ćwiczeniami.

- Wszystko w porządku? - zapytała Sygin kładąc głowę na kolanach Lokiego.

- Tak, Sygin, wszystko w porządku. Nie martw się już - mówił do niej uspokajającym tonem. - A z tobą wszystko dobrze? Nie spałaś całą noc. Może powinnaś się zdrzemnąć - zasugerował, a kiedy nie dała mu odpowiedzi, zorientował się, że już drzemie.

Delikatnie jak tylko mógł przeniósł ją na szezlong i okrył swoim płaszczem.

- Loki - mruknęła nie otwierając oczu. Czuła wyraźnie jego zapach, więc uznała, że przytulił ją do swojej piersi.

Kiedy się obudziła, zdała sobie sprawę, że jest przykryta jego płaszczem. Uśmiechnęła się, szukając Lokiego wzrokiem. Dostrzegła go, opartego plecami o szezlong. Wyglądał jakby spał, ale kiedy się nad nim pochyliła okazało się, że pogrążony jest w lekturze.

Kiedy tylko Sygin się poruszyła, Loki odwrócił się w jej stronę.

- Wyspana? - spytał.

- Tak, chyba tak - odpowiedziała szybko. - Och, tego było mi trzeba - przeciągnęła się.

- Wracajmy w takim razie do ćwiczeń.

Iluzje szły Sygin zdecydowanie lepiej niż znikanie. Choć może miała takie wrażenie, bo zaczęli od najprostszych, statycznych obiektów. Samo stworzenie iluzji obiektu nie było trudne, ani szczególnie męczące, ale utrzymanie jej kosztowało całkiem sporo energii. A Loki nalegał, żeby utrzymywała je jak najdłużej się dało.

Kiedy skończyli, a Sygin wydawało się, że ćwiczyli całą wieczność, choć jej towarzysz utrzymywał, że nie minęło więcej niż cztery godziny, Azyna była wycieńczona.

- Padam z nóg, będę więc wdzięczna, jeśli ta noc obędzie się bez rewelacji - powiedziała z uśmiechem.

- Ile jadu w tak krótkim zdaniu - rzucił Loki. - Wiesz, już tęsknię za troskliwą Sygin - wyszczerzył zęby w uśmiechu.

- Och, w takim wypadku jutro znów będę troskliwa. Zatęsknisz za moimi złośliwostkami - zawyrokowała, układając się wygodnie w łożu.

- Strasznie gadatliwa jesteś, jak na tak zmęczoną osobę. Może w takim wypadku powinnaś jeszcze chwilę poćwiczyć - zaśmiał się Loki.

- Och, miej trochę litości - zawołała.

- Przecież jestem potworem, którym matki straszą dzieci, nie znam litości - mruknął. - Przytulisz potwora? - zapytał, kiedy Sygin nie zareagowała na poprzednią uwagę.

- Och, jak czegoś chcesz to potrafisz być uroczy - szepnęła sennym głosem. - Przytulę przyjaciela, co ty na to?

- Nie martw się - wyszeptał jej do ucha, kiedy już wygodnie się ułożył. - To będzie spokojna noc.

Loki nie miał racji, bo choć z nim było wszystko w porządku, to Sygin cierpiała z powodu koszmarów. Wróciło w nich echo ostatnich dni, a w szczególności zaś poprzedniej nocy.

Obudziła się z krzykiem, budząc zdezorientowanego Lokiego. Sygin była porządnie przerażona i musiał długo i intensywnie przekonywać ją, że to były tylko złe sny.

- Zobacz, wszystko jest ze mną w porządku - mówił.

A kiedy i to nie pomogło, wziął ją w ramiona i przytulił, najmocniej i najczulej, jak umiał. Dopiero wtedy Sygin nieco się uspokoiła.

- Przyniosę ci miodu, napijesz się i spróbujesz zasnąć, dobrze?

Sygin długo jeszcze nie mogła zasnąć, więc Loki, chcąc czy nie chcąc, opowiadał jej historie ze swojego dzieciństwa. Część z nich znała, bo przyjaźnili się od dawna i co ciekawsze opowieści już słyszała, jak choćby tą, w której Thor, po przegranym zakładzie, musiał założyć sukienkę Friggi i ku radości Lokiego oraz pozostałych paradować w niej cały dzień.

W końcu zmęczenie dało o sobie znać i Sygin zapadła w głęboki, spokojny sen.